Dawid Kasolik – jesteśmy stworzeni po to, aby przywracać u ludzi ruch S01E43

Dawid Kasolik – jesteśmy stworzeni po to, aby przywracać u ludzi ruch S01E43
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Dawid Kasolik to fizjoterapeuta oraz pasjonat, nieustannie kształcący się i szukający nowych doniesień naukowych tak, aby zapewnić pacjentom najlepszą opiekę medyczną oraz dać im odpowiedź i pomoc w przypadku dokuczających im dolegliwości.

Poza pracą w gabinecie bardzo ceni sobie czas poświęcony na działalność szkoleniową i edukacyjną. Od 2012 roku zajmuje się organizacją szkoleń w Centrum Medycznym SYNTONIC, na których instruktorzy oraz uczestnicy przybywają na południe naszego kraju z wszystkich zakątków Polski, Europy oraz Świata. Jest to doskonała okazja, aby odświeżyć informacje z dziedziny medycyny oraz wymieniać doświadczenia terapeutyczne. Poza działalnością szkoleniową pracuje również na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach.

W kolejnym odcinku cyklu #dachowskipyta pomęczyłem trochę Dawida o wspomnienia ze studiów, dopytując, czy był to czas stracony, czy może wręcz przeciwnie. I co robił, aby zajęć uniknąć. Dowiedziałem się o kilku radach, które ma dla młodych adeptów fizjoterapii na czas studiów oraz do czego przydały mu się tłumaczenia książek i tekstów naukowych.
Rozmawialiśmy o tym, skąd wziął się jego pomysł prowadzenia szkoleń i sprowadzania gości z kraju i ze świata na kursy oraz czy napotyka w związku z tym jakieś trudności.

Udało się pociągnąć Dawida za język w temacie P-DTR i wiary w tę technikę, rozmawialiśmy też o ruchu – zdrowym i niezdrowym, mówieniu do ludzi, manipulacjach, robieniu krzywdy i o tym, czy odesłanie pacjenta na operację to porażka fizjoterapeuty.

Posłuchajcie rozmowy z Dawidem Kasolikiem, a na kanale Youtube oraz streamingach typu Spotify znajdziecie wiele innych ciekawych rozmów

► Czy warto iść na studia fizjoterapeutyczne?
► Skąd warto czerpać wiedzę?
► Praktyka czy nauka?
► Jak zostać lepszym fizjoterapeutą?
► Rozwój trenera personalnego

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie w kolejnym odcinku z serii „Dachowski Pyta”. Znowu wyjazdowo. Podcast „Dachowski Pyta” to podcast z ludźmi, którzy zajmują się ruchem, zajmują się ciałem, zajmują się tym, żeby ludzie byli bardziej zdrowi. A dzisiaj moim gościem jest:

Dawid Kasolik.

Dawidzie, czym ty się zajmujesz?

Zajmuję się fizjoterapią, szeroko pojętą, no i też branżą szkoleniową niejako. Prowadzę Centrum Medyczne wraz ze wspólnikiem i indywidualnie prowadzę też firmę szkoleniową. No już 8 latek.

A od czego zaczęło się tak naprawdę? Od prowadzenia szkoleń? Od organizowania szkoleń? Czy od bycia fizjoterapeutą?

Fizjoterapeutą. No najpierw pracowałem, jakieś 11 lat temu zacząłem pracę jako fizjoterapeuta. Potem otwierając firmę zaczęło się jako fizjo, jakieś tłumaczenia książek też. Weszły też konferencje, no i później zaczęło się ze szkoleniami.

To skąd w ogóle fizjoterapia? Kto na ten pomysł wpadł, żeby leczyć ludzi?

Jakoś ciekawiło mnie ciało ludzkie. Stąd raczej. Już myślałem udać się w kierunku medycznym bym powiedział. Też tam chodziła po głowie medycyna i tak stanęło na fizjo.

Ale bo w rodzinie?

Nie. Jestem takim pionierem medycznym, tutaj nikt nie poszedł jeszcze tym śladem. No i generalnie jak już wszedłem w to, to zaciekawił mnie temat.

I kiedy zaciekawił? Na pierwszym roku wiedziałeś już, że będziesz leczył ludzi, tak jak wszyscy myślą, że będą leczyć sportowców, że będą angażować się mocno w sport, bo to jest najczęściej pierwsze marzenie rehabilitantów, czy jednak dopiero gdzieś czwarty-piąty rok zobaczyłeś, że można jakoś fajnie pracować, coś innego robić?

Chyba na drugim roku wahałem się jeszcze czy nie pójść na medycynę i po skończeniu fizjo zrobić coś jeszcze. Ale miałem takiego, no przewodnika jednego w szkole, Andrzeja Myśliwca, którego pozdrawiam. I w trakcie jednej z rozmów pamiętam przy okazji organizowania tam jakichś zawodów mówiłem mu właśnie o swoich tam przemyśleniach, czy czasem nie pójść w innym kierunku, stwierdził, że nie, żebym się nie wygłupiał, że fizjo jest dobrym zawodem i że na pewno się sprawdzę, żebym został w tym. No i tak zostałem.

Czy warto iść na studia fizjoterapeutyczne?

Studia to dobry okres czasu, czy jednak uważasz, że trochę stracony i pięć lat można było wykorzystać zupełnie inaczej?

Dobry okres czasu. Patrząc pod kątem edukacyjnym, nie tylko towarzyskim.

Czy da się z tego coś wyciągnąć? Czy jednak dużo przedmiotów jest takich, że jakby kompletnie dzisiaj nie pracujesz z tym?

No oczywiście, ale każdy musi przejść tę drogę, nauczyć się czegoś i jakieś podstawy musi mieć wdrożone. Myślę, że wykorzystany dobrze czas. A to już co robimy po uczelni, no to jest kwestią indywidualną. Każdy może się specjalizować w tym, w czym chce.

Jakbyś miał jakiś wpływ na uczelnię, na to co się dzisiaj dzieje, co byś tam dodał, odjął? Z perspektywy czasu, jakby dzisiaj pracy jako fizjoterapeuta?

