Bartek Bibrowicz – jak dobrać regenerację do dyscypliny? #89

Bartek Bibrowicz – jak dobrać regenerację do dyscypliny? #89
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Prawidłowo dobrana dieta, wystarczająca ilośc snu oraz aktywny odpoczynek jako metody regeneracji w sporcie zawodowym i amatorskim. Czy warto prowadzić monitoring treningu, snu oraz regeneracji u każdego?
Czy każdy powinien dźwigać ciężary? Oraz jaki wpływ ma trener przygotowania motorycznego na prewencję urazów zawodników?

Tym razem na moje pytania odpowie fizjoterapeuta, szkoleniowiec oraz prezes Polskiego Stowarzyszenia Treningu Motorycznego. Aktualnie koordynator Athletic Performance Legii Warszawa, natomiast w ostatnich latach przebywał w Chinach i był trenerem przygotowania fizycznego oraz koordynatorem chińskiej delegacji na Igrzyska Olimpijskie.

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie. To kolejny podcast z serii #DachowskiPyta, ja, Michał Dachowski, oczywiście jestem ja, Michał Dachowski, ale jest też z nami gość, a dzisiaj porozmawiamy sobie jaka jest rydza między trenerami w Polsce, a w innych krajach, czym się różni stabilność, mobilność, co jest ważniejsze i o tym kluczowym aspekcie – moim zdaniem – treningu, jakim jest regeneracja. O tych tematach możemy rozmawiać, bo dzisiaj moim gościem jest:

Bartek Bibrowicz, witam serdecznie wszystkich słuchaczy, mam nadzieję, że to będzie ciekawy dla wszystkich czas.

Ja tak samo. Bartek, może nie wszyscy cię jeszcze znają i wiedzą co robisz, więc przedstaw się pokrótce względem tego, co robisz.

Dzięki Michał. Nazywam się Bartosz Bibrowicz, od ponad trzynastu lat działam w polskiej motoryce, od prawie piętnastu lat w polskim sporcie, jestem prezesem Polskiego Stowarzyszenia Treningu Motorycznego oraz, co chyba najważniejsze – koordynatorem departamentu [niezrozumiałe 0:01:05] Performance w Legii Warszawa.

To o Legii na samym końcu, bo to jest bardzo interesujące, więc zostawmy na koniec. Zacznę chyba od tego, co też wymieniłeś, czyli do Polskiego Stowarzyszenia Treningu Motorycznego – po co?

Przede wszystkim, żeby zebrać w jednym miejscu, na wzór dużych organizacji światowych, trenerów przygotowania motorycznego, wszystkich fanów, którzy chcą działać w przygotowaniu motorycznym, tym bardziej, że jest to jedna z najbardziej i najszybciej rozwijających się gałęzi ogólnie w polskim sporcie, fitnessie, ale i fizjoterapii. Coraz bardziej staje się on popularny i nie mówimy tylko o zawodowcach, ale i amatorach i myślę, że nasze 9 lat działań powoli zaczyna z tego zbierać owoce i docieramy do coraz szerszej grupy odbiorców, którzy chcą po prostu rozwijać się w treningu motorycznym, korzystać z szeroko pojętego wachlarzu usług, jakie stowarzyszenie daje w ramach swojej działalności, a jesteśmy non profit, chociaż organizujemy szkolenia dla trenerów, działamy z międzynarodowymi organizacjami i jesteśmy autorami kwalifikacji, która została przedstawiona jako trener przygotowania motorycznego przy Instytucie Badań Edukacyjnych.

Kim dla ciebie jest trener przygotowania motorycznego? Co ta osoba, w klubie, czy dla tego zawodnika, miałaby robić? Jaka jest jego główna rola?

Trzeba odnieść się do tego jaka jest historia. Tak naprawdę, w latach 70-tych, 80-tych, w Stanach Zjednoczonych, pojawiali się trenerzy, którzy zajmowali się siłą, dołączali do sztabów szkoleniowych, potem ta rola ewoluowała, gdzie było to nazywane strenght and conditioning, czyli było to dołożenie elementów wytrzymałości i elementów związanych z budowaniem systemów energetycznych, czyli tak naprawdę trener od siły i kondycji. W Polsce, patrząc na rozwój, trzeba odnieść się do nomenklatury motoryczności, czyli kształtowania zdolności motorycznej, gdzie siła i wytrzymałość są tylko elementami całego procesu, bo mamy jeszcze zdolności koordynacyjne, komitywne i te wszystkie rzeczy, które budują zdolności motoryczne człowieka. My zajmujemy się więc wycinkiem budowania sportowca, człowieka aktywnego, który chce rozwijać się wieloetapowo, a elementy budowania siły i wytrzymałości są jednym z płuc, które trzeba tam ułożyć, więc można powiedzieć, że są teraz też w Polsce, w różnych dyscyplinach, trenerzy sprawności fizycznej lub przygotowania fizycznego. Jeśli chodzi nam o samą nomenklaturę, jest to bardzo rozbudowany temat i staramy się to też mocno ułożyć i tak naprawdę stąd się wziął też pomysł na stowarzyszenie, które cały czas rozwijamy.

Czym się różni trener personalny od motorycznego?

Trener personalny, opisany w ramach kwalifikacji EQR 4 zajmuje się przede wszystkim pracą z osobami zdrowymi, kiedy głównym celem jest poprawa tego wizualnego i zdrowotnego trybu życia, gdzie tak naprawdę trener personalny pomaga realizować cele związane ze zdrowiem. Jeśli mówimy o przygotowaniu motorycznym, to jest to już odniesienie do osób uprawiających sport, chcących realizować pracę czy utrzymać rezultat w postaci jakiegoś wyniku sportowego – czy to amator czy zawodowiec, to jego trening jest troszeczkę inny i to już nie jest osoba dbająca o sylwetkę, poprawę zdrowia, tylko osoba, która chce osiągnąć różnego rodzaju wynik sportowy. Jest bardzo dużo dyskusji, czy możemy mówić o przygotowaniu motorycznym na tym najwyższym poziomie – w ligach sportowych i związkach czy mówić także o amatorach. To, co my chcieliśmy zrobić, dając w związku sportowym możliwość łatwego określenia własnych potrzeb dla trenerów przygotowania motorycznego, chcieliśmy ustandaryzować podstawy potrzebne do pracy z amatorami i dać umiejętności, kwalifikacje trenerom, którzy chcą pomagać zwykłemu Kowalskiemu osiągać większe lub mniejsze cele sportowe.

Czyli ja, jako amator sportu, chcąc lepiej grać w jakąś dyscyplinę, powinienem najpierw trafić do trenera personalnego, żeby tam się sprawdzić, czy mogę trafić od razu do trenera przygotowania motorycznego, bo to jest jakby kolejny level? Czy to trochę nie ma znaczenia w tym amatorskim sporcie?

Na początek musisz trafić może do fizjoterapeuty, bo trenerzy przygotowania motorycznego mają kompetencje testowania i oceny przede wszystkim osób zdrowych, które chcą realizować różnego rodzaju treningi. Trener personalny, może być trenerem przygotowania motorycznego – chodzi o to, żeby wyposażyć trenerów w narzędzia potrzebne do pracy z klientami, gdyż, jeśli będziemy mówili o pacjentach, to będziemy mówili w kierunku fizjoterapii. Dla nas jest więc najważniejsze, żeby trener personalny – i to jest świetny temat do rozmowy z moim partnerem, który rozwija trening personalny, a trenerów przygotowania motorycznego, gdzie oni poprzez swoje działania, chcą realizować rozwój aktywności dążącej do wyniku, czy do osiągnięcia jakiegoś małego sukcesu, bo dla jednego będzie to przebiegnięcie maratonu, dla jednego ukończenie go w jakimś określonym czasie, dla jednego ukończenie runmageddonu, a dla jednego granie w lidze warszawskiej. Uważam, że trenerzy personalni powinni posiąść kompetencje do pracy z takimi osobami i oczywiście mogą to robić, jeśli oczywiście mają takich klientów, ale jeśli ktoś specjalizuje się w przygotowaniu motorycznym, to tak naprawdę będziemy rozmawiać, czy jest to osoba amatorska czy zawodowiec – to już są tak naprawdę kolejne kierunki dla rozwoju trenera. Myślę, że ta branża fitnessu jest olbrzymim polem możliwości dla trenerów i fizjoterapeutów.

Jak udaje ci się zaprosić tak wielkie gwiazdy na tą doroczną konferencję? Jak to robisz?

