Daniel Kawka – Warto zawsze znaleźć u pacjenta pozytywne rzeczy – S01E36

Daniel Kawka – Warto zawsze znaleźć u pacjenta pozytywne rzeczy – S01E36
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Daniel jest fizjoterapeutą, Międzynarodowym Terapeutą OM Cyriax i NDT Bobath, a także dyplomowanym Terapeutą PNF i Certyfikowanym Terapeuta Saebo.
Prowadzi fundację organizującą treningi piłkarskie dla osób po amputacji i urazach. Jest też twórcą znanego bloga i portalu NEOREH.

A zaczęło się niewinnie, od przypadku. Daniel zawsze chciał mieć fach w rękach, bo uważał to za najbezpieczniejszą opcję. Na początku masował ludzi w hotelach, potem postawił na rozwój, ale nie uważa masażu za gorszą „siostrę” fizjoterapii. Lata spędzone na pracy dla kogoś nauczyły go elastyczności i przekonały o tym, że najlepiej inwestować w siebie.

W rozmowie poruszyliśmy tematy “wujka Google” i jego diagnoz czy porad oraz tego, jak w ogóle podejść do radzenia pacjentom. Rozmawialiśmy też o rezonansie magnetycznym, negatywnych konsekwencjach operacji i o tym, że zawsze wypada znaleźć u pacjenta co najmniej trzy dobre (poprawnie działające) rzeczy. Zadałem Danielowi pytanie o bloga Neoreh, lekturę badań naukowych i jak to się ma do doświadczenia zdobywanego w pracy oraz skąd wziął pomysł na Fundację Kuloodporni.

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie, to już kolejny odcinek serii Dachowski Pyta. Wywiady z osobami, które moim zdaniem osiągnęły jakiś sukces w terapii ruchu albo swoim właśnie biznesie. Jesteście ciekawi to zapraszam do wszystkich poprzednich odcinków z tej serii, a dlatego że też dzisiaj mamy specjalnego gościa, bo właśnie moim gościem jest…

Bartłomiej Spałek. Miło mi, witam was wszystkich.

Cześć Bartku, bardzo serdecznie dziękuję za to, że tutaj z nami jesteś i poświęcisz ten czas na ten nazwijmy to projekt non profit, po to, żeby szerzyć dobrą wiedzę. Powiedz mi, czym się zajmujesz?

Zajmuję się od 15-16 lat, jestem fizjoterapeutą sportowym w piłce nożnej. Pracuję, zaczynałem w Katowicach, później przeszedłem do Górnika Zabrze, młodzieżowe reprezentacje Polski, począwszy od u-23, u-20, u-21 i później piękna przygoda w pierwszej reprezentacji, Mistrzostwa Europy we Francji. No trochę już gorsze mistrzostwa w Rosji, ale jest co wspominać.

Zacznijmy od początku. Do pięknej twojej przygody terapeutycznej z piłką nożną na pewno dojdziemy. Ale ty grałeś, to jest taki twój sport, piłka nożna, który ty sam kiedyś uprawiałeś czy to zupełnie niechcący?

Uprawiałem, ale może zacznijmy tak – mój ojciec od 78 roku też pracował jako fizjoterapeuta, wtedy kończył rehabilitację ruchową w ogóle na AWF-ie katowickim.

Z tego co wiem to chyba też pracował w Legii.

Tak, pracował później w Legii.

Jak to możliwe, człowiek z Katowic pracuje w Legii? Ja tego do tej pory nie mogę zrozumieć.

No widzisz, tam mało warszawiaków, chyba nie macie żadnych.

No, trzeba to zmienić.

Ojciec też był fizjoterapeutą, tak że ja podglądałem jego pracę od dziecka. Można powiedzieć gdzieś wychowywałem się troszkę w tej szatni. Wtedy były inne takie realia, w tamtych czasach jeszcze można było, ojciec mógł mnie zabierać na treningi jak mama nie miała się mną jak opiekować, no i miałem możliwość podglądania jego pracy. Piłkę też kopałem, ale ojciec mi tak cały czas mówił – Bartek, ty się lepiej ucz.

Tak wszystkim mówią, a potem wychodzi taki Lewandowski i zamyka buzię.

No, ty się lepiej ucz, bo to więcej ci da na pewno. No z perspektywy czasu na pewno nie ma czego żałować. Może też dlatego, że po prostu rodzice gdzieś nie mieli za bardzo czasu, żeby mnie wozić na te treningi, ale z perspektywy czasu, tak jak wspominałem, nie ma czego żałować, aczkolwiek nie wiadomo jak by się potoczyło, jakbym trenował i może gdzieś bym grał dalej. No ale…

Ta wiedza, którą masz dzisiaj jakby na poziomie tej sportowej rehabilitacji i treningu, bo też masz kilka szkoleń treningowych skończonych, myślisz, że dzięki temu mógłbyś, jakbyś miał ją wcześniej jako dzieciak, mógłbyś pograć więcej w piłkę?

Znaczy, czy więcej pograć? Myślę, że z perspektywy czasu, jak obserwuję tych młodych chłopaków, to nie zawsze tak naprawdę talent jest najważniejszy, ale ciężka praca, którą chłopcy młodzi muszą wykonać, wiele poświęceń. Znałem wielu… mam wielu kolegów nawet z moich roczników, troszkę młodszych, starszych, co za młodu byli mega talentami, wszyscy wróżyli piękną przyszłość piłkarską, minimum Ekstraklasa jak nie zachód, ale nie wytrzymali po prostu tego rygoru treningowego, wyrzeczeń. Wszyscy gdzieś szli na imprezę, wiadomo, biegali po podwórku, to oni musieli trenować, no też troszkę się pogubili, poszli do kolegów, no i myślę, że wielu z nich teraz ma czego żałować, bo pracują gdzieś na budowach czy na magazynach, bądź mają jakieś swoje interesy, ale na pewno to nie jest to co kochali za młodu, nie.

No dobra, to powiedz mi, bo patrzyłeś na swojego tatę, jak on pracuje. Na ile wiedziałem, że chcesz robić to samo, a na ile to jednak tata cię pokierował, że Bartku, niestety, ale idziesz na rehabilitację?

Wiadomo jak to każdy rodzic gdzieś troszkę stara się chyba kontrolować wykształcenie i kierunek swojego dziecka. Ojciec też starał się gdzieś troszkę mnie pchać może w tym kierunku. Ja jako nastolatek, wiadomo, no też nie byłem grzecznym dzieckiem, który podporządkowywał się wszystkiemu co chcieli rodzice, tak że różnie z tym bywało, ale skończyło się… Na pewno nie chciałem pracować, iść na tę fizjoterapię i pracować gdzieś w szpitalu, no to to nie było dla mnie. Ja jestem osobą, która poszukuje gdzieś wyzwań, nowych doświadczeń, stawia sobie zawsze gdzieś cele. W sporcie to mam praktycznie codziennie, tak że skończyło się tak, że poszedłem na tę fizjoterapię, skończyłem, no i później przygoda, gdzieś dwa lata praktyk w GKS Katowice, no i tak raczkowałem za darmo tak naprawdę.

Jak wspominasz studia? Co one ci dały, co dobrego spotkało cię na studiach, a co złego z czego do dzisiaj nie korzystasz?

Nie wiem, czy tak tu można mówić wszystko, żeby się nie narazić niektórym.

Ogólnie AWF katowicki jest oceniany naprawdę lepiej niż gorzej. Względem tych rzeczy, które tam się odbywały.

AWF katowicki, nie miałem możliwości gdzieś studiowania na innych AWF-ach, ale AWF katowicki to jest naprawdę szkoła dla mnie top, którą każdemu polecam jak dostaję pytania od młodych gdzieś chłopaków czy ludzi, którzy chcą gdzieś iść na tę fizjoterapię, pytają mnie, czy bardziej Akademia Medyczna, czy AWF, zawsze polecam ten AWF katowicki, tam się wychowałem, wspaniałe wspomnienia, warsztat, wykładowcy super. Tak że tutaj na pewno pod tym kątem, to na pewno jest super uczelnia.

To teraz te złe rzeczy, co jednak było słabego albo co byś dzisiaj zmienił, żeby było lepsze na tej uczelni, jak ty ją kończyłeś?

To znaczy, na pewno po co mi było tyle gdzieś takich zajęć klinicznych, jak ja i tak od początku wiedziałem, że dążę do tego, żeby być w sporcie i bardziej potrzebowałem może gdzieś tych takich ruchowych, ortopedycznych, w tym kierunku, a nie na przykład, no wiadomo, że podstawy jakiejś pediatrii też trzeba mieć, ale to już nie było mi aż tak gdzieś potrzebne. Bardziej może takie ukierunkowania, że ok, chcesz pracować z dziećmi, no to masz więcej zajęć na tych oddziałach pediatrycznych. Chcesz pracować w sporcie, no to więcej jakiejś takiej… Wtedy też to było, teraz a wtedy no to dwa inne światy w ogóle pod względem przygotowania takiego ruchowego, pracy nad ciałem, pracy manualnej. Ale myślę, że właśnie ukierunkowania tych studentów, nie, że jak już wiesz co chcesz robić, żebyś podążał w danym kierunku.