Ciężko mi powiedzieć, jak to wygląda teraz po zmianie ustawy, bo ja też pracowałem na uczelni, też jakieś tam 4 lata temu, 5 lat temu, no to jakiś tam wgląd powiedzmy miałem do tego co się dzieje. Teraz po tej zmianie na tryb pięcioletni, no teoretycznie poszło to troszeczkę bardziej w praktykę w szpitalach i ucięto niektóre zajęcia też, które wydawało mi się, że warto, żeby zostały. Ale nie mam wiedzy, powiem ci szczerze, jak to wygląda na tę chwilę.

A co byś radził na poziomie uczelni, na co zwrócić największą uwagę? Jaką wiedzę z uczelni wykorzystujesz do tej pory?

Wejście w te podstawy, które są przez cały czas w zawodzie potem wykorzystywane. Anatomia, fizjologia. I rozwijanie umiejętności manualnych. No jest kilka przedmiotów, które gdzieś tam no nie robi się powiedzmy aż tak jak to się uczyliśmy na szkole. Generalnie te ćwiczenia jakieś bierne i tak dalej, no wiadomo, trzeba jakoś się tego nauczyć niby pod placówki medyczne, ale to jest chyba bardziej kwestia też systemu w jakim działamy, no bo widzimy placówki funduszowe, no to wiemy w jakich realiach one pracują i w jakich realiach pracuje prywata, nie.

Kiedy zrobiłeś pierwsze szkolenie?

Na trzecim roku, kończąc licencjat.

Masaż czy taping?

Nie, pierwsze poszedłem w PNF.

To grubo i dużo na początek. Nie zabiło trochę cię? Czy nie?

Nie. Potem tak i tak leciało jeden za drugim. Robiłem dużo szkoleń wtedy. Pamiętam poleciała potem neurodynamika.

To szybko ta neurodynamika. Takie szkolenie dosyć mało popularne i mało osób je ma w CV, nawet dzisiaj.

Myślę, że mało popularny, a jednak bardzo ważny temat. No jednak jakby nie patrzeć pracujemy z wieloma pacjentami z objawami neurologicznymi i gdzieś trafiałem z bólami pleców, z promieniowaniem do nogi, do ręki. No więc jakby ciekawiło mnie to, jak pomagać tym pacjentom, więc stąd też sobie to wybrałem.

Często wyjeżdżałeś poza Polskę, żeby się szkolić?

No też.

To też niepopularne.

No bo ciekawiły mnie jakieś tam zagadnienia. Nie było czegoś w Polsce, więc się pakowałem i jechałem.

Język był problemem?

Już nie. Początkowo takim językowym samoukiem byłem i pamiętam gdzieś na początku tej kariery, gdzie tam dostałem też możliwość tłumaczenia książek medycznych, w zasadzie do swojego licencjatu też nie miałem w ogóle literatury żadnej.

Jaki temat? Poszedłeś tak szeroko i daleko?

Wybrałem sobie „znaczenie taśm mięśniowo-powięziowych na stabilizację kompleksu lędźwiowo-miedniczno-biodrowego”.

To jak doktorat brzmi.

No powiem ci na licencjat, to jak wiesz, w ogóle tych czasach, „taśmy mięśniowe? Co to jest?”.

To był który rok?

  1. Znaczy, gdzieś na świecie to już było wiadome, znane, może wiesz, w takim świecie studentów to nie było znane. No jakoś wtedy trzeba było książka Meyersa ściągać, Hodgesa i inne książeczki, które wchodziły dopiero lata później do Polski. Więc przy okazji tego trzeba było troszeczkę tłumaczyć tekstów, no i przydało się to później w życiu w sumie.

A przydało się w życiu, jako że czytałeś tę książkę i łatwiej ci się pracowało z pacjentem? Czy to, że poznałeś angielski i miałeś tą łatwość komunikacji? Czy to, że potem miałeś kontakty i mogłeś sobie gdzieś tam jakieś inne rzeczy dorobić na tym poziomie tłumaczenia?

Wszystko po trochu, jak to bywa. Trochę się Angielski douczyłem, poduczyłem terminologii medycznej. Dostałem później opcję właśnie tłumaczenia tych książek. Potem w sumie też wiedza, którą tam pozyskałem była taką ciekawą wiedzą. No jak na te czasy. Rzeczy, które gdzieś tam dopiero wchodziły u nas.

Miałeś taką opcję na uczelni, że jak byłeś po kilku szkoleniach, to już miałeś trochę dość?

Wiesz co, zaklinałem rzeczywistość. Wyjeżdżałem po prostu i często mnie nie było. Jak mi się trafiało, że był kurs, no to trudno, jakoś tam próbowałem lawirować pomiędzy tym co mogę a co nie, czyli w sensie każdy jakąś tam ilość godzin musi mieć, którą ma zaliczone. No więc jechało się na kurs i potem się gdzieś chodziło po panach z zajęć i mówiło, że tam na jakieś szkolenie, nie dałem rady być i tak dalej.

A miałeś taką mentalność, że jednak po tych szkoleniu chciałeś pokazać co wiesz i mówiłeś to na uczelni na jakichś zajęciach i dyskutowałeś z prowadzącymi?

No też się zdarzało rozmawianie o tych tematach. Wymiana poglądów.

Ale udawało się, czy jednak trochę zamknięte środowisko?

Nie, dawało się. Generalnie ja kończyłem tutaj w Katowicach AWF, więc powiem ci, że kadra tutaj bardzo fajna była.

Dużo osób też mówi na podcastach u mnie, że te Katowice są takim najfajniejszym ośrodkiem, gdzie ta kadra jest trochę bardziej otwarta.

Dużo przedmiotów mieliśmy, które gdzieś wdrażały to, jakichś nowych metod terapeutycznych, więc jakoś nie zamykało się to środowisko, że robisz jakiś kurs, jeszcze wtedy jakieś terapie powięziowe czy coś, nie były jakieś popularne. Oni wręcz zachęcali do tego.

Skąd pomysł na sprowadzenie ludzi do Polski, pokazywanie trochę innego świata rehabilitacji? Nie chciało ci się jeździć i powiedziałeś „przyjedźcie do nas”?