Zapraszając wykładowców z różnych krajów?

Tak. Jak ich przekonujesz, że warto przyjechać do Polski i dzielić się wiedzą?

Jeśli popatrzymy na osobistości, które już nas odwiedziły w Polsce, czyli biorąc tak naprawdę od 2009 roku, pierwszy raz ściągając osoby związane z [niezrozumiałe 0:09:27] performance czy z esosem, następnie Dan Baker – tak naprawdę przyjeżdżają ze względu na wizję naszej organizacji, widzą to, że my, jako polskie stowarzyszenie jesteśmy jednym z najprężniej działających organizacji w Europie. Tym bardziej, że współpracujemy z NNSA, UKCA i współpracujemy z [niezrozumiałe 0:09:55], czyli z australijskim stowarzyszeniem trenerów przygotowania motorycznego, gdzie, jeśli chodzi o rozwój trenerów, według filozofii, jest najbliżej i tak naprawdę to ta synergia pomiędzy tymi organizacjami pozwala nam zapraszać takie osobistości. Nie ukrywam, że mój pobyt za granicą otworzył wiele drzwi, pozwolił zbudować sieć kontaktów i tak naprawdę z wieloma wykładowcami jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi na poziomie koleżeńskim i typowo przyjacielskim. Bardzo dobre relacje cały czas mam z [niezrozumiałe 0:10:35], który jest uznawany za jednego z najlepszych trenerów przygotowania motorycznego, który nadał popęd rozwojowy, który pracował w NFL i wydał książkę, która jest, tak naprawdę, handbookiem dla trenerów – co zrobić, żeby rozwijać się jako marka osobista w treningu motorycznym. Taką samą osobą jest Ian Geffrey, który zakładał UKCA, czyli Stowarzyszenie Trenerów Przygotowania Motorycznego w Wielkiej Brytanii czy Dan Baker, który zrobił to w Australii. Te osoby, widząc nasz rozwój na poziomie polskim i reprezentowanie Polski na projektach związanych z komisją europejską czy na bardziej europejskim forum, widzą wartość i chcą być częścią tego, widząc wymierne korzyści także dla siebie, choćby możliwość przyjechania w okolicach grudnia do Polski, spędzenia świetnego czasu z polskimi trenerami i możliwości zrobienia zakupów przedświątecznych na naszych targach. My też jako organizacja staramy się mocno budować te relacje partnerskie i część wykładowców przyjeżdża ze swoimi rodzinami i spędzają tu czas – czy to Warszawa, Wrocław czy Poznań i mają bardzo miłe wspomnienia i chcą tutaj wracać. W tym roku mówimy o drugiej edycji post pandemicznej, gdzie jedną edycję zrobiliśmy online w 2020 roku, gdzie mieliśmy ponad 400 osób, które się zapisały i otrzymały dostęp do wykładów. W zeszłym roku było 120 osób w nowej lokalizacji.

Poznań, tak?

Tak. W tym roku też, patrząc jak buduje się społeczność trenerów na świecie, ograniczyliśmy też możliwość, ilość osób, z tego, żeby zrobić bardziej aktywną konferencję, dać zadania trenerom, zbudować troszeczkę więcej networkingu, dużo osób, które przyjeżdżają związane są bezpośrednio ze stowarzyszeniem, odbywają szkolenia – aska, czy szkolenia z naszymi wykładowcami, takimi jak Łukasz Oleksy czy Bartosz Kiedrowski czy wielu innych, którzy cały czas się rozwijają. Nasza wizja rozwoju to małe zmiany i docieranie do osób, które mogą coś wyciągnąć z każdej konferencji, bo my już od dziewięciu lat organizujemy 3, flagowe eventy, które cieszą się bardzo dużą popularnością.

Porównajmy teraz trochę polską pracę do tego, co się dzieje na świecie. Przygotowywałeś olimpijczyków chińskich do olimpiady, to powiedz kilka słów o tym, na ile to było wyzwanie, a na ile łatwa robota?

Tak naprawdę do Chin trafiłem w okresie przed Igrzyskami Olimpijskimi w Rio de Janeiro, więc to był 2013 rok, kiedy pierwszy raz konsultowałem różne firmy – poprzez współpracę z firmą Kaiser, bo od wielu lat jestem związany z tą marką i przez nią trafiłam do Chin, przez ich master trenerów. Mogąc obserwować cały proces olimpiady, bo jak wiemy jest to okres pomiędzy igrzyskami, przeszedłem przez wiele sportów, trafiłem w końcu poprzez prywatną firmę, która utworzyła jeden z największych centrów treningowych, który projektowaliśmy razem z Goranem Markowiczem, tam było ponad 3 tysiące metrów, wszystko było wyposażone w najlepszej marki sprzęty, obecnie taki model, który stworzyliśmy jest już w sześciu aglomeracjach chińskich, więc to pozwoliło pokazać, że da się to zrobić i mój kontrakt został wykupiony przez komitet olimpijski, gdzie piastowałem pozycje w sześciu czy siedmiu kadrach, co było wyzwaniem. Wyjazd na Igrzyska Olimpijskie do Tokio był uwieńczeniem, a sukcesy zawodników były fajnym dodatkiem, bo najważniejsze dla mnie było to, że udało się przygotować zawodników bez kontuzji, a ich sukcesem było to, że zdobyli medale.

Co jest najtrudniejsze? By ty przygotowywałeś ping pong, tak?

Byłem związany z tenisem stołowym przez prawie 2 lata, ale moją rolą na Igrzyskach Olimpijskich – my stworzyliśmy w hotelu, poza wioską olimpijską, centrum treningowo-motoryczno-regeneracyjne, gdzie ze względu na bezpieczeństwo okołocovidowe wszystkie kadry olimpijskie Chin miały swoje centrum, czyli mieliśmy osobną siłownię, salę do regeneracji i dział do fizjoterapii. Zawodnicy, którzy wielokrotnie byli w różnych kadrach mieli swoich trenerów przygotowania motorycznego z różnych krajów. Na Igrzyska Olimpijskie pojechały tylko 4 osoby ze sztabu fizjoterapeutyczno-motorycznego, w tym moja osoba, no i moim zadaniem było, poza opieką nad tenisem stołowym, pomaganie innym sportom, które korzystały w tym centrum.

Dla mnie tenis stołowy jest narodowym sportem chińskim.

Tak.

Jednym z wielu, pewnie, ale jednym z głównych, podejrzewam. Dlaczego oni oddali przygotowanie komuś innemu? Nas to zawsze fascynowało dlaczego ty się tam znalazłeś i co trzeba zrobić, żeby jakaś nauka z tego była, żeby trafić do narodowego sportu nie będąc tej narodowości. Dla mnie to jest niesamowite.

Myślę, że moja droga do trafienia do tenisa stołowego w Chinach w tamtych czasie była trochę przypadkiem, gdyż ja zacząłem pracować ogólnie dla komitetu olimpijskiego i w tym momencie kluczowi zawodnicy mieli duży problem z kontuzjami, tym bardziej, że ilość urazów, która pojawiła się na przełomie 2017 i 2018 była bardzo duża i zostałem tam skierowany, żeby pomóc, zdiagnozować i zobaczyć co można zrobić lepiej, tym bardziej, że zawodnicy, którzy uczestniczyli jeszcze w tym procesie przygotowań od tych igrzysk, bo wszystko przesunęło się o rok, byli medalistami z poprzednich igrzysk, więc potrzebowali opieki. Przy wcześniejszych igrzyskach kadra Chin miała kilku fizjoterapeutów zagranicznych i oni też osiągnęli bardzo duży sukces, więc przenikanie się tej medycyny chińskiej z nowoczesnymi formami fizjoterapii jest w Chinach coraz większe i myślę, że tak naprawdę tutaj ta kadra Chin potrzebowała innego spojrzenia na problemy zawodników i poprzez to, co się wydarzyło w tym okresie i jak udało się pomóc zawodnikom, jakie wyniki osiągali, tym bardziej, że patrząc z mojej perspektywy to nie były rzeczy skomplikowane, tylko potrzebowały konsekwencji, terapii i treningu i udało się to osiągnąć w krótkim czasie. Przez to kadra Chin zaproponowała mi pozostanie na dłuższy okres, tym bardziej, że miałem pełen kontrakt z Federacją Siatkówki, bo przez prawie 2 sezony pracowałem z kadrą Chin, miałem też bardzo dużą pracę przy ośrodku piłkarskim, więc można powiedzieć, że działo się dużo.