Tu zawsze takie pytanie pada – a jak nie wiesz co robisz, to musisz spróbować wszystkie, nie, i dopiero później decydować?

To tak jak są studia, no wszystko, tak, i wtedy już wybierasz. Ale jak wiesz co chcesz robić w przyszłości, to myślę, że to by była fajna sprawa dla studentów.

Co byś usunął ze studiów nie patrząc na to, że chciałeś być właśnie fizjoterapeutą sportowym?

Co bym usunął? Nie wiem, czy bym coś usuwał. No wiadomo, każdą edukację, czy to szkoły podstawowej, średniej, ma swoje plusy i minusy, tak. Nie chciałbym może wchodzić w to co usuwać, co dodać. Co dodać to może powiedziałem, co usuwać, no to wiesz, no ja studiowałem, kończyłem z 15 lat temu, pamięć mam dobrą, ale krótką.

Dobra, to tego tematu już nie drążę. Ty wiedziałeś czy chcesz pracować ruchem, czy chcesz pracować manualnie na studiach, czy od razu wiedziałeś, że chcesz to łączyć i nie ma jednego bez drugiego?

Nie, wtedy to w ogóle tak naprawdę nie było żadnych, to były początkowe gdzieś punkty spustowe, jak ja kończyłem studia, szkolenia z pracy jakiejś manualnej, to naprawdę gdzieś tylko mobilizacja stawów, to trzeba było gdzieś podążać, poszukiwać, też nie było wiedzy z Internetu tak jak teraz, że można wszystko sobie znaleźć, wyczytać. Też nie wiedziałem, też poszukiwałem, też gdzieś tak raczkowałem w tym wszystkim. Mój ojciec mi tam dużo gdzieś, no wiadomo, tej wiedzy praktycznej przekazywał, ale też ja pracowałem jak zaczynałem w Katowicach, on wtedy w Groclinie Grodzisk Wlkp. pracował, to też pół Polski trzeba było przejechać, to tylko telefonicznie. Ale no też na początku troszkę manualnie, potem wiadomo jak to każdy gdzieś fizjoterapeuta, na początku rehabilitacja taka ruchowa, trening troszkę sportowy, potem wiadomo, znowu troszkę do manualki się wróciło. Potem robiłem troszkę pod kątem przygotowania motorycznego. Skończyłem studium podyplomowe, przygotowanie motoryczne w grach zespołowych też na AWF-ie katowickim. Troszkę w tym kierunku, ale to bardziej pod kątem takim, żeby trenerowi oddać zawodnika w pełni gotowego po kontuzji, tak, że ja sobie go wyleczę, na stole manualnie zrobimy zabiegi i przygotuję go pod kątem motorycznym tak, że on jest w 100% do dyspozycji, może wejść w pełny trening. Też troszkę zajmuję się elementy piłki nożnej wprowadzenie, oczywiście nie jestem trenerem piłki nożnej, ale te podstawy trzeba jako fizjoterapeuta w piłce znać, czy jak w każdym innym sporcie. Pod tym kątem też podążałem. Potem znowu zrobiłem szkolenia pod kątem powięziówki, manipulację Stecco, którą wszystkim polecam, dla mnie jedna z najlepszych terapii, którą jak się umie, bo z wieloma terapeutami rozmawiałem to mówią – a tam jakoś im wychodzi, na jednym segmencie tak, ale tak to nie, nie ma efektów takich długotrwałych. Jestem zupełnie innego zdania. Jak umie się łączyć te wszystkie taśmy, spirale i ma się wyczucie dobre w rękach, gdzie są te densyfikacje, to naprawdę można cuda działać i mam wiele takich przykładów. Troszkę u Mazura szkolenia robiłem z diagnostyki z osteopatii.

To poczekaj chwilę, bo tu chciałem zagaić do tego pierwszego tematu, pierwszego twojego szkolenia, które ty w ogóle odbyłeś, bo to chyba każdy odbywa tuż po szkole, to jest taping sportowy. Dlaczego według ciebie jest taki pierwszy wybór? Bo kogo nie spotykam właśnie z tych czasów 85-87, wszyscy jadą na taping na dzień dobry i od tego zaczynają.

Ja jestem 82, to jeszcze dalej. Taping sportowy to nie był kinesiotaping.

Czyli co, ten twardy?

To było łączenie twardego, miękkiego, to był gościu z Anglii przyjechał, który pracował z rugbistami.

Czyli trochę taki McConnell trochę ten co teraz jest, co?

Znaczy nie, McConnell to bardziej jest troszkę korygowanie, bo McConnell też kończyłem kończynę dolną, natomiast tu jest bardziej korygowanie. Też fajny taping, natomiast tam to było typowe, no taping stawów, sztywno, staw skokowy sztywno, palce, łokcie, nadgarstek, bark. Czy to trochę sztywno-elastycznie łączone takie, czy tam kolano. Wiadomo, no w piłce ja nie mogę kolana tak na sztywno zrobić, może w rugby to przejdzie, no ale piłkarz musi mieć to kolano elastyczne, tak.

A jeżeli miałbyś z tych wszystkich szkoleń, które skończyłeś, polecić jakieś szkolenie, które jest bardziej dla trenerów przygotowania motorycznego i trenerów ćwiczących na siłowni albo fizjoterapeutów, które z tych szkoleń, które skończyłeś poleciłbyś?

No mi najbliższe jest EGZOZ, teraz oni zmienili nazwę. Najbliższe mi jest to, ja też w tę filozofię podążałem i to kończyłem. Może nie wszystko, ale myślę, że to jest fajne przygotowanie, aczkolwiek ja nie jestem osobą, która skrajnie idzie w jednym kierunku, tylko wyciąga po prostu najlepsze elementy z każdej gdzieś tam metody i staram się łączyć tak, żeby po prostu był efekt czy to treningowy, czy terapeutyczny.

Dobra, masz doświadczenie na poziomie kadry, masz na poziomie kadr juniorskich, cały czas praca z pacjentami, no i praca w klubie sportowym. Jakbyś miał powiedzieć, dla kogo i po co jest terapia manualna i dla kogo, po co i kiedy są ćwiczenia? Jak to rozgraniczasz w swojej pracy?

Dam ci taki przykład jeden – Arek Milik. Po urazie na więzadła krzyżowe, my się tak troszkę tu, co mnie też zszokowało, przyjechał na zgrupowanie, chyba to było pięć miesięcy po rekonstrukcji czy sześć może, on już był w treningu, ja mówię – Aro, przebieraj się i chodź na stół, ja sobie posprawdzam to kolano, jak wygląda twoje ciało i popracujemy troszkę. No i zacząłem pracować i on mówi – kurde, ale fajnie. Ja mówię – co fajnie. – Fajnie jak ktoś tak kolano mi podotyka. Ja mówię – ale to co, ty jesteś po sześciu miesiącach po krzyżowym i co? – No i tam mi manualnie w ogóle nie pracowali. No i to mi tak troszkę też dało do myślenia, czy my za dużo nie robimy po prostu tej manualki i po prostu nie miętolimy tego kolana, dajmy na to, na lewo, prawo, mobilizacje i tak dalej, a on robił tylko we Włoszech, zaczynają, tylko że tam praktycznie w każdym klubie, w każdym ośrodku rehabilitacyjnym mają baseny z rowerkami, zaczynał po prostu na rowerku w wodzie każdy dzień. Czy później już jakieś ćwiczenia w wodzie dodatkowe, truchty i tak dalej. I manualnie nikt tego kolana nie dotykał. A powiem ci, że miał po prostu pełny wyprost, pełne zgięcie, stabilne kolano, wszystko było ok.

A z twojego punktu widzenia to błąd jednak, czy jednak wszystko jest ok? No bo jeżeli wynik tej operacji, tego chyba prawego, tak, to pierwsze było prawe? Już nie pamiętam. Nieważne.