Chyba początkowo z racji tego, że kręciło mnie bardzo fizjo, pomyślałem sobie, że w sumie warto posprowadzać troszeczkę osób do Polski. Pamiętam chyba pierwszy raz wyjeżdżałem akurat do Australii do znajomego i mój na ten czas promotor, prof. Saulicz wspomniał – tylko tam znowu nie przebalanguj tego czasu, weź to jakoś wykorzystaj, kogoś tam spotkaj i coś pogadaj. Tam w Adelaidzie to Shacklocka masz. No i tak żartem to powiedział.

Patrzysz kto to jest Shacklock.

Ja akurat wiedziałem, bo pisałem temat tam z magisterki chyba wtedy, czy po magisterce coś do doktoratu musieliśmy w tych tematach. No i w sumie napisałem do niego, czy ma ochotę się spotkać pogadać, bo chciałem z nim przegadać parę tematów od strony pracy naukowej. No i tak sobie siedliśmy, pogadaliśmy – może Pan chciałby kiedyś przyjechać. Gdzieś tam na pewnym etapie się zrodził ten pomysł, no i pierwsze szkolenie, które zrobiłem, to było w dużej części dla kadry. Dużo było osób z uczelni, no i poza tym parę innych osób.

Doktorat masz?

Nie, nie skończyłem.

Warto czy nie?

Jak to mówią – chwila wstydu i tytuł na całe życie. Z doktoratami różnie bywa. Trochę się teraz zmieniło też, no bo w sumie to tak się mówiło, że jak ktoś nie wie co zrobić w życiu po magistrze, no to idzie na doktorat.

Ale dużo miałeś zajęć, więc to chyba nie ten powód, że nie miałeś co robić, bo miałeś pacjentów i organizacja szkoleń, więc coś tam jednak się działo.

No tak, ale wiesz co, wszyscy mówią „czy to coś zmienia?”. No nie zmienia jako tako, jest to tytuł naukowy. Może troszeczkę ładniej to wygląda dla pacjentów, jeśli przychodzą do Pana doktora.

Łatwiej podwyższyć cenę.

Na przykład. Ale poza tym nie wnosi to dla nas nic od strony praktycznej.

Jak takiego Shacklocka się sprowadza do Polski?

Troszeczkę trzeba złapać dobry kontakt, porozmawiać i myślę, że przychodząc z ulicy do prowadzącego, który jeździ po świecie, no trzeba chyba mieć jakąś renomę. Mi się dobrze trafiło akurat z Michaelem i z racji, że się udało odpalić, chyba miałem jakieś tutaj też rozmowy związane z uczelnią, to może to go jakoś przekonało. Michael jest bardzo naukowy i gdzieś może z tej racji się skłonił ku przyjazdowi. No ale ci ludzie raczej nie należą do osób nie mających co robić.

Faktycznie z Australii do Polski trochę się leci, więc trochę straty czasu jest.

Trochę się leci, no a Michael takie intensywne tourne robi zazwyczaj po świecie. No ale wiesz, platynową kartę w One World się nie robi latając tylko w jedno miejsce.

To, że był Shacklock pomogło ci sprowadzić całą resztę? Czy inaczej się to rozgrywa?

To już ciągnie jedno za drugim. Raczej sprawdzam rzeczy, które gdzieś sprowadzam do siebie i pojechałem do Anglii akurat zrobić szkolenie bardzo fajne, więc udało nam się potem siąść porozmawiać akurat z Nicole i ustalić jakieś szczegóły, czy chcieliby w ogóle przyjechać czy nie. No i pierwsza edycja już w zeszłym roku za nami, druga, teraz kolejna już za niedługo. No i pewnie się też już zadomowi na stałe w naszej ofercie.

A tak jak masz PDTR i tego typu działania, chyba to jeszcze gorzej ściągnąć do Polski. Tutaj problem jakby też cennika i tego wszystkiego. Jednak jak ja próbuję kogoś sprowadzić, zawsze jest problem tej ceny, że oni liczą w euro czy dolarach, a my liczymy w złotówkach. Da się to też pogodzić?

No jak widać się da. Szkolenie też bardzo popularne. Początkowo też były nieco inne kwoty, ale później się to już w strukturach zmieniało, stąd też te ceny rosły. No jest to szkolenie może niedrogie, ale też dające szeroki wachlarz, że tak powiem, umiejętności, które można później gdzieś wykorzystać w pracy z pacjentem.

Jak uwierzyłeś w PDTR?

Spróbowałem.

Ale to na początku wychodzi od razu?

To jest chyba taka krzywa, jak zaczynasz pracę z nowymi technikami, to jest taki moment „łał”. Wszystko mi się udaje. Potem jest „bam”, wszystko spada w dół i nic ci nie wychodzi. No i potem gdzieś zaczynasz próbować ćwiczyć, coraz więcej znowu ci wychodzi i zaczyna coraz lepiej działać. Tak było w moim przypadku też. Na początku, jak skończyłem kurs, no to był chyba najcięższy czas jaki mieliśmy tutaj ogólnie całą grupą, bo była nas dwudziestka i totalnie nie wiedzieliśmy co się dzieje i jak tutaj ma to działać, gdzie nie mieliśmy osoby, która by tutaj była asystentem, tak jak teraz jest, bo teraz to szkolenie się rozbudowało do tego stopnia, że mamy bazę filmów, materiały, asystentów, grupy studyjne. Jest pomoc z każdej strony, żeby się tego nauczyć. No a my spotykaliśmy się pomiędzy modułami dwa razy, co tutaj przerabialiśmy, staraliśmy się to zrozumieć, próbować, jak to działa. Często kwestionując gdzieś tą całą wiedzę, bo czasami nie pamiętaliśmy jak to już było. No ale w praktyce – aha, akurat było tak jak on mówił, faktycznie działa.

Trochę teraz musisz obronić tę metodę. Na ile jesteś powtarzalny względem testów mięśniowych? To jest częsty zarzut, że te testy mięśniowe są takie, że każdy wykonując je, będzie troszkę inaczej je wykonywał, będzie inną siłą, będzie inaczej pracował, co może jakby zakłócić proces terapii. Czy nie może?