Wracając do tego tenisa stołowego – miałeś taki jeden punkt, który znalazłeś i uznałeś to za przyczynę czy tu troszkę, tu troszkę, albo co zdiagnozowałeś i co trzeba było poprawić, żeby oni byli lepsi?

Nie chodzi o to, żeby zawodnicy byli lepsi, a żeby byli zdrowsi i bardziej mobilni. Musiała być zmiana podejścia od regeneracji, odpowiednie rzeczy związane z pracą zawodników przed i po treningu, delikatna zmiana nawyków żywieniowych, bo one mają jeszcze bardzo dużo do poprawy, więc pomagaliśmy kirodozingiem suplementacyjnym i pomocą celowaną, dużo elementów w prewencji, elementów związanych z treningiem siłowym, przede wszystkim ukierunkowanym na słabe ogniwa u zawodników, bo jeżeli jesteś cały czas w pozycji wykrocznej i masz uderzenie paletką czy rakietką tenisową, to masz elementy rotacji i dostaje i kręgosłup i biodra, cały czas poruszasz się do boku, stawy skokowe muszą być odpowiednio przygotowane i zabezpieczone, czasem trzeba zastosować elementy związane z tapingiem, gdyż obciążenia są bardzo duże. Jeśli weźmiemy pod uwagę cały tenis stołowy, to ci zawodnicy pracują między 6 a 7 godzin dziennie w treningu podzielonym na 3-4 jednostki i to jest tak naprawdę narodowy sport chiński, wymagający bardzo wąskiej specjalizacji, bardzo specjalistycznego treningu i ten trening przewyższa inne nacje. Wszystkie elementy treningu fizycznego mają charakter prewencyjny, pozwalający im wytrzymać trudy tak ciężkiego treningu technicznego.

Widziałeś na pewno kilku trenerów motorycznych chińskich i kilku naszej narodowości, więc czy mamy czego się wstydzić? Czy nasze działania w tym 2022 roku są na poziomie europejskim, czy jeszcze gonimy świat?

Uważam, że nowoczesne przygotowanie motoryczne jest dość młodą gałęzią treningu w Polsce, więc można powiedzieć, że zaczynają się kształtować liderzy, którzy przekazują swoją filozofię szerszej grupie trenerów i tak naprawdę wśród tych liderów jest dość wysoki poziom umiejętności, wiedzy, a także opiekowania praktycznego i to cały czas się rozwija, ale patrząc choćby przez rekrutację, którą prowadziłem do dwóch ośrodków w Polsce, na rynku nie ma za dużo trenerów, którzy chcieliby podać rękawice i zaryzykować pracę na najwyższym poziomie tak o. Bo to można podzielić – czy ktoś by nie chciał pracować w klubie sportowym, gdzie potrzebne jest stuprocentowe zaangażowanie, pracowanie po godzinach, wyjazdy na mecze, dodatkowe treningi wyrównawcze – nie jest to łatwe. Myślę, że trzeba być szalonym, żeby się tego podjąć i pracować w klubie sportowym na pełen etat, ale są trenerzy w Polsce pracujący w koszykówce, siatkówce, piłce nożnej, którzy mają świetne wyniki, jest wielu trenerów, którzy korzystają z narzędzi przygotowania motorycznego i my wiemy, pracując w środowisku klubowo-związkowym, że dużo większe pieniądze są w sektorze prywatnym i dlatego trzeba być szalonym, żeby godzić się na niektóre stawki i pracować w klubie, ale praca w klubie daje ci innego rodzaju emocje, które musisz wziąć pod uwagę, innego rodzaju wymagania, niż praca z klientem indywidualnym. Jeśli miałbym powiedzieć, patrząc na naszych trenerów, których znam i doceniam, to jest bardzo wysoki poziom, wielu z nich poradziłoby sobie za granicą, tylko problemem jest to, że żeby wyjechać z Polski musisz być lepszy niż te osoby, które są w danym kraju, czyli musisz mieć jedną lub kilka cech, które pozwolą ci wyróżnić się na tle tych trenerów, którzy są w danym kraju. Na wyróżnienie zasługuje chociażby Łukasz [niezrozumiałe 0:24:53], który wyróżnił się na tle irlandzkich trenerów czy w Wielkiej Brytanii i otrzymał możliwość pracy na najwyższym poziomie w Harlingu w Irlandii. Są trenerzy, którzy pracują choćby w siatkówce, to znowu jest Łukasz Filipecki, który wyjechał pracować do Turcji, to znaczy, że ich rozwój i ich umiejętności są na takim poziomie, że ktoś ich zauważył. Często też wyjazdy za granicę są związane z kontaktami z trenerami prowadzącymi lub odpowiedzią potrzeb zawodników, bo często zawodnicy rekomendują osoby, z którymi chcieliby pracować, więc tak, rozwijamy się, poziom jest mocno zróżnicowany, ale są w Polsce osoby, które pracują na wyższym poziomie i mają umiejętności, żeby osiągnąć sukces międzynarodowy. Pytanie, czy oni tego chcą, czy potrzebują wyjeżdżać, czy chcą podjąć rękawicę i wyjechać, spróbować całkowicie nowych wyzwań w innej kulturze, może w kraju o innym języku albo w całkowicie innym sporcie.

To jest taki problem typu rodzina i zostawiasz albo ją zabierasz, masz ograniczone kontakty ze znajomymi, musisz szukać nowego pola, bo jesteś w innym państwie i w innej kulturze.

Dlatego mówię: to jest adaptacja, to są inne zachowania, inne podejścia. To, co mocno chciałbym zaakcentować to to, żeby nie tylko kształcić się w narzędziach typowo technicznych do pracy jako trener przygotowania motorycznego, rozwój siły, kondycji, treningu mobilności, stabilności, regeneracji, ale przede wszystkim język obcy. Bez tego nie ma możliwości wyjścia na bardzo wysoki poziom wyjazdu z Polski. Pierwszy wyjazd z kraju do pracy miałem jako trener przygotowania motorycznego dla MZT Skopje i pracowałem w Macedonii przez prawie 7 tygodni, jako trener pomagający przy preseason w drużynie, więc to był duży wyjazd, który pozwolił mi się zderzyć z inną kulturą, innym językiem, odnaleźć się będąc samemu, mieszkaniu samemu. Trzeba się zorganizować, znaleźć sklepy…, to jest dużo codziennych rzeczy, z którymi trzeba się zmierzyć. Czy wszyscy są na to gotowi – uważam, że nie, a nie wszyscy chcą nawet spróbować, więc zostają w swojej specjalności czy specjalizacji, którą robią będąc trenerami przygotowania w danym mieście, ośrodku czy danym związku.

Czy w drużynach – ekstraklasa albo reprezentacje narodowe – powinni pracować trenerzy przygotowania motorycznego z dwuletnim doświadczeniem?

W Polsce jest troszeczkę odwrócony trend – determinantem zatrudnienia kogoś w klubie nie jest wiedza i doświadczenie, a czasami są rzeczy związane typowo z finansami i często do związków i klubów sportowych trafiają osoby nie mające dużego doświadczenia, często uczące się dopiero zawodu, będące konkurencyjne cenowo na rynku. To, co powinno być jako weryfikacja pracy na najwyższym poziomie, to powinniśmy bazować na doświadczeniu i wcześniejszej historii pracy z zawodnikami na podobnym poziomie. Jeśli są możliwości, to ja będę bardzo mocnym adwokatem tego, żeby najbardziej doświadczone osoby pracowały na najwyższych szczeblach, po to, żeby pozwolić się tym osobom o mniejszym doświadczeniu rozwijać. Wejdziemy wtedy w taki mentoring i łatwiejsze zastępowanie tych bardziej doświadczonych, którzy chcą potem odejść z takiego związku i muszą wykształcić młodszego, żeby mógł przejąć ich rolę i to jest, moim zdaniem, bardzo ważne. Taki system jest bardzo dobrze rozwinięty w Stanach Zjednoczonych i w Australii, że na najwyższym poziomie pracują osoby o bardzo dużych kwalifikacjach, z wiedzą i doświadczeniem – nie tylko zawodowym, ale i komunikacyjnym i socjalnym, pozwalającym osiągać wyniki. Jeśli mamy skarb narodowy w postaci zawodnika elitarnego w danej dyscyplinie, to czy my chcemy dawać mu trenera czy fizjoterapeutę, który w ogóle nie ma doświadczenia albo który się uczy? Czy my wzmacniamy w tym momencie jego możliwości treningowe, czy tak naprawdę poddajemy go pewnego rodzaju eksperymentowi?