Tak, ale to wiesz co, nie wiem, czy to był błąd czy nie. No zrobili dobrze. To kolano wytrzymało, do teraz trzyma, wszystko jest ok, tak naprawdę to już kolejna gdzieś tam kwestia dyskusyjna, która…, pod którą, nie wiem, się niektórzy podpisują czy to robić czy nie robić, czy w ogóle operować, nie operować, czy jakie błędy się robi i dlaczego to kolano strzela, tak. No tak naprawdę nie ma jednego złotego środka, nikt nie umie odpowiedzieć, dlaczego te kolana po prostu, te krzyżowe strzelają, a kiedyś nie strzelały. Dlaczego tego jest tak dużo. Jedni mówią – a, no bo to jest to. Drudzy mówią – a, bo to jest coś innego. Brak kontroli motorycznej gdzieś samego stawu kolanowego. Jedni idą bardziej w biodro, jedni po prostu – a, za mocna czwórka, za słaba dwójka. No wiesz, to też jest dyskusyjne. Zrobili dobrze, nie pracowali manualnie, wszystko ćwiczeniami, zakresy ruchomości były, tak że robota jest dobrze zrobiona. A jak, no to już myślę, że to jest drugorzędne, tak.

A powiedz mi jak podchodzisz do tego, też na poziomie Milika, z tego co ja wiem on nie nosił żadnego stabilizatora jakby tuż po operacji.

Nie nosił i moim zdaniem bardzo dobrze. Dam ci taki jeszcze przykład, ale to za chwilę. Mieliśmy takie czterodniowe szkolenie, sympozjum właśnie w tej klinice Villa Stuart, gdzie Aro był operowany w Rzymie. Widziałem jak to tam ta wstępna rehabilitacja zaraz po operacji wygląda. Tak naprawdę od razu się obciąża, od razu się gdzieś pracuje na tej nodze. Wiadomo, to nie jest dużym ciężarem, ale jest ta praca.  A u nas mi się wydaje troszkę za dużo filozofii w tym wszystkim często jest, za dużo gdzieś sami sobie krzyżujemy to wszystko i utrudniamy tę pracę z pacjentem. Za dużo też jest pieszczenia się, to co mówiłem wcześniej, z tym miętoleniem nad tym kolanem, bo zawodnicy nawet w piłce nożnej, którzy cały czas dzień w dzień widziałem co przychodzą przed treningiem pomasować, pomobilizować, żeby rozgrzać to kolano, po treningu lód przykładają. Oni tak naprawdę nigdy nie będą na 100%, bo cały czas o tym kolanie myślą. Zawodniczy, którzy mniej zwracają na to uwagi, wychodzą na trening i po prostu się, że tak powiem za przeproszeniem, wpieprzają, wślizgi robią, trenują i kolana wytrzymują.

Więcej głowy u tych zawodników niż samego problemu, nie?

Tak jest. I to tak obserwuję przez lata, że im więcej zawodnik się gdzieś troszkę pieści ze sobą, może to być bark, kolano, kostka, tak naprawdę on nigdy nie będzie zdrowy, bo ma z tyłu głowy, on bardziej potrzebuje gdzieś może psychologa trochę niż terapeuty, bo on ma z tyłu głowy, że mu się znowu może kontuzja wydarzyć i znowu będzie miał długą przerwę.

A takie protokoły rehabilitacyjne, fazy, wejścia w ćwiczenia, to jest dobre, powinniśmy z tego korzystać, czy jednak jedziemy case by case, jak możesz to rób, a jak nie możesz to zostajemy w tym miejscu?

Oczywiście ja tak nie pracuję, no ja jestem jako fizjoterapeuta, mam super pomocnika jeszcze masażystę, ale pod kątem manualnym super gościu i jesteśmy we dwójkę i tak naprawdę nie mamy gdzieś tam czasu, bo mamy 30 zawodników pod sobą, żeby gdzieś jeszcze z zawodnikami po takich ciężkich kontuzjach się zajmować. Nie ma może tyle też sprzętu, możliwości, jak w super ośrodkach, co są przygotowane do tego typu rehabilitacji. Natomiast zawsze jestem zwolennikiem, jak się zajmuję swoimi podopiecznymi, że nie jadę po prostu schematami, że w tym tygodniu robię to, w tym tygodniu to. Owszem, trzeba jakieś te standardy zachować, natomiast trzeba dostosować indywidualnie zawsze tę rehabilitację do danej osoby, bo jeden potrzebuje więcej czasu, drugi trochę mniej. Jeden potrzebuje popracować nad siłą, inny nad elastycznością, bo ma tak spięte ciało, że jak ja mu jeszcze dowalę po prostu siły, to to jeszcze bardziej pogłębi mi te spięcia. Tak że myślę, że tutaj wszystko trzeba z głową, z nosem, z wyczuciem i nie ma złotego takiego środka dla każdego, tak.

Przejdźmy do twojej kariery, do tego GKS, w którym pracowałeś dosyć długo, 5 lat to długo. Ty kończysz studia w 2007 roku, masz magistra. Jak trafia się jako fizjoterapeuta do GKS-u, kiedy nie jesteś jeszcze magistrem?

Potrzebowali, jeszcze to były wakacje, byłem po trzecim roku bodajże, wakacje i tak po prostu sierpień, tam była, kiedyś ja też pracowałem sam i tam była jedna osoba, okres przygotowawczy i potrzebowali kogoś tak do pomocy. No i tak akurat się przytrafiło, z miłą chęcią pojechałem, tak się moja przygoda zaczęła. No tak że na początku tylko taki praktykant do pomocy, zrobienia odżywek, zaniesienia na boisko, tu gdzieś troszkę wymasowania, bo wcześniej dużo masaży się wykonywało i tak to po prostu szło, że po roku czasu, no jeszcze miałem studia dzienne, treningi też rano i to później musiałem gdzieś tak łączyć. Po roku osoba, taki Mazi, który odszedł i mi mówi – Bartek, ja odchodzę – odszedł do Polskiego Związku Biathlonistów i mówi – ale ty sobie świetnie tu sam poradzisz. Ja przestraszony mówię – jak ja sam kurde na studiach jeszcze bez takiego doświadczenia, jak to sam ogarnę. No ale i tak zostałem wrzucony na głęboką wodę i tak kilka lat, chyba 3 czy 4 lata byłem sam całkowicie z drużyną 28-osobową, trzeba było wszystko ogarnąć, masaże, tape’y, odżywki przed treningiem, po treningu, to wszystko umyć, bidony, baniaki. No tam jest naprawdę dużo roboty ciężkiej.

Katowice to była Ekstraklasa, tak?

Nie, wtedy akurat to było po degradacji, tam była upadłość, zawirowania.

Nawet jeżeli to jest pierwsza liga, nie bałeś się jako nazwijmy to młokos nic niewiedzący o rehabilitacji, pójść do takiego klubu, wejść do zawodników i powiedzieć – jestem kolejnym fizjoterapeutą i będziecie mnie słuchać?

Do odważnych świat należy, nie. No trzeba, jeśli nie jesteś pewny w tym zawodzie swoich umiejętności, wiadomo, może jeśli nawet czegoś nieraz nie wiesz, nie możesz pokazać tego po sobie, że nie wiesz i musisz zrobić tak, żeby było dobrze. Sportowcy są bardzo wyczuleni i zaraz wyczują czy gdzieś ściemniasz, czy nie umiesz swojego fachu, no ale myślę, że trzeba być też przebojowym. Mi się akurat, no wyjechałem tam do szatni, no i zacząłem pracę i się tak udało. GKS akurat to był mój klub, ja się wychowałem tam, z osiedla pochodzę, gdzie sami kibice GKS-u, tak że wiesz, później na trybunach pełno kumpli było, tak że to też może gdzieś mi pomagało, że miałem tę stronę kibicowską za sobą. No i tak poszło.

Pamiętasz jakiś taki swój błąd młokosa? Taki błąd, który dzisiaj wiesz o tym, że to było trochę tragiczne albo mega mało profesjonalne na początku swojej kariery jako rehabilitant sportowy?

Nie, myślę, że takich rzeczy akurat nie pamiętam, aczkolwiek dużo rzeczy tak jak teraz analizuję sobie i mówię, kurde, jakby tego zawodnika inaczej teraz poprowadził, tego inaczej, tego inaczej, jakby to wyprowadził, teraz wielu zawodników z takimi problemami jak kiedyś, ale to też ja może nie byłem osobą taką aż decyzyjną, wysyłało się na stół, no bo był problem, doktor mówił, że trzeba operować, no to trzeba operować. Teraz wręcz zabraniam chłopakom iść na operację. Tyle dobrze, że gdzieś mają zaufanie do mnie, no i mówią – ok Bartek, ufam ci, rób co potrafisz. No i wielu chłopaków udaje się wyprowadzić bez tych operacji.

A jak udało ci się przejść do Górnika? To już była Ekstraklasa, nie?