Oczywiście, że może. Tutaj ogólnie chyba świat terapii manualnej musi się pod tym kątem bronić. Z tą palpacją czy innymi tego typu rzeczami, no też jest duże ryzyko błędu. Więc musimy to mieć z tyłu głowy jako terapeuci i szukać sobie narzędzi obiektywizujących dodatkowo, na przykład w postaci testów, które gdzieś wykonujemy w pracy. Testy mięśniowe też to jest temat rzeka, bo myślę, że trochę w środowisku się pojawia teraz tego bardzo duży. Taki trend się zapoczątkował.

No ty go chyba zrobiłeś.

No miło mi, ale chyba też, wiesz, właśnie w tym trendzie gdzieś się pojawiło dużo takich problemów, że zaczyna to się nazywać, tak jak się nie powinno nazywać.

Czyli?

Na przykład badasz test mięśniowy i ktoś mówi, że bada siłę mięśniową.

To poszło trochę z Lovetta.

Tak sobie ludzie może to zapamiętali. No jak ktoś prowadzi szkolenie czy uczy takiego testu, no to powinien wiedzieć, że nie jest to siła mięśniowa.

A z czym pracuje?

Z informacją, tak mi to powiedział. Zbieramy informacje tutaj bardziej i to z czym pracuje Peter to poprzez test mięśniowy stara się ocenić odruch. Odruch w większości [ns 0:19:11], którym sprawdzasz, jak na przykład dany rodzaj bodźców jest przetwarzany, czy to wpływa jakoś na funkcje w danym regionie, no i tutaj już z całą tą serią zasad, które masz w PDTR-ze, jesteś w stanie ocenić, czy masz tutaj jeden, drugi element biorący udział w problemie i jak możesz to wykorzystać do leczenia.

Dla mnie bodziec nawet po uczelnianej wiedzy, bodziec to wszystko co nas dookoła otacza. Czy tak samo to rozkminia PDTR, że przyczyną receptora czy przyczyną uszkodzenia receptora czy złego czytania receptora może być praktycznie każda rzecz jaką napotkamy na świecie?

Można tak powiedzieć. Bodziec, musimy cały czas przetwarzać informacje. No i przyczyną dysfunkcji receptora może nie jest wyjście na ulicę.

Ale jak będzie tam duże zakażenie smogiem, no to już może być.

Jak najbardziej. No tutaj właśnie ta koncepcja wchodzi też w te zagadnienia, dlaczego niektórzy pacjenci bardziej się podrażniają aniżeli inni i gdzieś pokazuje, że może warto tutaj wejść na przykład w pracę z dietetykiem i gdzieś zmianę nawyków pewnych żywieniowych u tego pacjenta, co się może przełożyć na jego lepsze funkcjonowanie. Więc też jakaś większa trauma w jakiś sposób też pokazuje w jaki sposób to się może odbić na organizmie, zapisać i pokazać, że skręcenie stawu skokowego może się przełożyło na gorsze funkcjonowanie brzucha i że możemy to poprawić.

To wiele metod mówi o tym, że jednak to jeden uraz może powodować inne urazy, że prawa kostka zgrana z lewym barkiem. To czym to się różni ta wizja w PDTR?

W pozostałych metodach pracuje się manualnie. W PDTR nie mamy za dużo takiej pracy manualnej. Bardziej chodzi o sprawdzenie miejsca, które jest nadaktywne, jest tą dysfunkcją pierwszorzędową, za którą podąża cała kaskada kompensacji i poprzez stymulację tego punktu, dotyk uderzenie nacisk, wraz z połączeniem z drugim bodźcem jesteśmy w stanie zmienić to co uzyskiwaliśmy wcześniej w testach mięśniowych jako zaburzony odruch.

Masz dzisiaj PDTR, ale resztę szkoleń też masz pokończone. Czy używasz dalej technik manualnych? Czy PDTR wyłącza używanie wszystkich innych metod?

Nie, no wiesz. Generalnie pracujemy jako fizjo, więc nie jest tak, że wyłącza ci to wszystko. W zasadzie robi to bałagan w głowie, no bo jednak zmienia ci trochę perspektywę widzenia świata, prawda, nic nie jest takie samo. No i w tej pracy jednak też trzeba czasami pacjentowi dać ćwiczenia neurodynamiczne, coś porozluźniać. Przyjdzie pacjent pooperacyjny, to też musisz z nim popracować klasycznie, ortopedycznie. Możesz tutaj wejść w ćwiczenia i też powinno się pacjentów uruchamiać, dając im jakieś aktywności.

Ale sam PDTR trochę nie mówi o tym, żeby ćwiczyć, żeby gdzieś tam naprawiać wzorce ruchowe. Twoje doświadczenie mówi, że to jednak nie jest koniec terapii i wypadałoby coś jeszcze zrobić? Długo się to utrzymuje?

To co się zrobi to się utrzymuje. Pytanie, czy to jest to czego pacjent potrzebuje. Bo jeśli ty wyregulujesz odruch, a pacjent potrzebuje wzmacniania, no to wiesz, nie będzie na przykład może rezultatu takiego. Coś się poprawi, ale będzie musiał to pociągnąć treningiem. A być może ma na przykład problem, nie wiem, jakiś aspekt neurodynamiczny, który też wymaga jakiegoś przetrenowania przez tego pacjenta. Także w jakimś sensie Jose będąc lekarzem, myślę, że ma wiedzę taką bardziej medyczną, strukturalną, bo też wykonywał zabiegi i pracował jako chirurg. No ale nie ma chyba takiej wiedzy szeroko pojętej przez fizjo. Myślę, że ma tak funkcjonalną wiedzę, którą niejeden fizjo by chciał mieć, ale w kwestii niektórych narzędzi nie jest świadom, jakie rzeczy my możemy u innych robić. Też się zgadza, często my dyskutując, kiedy rozmawia, mówi „że oczywiście, trzeba wejść tutaj w wzmacnianie, zrobić jakieś ćwiczenie” i niejednokrotnie to dodaje, ale chyba przedmiotem kursu nie jest ten temat, więc on się jakoś w to tutaj nie wdraża.

A z twojego doświadczenia, raczej częściej potrzeba włączyć ruch niż nie potrzeba?