Chyba nie trzeba odpowiadać.

Zostawiam to jako pytanie otwarte, ale to, co chciałbym, to chciałbym, żeby jak najbardziej doświadczeni trenerzy mieli jak najwyższe możliwości zarobkowo-reprezentacyjne pracy w klubach, chciałbym, żeby oni inspirowali i kształcili młodzież. Nie znaczy, że wszystkie ekstraklasowe kluby potrzebują jednego trenera przygotowania motorycznego, bo można być tym trenerem i rozbudowywać to formami stażowymi i kształcić osoby, które, jeśli znajdą pracę w tym klubie, to znajdą pracę na innym poziomie w podobnej dyscyplinie.

Przejdźmy do innego tematu. Miałeś taki wykład: mobilność a stabilność. Co dla ciebie jest ważniejsze? Albo kiedy nad czym mamy pracować?

Nie wiem, czy pamiętam, żebym taki warsztat… Może ja go organizowałem, bo to był bardziej warsztat z fizjoterapeutą kadry Chin w siatkówce z Gregiem [niezrozumiałe 0:31:44], który wielokrotnie był na konferencji PSTM, który pokazywał zależność… Nie kojarzę tego warsztatu.

Dobra, to co jest ważniejsze: trening czy regeneracja?

A co jeśli powiemy, że odpowiednia regeneracja po optymalnym treningu?

To by było super. To pójdźmy dalej: od czego powinniśmy zacząć mówiąc o regeneracji?

Przede wszystkim, mówiąc o jakiejkolwiek formie regeneracji, musimy się odnieść do celu treningu, więc jeśli mamy odpowiednio zaplanowany trening, który ma doprowadzić nas do efektu treningowego przykładowo, czy to jest rozwój siły, mocy, wytrzymałości, szybkości lub w innych dyscyplinach elementów technicznotaktycznych, to dobór regeneracji będzie opierał się na efekcie, który nam trening dał, czyli mogą to być zmiany typowo fizjologiczne, czyli powrót do homeostazy po takim treningu lub w strefie mentalno-ludzkiej, czyli powrót elementów psychologicznych, walka ze zmęczeniem, odprężenie układu nerwowego i praca na układzie nerwowym, co też jest bardzo ważnym elementem. Podam ci bardzo ciekawy przykład: w treningu sprinterów Chinach, wiedząc, że ci zawodnicy są cały czas bardzo mocno pobudzeni względem układu nerwowego, ich cały trening jest treningiem układu nerwowego, na wysokich prędkościach, z wysokimi ciężarami, to czego oni będą potrzebowali w regeneracji? Kolejnego stymulusu, który układ będzie pobudzał, czy elementów wyciszenia? Zauważyliśmy świetny efekt regeneracji, kiedy zawodnicy, którzy byli poddawali naszemu treningowi, bo mieli od razu elementy związane z treningiem w basenie, floating i pasywne formy regeneracji, choćby z wykorzystaniem masażu, więc jak pytasz mnie…

Jak to sprawdzaliście? Co było dla ciebie takim monitoringiem i co było mierzone?

Największa część, którą położyliśmy u sprinterów to był cały system mega wave, jeszcze w Chinach używaliśmy systemu, który miał z 15 lat, przypinając zawodników do elektrod, nie tak, jak w klasycznej, nowej formie z zawodnikiem leżącym 4 minuty, tam się wykonywało też skoki…

High jump?

Tak, zwykłe cemiotki lub squad jumpy plus odpowiedź układu nerwowego i mega wave w bardzo prosty sposób pokazuje ci dominację układu pobudzonego u zawodnika. Wiem, że obecnie bardzo dużo z tego systemu do monitoringu układu nerwowego stosuje Jurek w CPI, czyli instytut programujący i opiekujący się zawodnikiem UFC, oni też mają bardzo mocno rozwinięty system analizy ciała i treningu zawodników po to, żeby jak najszybciej zawodnicy wracali do odpowiednich parametrów hemostazy, żeby mogli trenować jeszcze bardziej efektywnie, ale jeśli wrócimy do sprintów, to te formy terapii były dla nas najbardziej optymalne. Ze względu na doświadczenia, które miałem w lekkoatletyce w Chinach, zaczęliśmy stosować bardziej aktywną regenerację w basenie, poruszanie się ze specjalnymi pasami…

Czyli to nie ma być leżenie w jacuzzi, tylko znowu jakieś zadania, które mają wykonać w wodzie.

Tak. Stosujemy to też w Legii Warszawa – jest to aktywna regeneracja poprzez ćwiczenia w wodzie, albo w obciążeniu albo, jeśli nie jest głęboki basen, to po prostu w poruszaniu się, dynamicznego stretchingu, różnych form bardziej dynamicznych, nawet małych skoków, podskoków, skipów, chodzenia, rozciągania, a to, co robiliśmy z siatkarzami, bo ich trening jest bardzo eksplozywny, jest dużo skoków, zmian kierunków, przyspieszeń, hamowań, lądowań, więc stawy są poddane dużym obciążeniom koncentryczno-ekscentrycznym, czyli żeby dać odpocząć stawom i mięśniom wprowadzamy zawodników do wody, czyli naturalnego środowiska odciążenia, dajemy czas na dekompresję stawów i pracę typowo tkankową w oku, w takiej formie aktywnej lub pasywnej.

Sprawdzaliście też temperaturę wody? Czy to też ma znaczenie?

Jeśli chodzi o temperaturę wody, którą stosowaliśmy, to stosowaliśmy basen normalny, pływacki, dla ćwiczeń aktywnych. Jeśli chodzi o terapię zimnem czy ciepłem, to mamy zupełnie inne protokoły i jest tu stosowana zupełnie inna forma regeneracji, więc w basenie jest przede wszystkim dekompresja stawów, a także praca na układzie nerwowym w celu jego wyciszenia, a w momencie, kiedy pracujemy ciepło-zimno, bardziej chcemy się skoncentrować na tym, co jest tak zwanymi elementami krążeniowymi, czyli cały element wolsawy i bardziej przepompowania metabolitów potreningowych w różnych formach, czyli przy zimnej wodzie skurcz naczyń krwionośnych, wyrzut w celu usunięcia metabolitów czy tak samo w terapii kontrastowej. Jeszcze do tego, jeśli mamy terapię zimnem, to schłodzenie tkanek, jak zawodnicy MMA mają problemy ze stłuczeniami różnego rodzaju, siniakami, to to też powoduje delikatną kompresję, a także zmniejszenie tego stanu zapalnego, więc jest trochę inny cel zastosowania tych środków odnowy biologicznej albo regeneracji.

Na ile masz wpływ w Legii na sen? Bo mówisz o śnie, jako o najważniejszym elemencie regeneracji. Na ile kontrolujecie albo kontrolowaliście też w Chinach – rytm snu czy wejścia w fazę rem, albo próbowaliście to jakoś polepszać?

Zacznijmy może od tego, jak to wyglądało w Chinach. W Chinach, to, co jest, uważam, doskonałą formą programowania, regeneracji po treningu jest forma kulturowa. Zawodnicy rano jedzą śniadanie, idą na pierwszy trening, ten trening lub ten blok treningowy, który trwa od ósmej do dwunastej, następnie to, co jest dla nich ważne, to jest krótka przerwa na lunch – około 30-40 minut i następnie obowiązkowa drzemka. W Chinach jest to zwykle między godziną a półtorej, czasami do dwóch, czyli to nie jest taka klasyczna drzemka – power nap, stosowana obecnie w sporcie lub w badaniach naukowych, tamta jest dużo dłuższa. Następnie zawodnicy znowu około piętnastej zaczynają drugi blok treningowy, a jak go skończą, to udają się na jedzenie i następnie mają trzeci blok, który może być treningiem regeneracyjno-kompensacyjnym albo typowo regeneracyjnym i one trwają zazwyczaj do dwudziestej drugiej. W tym Chińczycy są bardzo precyzyjni. Nie ma tam czegoś takiego, jak mierzenie snu, była bardziej rozmowa na temat jakości tego snu.