Akurat Górnik wtedy to był w pierwszej lidze, GKS też w pierwszej lidze. To było akurat zimą, po rundzie jesiennej, GKS miał chyba wtedy 5-6 miejsce, Górnik 4. Górnik szedł na awans, bo oni spadli latem i tam były duże naciski, żeby awansować. W Katowicach 6 miesięcy wtedy nie płacili, 6 miesięcy bez wypłaty, tak że to jest w sporcie, w piłce, normalne. Przynajmniej było, teraz już jest lepiej. No i trener Nawałka dostał, on wtedy był akurat w Katowicach, tam się z nim moja przygoda rozpoczęła, dostał propozycję do Górnika, jak tylko dostał propozycję, od razu zaproponował mi żebym przeszedł z nim tam, no i tak się zaczęła moja przygoda w 2010.

I ona do tej pory trwa, to jest bardzo długi okres czasu jak na jedno miejsce pracy, no i jakby to, że jesteś w jednym miejscu, nie?

Tak.

Jest takie powiedzenie, to kiedyś mi Staszek powiedział, że w piłce nożnej jest tak, że nie czy cię zwolnią, tylko kiedy.

No wiesz, trenerzy, akurat mam takie szczęście, że mam trenerów, z którymi długo pracuję, tak, bo to i trener Nawałka półtora roku w Katowicach, później chyba 3 lata w Górniku, z nim przeszedłem do pierwszej kadry reprezentacji piłkarskiej, a później zastąpił go trener Wieczorek, chwilę był, później trener Warzycha, ale też był prawie 2 lata, trener Ojrzyński, no to tam nie jakiś długi okres czasu, no ale teraz z trenerem Broszem, tak naprawdę 4 lata jest w klubie, to jest najdłużej pracujący trener w Ekstraklasie, bo 4 lata to naprawdę jest bardzo długo.

Aż się dziwię, że 4 lata ktoś wytrzymał w klubie.

No jest fajnie, bo jest stabilność, już wtedy wiadomo czego trener oczekuje. Mamy, wiadomo, są jakieś schematy pracy i to fajnie wygląda, natomiast jak trenerzy się gdzieś zmieniają, no to słyszę gdzieś od kolegów po fachu niejednokrotnie, że kurde, ten wydziwia, ten robi to, za pół roku czy za 3 miesiące się zmienia i przychodzi trener z inną koncepcją, zupełnie inne nastawienie, inne wymogi, inne procedury, tak że wiadomo, to wprowadza później gdzieś chaos. No ale najważniejsze tak naprawdę jest dla władz wynik, tak że my tam nie mamy nic do gadania.

Powiedz, bo widziałem na poziomie reprezentacyjnym też, bo masz porównanie, byłeś we Francji, w Rosji, na ile nasz sport, na ile to co masz do dyspozycji w Górniku, jest dla ciebie ok, a na ile jednak trzeba rzeźbić i robić działania trochę z niczego? Jakby porównując do innych zespołów, które znasz może.

Wiesz co, ja zaczynałem tak naprawdę z niczego i rzeźbiłem, no nie powiem z czego.

Wszyscy wiedzą.

Najważniejsze, żeby mieć po prostu jakąś tam wizję, fantazją troszkę, żeby po prostu, ja jestem osobą, która lubi nowości, która lubi wprowadzać, która gdzieś tak dąży do przodu i zawsze gdzieś nowinki różne wprowadzałem. Małymi krokami, na tyle, ile się dało, ale gdzieś to było właśnie fajnie odbierane przez zawodników, przez trenerów. Lata temu my chyba tak naprawdę jako Górnik byliśmy pierwsi co rollery tak naprawdę chyba używaliśmy jako klub. Jeszcze pamiętam to były takie piankowe rollery, Oz Roller się nazywały. Piankowe, teraz tak naprawdę piłkarz by się na tym położył, powiedział, że nic nie czuje.

Takie bardziej do pilatesu one były?

No, ale wiesz, takie były, nie można było nawet zdobyć twardszych, innych rollerów, dlatego korzystaliśmy z tego. Ale i tak na tamte czasy, jak się nie korzystało z piłek, z wałków, to naprawdę było coś i chłopcy sobie też chwalili, a to naprawdę też odciąża dużo, dużo pracę. Tym bardziej, że jak się jest tak jak my w klubie we dwójkę, to rollery czy urządzenia typu theragun, bardzo nas odciążają.

A powiedz, jak trafiłeś do kadry? Tak jak powiedziałeś, chyba dzięki trenerowi Nawałce trafiasz do kadry, ale to znowu też szybko się dzieje, bo to jest dwa lata po twoich studiach. Nie bałeś się, że twoja wiedza będzie za mała, że nie dasz rady? Nie było takich wewnętrznych obaw, że ta kadra u-21, która jest już ważna, bo to jest chyba olimpijska kadra, z tego co ja się orientuję?

Zależy jaki rok jest. Czy to jest rok eliminacji na olimpiadę czy nie. Niby dwa lata po studiach, ale cztery lata doświadczenia to już było, bo ja zaczynałem już dwa lata wcześniej. Ale tak naprawdę wychowywałem się od dziecka w szatni. Nie, to żart. Wiadomo, że było trochę przerażenie, no jak to, orzeł na piersi, piłkarze wiadomo, z ekstraklasy, z zachodu poprzyjeżdżają. Tam też byłem sam bez pomocy, tylko doktor, ale doktorzy to wiadomo, pracują w szpitalach w większości i w Polsce to nie jest tak, tylko niektóre kluby mogą sobie tak pozwolić, że mają trzech doktorów, codziennie doktor w klubie jest, natomiast tak to wygląda, że doktor przychodzi na mecze albo dwa razy w tygodniu, wiadomo, mają swoje obowiązki w szpitalach, swoją pracę. Klubów nie stać na to, żeby tak utrzymać dwóch-trzech doktorów, żeby cały czas ktoś był, tak. Wiadomo, strach był, ale tak jak mówię, kto nie ryzykuje nie pije szampana. Pojechałem, no i też fajnie było. Troszkę się tam zajmowałem już też przygotowaniem motorycznym, prowadziłem rozgrzewki, no bo kiedyś też było tak, że później się już zaczęło wprowadzać trenerów przygotowania, ale jak ja jeszcze zaczynałem, to tak naprawdę trenerem przygotowania to był asystent trenera, który prowadził tę część motoryczną, a ja, że gdzieś troszkę raczkowałem, trochę podążałem w tym kierunku, trochę tej motoryki, no to trener Majewski też mnie troszkę oddelegował do roboty tej motorycznej. Później jeszcze u Marcina Dorny też troszkę prowadziłem. Ale już w pierwszej kadrze no to wiadomo, to już z trenerem Nawałką to Remik Rzepka się tym zajmował bardzo profesjonalnie.

A powiedz mi ogólnie, bo mamy teraz tę kadrę, mamy Górnik, bo to wszystko idzie jakby łącznie. Na ile ty masz wtedy czas na pacjentów „zwykłych”, takich w gabinecie? Czy w ogóle porzucasz ten gabinet, czy da się to pogodzić?

Znaczy, da się, ale to jest takie, ja mam gabinet w Katowicach, ale nigdzie się nawet nie reklamuję, nawet nie mam przed budynkiem żadnej reklamy, bo wcześniej miałem, ludzie przychodzili z zewnątrz przypadkowi, a nie mam na to czasu, bardziej znajomy, znajomy znajomego. Są okresy, w których w ogóle nie przyjmuję, bo nie mam nawet na to czasu, siły. Są okresy przygotowawcze na przykład do sezonu, po dwa treningi, no to nie przyjmuję w ogóle. Natomiast jest tak po jednym treningu, no to popołudniami i wieczorem można sobie pozwolić już na jednego-dwóch pacjentów.

Tak bardziej hobbistycznie.

Hobbistycznie, no bo to wiadomo, dużo znajomych gdzieś dzwoni o pomoc, no to też głupio tak odmówić, no to wiadomo, no każdy fizjoterapeuta chyba ma w sobie coś takiego, chęć pomagania innym.

Niby taki zawód.

Jeśli się tego nie ma, no to na pewno nie będzie się dobrym fizjoterapeutom.

Dobra, a powiedz mi, ten samorozwój, no bo tak samo jak powiedziałeś, tutaj pacjent no to godzina, dwie, ale wypadałoby też gdzieś się szkolić i te treningi właśnie powiedziałeś, rano, wieczorem, no a szkolenia przeważnie wyjazdowe. Jak udaje ci się pogodzić szkolenia i pracę tak naprawdę cały rok, no bo kadra jest wtedy, kiedy kluby nie grają, więc tej przerwy takiej jak piłkarze też nie masz?

Jak byłem w kadrze, no to możliwość takiego szkolenia jak bym chciał, no też nie była taka. Wiadomo, jak była kadra, no to na te szkolenia nie mogłem jechać. Szkolenia, wiadomo, są w danym terminie, na przykład jeden, dwa terminy na rok, jeśli się nie załapiesz na to, no to trudno, przepada. Teraz nawet w weekend miałem jechać na kończyny dolne, stawy obwodowe, do Mazura. Czekałem na to, nie wiem, z półtora roku, no ale wiadomo, przez to, jak to tam nazwać, wirusa, pandemię.