Wiesz co, chyba ogólnie ruch trzeba włączyć, bo też po to jesteśmy. Nagle się to jakoś rozłączyło, bo jest taki podział, że są terapeuci manualni, hands on…

Rozłączyło się, bo jest tyle wiedzy o ruchu i tyle wiedzy o manualce, że ciężko być specjalistą tutaj i tutaj, i pokazywać to na poziomie pro. Takie jest moje zdanie.

No ciężko robić wszystko. Zgodzę się. No ale jakąś podstawową wiedzę chyba w tym też trzeba mieć. Gdzieś jesteśmy stworzeni do tego, żeby przywracać do ruchu, więc gdzieś ten ruch chyba będzie nieodzownym elementem naszego zawodu. I chyba jest zbyt mało tego faktycznie w naszej pracy. Gdzieś patrząc u ciebie, również macie połączenie i fizjo, i ruchu. Chyba to na tym polega, co trzeba przepracować, ale wsadzić potem w obciążenie i uruchamiać.

Prowadzisz też Centrum Medyczne. Jak przekonałeś lekarzy do tego, żeby z taką trudną metodą, w którą nawet fizjo mogą nie wierzyć i mają problemy, chociaż są chyba najbardziej taką zwartą grupą do nowości. Jak współpracujesz z lekarzami?

Akurat centrum założyłem z moim przyjacielem też lekarzem i wciągnęliśmy lekarzy, mamy 14 specjalistów i 4 fizjo. No ale tak się składa, że młoda kadra i bardzo dobra. Muszę ich pochwalić, generalnie pozytywni ludzie i bardzo ambitni. Też rozwijający się cały czas. I myślę, że tutaj rozmowa. Każdy tutaj robi po prostu co umie najlepiej i też środowisko jest otwarte na jakieś nowości, więc pokazujemy im jak tutaj możemy pracować z ciałem człowieka. Też im to jakieś otwiera perspektywy, mówią – o kurczę, ciekawe, że można coś takiego zrobić. Myślę, że w ten sposób głównie.

Wchodzą i patrząc co robisz? Są ciekawi tego, żeby zobaczyć efekt terapii, której nigdy nie widzieli?

Każdy z lekarzy nie. Ortopeda, który pracuje, no to tak, to już tu jak najbardziej. Często przychodzi też do mnie do gabinetu, bądź też zaprasza do siebie do gabinetu, gdzie możemy gdzieś przeanalizować jakiegoś pacjenta albo znajdzie ciekawostkę. Także super sprawa, mogąc sobie w ten sposób popracować.

Ja dzisiaj sprawdziłem, może nie wiesz tego, to jest 18 tys. osób. Dość mała miejscowość. Skąd pomysł na taką małą klinikę? Nie bałeś się tego, że to jest za mało osób, żeby takie coś utrzymać?

Ja ogólnie lokalnym patriotą jestem.

Widzę, bo szkolenia są tylko na południu Polski i trzeba jeździć.

Trzeba jeździć, ale tak i tak wam staram się to ułatwiać, Katowice, Kraków. Wracając do pytania, Centrum Medyczne, wiedziałem, że po prostu chcę tam pracować. Mi się tam dobrze żyje, mam tam znajomych, rodzinę, okolice piękne, kto nie był zapraszam, bo Beskid Mały jest wspaniały. Piękne jeziorka, góry, kto nie był nad jeziorem Międzybrodzkim, Żywieckim, no to warto się przejechać. No i stamtąd, wiesz, fajnie gdzieś sobie popracować i też żyć – wyskoczyć w góry, pojeździć na rowerku. Więc w sumie zastanawiając się mówię – no dobra, pracuję tam już w tych Kętach, znamy się tam z moim przyjacielem od dziecka, też tam się wychowywał razem ze mną, no i mówię „no to może coś zrobimy, żeby to pogodzić i wejdziemy w jakieś centrum medyczne”. No i tak powolutku zaczęliśmy kompletować tę kadrę, no i zobaczymy co będzie. Kasy władowaliśmy, bo jak to centrum, wymaga zainwestowania troszeczkę pieniążków, USG choćby, które nie jest tanie, przynajmniej pod kątem medycznym, bo my tam już mamy z osprzętem dla kardiologa, ginekologa i tak dalej. No i tak pierwsze dwa lata były ciężkie nie ukrywam, trzeba było dużo pracować, żeby zapłacić za wszystko, a nie zostawało dla ciebie. No i tak powolutku się to rozkręcało.

Nawet mała miejscowość i da się.

Da się.

Nie trzeba się bać?

Myślę, że nie. Trzeba spróbować. Kto nie ryzykuje ten nie dowie się. A chyba nawet w małych miejscowościach czasami nawet teoretycznie, może być łatwiej, tak mi się wydaje.

Łatwiej pocztą pantoflową jakby puścić i jak zrobisz raz dobrze to wszyscy o tym wiedzą.

Dokładnie. Albo się już po prostu rozmyjesz w gąszczu placówek.

I wszyscy są najlepsi.

Tak. I wszyscy są najlepsi, dokładnie.

Wracając do rehabilitacji, no bo tak jak powiedziałeś, taśmy mięśniowo-powięziowe były kiedyś przełomem, dzisiaj PDTR. Myślisz, że jesteśmy w stanie wymyślić coś jeszcze bardziej skutecznego, bardziej innego?

No czas pokaże. Trochę widzę, że zaczyna się całe środowisko rozbijać na drobne i wchodzić w jakieś gadżety. Im bym bardziej wymyślne tym bardziej przyciąga i tak mocno w sprzedaż iść. Na tę chwilę nie widziałem nic takiego co by mogło wchodzić znowu w fizjo.

Dalej jeździsz szukasz? Dalej próbujesz znaleźć osoby, które są ciekawe?