Czyli subiektywne odczucie…

Tak, bardziej subiektywne. To, co chcieliśmy wyłapać, patrząc na mój zespół i mój sztab pracy z różnymi kadrami, to czy były jakiekolwiek disturbance, czyli problemy związane z zaburzeniem. Czasami to się bierze z posiłku, czasami z jakiegoś zatrucia pokarmowego, infekcji, ważne było dla nas to, czy zawodnik spał tą długość i nie było żadnego problemu ze wstaniem, czy może miał problem, musiał się budzić często i bardziej szukaliśmy tego typu informacji, a to szło do trenera głównego i on podejmował decyzję, czy zmniejszyć mu obciążenie czy w ogóle się tym nie przejmować. Jeśli chodzi o to, co robimy teraz, to dużo dało mi, z mojej filozofii pracy, spotkanie z [niezrozumiałe 0:42:04], to jest autor książki “Dobry sen”.

W Manchesterze pracował, tak?

Tak, on obecnie pracuje prywatnie z piłkarzami i on traktuje sen poprzez 10 kroków – nawyków, żeby przygotować się do snu poprzez zastosowanie nawyków w swoim rytmie pracy około dniowej, czyli jaka jest temperatura, jakie jest zaciemnienie, ile jest czasu od posiłku, jaki był wysiłek, czy był telefon te 30-40-50 minut czy laptop. Serdecznie polecam słuchaczom tego podcastu tą książkę, gdyż Nick świetnie to opisuje. My zaprosiliśmy go w zeszłym roku do Warszawy i w tym roku ma się określić, czy będzie z nami na konferencji PSTM-u i odbędzie dodatkowe warsztaty z zawodnikami. U nas w Legii Warszawa cały sztab otrzymał ode mnie w zeszłym roku tą książkę, także, żeby fizjoterapeuci i trenerzy mogli jeszcze lepiej poznać nawyki dążące do tego, żeby ta regeneracja była jak najlepsza, bo możemy robić wszystko na basenach, ale jak zawodnik dobrze nie śpi i nie zje, to nie ma dobrej regeneracji, więc to pozwoliło nam bardzo fajnie przyjrzeć jakie możemy dawać zawodnikom wskazówki. W zeszłym roku pięciu zawodników poprosiło mnie o zamówienie książki w języki portugalskim, niemieckim i angielskim, więc szukaliśmy jej, jako że ciężko jest ją znaleźć. Polecam.

Jakbyś miał określić – ta aktywna regeneracja jest ważniejsza czy ważniejszy sen? Takie podejście nawet zawodnika amatora i podstawowych drużyn – druga, trzecia liga. Od czego zaczynamy?

Sen, odżywianie i wszystko wokół tego. Bez tego nie ma możliwości wyjścia na najwyższy poziom, w zależności też jaki sport, ale to, co przyjmujemy, co jest naszym napędem i to jest jedna z najważniejszych filozofii, którą wprowadziliśmy i w Legii Warszawa, postawiliśmy na zasadę food first, możliwość dostępności jedzenia od razu po treningu, okołomeczowo, pomeczowo, jako pierwszy krok do regeneracji, dbamy o sen zawodników wyposażając ich w różnego rodzaju możliwości przespania się w wygodnym autobusie, przespania się w hotelu, zrobienia power nap w ośrodku i edukujemy zawodników, że lepiej czasami odpuścić wieczorne wyjście na korzyść tego snu. Taką świetną historią jest Robert Lewandowski, który zawsze o odpowiedniej godzinie mówi, że idzie się położyć, po to, żeby być gotowym na nowy dzień. Często powtarzam, że takie małe rzeczy robione cały czas, mają najlepszy efekt.

Da się za długo spać i za dużo regenerować?

Chyba że całe życie się regenerujemy.

Myślisz, że 12 godzin snu to jest okej?

Pytanie po jakim wysiłku. Dla mnie na przykład wystarczające jest siedem i pół.

Ja mam rytm idealny: dwunasta – siódma trzydzieści.

Od kiedy mocno monitoruję swój sen, fazy i HR V, to staram się też tak około 11:30 być już w łóżku, kończyć swój dzień książką i wstawać, w zależności też o której mamy trening – o siódmej, siódmej trzydzieści i widzę, że wtedy mam najbardziej odczuwalny HR V, najlepszy readiness, jaki mogę mieć, a to, co mi to zaburza, to jest późny trening i późny posiłek. Nie wspominając już o alkoholu, bo patrząc, jak pojawiały się lampki wina przy kolacjach, to ten sen dramatycznie u mnie spadał.

Czym mierzysz? Wystarcza zwykły zegarek czy masz coś innego?

Od czasu pandemii jestem użytkownikiem Oura Ring, czyli systemu, który nosi się na palcu, to jest taki mały pierścień, który pozwala mierzyć to, co się dzieje z naszym ciałem. Wyszedł już pierścionek trzeciej generacji, ja mam drugi, który mam ze sobą cały czas i to jest taki mój doktor. Pozwala mi on zobaczyć, jak wygląda moja aktywność fizyczna, jak wygląda mój sen i ja go noszę tak naprawdę cały czas – ściągam go na treningi na siłowni, golfa i judo, ale wprowadzam je osobno w arkuszu, które mają odpowiednie algorytmy. Noszę go cały czas, po pozwala mi lepiej się poznać, sprawdzić, co działa na mnie dobrze, a co źle i nagle się okazuje, że lubiąc czerwone czy białe wino muszę zrezygnować z jednego, bo odpowiedź mojego organizmu na ten typ alkoholu był dramatyczny. Uczę się swojego ciała i podejścia do tego, jak wyglądają moje badania krwi, jak na przykład przez 3-4 miesiące odstawiłem alkohol, pozwalając się oddać regeneracji, normując pracę serca, hormonów i tak naprawdę Oura Ring dużo mi pozwala weryfikować samego siebie.

Kiedy powinniśmy zacząć myśleć o monitoringu, takim Oura Ringiem, każdym liczbowym, w treningu amatora?

Moim zdaniem monitoring osób świadomych powinniśmy prowadzić cały czas. Niezależnie od tego, czy trenujemy czy nie, poznajemy swoje ciało i swoje życie, które mamy jedno, więc żeby ta jakość życia i jakość starzenia się była jak najlepsza, powinniśmy dbać o siebie i widzieć jak ona na nas działa, a nie gdybać i dochodzić do momentu, kiedy jest już za późno. Teraz jest bardzo dużo pracy siedzącej i pojawia się aktywność pikowana. Jest jakiś problem – zaczynam coś trenować i wszystko spada. Świadomość Polaków bardzo rośnie, chcą się dowiedzieć więcej na temat swojego ciała, więc jeżeli jest możliwość monitoringu codziennego, to jestem tego dużym fanem. Cały monitoring związany też z badaniami krwi, czy kobiety czy mężczyźni, odpowiednim procesem starzenia się, bo ja, ty, także i słuchacze, to my każdego dnia jesteśmy starsi. Żeby ta jakość była najlepsza, pracując – odnosząc się do trenerów w bardzo stresujących środowiskach – też musimy o siebie zadbać. Ja wiem, ile zdrowia kosztowało mnie, jako trenera, te 5 lat w Chinach, codziennego stresu i przygotowań do tych Igrzysk, więc od kiedy wróciłem do Polski musiałem mocno postawić na jakość, poprawy własnych parametrów życiowych, dając sobie możliwość, pracę w wymagającym środowisku, o jak najlepszych parametrach. Jak mogę pomagać innym, skoro sam o siebie nie zadbam?

A czy taką panią lat pięćdziesiąt też powinniśmy tak monitorować, czy to też nie ma sensu?

Ostatnio słyszałem, że babcia to 40 czy 50. Absolutnie. Pamiętajmy, że ta krzywa wieku bardzo mocno się zmienia, więc osoby czterdziesto–pięćdziesięcio-sześćdziesięcioletnie są coraz bardziej aktywne. Myślę, że to jest też zadanie fizjoterapeutów, trenerów personalnych i trenerów przygotowania motorycznego, budować świadomość, żeby jak najwięcej się ruszać. Czy takie osoby w takim wieku same sięgną po taki monitoring – pewnie nie, ale mają one wnuków, mają swoje dzieci, które słuchają nas, słuchają siebie i telewizję i takie elementy monitoringu mogą przekazywać, po to, żeby polepszyć jakość życia. Zauważyłem też inną rzecz, że nie musimy wykonywać bardzo mocnych aktywności typu bieganie po 10 kilometrów, pięciu siłowni w tygodniu – żeby czuć się dobrze. Zauważyłem, że będąc konsekwentnym, poza aktywnościami w tygodniu, dorzucę 30 minut spaceru 3 razy w tygodniu w okolicach wieczornych, to poprzez te aktywności jakość mojego snu dramatycznie wzrosła.