Niby.

No to po prostu wszystko pokomplikowało, no i trener też mi mówi – Bartek, no słuchaj, zabronić ci nie zabronię, ale jesteś mi potrzebny. No i tak naprawdę musiałem zrezygnować. Znaczy, nie musiałem, ale chcę być z drużyną w tym trudnym okresie, mamy szanse jeszcze gdzieś powalczyć o pierwszą ósemkę, miejmy nadzieję, że to się uda. Może się uda też mi przenieść na inny termin tego szkolenia. No jest ciężko. Jest ciężko pracować w sporcie. Jeszcze powiem jedną ciekawostkę, nie będę mówił trenera, który, ale miałem trenera, który mi na przykład zabronił na jakiekolwiek szkolenie jechać. Był jakiś czas w klubie i mówię – trenerze, mam takie szkolenie fajne, ale jestem zapisany na to, tyle i tyle wpłaciłem zaliczkę. – Absolutnie, jak pojedziesz, to już cię tu nie ma. Czyli wiesz, chcesz się rozwijać, pieniądze płacić samemu, nikt ci nie pomaga w klubie, pracodawca ci nie pomaga, płacisz za szkolenia sam, robisz to, żeby lepiej pomóc drużynie, jego zawodnikom, żeby szybciej ich doprowadzić po kontuzjach, żeby może tych kontuzji, żeby zapobiec kontuzjom, a on ci mówi, że nie. No to troszkę tak słabe to było, no ale to jeden trener taki był.

To nie mówmy już o nim, żeby tutaj nie było złych rzeczy. Jeździłeś z kadrą, a byłeś w stanie podejrzeć pracę innych osób na twoim stanowisku w innych zespołach? Czy to jest mega super tajne i jakby tutaj nikt się nie chwali, nie pokazuje tego co robi?

Znaczy, może nie jest super mega tajne, wiadomo, że te szatnie, szatnie piłkarskie ogólnie są takimi zamkniętymi hermetycznymi miejscami. Rzadko tam się wpuszcza, trenerzy też nie chcą za bardzo osób z zewnątrz, żeby nawet gdzieś jechać na staż do jakiegoś klubu, podejrzeć. To jest tak ciężko, bo nawet miałem wiele pytań do mnie, wiele osób gdzieś tam chciało, no ale trenerzy mówią – nie, bo tutaj mamy taktykę, to co jest w szatni zostaje w szatni u nas, tak że to jest ciężkie. Aczkolwiek byłem w kilku szatniach zobaczyć, może nie jak pracują zobaczyć, ale bardziej bazy, jak to wygląda, jaki sprzęt, jakie tam te bazy treningowe są, ale dużo też, praktycznie na każdym zgrupowaniu starałem się dyskutować z chłopakami, z piłkarzami z różnych klubów tych topowych i nie topowych, jak to tam u nich wygląda, wyciągać jak najwięcej informacji, co robią. Wiadomo, piłkarze może nie wiedzą jaka to jest dana terapia, ale powiem szczerze, że my jako Polacy nie mamy się czego wstydzić. Myślę, że mamy bardzo fajną kadrę fizjoterapeutów, stale rozwijających się i podnoszących swoje umiejętności, kwalifikacje i jesteśmy naprawdę czołówką nie Europy, świata myślę.

Co się wydarzyło w twojej głowie i co krzyknąłeś, jak dowiedziałeś się, że będziesz fizjoterapeutą polskiego narodowego sportu?

Ale tego młodzieżowego?

Nie, już drużyny seniorów, bo do tego chcę teraz dojść.

No wiesz co, gdybyśmy byli na kamerze, pokazałbym ci moją rękę, bo aż mnie ciarki przeszły teraz. No niesamowite uczucie. No serce zabiło mocniej. Radość niezastąpiona, chyba taka jak wtedy co wygraliśmy ze Szwajcarią. No to nie jest do opisania, tak. Każdy może sobie gdzieś tam to wyobrazić. Pomyśl sobie jakbyś dostał taką propozycję. No nie, z jednej strony była radość, ale z drugiej strony – o kuźwa, zaraz przyjedzie Piszczek, Błaszczykowski i Lewandowski, oni wtedy byli w Borussii. Tyle dobrze, że jeszcze znałem dużo chłopak, no bo ze Szczęsnym, z Krychowiakiem znałem się już z młodzieżówki, z Jędzą z młodzieżówki, z Milikiem z młodzieżówki, z Górnika jeszcze wcześniej. No Pazdana też z Górnika, z młodzieżówki. No to tam dużo chłopaków się znało, natomiast wiadomo, to jeszcze byli nie ci piłkarze typu właśnie Lewy, Piszczu, Błaszczu, czy tam jeszcze Glik, Grosik. Chociaż Grosika, no troszkę się z ligi znało jeszcze z czasów Jagielloni. No jeszcze tam była inna sytuacja, że tam troszkę sztab medyczny miał być zmienione, też troszkę takie dostałem gdzieś od trenera zadanie, żeby pozbierać ludzi do sztabu, tak. Trener mi mówił – Bartek, mam do ciebie zaufanie. Zbierz sztab, masz na to tam 3 dni. Ale tak naprawdę radość była krótka i tak naprawdę trzy dni to bardziej miałem zaprzątniętą głowę kogo, co i jak, niż tak naprawdę…

Kogo ja potrzebuję, nie?

No właśnie. Ale myślę, że stworzyliśmy fajny sztab medyczny. W ogóle mieliśmy super sztab. Dużo radości, śmiechu, mieliśmy taką swoją ekipę tak zwaną remontową, tak my to nazywaliśmy. Poza trenerami ten drugi taki sztab ludzi, co tam stoją z tyłu tak naprawdę i było bardzo wesoło, jest co wspominać.

Powiedziałeś troszkę, że był ten strach przed gwiazdami z lig zagranicznych, których nie znałeś. Na ile bałeś się dotknąć kolana Lewandowskiego, że jednak go uszkodzisz?

Nie, nie bałem się, no bo to tak naprawdę czym różni się noga lewego od nogi mojego piłkarza w Górniku?

Kosztuje więcej.

No kosztuje więcej, ale jak jesteś pewny tego co robisz, umiesz swoją robotę, no to tak naprawdę czego mam się bać.

Sama świadomość, o to mi bardziej chodzi.

No świadomość, ja jechałem na tę kadrę z troszkę takim strachem, że mówię – kurde, no wiesz, to jednak najlepsze gdzieś kluby Europy i jak moja praca będzie, czy ja dobrze pracuję, czy mam na tyle takiego doświadczenia, bo to wydawało mi się, że na takim zachodzie, no to ci fizjoterapeuci, no to nie wiadomo, są jakimiś magikami z różdżkami i tak dalej. Natomiast tak naprawdę ci powiem, że tak jak wcześniej wspominałem, nie mamy się czego wstydzić, nie mamy się czego bać, jesteśmy super fachowcami w Polsce, wiele pozytywnych opinii od chłopaków, od piłkarzy w moim kierunku i nie tylko. Tak że wcale nie są lepsi w Bayernie, w Borussii, w Monaco czy gdzieś w Arsenalu, od nas.

Polecasz składanie CV do tych wszystkich klubów, że to jest realne, że młody rehabilitant czy nawet doświadczony rehabilitant z Polski, mógłby być…

Można wysłać, ale to i tak zostanie gdzieś na półce. To nie jest się tak łatwo dostać do takiego klubu. Do jednego tam jedna osoba mnie prosiła kiedyś, żebym złożył CV, do mojego ukochanego klubu zagranicznego takiego, no i tak naprawdę góra gdzieś tam powiedziała nie. No bo mówi – mamy swoich ludzi, mamy ich opłacanych, jak każdy będzie chciał swojego fizjo gdzieś tam pościągać, to zaraz się zrobi chaos, a klub bardzo poukładany. Tak że myślę, że to nie jest też tak, że złożymy CV do klubu i nas od razu przyjmą.

Nie, no jasne, ale gdzieś spróbować? Ja bym próbował. Kiedyś miałem taką ofertę.

Kto nie spróbuje, to później będziesz żałował całe życie, że nie spróbowałeś. A tak, no to będziesz wiedział, że spróbowałeś, a no niestety nie odpisali.

Czym się taki dzień twój charakteryzuje, względem jakby bardziej kadry, jak byłeś na Mistrzostwach Europy? Gadałem też ze Staśkiem na ten temat. Jak dużo pracy jest na kadrze i ile to czasu wymaga w ciągu doby?

Czym się charakteryzuje? Pracą od rana do nocy.

Czyli nie leżysz, nie ma odpoczynku? Nie zwiedzasz?