Tak, szukam z racji tego, że pracuję w gabinecie. To wszystko mnie zastanawiało bardziej pod kątem tego – kurczę, fajnie by było spróbować tego z pacjentami i uważam, że ma to jakiś sens. I ściągając to, też zawsze staram się zweryfikować to w pracy gabinetowej, pracując z pacjentami. Dwa, jak już zaczynasz pracować znowu w jakiś inny sposób, zaczynają ci się otwierać nowe drzwi i zastanawiać się zaczynasz – a teraz co zrobić, żeby pomóc w tych aspektach? Ja akurat zaczynam się trochę wycofywać, żeby już nie robić sobie takiego bałaganu, że wchodzisz we wszystko i odsyłać raczej do specjalistów, którzy się zajmują tym tematem. I myślę, że czasami też fizjo zaczynają właśnie wchodzić w coraz szersze zakresy, bo to jest taki zawód, że masz dostęp praktycznie do wszystkiego. Przychodzą pacjenci i masz pokusę, żeby popracować od strony dietetycznej, trochę wchodzisz w jakieś aspekty emocjonalne. No tu sobie trzeba wyznaczyć granice dosyć dobrze, że nie pogubić się w tym.

Bo chcemy być fizjoterapeutami i psychologami naraz i otworzyło nam trochę drogę, gdzie indziej?

No chyba tak. Chyba lubimy pomagać ludziom, ale też zdajemy sobie sprawę, że warto powiedzieć sobie i wysłać tę osobę gdzieś indziej.

A kiedy zobaczyłeś, że odsyłanie jest fajne? No bo jest taki problem. Jakby młodzi mają się uczyć na poziomie pacjentów, no ale nie umiem, no to powinienem odesłać do specjalisty, bo chcę mu pomóc. Gdzie ta opcja jest, że próbuję, że jednak uczestniczę w procesie leczenia, a odsyłam?

Chyba w miarę zdobywania coraz szerszego grona do współpracy, bo też fajnie mieć, gdzie odesłać tych pacjentów. W miarę jak już masz taką grupę, no to śmiało, po prostu lecisz i dajesz namiar – proszę tam pójść, ta osoba Pani/Panu pomoże. No myślę, że im większe doświadczenie, tym łatwiej i chętniej się odsyła, nie myśląc, że a, na pewno coś tu pomogę i coś zrobię. Raczej wtedy sobie myślisz – nie wiem, czy to moja działka, nie specjalizuję się w tym, lepiej chyba wysłać kogoś gdzie indziej.

Przed wysłaniem uspokajasz ten organizm na poziomie, czy jednak dopiero później, jak ktoś wróci?

Też, jak najbardziej. Odruchowo, wiesz, jeśli mi to pokazuje w jakim kierunku gdzieś tam problem się udaje, to jak najbardziej, pracuję, jakby daję pewne zalecenia, które konfrontuję ze specjalistą i daję mu na przykład informacje, które ma przekazać do specjalisty, do którego się udaje i proszę o zweryfikowanie i sprawdzenie w tym aspekcie. No i tutaj jest taka współpraca pomiędzy nami.

Udało ci się kogoś uszkodzić?

Kiedyś mi się udało.

Ja też się przyznaję, żeby nie było.

To była rzecz, która mnie przeraziła, bo jakieś tam lata temu pamiętam miałem pacjentkę i zrobiłem chwyt szczypcowy. Po wykonaniu chwytu szczypcowego, po prostu celem sprawdzenia jak tam tkanka wygląda, skończyłem tę wizytę, pacjent poszedł do domu i dzwoni do mnie z przerażeniem. Okazało się, że pękło naczynko w trakcie tego chwytu szczypcowego i spowodowało krwawienie podpowięziowe. No z dramatycznym stanem pacjentki, gdzie nie mogła się ruszać przez kilka dni, więc szybko lekarz, badania obrazowe. No i na szczęście pacjentka doszła do siebie, no ale stresik był.

Czego cię to nauczyło?

Takiej ostrożności na pewno i szacunku, że nawet robiąc pierdółkę, można coś zrobić.

Ale uważasz, że to był twój błąd?

Nie, to był pech. No ale pokazał, że nawet robiąc takie prozaiczne rzeczy, można mieć pecha, a co dopiero robiąc inne rzeczy.

A manipulacje? Bezpieczne, niebezpieczne? Jak uważasz?

Zależy w jakich rękach. Ja osobiście dużo nie manipuluję. Kończyłem szkolenie w tych zakresach, ale jakoś nie wdrożyłem się, nie ciągnęło mnie to jakoś bardzo. Nie, nie widzę jakiejś sensowności, żeby stosować akurat z mojej perspektywy ten zabieg. Więc myślę, że ludzie, którzy to stosują, no jakieś pewnie też przypadki mają, gdzie jak coś się udało uszkodzić, jakieś żebro złamać czy coś innego. Ale w dużej mierze, jeśli są stosowane z jakąś dozą ostrożności, to zabieg też bezpieczny.

Ile lat pracujesz PDTR-em?

Ponad 5.

Widzisz, gdzie ten PDTR ci się kończy? Gdzie są jego granice, że czegoś się nie da zrobić i jednak trzeba robić coś innego?

No to chyba doświadczenie.

Wszedłem w takie rejony dysfunkcji czy problemu w ciele, że jednak to nie przechodziło?

No zdarza się, że musisz odesłać pacjenta na operację. Także jak najbardziej. No próbować, próbujemy. Nie wiem, ostatnio mi kolega powiedział fajne hasło, czasami pracujemy z pacjentami, no i chcemy po prostu temu pacjentowi pomóc, robimy co się da, staramy się i czasami nie idzie. No i tak czasami robi się konsultacje, rozmawia, co tu jeszcze można zrobić. Ja mówię – nie przejmuj się, to nie tobie nie idzie, tylko ciału nie idzie pacjenta.

Czyli zwalamy winę.

Za dużo bierzemy czasami na swoje bary i faktycznie tak troszkę jest. Więc czasami się nie da, po prostu trzeba tego pacjenta odesłać, możemy robić najcudowniejsze techniki świata i być najlepsi w czymś, ale nie damy rady, po prostu. Tam już jest struktura tak zepsuta, że trzeba wejść, wyciąć jakiś fragment czy coś usunąć i tyle. I potem dopiero wejść w rehabilitację.

Badania naukowe – lubisz? Czytasz? Korzystasz? Czy jednak doświadczenie i twoje spotkanie z PDTR-em wyłączyło ci tę opcję rozwoju?