Oczywiście. Wczoraj robiłem trening siłowy – 25 minut i wracając z pracy o 22:00 zrobiłem spacer 20 minut i to wpłynęło naprawdę dobrze i nie było to ani usystematyzowane ani nie liczyłem serii, po prostu się poruszałem i przy mojej aktywności i moich potrzebach to wystarczyło.

Wystarczyło nawet nie przy twoim, ale i osobach starszych, bo te 30 minut to jest takie spalanie – 150-200 kalorii. Patrzymy przede wszystkim na poziom jakości powietrza, które mamy. Teraz będzie coraz więcej dymu ze spalań, chociaż obecna sytuacja energetyczna nie pozwoli nam tak mocno grzać w domach, ale patrząc na to, takie wyjście… Najzdrowszymi osobami są osoby, które mają zwierzęta – będą musiały mieć ten ruch. Jeśli możemy zachęcić nawet fizjoterapeutów, którzy siedzą 7-8-9 godzin w gabinetach, pracują, robią ćwiczenia, ale żeby oni znaleźli czas na wyjście na spacer, przejście się nawet wokół bloku, wyjście do zieleni, to bardzo mocno wpłynie też na kolejne [niezrozumiałe 0:54:54].

To kiedy mamy dźwigać ciężary? Powiedziałeś o spacerze, a kiedy normalne osoby, zjadacze chleba, nie sportowcy – mamy dźwigać czy nie?

Dźwigać w jak najlepszej formie potrzebnej do codziennego życia.

To musi być przysiad, musi być wykrok, dźwiganie olimpijskie, dwubój, trójbój, czy możemy dźwigać też własny ciężar ciała.

Wróćmy do tego, jaki chcemy cel. Ja uważam, że na przykład osoby starsze, z tej grupy agingowej, kiedy wiem, że z wiekiem spada masa mięśniowa, uważam, że im wyższa masa mięśniowa, tym zdrowiej i bezpieczniej dla takiej osoby. Z tego względu nie chodzi tylko i wyłącznie o samo zdrowie układu mięśniowego, ale także o zabezpieczenie przed upadkami, więc im wyższa masa mięśniowa, tym nasz układ kostny jest bardziej chroniony. Im wyższa masa mięśniowa, tym poziom tkanki tłuszczowej niższy, więc mamy mniej przeciwwskazań do problemów krążeniowo-oddechowych. Wiemy, że nadwaga, otyłość i rożne inne formy nadmiernej ilości bardzo mocno wpływają na jakość życia. Jeśli miałbym cokolwiek powiedzieć ze swojego doświadczenia, to dźwigać. Nie jestem ekspertem w pracy z osobami starszymi, ale widzę, że trenerzy czy fizjoterapeuci pracujący długi czas w swojej profesji, jeśli nie dodają aktywności fizycznej, to w pewnym momencie mogą dojść do możliwości ciała, które ich ogranicza i nie pozwoli wykonywać aktywnej pracy. Więc tak, fizjoterapeuci, chodźcie na spacery, dźwigajcie, śpijcie dużo i uprawiajcie dużo seksu.

Czy ufasz albo jesteś w stanie zrozumieć otyłego trenera przygotowania motorycznego? Czy to w ogóle jest możliwe?

Jeśli popatrzymy na trenerów przygotowania motorycznego, to ich rozpiętość, nie wiem czy to wagowa, jest bardzo różna. Na przykład w Stanach, pewni trenerzy pracujący w college-ach mają odpowiednią masą mięśniową – zwykle to są byli zawodnicy po dyscyplinach takich jak zapasy, czy w Chinach, to większość trenerów była z brzuszkami. To jest bardziej podejście estetyczne. Trener przygotowania motorycznego powinien mieć estetyczny wygląd, ale najważniejsze jest to, co potrafi i jak się rusza. On ma ukierunkować swoich podopiecznych na jak najlepsze rezultaty, często kosztem siebie, bo jak mamy za dużo stresu i nie zrobimy tych rzeczy, o których mówiłem, to możemy wpaść w błędne koło, że będziemy zablokowani hormonalnie i będziemy mieli siły, żeby się ruszać i przez to będziemy tyli. Często zawodnicy, kończąc karierę, będąc w wysokim poziomie stresu, od razu się rozstrajają, bo nie ma konsumpcji energii. A niektórzy jedzą tyle samo, co jedli lub jeszcze więcej. Jeśli nie jesteśmy w stanie trenować ileś razy w tygodniu jako trenerzy, a dobrze jest trenować, żeby lepiej pokazywać, ale to nie jest wyznacznik tego, że jesteś dobrym trenerem. Czasami trzeba pomyśleć, czy na pewno chcemy tak wyglądać, czy możemy zrobić coś lepiej i być przykładem. Popatrz na Rona [niezrozumiałe 0:59:32], to jest jeden z najbardziej utytułowanych trenerów pracujących w college-ach i on też ma trochę wagi, ale to, co mi się bardziej u niego podoba, to to, że jest zdeterminowany, sam zapisał się na brazylijskie jujitsu, trenuje 3 raz w tygodniu i cały czas stara się kręcić wokół tej aktywności.

Dobrym przykładem jest też Lozano, który nie był nigdy siatkarzem, a jednak umie nauczać siatkówki.

Nie każdy topowy zawodnik będzie świetnym trenerem. Żeby być dobrym trenerem, trzeba posiadać wachlarz narzędzi trenerskich, bo jeśli ja będę wykonywał świetne, olimpijskie podnoszenie, to nie znaczy od razu, że ja będę potrafił świetnie tego nauczyć. Ja nie musiałem być świetnym zawodnikiem tenisa stołowego, żeby w nim pracować. Nie musiałem być świetnym znawcą siatkówki od strony techniczno-taktycznej, ale musiałem znać elementy, które są mi potrzebne do przygotowania fizycznego. Pracując obecnie w piłce nożnej cały czas uczę się elementów taktycznych piłki nożnej, bo piłka nożna cały czas ewoluuje i trzeba nadążać za trendami, patrząc na najlepszych trenerów i inne zespoły, to to jest tak naprawdę proces wieloetapowy. Ja nie jestem trenerem piłkarskim i moja praca przykładowo nie opiera się o elementy techniczno-taktyczne, a opiera się o koordynowanie departamentu, który odpowiada za zdrowie i o przygotowanie motoryczne zawodników, więc ta wąska specjalizacja pozwala mi pracować w różnych sportach.

Trudność w byciu trenerem przygotowania motorycznego, bo musimy dbać o ogół całego zespołu, ale też patrzeć na jednostkę, która albo jest wybitna, albo najgorsza. Jak to uchwycić, żeby to miało ręce i nogi? Te treningi wyrównawcze, o których wspomniałeś, to to jest cel, że wszyscy robimy to samo, ale jedni robią coś jeszcze a inni coś mniej? To jest dobre podejście czy masz jeszcze inny sposób?

Odpowiem na bazie najnowszych doświadczeń. Jak pracujemy w sporcie drużynowym, w którym chcemy, żeby jak najwięcej połączeń między zawodnikami było na poziomie drużynowym. Nie każdy zawodnik wywodzi się z kultury o wysokiej ilości pracy fizycznej, więc trzeba wziąć to pod uwagę. Obecnie, realizując pracę z zawodnikami mamy elementy drużynowe prewencyjno-regeneracyjne, które robimy jako drużyna, ale to, co postanowiliśmy razem z moimi współpracownikami, to duży dobór pracy indywidualnej. Na różnym poziomie kariery zawodnicy pracują inaczej niż ci, którzy są pod koniec swojej kariery zawodnicy, którzy grają odpowiednią liczbę minut w spotkaniu pracują też inaczej niż zawodnicy, którzy nie powąchali murawy z ławki rezerwowych, więc realizując – albo robimy to mocno indywidualnie, co da się zrobić, tylko trzeba mieć odpowiednie możliwości zasobów ludzkich, co mocno wykorzystujemy i po ostatnich wynikach wiemy, że pewne elementy będziemy zmieniać i rozbudowywać, ale jak jest jeden trener przygotowania motorycznego w klubie, na dwudziestu zawodników, to nawet bardzo dobrze zrobiony trening drużynowy z elementami indywidualizacji będzie lepszy niż nic.

Na ile w tych indywidualnych elementach możemy zmienić technikę ruchu czy korygować coś i na ile możemy kogoś wtedy zepsuć? Pewne sporty, nawet ten, który ty wykonujesz hobbystycznie, na poziomie golfa, to jest to sport jednostronny. Na ile możemy odwracać sytuację golfową, korygować zawodnika, robić go bardziej symetrycznym niż jego sport jest?