Nie, zwiedzasz, jak lecisz gdzieś na zachód za granicę, to zwiedzasz lotnisko, drogę z lotniska do hotelu, z hotelu na stadion, stadion i to wszystko. I ze stadionu na lotnisko. Tak że jedynie może okolice przyhotelowe gdzieś. No nie ma czasu. Nawet jak gdzieś na jakichś zgrupowaniach był czas, żeby tam po obiedzie dajmy na to godzinkę czasu dla siebie, człowiek zmęczony, no i chciał się położyć, no to tyle myśli w głowie, że mi jak pracowałem pięć lat w pierwszej kadrze, to nigdy nie udało się po obiedzie zrobić drzemki. Bo nawet jak chciałem, to leżałem, ale to już miałem w głowie, że zaraz muszę zrobić jedną sprawę, drugą, trzecią i tak naprawdę, nie wiem, czy to było ze zmęczenia już nawet. No nigdy nie zasnąłem. Jak się wstawało tam w pół do ósmej rano, no to do późnych godzin, czasami do drugiej, trzeciej, bo to później jeszcze chodziliśmy u trenera Nawałki jeszcze zdawać z doktorem i z dyrektorem raporty medyczne i omówienie danego dnia, kolejnego następnego dnia, co, z kim, jak, czy jakieś badania, czy jaki trening. No takie już podstawowe nasze rzeczy.

Rozumiem, że na samym zgrupowaniu czy samym wyjazdowym meczu, czy w ogóle na wyjeździe takim jak mistrzostwa pracy jest dużo. A jakie są zadania takiego rehabilitanta na poziomie samej, nie wiem, selekcji, czy jakby przed mistrzostwami? Masz wolne, czy tam jest znowu też dużo pracy takiej jakby papierkowo, nie wiem, raportowej?

Chodzi w dniu meczu?

Nie, dwa tygodnie przed meczem, czy ty masz jakieś zadania od trenera, które wykonujesz czy nie?

Każdy trener, każdy sztab ma troszkę inną swoją filozofię, inne założenia, inne wymogi. Tak jak wcześniej mówiłem, że trener przychodzi do klubu co chwilę inny, to swoje zasady, swoje reguły wprowadza. Tak też jest w reprezentacji, jeden trener wymaga więcej, trener Nawałka jest bardzo wymagający i może więcej pracy gdzieś tam jest. Natomiast to już różnie, wiadomo, że dwa tygodnie przed, koło 10-12 dni przed to myśmy się spotykali. No wcześniej trzeba, wiadomo, tam się zorientować jak zawodnicy, czy mają jakieś kontuzje mniejsze, większe, jak zdrowotnie wyglądają, bo też trener musi wiedzieć, czy ma wszystkich do dyspozycji, czy z którymś będzie problem, jak ustawić, ewentualnie jak jest jakiś mniejszy problem, no to jak ustawić program na te pierwsze dni, które na przykład trzeba zawodnika gdzieś tam jeszcze doprowadzić zdrowotnie. No ale to też już później w reprezentacji, no to jest już też trochę rola doktora tutaj, nie. No ja tak naprawdę wcześniej cały czas pracowałem w klubie, no to mam tę pracę w klubie, tak jak zawodnik na zgrupowania jeździłem.

A na poziomie samej kadry albo w ogóle twoich pacjentów, może i wyłącznie, był taki przypadek, że załamałeś ręce i na przykład uważałeś, że się nie da zrobić, a jednak się zrobiło, że udało ci się wyleczyć?

Ja jestem taki, że zawsze za wszelką cenę gdzieś dążę do tego, żeby wyleczyć. Nie wiem, może tak mam, nie wiem, ale zawsze gdzieś później poszukuję różnych możliwości. Jeśli ja czegoś nie potrafię, no to nawet poszukuję gdzieś jakiejś wiedzy u kogoś innego, ale zawsze przeważnie staram się rozwiązać sam problem, no i staram się nie załamywać rąk. Załamywanie rąk pokazuje tylko twoją słabość.

A masz jakiś przykład, że był taki przypadek mega ciężki i się udało coś zrobić z twoim, nazwijmy to pacjentem? Nie musisz nazwisk.

Miałem kiedyś. Teraz jesteśmy przyjaciółmi, Seweryn Gancarczyk, były też reprezentant, były piłkarz Górnika, teraz jeszcze trochę kopie, wiadomo, już jest na końcówce swojej kariery piłkarskiej, ze względu na wiek, ale miał problem taki w Górniku z pachwinami, z przywodzicielami. Kiedyś modne były siatki, nie wiem, czy pamiętasz, wszczepianie tych siatek, tam mu gdzieś w Monachium wszczepiali siatki, potem przecinali przywodziciele, to więcej tam problemów jeszcze narobiło. No ale problemy takie, promieniujący ból do krocza, nikt sobie z tym nie umiał w Polsce poradzić z lekarzy, jeździł, nawet był w Villa Stuart, w tej klinice w Rzymie, zapłacił kupę kasy, gdzieś mu wypalali nerwy. No naprawdę, jeździł z kilka miesięcy i nikt mu nie umiał pomóc. Wziąłem go na stół w końcu, mówię – dawaj tutaj Gancar, porobimy – wtedy jeszcze był modny ten FDM i tam uczyli mnie o przepuklinach i nagle po prostu gdzieś mu tam wjechałem palcem koło krocza, mówię – dawaj to rozbijemy. Tak naprawdę do końca szczerze nie wiem co zrobiłem, ale tak dążyłem do celu, że go po prostu postawiłem na nogi i grał, i do dzisiaj się świetnie czuje. A jeździł można powiedzieć po całej Europie, po najlepszych fachowcach i nikt nie umiał mu pomóc.

Oni chcieli wiedzieć co robią, a ty zrobiłeś. To jest ten problem, że każdy się bał dotknąć, a ty po prostu dotknąłeś i zobaczyłeś.

Dlatego też nie ma co po prostu patrzeć, a bo to trzeba tak zrobić, to tak, tu nie można, bo w książce pisze, że nie można. No rób to co ci gdzieś intuicja mówi, co czujesz. No myślę, że to jest najlepsze, żeby te ręce nas kierowały, tak, troszkę jak to w osteopatii też, żeby gdzieś podążać po prostu za tym wszystkim.

Skąd czerpiesz inspiracje do pracy oprócz szkoleń, o których mówiliśmy już, skąd bierzesz wiedzę na temat rehabilitacji i treningu?

Teraz myślę, że już jestem troszkę tak ukształtowanym fizjoterapeutą, aczkolwiek nigdy, powiedziałem sobie już za młodu, że nigdy osiądę tak, że po prostu już wiem wszystko i nie potrzebuję się więcej szkolić. Absolutnie nie. Dalej jeżdżę na szkolenia, dalej się uczę. Niektórzy mówią – kurde, to ty powinieneś wykładać po tylu latach doświadczenia, a nie się uczyć. Ja się jakoś tam aż tak nie czuję, żeby po prostu, może na chwilę obecną, żeby tę wiedzę gdzieś tam dawać. Bardziej wolę jeszcze jeździć, czerpać, żeby być najlepszym, tak jak po prostu piłkarze dążą do tego, żeby być najlepszym, żeby jak najlepiej wypaść na meczu, ja cały czas dążę, żeby być najlepszym fizjoterapeutą w piłce, żeby po prostu moi podopieczni mieli jak najlepszą opiekę i żeby mieć jak najmniej kontuzji i wtedy jak zawodnik powie – kurde, Bartek, naprawdę jesteś top – no to to mnie bardzo cieszy.

Wspomniałeś o tej osteopatii i tym trochę innym patrzeniu, to czemu teraz chcesz na to iść? Kto cię namówił?

Znaczy nie namówił, ja już chciałem lata temu iść na to, ale tak jak wcześniej wspominałeś, kadra mi uniemożliwiała studiowanie na osteopatii, gdyż tam jest około 10-11 zjazdów w roku, no a wiadomo, to później się pokrywało ze zgrupowaniami, tak że nie mogłem sobie na to pozwolić. Teraz zacząłem te szkolenia u Bogdana Mazura.

A, to on, to już wszystko jasne, to już nie musisz mówić.

Nie, że Bogdan. Dlatego nawet jak prosiłeś mnie o CV moje i tak dalej, nawet jak zobaczysz, to tam z osteopatią już było o wiele wcześniej, jeszcze przed kadrą były takie kursy w kierunku osteopatii. Ja już tak myślałem o tym tak z 10 nawet 12 lat temu, żeby gdzieś w tym kierunku podążać. Fascynuje mnie ciało ludzkie, fascynuje mnie anatomia, myślę, że to jest fajny kierunek. Nie tylko tam pomiziać, tylko że to już myślę, że trzeba dorosnąć też do tego, żeby umieć popracować tak z ciałem, tak.