Nie stawiałbym PDTR akurat w takim świecie, który jest oderwany od nauki.

No tak, ale badań naukowych chyba na poziomie PDTR nie ma, chyba dopiero są gdzieś tam robione.

No jest tutaj ciężko przeprowadzić badania w takiej metodzie.

Jak w każdej terapii manualnej.

No tak, to jest raz. Dwa – no zwłaszcza takiej też, która działa na zasadzie właśnie nie pracy tkankowej, tylko bardziej stymulacji jakichś dwóch różnych punktów, czasami w odległych obszarach ciała. Ale jest myślę mocno zakorzeniony w informacjach naukowych, bo wiesz, patrząc na przykład na uczelnię, o której mówiliśmy, każdy się uczył jak wygląda odruch ucieczki, jak wyglądają jakieś wzorce hamowania. Tu przychodzisz, gościu ci pokazuje, że naciskasz patyczkiem na rękę i się pojawia odruch ucieczki. Widzisz go w praktyce. Także jest to wiedza jakaś, którą mamy, ale w taki sposób bardzo praktyczny przekazana. W kwestii samych artykułów, no to jak najbardziej warto przeglądać, tylko też czasami te artykuły są robione w niskiej jakości, więc warto już dobijać się do takich, które coś wniosą. No i też, są takie czasy, że można sobie przejść przez jakieś programy, platformy, które przeglądów ci dokonują, bo nie ukrywam, czasu nie mam wiele, więc taki przegląd literatury to dla mnie fajna rzecz. Są strony internetowe, gdzie wchodzisz, masz omówione jakieś ciekawostki ze świata fizjo na tę chwilę, możesz sobie to szybko przeczytać i coś ciekawego wdrożyć.

Skąd warto czerpać wiedzę?

Skąd jeszcze czerpiesz wiedzę? Chyba najbardziej to szkolenia.

No szkolenia głównie. To już chyba też nieodzowny element naszej pracy, że gdzieś pracujesz, pracujesz, potem ewentualnie lecisz na jakieś szkolenie i weryfikujesz sobie wiedzę, sprawdzasz, odświeżasz wiadomości i wracasz do gabinetu. Michael fajnie to też nazywał, że ciężko pracować w gabinecie i być również naukowcem. On tego nie oczekuje od nikogo, dlatego przychodząc na szkolenie mówi – powinniście oczekiwać, że ktoś dla was dokona takiego przeglądu i pokaże wam co tutaj można ciekawego w świecie wyczytać. No i taki przegląd gdzieś dokonywał, gdzieś pokazywał. Zobaczcie na to, na to, na to – przemyślcie jak to widzicie od strony praktycznej.

Czyli podzielił jeszcze na takie osoby, które tylko szukają, gdzieś tam patrzą i potem to przekazują, a drudzy mają to sprawdzić, czy naprawdę to działa jakby względem praktyki.

No tak, myślę, że tak to też na kursach wygląda. Idzie się na kursy i na kursach to ci mówią, że to na wszystko podziała, wracasz do gabinetu i życie…

No tak, bo każda metoda na poziomie szkolenia, jest idealną metodą na wszystko.

Dokładnie. Potem życie to weryfikuje. Więc jak najbardziej myślę, że jesteś praktykiem albo jesteś naukowcem. Ciężko chyba być jednym i drugim.

Praktyka czy nauka?

Ty wolisz być praktykiem czy naukowcem?

Chyba praktykiem.

Czemu nie szkolić? Czemu nie masz swojego szkolenia, które może pokazać to co do tej pory zrobiłeś?

Ciężko już czasowo by to było gdzieś wcisnąć. Jest tego dużo. Gabinet, szkolenia obecne, które mamy wyjazdy i też nie mam takiej wiedzy, teorii, którą bym chciał tutaj wdrożyć. Nie wiem, nie wyszedłem z teorią, koncepcją jak Michael czy jak Jose i gdzieś nie będę tutaj wchodzić z czymś po prostu sztuka dla sztuki, to jest raz, bądź też przeinaczać jakieś koncepcje robiąc z tego swój jakiś produkt.

To gdzie jest dla ciebie poziom inspiracji a kopiowania? Jak byś to rozróżnił?

Myślę, że pierwsze, żeby móc coś przekazać, trzeba mieć doświadczenie w pracy. Jeśli chcesz się inspirować, odbyłeś szereg kursów, nabyłeś dużej wiedzy, no to potem przychodzi czas, że wdrażasz w to praktykę, próbujesz, sprawdzasz, spędzasz nad tym lata, żeby popracować i masz pewne wnioski z tego płynące i wtedy możesz się tym w jakiś sposób podzielić. Bo nauczyłeś się, zainspirowałeś się, zweryfikowałeś czy to działa, jak działa, no i można wtedy wejść i zaproponować coś. No a kopiowanie to jest przyjście na szkolenie i za chwilę ty już robisz kolejne szkolenie, bo usłyszałeś fajny temat.

Jak zostać lepszym fizjoterapeutą?

Na poziomie młodych fizjoterapeutów, co oni powinni robić, żeby stać się lepszymi fizjoterapeutami?

Na pewno mieć dobre podstawy, bo to jest najważniejsze, czyli anatomia, fizjologia w jednym paluszku. I żeby robili to co ich cieszy, bo zawód jest na tyle szeroki, że musieli próbować po prostu różnych koncepcji, różnej pracy i sami ocenią później, czy to jest to co chcą robić w życiu czy nie. Nie zamykałbym się na nic, bo w pracy chyba przerabiałem wszystko zawodowej. Pracowałem w szpitalu, więc tam przemiał był na wszystko.

Czyli to był NFZ?

Nie. Wiesz co, ja byłem farciarzem w sumie, bo pracowałem na oddziale dwudziestoosobowym, gdzie było czterech terapeutów i pięciu pacjentów na osobę. Więc miałeś 8 godzin pracy i pięć osób do przepracowania.

Czasu mnóstwo ogólnie na pacjenta, nie?

Mnóstwo. Praca indywidualna.

A co to, neurologiczny czy ortopedyczny? Co to było?