Przez 7 lat pracowałem z Polskim Związkiem Golfa i trening zimowy był tak naprawdę treningiem kompensacyjnym, nie chcieliśmy, żeby zawodnicy uczyli się grać na drugą stronę, ale żeby korygowali swoją postawę. Dużo pracy przykładaliśmy na korekcję posturalną, czyli napięć mięśniowych. Najlepsi powiedzą, że chcemy mimo wszystko ta stronę nie dominującą utrzymywać w jak najlepszej higienie tkanki i rozwoju mięśniowego. Nie może być tak, że prawa ręka jest jak u Schwarzeneggera, a lewej nie ma. Wiemy, że dysbalans mięśniowy będziemy wpływał na różnego rodzaju dysfunkcje, więc mówię o higienie pracy – prawa i lewa. Obecnie, ze względu na koszt inwestycji, który mam w innych sportach i czerpię z nich przyjemność, odstawiłem trening siłowy tylko i wyłącznie do dwóch razy w tygodniu, kosztem grania w piłkę, robienia judo i golf. I teraz widzę, że ilość tego treningu siłowego nie jest mi na tym etapie potrzebna tyle, ile go robiłem wcześniej, bo czerpię przyjemność z innych form aktywności. Ale jeśli mam zawodnika wysokiego wyczynu, to trudno, trzeba starać się znajdować środki, żeby tego zawodnika utrzymać w jak najbezpieczniejszej higienie tkanek i to nie może być tak, że dopuścimy do zaburzenia odpowiedniego balansu w ciele człowieka. Nie mówię tylko o tym strukturalnym, masy mięśniowej, ale i balansu napięć mięśniowych w obrębie powięzi i łańcuchów mięśniowych.

Czyli [niezrozumiałe 1:06:21] w tej fazie nie startowej więcej korekcji, a w fazie startowej mniej?

W okresie offseason więcej pracy siłowej, nawet z naciskiem na stronę słabszą, w sezonie nie możemy pozwolić sobie na mniej korekcji, z tego względu, że ilość obciążeń na tą stronę, która jest dominująca jest bardzo duża, więc ją zabierzemy, to może dojść do przeciążenia, więc musimy korygować, że przy rotacjach związanych z golfem i judo, to musi pracować antyrotacyjny, żeby mięśnie, które wracają i ustawiają ruch były w wysokiej wydajności. Golfiści czy zawodnicy tenisa stołowego bardzo dużo pozytywnych efektów otrzymywali z pracy typowej mocowej, wykonując rzutami rotacyjnymi piłką lekarską na druga stronę.

Dla nich też potrzebne to, bo wtedy też rozwijają całe swoje ciało, co jest najważniejsze. Da się zrobić dobry trening motoryczny bez kajzera?

W mojej filozofii czy ogólnie?

Twojej.

Kajzer pozwala wydobyć z zawodników to – jeśli jest w danym sporcie – coś ekstra, to jest praca na 3-4% w tej całej górze rozwoju zawodnika, to jest taki dodatek i uważam, że wielu zawodników będzie miało bardzo dużo przeskoku rozwojowego używając kajzera. Ja używam go od piętnastu lat i nigdy nie chcę przestać, dlatego też trafiając do Legii wybierałem ośrodek, gdzie on będzie, jako że uważam go za doskonałą formę ćwiczeniową. Czy da się zrobić trening bez niego – oczywiście. Ja, pracując w swojej filozofii, czerpię dużo z kajzera, także widzę zastosowanie kajzera względem pracy z osobami starszymi. Czy można to zrobić treningiem siłowym? Absolutnie tak. W Chinach przez prawie półtora roku nie miałem do niego dostępu, trzeba było poradzić sobie z kettlami, hantlami i sztangami, ale w momencie, kiedy była możliwość użycia choćby kilku sprzętów kajzera, to po prostu to robiłem, ze względu też na obciążenia i formę pracy dynamicznej z zawodnikami uważam, że jest to bardzo duże ułatwienie, jeśli jest stosowane mądrze. Samo posiadanie kajzera w siłowni nic nie zmieni. Jeśli pracujemy kajzerem wolno albo robimy zwykłe tempo przysiadu, możemy robić to samo na sztandze. Kajzer pomaga w pracy, kiedy chcemy pracować na wysokich prędkościach i wysokim piku mocy.

Najlepsza maszyna w kajzerze?

Nie ma jednej.

Tu ci nie ułatwię – jedna.

Śmiałbym wybrać taką, która ma najwięcej zastosowań w treningu przygotowania motorycznego, functional trainer pozwalający pracować wielopłaszczyznowo w ruchu z obciążeniem, ale jeśli miałbym wybrać sprzęt pod rehabilitację, to lecpress – wyciskarka. Ze względu na to, że można pracować prawa, lewa noga niezależnie, można zastosować to w formie testowania siły i mocy prawa, lewa kończyna, czyli jednocześnie może być bardzo mocnym testem diagnostycznym, nie obciąża kręgosłupa, można stosować na pracy izometrycznej, bardzo mocno, bo można pracować także przy kontuzjach – prawa noga jest w skurczu izometrycznym, druga dynamicznym. U zawodników, którzy nie mogą obciążać kręgosłupa lub mieli wcześniej problemy i boją się, bo ja uważam, że zawodnicy powinni być w stanie obciążać osiowo swoje mięśnie kręgosłupa, ale niektórzy są po operacji albo jest strach, którego nie chcą przełamać, to to też pozwala nam robić elementy siły i mocy.

Niech ci będzie.

Powiem jeszcze jedno. Tak zwane sitting culfs, czyli siedzące łydki – najbardziej zapomniane urządzenie, czyli praca na soleusem w pozycji siedzącej przy zgiętych kolanach, na dużych parametrach mocy. Moje obciążenia przy koszykówce, piłce nożnej, siatkówce i lekkiej atletyce – jeden z najbardziej nie niedorozwiniętych mięśni i akurat ta maszyna pozwala pracować na wysokich wartościach mocy i przetransferować to przede wszystkim do różnych form biegu.

Ciężko jest to zrobić i ciężko dołożyć tu ciężar.

Tak, jeśli nie masz specjalnej maszyny, to ten soleus nie będzie pracował.

Kettle na kolanie – mały problem, bo za mało tam jest.

Nie jest to najprzyjemniejsze gdy zakładasz dwie dwudziestki na kolana na lekkim pochyleniu stawu skokowego, do tego hantle 40 kg – nie jest to do końca przyjemne, ale jest to możliwe i trzeba brać pod uwagę, że niektórzy tak sobie radzą. Ale jeśli mówimy o dynamicznym wybuchu pracy z soleusem to siedzące łydki z kajzera.

Widziałeś już mnóstwo trenerów przygotowania motorycznego w Polsce i na świecie, jest to dalej nowy zawód w Polsce, to co młodzi mają robić, żeby być lepszymi? Jaką drogę byś dzisiaj obrał znając swoje doświadczenie, w tym, żeby polepszać się kompetencyjnie, wyprowadzić polski sport do przodu?

Najważniejszą lekcją, którą ja dostałem, to pozostać otwartym na naukę, na krytykę, czerpać z doświadczeń innych, dużo utrzymuje się z wyjazdów zagranicznych, na konferencje, ale tak naprawdę mnie najbardziej rozwinął networking. Mówiliśmy o konferencji, że jesteśmy w stanie zapraszać wiele osób, a to znaczy, że moja sieć kontaktów na poziomie globalnym jest bardzo duża i udaje nam się te osoby tutaj ściągnąć, bo chcą być częścią tego, co my organizujemy to, dla młodych trenerów, znaleźć swojego mentora, którego chcecie słuchać, czuć się, patrzeć na niego krytycznie, nie bać się do niego napisać, zapytać czy coś może zrobić lepiej, nie zawsze wiadomo, czy ktoś odpisze, ale nie bać się tego – uważam, że to jest bardzo ważne. I wchodzić z butami i nie mówić, że jest się kimś najlepszym, nawet ja nie uważam się za najlepszego trenera przygotowania, nie ma takich, uważam, że są liderzy, którzy kształtują świadomość, rozwijają pasję i inne osoby i tak to powinno być, ale pozostanie otwartym na różne formy treningu, różnego rodzaju filozofię i znalezienie swojej filozofii, w co się wierzy, poddanie jej analizie krytycznej, bo często jest tak, że wydaje nam się, że mamy program, w którym działamy, ale on będzie działał tylko przez jakiś czas. W sporcie te schematy działają tylko do pewnego momentu. 75% rzeczy osiągniemy robiąc podstawy, ale żeby wejść w kolejne 10%, to trzeba zmienić podejście, inaczej zbodźcować organizm człowieka, a te kilka procent to już są detale, które można poznać poprzez doświadczenie i błędy innych. Czym jest doświadczenie? To jest popełnienie błędu. Ja, patrząc z perspektywy, zrobiłbym coś inaczej, może chciałbym popełnić jeszcze więcej błędów, żeby szybciej zrozumieć pewne rzeczy, otworzyć się szybciej, ale pod względem tego, co osiągnąłem do tej pory, to uważam, że jest to dobry początek i dobra lekcja dla mnie i dla innych, którą chcę się dzielić.