A powiedz mi, czym dla ciebie się różni rehabilitant od osteopaty? Dlaczego są dwie nazwy tego? To tylko nazwa czy jednak kompetencje, działania, które wykonują te dwie profesje, są zupełnie inne?

Rehabilitant tak naprawdę to jest po tych naszych studiach i też masz kontakt z wieloma osteopatami, fizjoterapeutami, rehabilitantami i wiesz jakie podejście mają fizjoterapeuci. No to jest w większości to co na szkoleniu nauczą, jest metoda, trzeba robić tak, tak. Jak nawet na tych szkoleniach u Bogdana Mazura, to wielu ludzi w ogóle nie wie o co chodzi jak on mówi po prostu o tych przepływach, o tych komorach ciśnień, o tej anatomii, że to jest zbudowane tak. No wiesz jak uczyli nas anatomii na studiach – przyczep początkowy, przyczep końcowy. To było po prostu najważniejsze. Powięź, no to to była tylko błona otaczająca po prostu mięsień, oddzielająca jeden mięsień od drugiego, narząd od narządu i to było tylko takie pobieżne wszystko. Teraz widzisz to się wszystko zmienia. Sam nawet na tych szkoleniach u Bogdana, sam po prostu zobaczyłem jak ja mało wiem. Niby 15 lat pracy w sporcie, niby tyle szkoleń, niby tyle nauki, tyle książek przestudiowanych, ale tak naprawdę nas nie uczyli podstaw, czyli anatomii. Myślę, że tu jest też największy problem, ale czym się różni jeszcze fizjoterapeuta od osteopaty?

Stąd moje pytanie, bo niektórzy mówią, że osteopaci trochę latają jakby na miotle i na dywanie, i jakby czują przepływy.

Dlatego powiedziałem, że do tego trzeba dorosnąć. Robiłem też jakiś czas temu w Warszawie szkolenie z kranio-sakralnej i się kiedyś śmiałem po prostu jak ktoś mi powiedział – ruchy, kości czaszki, przecież czaszka jest zrośnięta. Ok, u niemowlaka tak, ale później. Jak masz czucie, jak pracujesz rękoma od lat, to to czujesz. Dlatego do tego trzeba dorosnąć, nabrać to doświadczenie czucia w palcach, to wtedy to czujesz. Ja na przykład teraz tak zacząłem pracować w klubie z moimi piłkarzami, gdzie wcześniej steko, no to oni cierpieli, wyli, przeklinali, mnie to i tak nie interesowało, ja i tyk tym łokciem wierciłem. Ale po prostu teraz oni leżą, oni się relaksują, oni odpływają mi na stole, zasypiają, a ja mam te flow takie, że tak powiem. I powiem ci, że nie mam gorszych efektów.

No właśnie chciałem spytać, jak właśnie z efektami?

Chłopcy się świetnie czują, nagle rzeczy, które wcześniej pracowałem powięziowo, na przykład miałem efekt super, ale później po jakimś czasie znowu to mi wracało. I rzeczy, które nie chciały się goić, nagle zaczęły się goić. Nagle pobudziłem gdzieś tam układ nerwowy, układ krążenia, lepsze po prostu odpływy metabolitów. Nawet nie ja zrobiłem, tylko oni się zaczęli samemu regenerować. Nagle oni po prostu mogą w większe obciążenia wchodzić i się tak nie męczą. Tak że to jest piękne, jak widzisz nagle takie rzeczy, że byś nigdy nie pomyślał, że będziesz pracował na bebechach gdzieś tam w ręce, uwolnisz jelito, tu na dwunastnicy popracujesz, trochę przefiltrujesz wątrobę i nagle pach, jest super. Albo że zrobisz gdzieś tam kranie sakralną, popracujesz, odblokujesz kompleks C0-C2, uwolnisz nerw błędny i nagle po prostu, wiesz, gdzieś on się zacznie szybciej regenerować. To jest piękne w tym wszystkim.

Znam taką jedną osobę, która na poziomie osteopatii mówi o tym, że pracuje 6 minut i to jest nawet za długo z pacjentem, bo uruchamia system i go porzuca, i nawet mówi, że idzie jakby dalej spać. Uważasz, że to jest możliwe, 6 minut na poziomie terapii uwolnienia?

Wiesz co, nie wiem, słyszałem, że tak najlepsi osteopaci pracują. Ja nie jestem jeszcze osteopatą, swoją przygodę z osteopatią dopiero we wrześniu zaczynam. Na razie robię szkolenia pod kierunkiem, pod kątem osteopatii, ale wiadomo, to jest takie liźnięcie tego wszystkiego. Ja potrzebuję o wiele więcej na to czasu. Nie mam jeszcze takiego czucia, nie mam tego takiego latania na miotle. Potrzebuję więcej czasu, ale miałem piłkarzy takich na przykład, na obozie miałem tak, że po prostu popracowałem tylko na samej potylicy. 20:30 chłop mi odjechał na stole. On nie umiał wstać. Ja mówię – dobra, koniec już, Gienek, koniec, idź do pokoju, mam następnego. A on mówi – Bartuś, ale ja nie umiem wstać. Normalnie on po prostu był tak rozlazły, tylko że widocznie on tego potrzebował. I on przyszedł do pokoju i w tym dresie po prostu po kolacji zaraz poszedł do łóżka, przykrył się kołdrą i spał do rana. Jego kolega z pokoju, Paweł, przychodzi do mnie do gabinetu i mówi – coś ty z nim zrobił? A ja mówię – co zrobiłem? – No kurde, on mi zawsze tutaj… Oni siedzieli do północy, gadali, bajera, on taki chłopak żywy, a on mówi – on przyszedł do pokoju, zawinął się w kokon pod kołdrę i śpi. Spał do rana, rano nieprzytomny w ogóle. Ale to widocznie on tego potrzebował. Popracowałem z nim 15 minut, ale potem mówi, że rewelacja, od razu inny sen, od razu inna jakość, wiesz, wypoczynku.

To jest chyba właśnie piękno naszego ciała i tak do tego trzeba podchodzić, że ilość możliwości pracy z ludzkim ciałem i metod jakie możemy stosować, jest tak duża, że dla każdego chyba starczy i każdy może znaleźć swoją drogę albo pracy, tak jak mówiłeś wcześniej, FDM-em albo FM-em, gdzie są to techniki mocne, albo tak jak mówisz dzisiaj, czyli właśnie pracy gdzieś na poziomie osteopatycznym i każdy znajdzie coś dla siebie.

Każdy znajdzie swoje miejsce, jest taki szeroki wachlarz leczenia.

I też każdy pacjent znajdzie tę terapię, którą będzie potrzebował albo tego człowieka, którego będzie potrzebował.

Dlatego ja nie skupiam się tylko na pracy jedną techniką, bo przyjdzie ci starsza osoba albo nadmiernie bolesna, to nie może zastosować FDM-u czy FM-u takiej osobie, no bo to jeszcze go przebodźcujesz. Musisz to najpierw wyciszyć delikatnymi technikami, a dopiero później możesz sobie bardziej agresywne wprowadzić.

Powiedz taką rzecz mi, bo ty masz jakby dobrego Instagrama, prowadzisz go. Do czego on ci jest potrzebny? Co ci tam daje ten Instagram? Dlaczego wpadłeś na pomysł tego Instagrama?

Mam dwa Instagramy. Jednego mam prywatnego, drugiego bardziej roboczego.

Lepiej o tym roboczym powiedzmy.

Trochę gdzieś tam na początku to było takie modne, tak, wiadomo, żeby trochę gdzieś powrzucać zdjęć, może trochę się pochwalić tym co robię. Teraz staram się trochę powoli gdzieś budować swoją markę, mam też parę pomysłów na przyszłość jeszcze, które chciałbym zrealizować. Stworzyłem swoje nowe logo takie i wiadomo, nie ma na to czasu, no bo praca w klubie, to są poświęcenia, to jest robota. Tam jest moje miejsce, w którym się na 100% zajmuję, ten Instagram gdzieś, tak jak mówię, może na przyszłość mi zaprocentuje w innych rzeczach. No ale bardziej taka zabawka. Wiem, że niektórzy żyją z tego finansowo, no ale u mnie to bardziej tak jest. Jeszcze może nie.

Bo ty jakby też prowadzisz, po zdjęciach widać, że lubisz dobrze się ubrać, lubisz to pokazać i gdzieś tam jakby pokazać też nie tylko ten świat sportu. Czy robisz to automatycznie, czy Sandra ci to jakby gdzieś pokazuje? Czy na przykład któryś z piłkarzy ci gdzieś tam podpowiedział ten temat?

Chodzi o ten Instagram taki ten roboczy, tak?

No tak.

Nie, wiesz co, ci którzy mnie znają to wiedzą, że ja po prostu taki jestem od dziecka. Nie jestem cichy, spokojny, jestem bardziej przebojowy, lubię jak coś się dzieje, lubię, jak gdzieś mnie trochę jest więcej. Nie lubię siedzieć w koncie i po prostu, wiesz, jak mnie zawołają to wstanę, tylko wolę gdzieś troszkę wyjść do ludzi, można tak powiedzieć. Jedni to lubią, ty widzę też ostatnio troszkę tam więcej followujesz.

Uczę się od ciebie.

Tam widzę też zdjęcia, portrety i tak dalej.

Zgadza się.

Tak że nie ma co przyganiać…

Nie, ja nie przyganiam, ja bardziej pokazuję, bo jakby uważam, że nas rehabilitantów, jakby w necie jest za mało i rzeczywiście tej wiedzy takiej fizjoterapeutycznej na poziomie Polski gdzieś kompletnie jest malutko względem ilości osób, które w ogóle na Instagramie siedzą.

Chciałbym więcej gdzieś dać może wiedzy. Kiedyś w ogóle jak to tam, bo miałem na początku Instagrama swojego takiego prywatnego, rodzinnego, ale potem chciałem gdzieś tak trochę może podzielić się tą wiedzą, tym wszystkim, takiego roboczego, terapeutycznego zrobić ze świata sportu, fizjoterapii sportowej, trochę bardziej gdzieś może ćwiczeń, terapii i tak dalej. Ale no gdzieś te plany, że tak, tak jak gadamy cały czas o tym sporcie, no to te plany trochę poszły na bok, no bo żeby tę wiedzę gdzieś przekazywać, no to jednak na tym Instagramie, żeby post napisać, to trzeba trochę siąść, czasu poświęcić, a ja nie mam czasu, żeby przyjąć pacjenta w gabinecie dodatkowo, a co dopiero gdzieś tam na jakieś takie…

Ale teraz też zacząłeś prowadzić YouTube do tego.

Przez tę sytuację, gdzie nas po prostu zamknęli w domach, troszkę zainwestował w sprzęt, żeby gdzieś pokręcić. Od dłuższego czasu ludzie gdzieś chcieli, żeby troszkę coś ponagrywać, trochę też pod kątem moich zawodników zrobiłem na razie 3 takie odcinki o mobilności kończyn dolnych, górnych, mobilności globalnej, po 5 ćwiczeń takich podstawowych i mam w planach to dalej rozwijać. O stabilność tak samo czy później jakąś taką ukierunkowaną mobilność poszczególnych już gdzieś tam stawów, ale no widzisz, zaczęliśmy troszkę z treningami, z ekstraklasą ruszyliśmy, no i znowu mi to troszkę przyhamowało to wszystko. Tak że praca w sporcie jest specyficzna i plany, które ma się jeszcze dodatkowe, często idą na boku.

Badania naukowe – czytasz? Korzystasz? Czy jednak bazujesz tylko na tym już, jak to powiedziałeś wcześniej, dość bogatym doświadczeniu jakby pracy rehabilitanta sportowego?

Nie czytam. Znaczy, jak coś jest ciekawego, to poczytam. Każde badania można zrobić jak się chce, tak. Pisałeś prace, wiesz jak to wygląda. Jeśli chcesz udowodnić, że po prostu jest tak, to udowodnisz to w badaniach. Jeśli chcesz udowodnić, że to nie działa, to i tak udowodnisz. Myślę, że trzeba, tak jak wcześniej mówiłem, patrzeć indywidualnie podchodzić do pacjenta, do zawodnika, trzeba pracować intuicyjnie.

To co powiedziałeś o tej pachwinie było też jakby znaczące.

No bo nikt nie potrafił, chłopak jeździł, naprawdę wydał gruby hajs po prostu za wyleczenie, nikt mu nie pomógł, no i po prostu ja dążyłem jedną metodą, poszukiwałem to tak, to tak, to tak. Może jest też taka większa możliwość pracy w klubie, bo masz tego zawodnika codziennie. To się łatwiej pracuje, bo wtedy możesz, przyjdzie do ciebie pacjent do gabinetu, no to nie zrobisz nic, no i później mu powiesz – niech Pan przyjdzie jutro – i będziesz go tak kasował co tydzień. W klubie możesz sobie gdzieś tam pozwolić, masz więcej czasu na to wszystko i gdzieś metodą prób i błędów pracować, ale najważniejsze, żeby się nie poddawać i właśnie tak jak się pytałeś, czy się poddałem kiedyś – nie, nie poddałem się zawsze dążę do tego, żeby wyleczyć zawodnika, żeby mieć ten efekt i żeby zawodników nie wysyłać na stół operacyjny, no bo operacja to już jest też w większości wypadków bilet w jedną stronę, która po prostu robi więcej szkody niż pożytku.

Twoje podróże gdzieś tam z Sandrą to hobby, czy tak lubicie spędzać czas? Czy to jest takie odcięcie się od wszystkiego? Bo ja widzę, że tam często gdzieś podróżujecie, wyjeżdżacie.

My mówimy o mojej pracy czy o życiu prywatnym?

Nie, mówimy trochę prywatnie. Dlatego powiedziałem, że z Sandrą.

Nie, żartuję. Lubimy podróżować, tego czasu jest mało, no bo tak naprawdę te podróże też tylko to jest w okresie, jak jest koniec Ekstraklasy, tylko mamy 2-3 tygodnie, teraz gdzieś tam ostatnio nie jeżdżę na tę kadrę, no to tego czasu było więcej, bo teraz miałem pierwszy raz od 15 lat miesiąc wolnego.

To wszyscy mieli wolne.

Ale nie mówię teraz, tylko rok temu. No i to naprawdę popodróżowaliśmy, pozwiedzaliśmy. No lubimy, bo to co zwiedzisz, zobaczysz, tego ci już nikt nie zabierze, tak.

A powiedz mi, gdzie chcesz być za 10 lat? Jakie są takie twoje cele, dalekosiężne jakby planowanie? Czy planujesz, czy jednak jedziesz carpe diem, tu i teraz i patrzymy co się dzieje?

Planów może być dużo, ale sytuacja nawet na świecie może ci to wszystko pokrzyżować. Tak że nie, plany mam tam jakieś, ale nie podpalam się za bardzo. Na pewno dążę dalej do swojego gdzieś tam celu, żeby kształcić się. Na pewno teraz chcę skończyć tę osteopatię. Moja nowa przygoda, droga.

To 5 lat chyba, dobrze kojarzę?

W Still Academy akurat 4 lata, ale myślę, że 4 lata z doświadczeniem już terapeutycznym, w zupełności gdzieś tam wystarczy. Potem jeszcze można te master kursy dodatkowo robić. No tak jak mówiłem wcześniej, na pewno nie będę, że skończę te studia osteopatii i to już mi wystarczy, bo jestem osobą, która gdzieś tam podąża cały czas za nowymi nowinkami terapeutycznymi i nie tylko.

Jakbyś miał dać jakąś radę młodym rehabilitantom, fizjoterapeutom, którzy albo już kończą, albo są na trzecim, czwartym, piątym roku, to co by to było?

Myślę, że to co cały czas powtarzam tutaj, żeby być dobrym terapeutą, trzeba cały czas poszukiwać. Po studiach, no studia tak naprawdę dają nam bazę, tak, to jest tylko podstawa, żeby dalej gdzieś poszukiwać, żeby znać tę anatomię, fizjologię. To jest tak jak z tymi piłkarzami, nie wystarczy mieć talent i się dobrze uczyć, tylko później dużo poświęceń, dużo nauki, dużo gdzieś tam trzeba poświęcić swoich pieniążków na szkolenia. Ja za swoje szkolenia, no to tak mogłem naprawdę bardzo dobre auto kupić sobie, które zrobiłem po prostu przez te lata, no i to trzeba inwestować. A najlepszą inwestycją jest inwestycja w siebie, a potem można z tego czerpać profity, tak.

Zgadza się. I tym pięknym zdaniem zakończymy sobie podcast z serii Dachowski Pyta. Ja ci, Bartku, bardzo dziękuję za poświęcony czas. Mam nadzieję, że to dla słuchaczy też był korzystny czas i wyciągną same pozytywne rzeczy z tego co dzisiaj powiedziałeś.

Dziękuję również wszystkim. Mam również taką nadzieję, że głupot nie gadałem.

Nie było tak źle, było całkiem dobrze. A was wszystkich odsyłam do kolejnych, jak i tych podcastów, które już były. Jeśli słuchasz mnie po raz pierwszy, to zawsze podcasty znajdziesz na Spotify, na iTunes albo na mojej stronie michaldachowski.pl. Ja wam jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję za ten czas, który poświęcili na to, żeby posłuchać mnie i Bartka.

Dziękuję bardzo, cześć.