Co udało się poprawić w Legii Warszawa i kiedy pokonamy Częstochowę?

Świetne pytanie. Tak, żeby przedstawić naszym słuchaczom pewnego rodzaju genezę mojego znalezienia się w Legii. Ja trafiłem tam w momencie rozpoczęcia się zeszłorocznego kryzysu, więc skończyłem Igrzyska Olimpijskie i dostałem telefon, czy mógłbym pomóc zweryfikować rzeczy, które się dzieją w zakresie motoryki i fizjoterapii w klubie. Byłem naocznym świadkiem tego, jak wyglądało to przy trzech różnych trenerach, chcąc najlepiej pomagać zawodnikom i sztabom. Od tego sezonu moja rola przeszła na koordynatorską, po wielkim kryzysie, który był spowodowany wieloma zdarzeniami w klubie, bo to dziesiąte miejsce to jedno z najbardziej kryzysowych miejsc, które się w klubie odbyły.

I tak dobrze, że nie była spadku.

Pod kątem całej mentalności wokół, że w oczy zajrzało nam widmo spadku, to jest to kolejne doświadczenie, które na pewno ukształtowało mnie, sztab, wcześniejszy sztab i zawodników, żeby wiedzieć, do jakiego momentu nie chcesz dopuścić. Patrząc tylko i wyłącznie z mojej perspektywy, w tamtym okresie drużyna była bardzo mocno targana kontuzjami. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, kiedy były przygotowane takie koszulki… koszulki, że czekamy na was, czyli ile było zawodników z kontuzjami, którzy nie mogli pomóc w drużynie. W najgorszym czasie Legii ośmiu czy dziewięciu zawodników było kontuzjowanych i wpłynęło na to wiele czynników. W momencie, kiedy objęliśmy opiekę nad zawodnikami i sztabami, kiedy przyszedł nowy trener, gdzie pozwolono aplikować nowe procedury, postawiliśmy sobie jako departament motoryczno-medyczny kilka celów: przede wszystkim bardzo mocno wpływać na zawodników pod względem zabezpieczeniach, regeneracji pomocy w sposób bardzo interdyscyplinarny i etyczny, żeby pomagać im osiągnąć pik swoich możliwości. Jeśli masz ciężki sezon, to wiadomo, że pik różnych zawodników działa inaczej. Musieliśmy ich najpierw doprowadzić do pewnego poziomu wyjściowego. Czy to się udało? Patrząc po wynikach – tak, patrząc na mnie, jako czy udało się ograniczyć liczbę kontuzji – tak. Nie mówi się teraz dużo o problemach zdrowotnych i jeśli wynikają, to wynikają przede wszystkim z urazów typowo meczowych. Artur – skręcenie stawu skokowego po mocnym kontakcie, Mike Nawrocki – złamanie twarzoczaszki po kontakcie z innym zawodnikiem…

Coś, gdzie nie ma prewencji, bo ego się nie przewidzi.

Oczywiście. Kontuzja zawodnika wynika ze zderzenia z zawodnikiem, więc chcieliśmy przede wszystkim zminimalizować ilość kontuzji okołotreningowych i okołomeczowych wynikających ze stawów skokowych i to nam się do tej pory udaje. Chcemy rozwijać zespół, żeby po tym ciężkim okresie, który dalej gdzieś tam jest jeszcze za nami, zespół mógł się rozwijać. Obecne drugie miejsce, które zajmujemy jest dobrym punktem wyjściowym przed rundą wiosenną, ale to nie jest pik naszych możliwości. Tak, jak trener mówił – drużyna się formułuje, potrzebuje czasu i przygotowania, z czym się zgadzam, ale biorę rzeczy, za które ja mogę odpowiedzieć, czyli jak wygląda Legia Warszawa fizycznie. Jeśli weźmiemy 7 ostatnich kolejek, to jesteśmy w czubie tabeli i jest to związane z tym, że nie mamy dużej ilości urazów i to, co jest ważne – każdy z nas w sztabie ma przekonanie, że Legia ma grać o najwyższe cele, ale żeby grać o najwyższe cele trzeba wrócić do podstaw, zrobić je konsekwentnie i bardzo mocno i wtedy jesteśmy gotowi na kolejne wyzwania. Obecnie naszymi wyzwaniem jest wygrywać koleje mecze i tak, jak powiedział trener – wiemy, że Legia niebawem wrócić na najwyższe podium w ogóle rywalizacji, jeśli popatrzymy znowu na inne zespoły, to trzeba wziąć pod uwagę jak wystartowały, jakie mają składy, ja mocno wierzę w naszych zawodników, więc myślę, że jesteśmy na dobrej drodze.

Ważne, żeby Legia wróciła na to pierwsze miejsce, bo ja z Warszawy, ty z Wrocławia, ale jesteś już w Warszawie, więc przyjmujemy cię z otwartymi rękami. A tobie bardzo dziękuję za ten podcast, bo było dużo ważnej, merytorycznej i dobrej wiedzy. To nie tylko dla terapeutów, ale i dla zwykłych zjadaczy chleba – szczególnie to o śnie, bo to jest coś, o co wszyscy powinniśmy zadbać. Już teraz. Dziękuję ci bardzo.

Dziękuję, ale też chciałbym podziękować całemu sztabowi, z którym pracuję w Legii, bo dzięki nim zawodnicy, sztab, wszystkie osoby w klubie, mogą realizować codzienne zadania, więc dzięki nim jestem też u ciebie, Legia ściągnęła mnie z powrotem do kraju, więc jestem za to bardzo wdzięczny, a tobie i twoim słuchaczom, mam nadzieję, że przekonaliśmy trochę interesującej wiedzy z różnych tematów i mam nadzieję, że to nasz nieostatni raz.

Zgadzam się. Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze na konferencji i was wszystkich również na tą konferencję zapraszam, to dobry czas, żeby wymienić się wiedzą, zobaczyć jak inni pracują, zweryfikować tematy, które wy lubicie i zobaczyć, czy są w najlepszym poziomie i co możemy zmienić na lepsze. Dziękuję i do zobaczenia w żywym świecie, a was zachęcam do odsłuchania innych podcastów z serii #DachowskiPyta.

O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

  • 00 : 00 - Kim jest Bartosz Bibrowicz?
  • 01 : 10 - Jaki jest cel Polskiego Stowarzyszenia Treningu Motorycznego?
  • 02 : 20 - Kim jest trener przygotowania motorycznego?
  • 04 : 20 - Jakie są różnice między trenerem personalnym a trenerem przygotowania motorycznego?
  • 12 : 50 - Jak wygląda praca trenera przygotowania motorycznego w Chinach?
  • 16 : 16 - Dlaczego pracował przy drużynie tenisa stołowego?
  • 19 : 30 - Jakie są przeciążenia w tenisie stołowym?
  • 20 : 40 - Na jakim poziomie w Polsce jest przygotowanie motoryczne?
  • 27 : 20 - Czy doświadczenie jest ważne w zawodzie trenera?
  • 30 : 50 - Co jest ważniejsze: trening czy regeneracja?
  • 31 : 10 - Jakie są formy regeneracji?
  • 37 : 35 - Jaki wpływ ma sen na sportowców?
  • 45 : 00 - Jak monitorować sen?
  • 52 : 50 - Kiedy warto dźwigać ciężary?
  • 61 : 20 - Czy warto korygować zawodnika?
  • 64 : 40 - Czy Keiser jest potrzebny w treningu motorycznym?
  • 69 : 40 - Co radzi młodym trenerom?
  • 72 : 40 - Jakie zmiany wprowadził w Legii Warszawa?