Neurologia i ortopedia. Więc można było sobie popracować indywidualnie w gabinecie, więc po studiach coś takiego, piękna sprawa. No ale później już poszedłem w swoją działalność, gdzieś już zacząłem pracować sam, no i też przerabiałem swego czasu gimnastyki korekcyjne, co było śmiesznym doświadczeniem dawno temu. Potem praca manualna, praca indywidualna, neuro, orto. A teraz pracując od strony takiej neurologii funkcjonalnej, no to w zasadzie otwierają się drzwi na wszystko, bo wiesz, pracujesz z pacjentami ortopedycznymi, co wręcz jest taki pogląd, że neurologia do ortopedii to się nic nie ma, a moim zdaniem ma bardzo dużo, no bo w jakiś sposób zaburza to funkcje i też pacjenci neurologiczni, też możesz próbować podciągnąć funkcje układu nerwowego dla lepszej pracy treningowej, którą sobie realizują na turnusach. Więc jak widzisz, no szereg bardzo różnych dziedzin gdzieś się przerabiało, no i skończyło się na tym, że pracuje się w tym gabinecie właśnie głównie z orto i neuro. Więc każda z tych rzeczy nauczyła mnie troszeczkę, dała jakieś podejście w pracy nieco odmienne. Także jakichś cudownych pomysłów, rad dla młodych fizjo chyba nie wyczaruję tutaj.

Nie wiedziałem, że pracowałeś kiedyś ruchowo. To dla kogo są ćwiczenia, a dla kogo jest terapia manualna?

Uważam, że ćwiczenia są też dla fizjo.

A dla pacjentów? Którzy pacjenci powinni trafiać bardziej na ćwiczenia, a którzy bardziej na manualkę?

Jest coś takiego, że te światy się zaczynają przeplatać. Trenerzy personalni coraz bardziej zaczynają wchodzić w świat fizjo, a fizjo powinniśmy być w świecie trenerów. No nie są. Myślę, że też się gdzieś zaczynają te światy zaplatać. Z mojej perspektywy, ja to widzę tak, że jeśli masz pacjenta, który ma jakieś problemy bólowe, ma jakąś jednostkę, z którą do ciebie trafił, uruchamiasz go do takiego momentu, że on jest w stanie w jakiś sposób funkcjonować, no i odsuwasz go dalej do pracy z trenerem, żeby mógł już tutaj szkolić go pod kątem motorycznym, w zakresie, w którym chce funkcjonować. Czy to jest Kowalski, który chce po prostu być zdrowy, czy to jest sportowiec czy tam amator piłkarz, który chce wejść na boisko pograć w piłę, czy tenisista, który chce od czasu do czasu sobie zagrać, czy też zawodowiec, który gdzieś chce wejść na jakiś najwyższy poziom.

I jak często terapia u ciebie jest na tyle zmienna, że trzeba ją dostosowywać? Tak jak powiedziałeś, że jeden chce chodzić na grzyby, drugi chce być sportowcem, a trzeci jest naprawdę sportowcem. I teraz ta długość rehabilitacji to jest u ciebie duża zmienna na poziomie tego co pacjent oczekuje?

No tak. Stawiamy sobie te cele w trakcie wizyty. Pytam się pacjentów, co oni w ogóle chcą, oczekują ode mnie. Czy przyjść, żebym szybko pomógł i tyle, czy mają jakieś cele, chęć powrotu do jakiejś aktywności, której nie mogą wykonywać bądź by chcieli, bądź coś lubią robić a tego nie robią. Więc na podstawie tego już sobie tu dobieramy później dalszą rehabilitację. Też tłumaczę im tak i tak, nawet wychodząc, że jeśli to było zaburzenie wynikające z tego, że po prostu się nie ruszają zbytnio, no to im mówię, że jeśli nie chcą mnie odwiedzać, no to zapraszam gdzieś do jakiejś formy aktywności ruchowej.

Oni rzeczywiście od razu rozumieją, czy muszą kilka razy trafić i wyciągnąć z tego jakiś wniosek?

Czasami się chyba trzeba dobijać do świadomości. Czasami też u biegaczy zwłaszcza, bo tutaj jest chyba najwięcej pracy mentalnej, bo to jest taka specyficzna grupa.

Ja bym bardziej powiedział, że piłkarze.

No może.

Biegacz też. Amator biegacz jest fajnym pacjentem.

No dużo spraw przeciążeniowych. A to też, wiesz, myślę, że w takiej kwestii, że lubię biegać, więc tu jedyna rzecz, którą lubią, to bieganie. No ale trzeba troszkę się przebijać przez tą świadomość. Myślę, że to jest też nasza jakaś rola, edukacja.

To czym pacjenci najczęściej się psują? Nieświadomie czy świadomie to robią?

Jedno i drugie. Znaczy oni wiedzą o tym, że to jest złe, ale dalej to robią.

To tak jak z piciem.

Dokładnie. Niby wiesz, że będzie bolała głowa, ale pijesz. Mówią „nie mieszaj”, a jednak. Myślę, że dieta, brak ruchu i stres.

Ale dieta świadomie? Myślisz, że to jest tutaj świadome?

No raczej ludzie nie wiedzą, ale też grono pacjentów przychodzi, w trakcie wywiadu zbierasz info i bóle brzucha, wzdęcia, zaparcia, biegunki.

Tak mają wszyscy.

Tak mają wszyscy, dokładnie. Dla nich to są takie banalne rzeczy – no Jezu, w sumie to nic się nie dzieje, że takie problemy mam. No ale długofalowo się to przekłada później na jakość funkcjonowania tego pacjenta. Szereg takich książek wychodzi, publikacji w tych tematach, więc też trzeba tych pacjentów edukować, przekonywać do tego, że zmiana choćby sposobu żywienia wpłynie na ich funkcjonowanie. Ale to też widzą chyba po objawach, bo czasami jak w PDTR-ze pracujesz, ja nie pracuję z pacjentem nic, wysyłam go na dietę i wraca do mnie po trzech tygodniach, gdzie wchodzimy dopiero w jakąś terapię, gdzie często gęsto już pacjent jej nie potrzebuje, mówi, że już tak go nie boli zbytnio.

Ale robisz testy co może robić a co nie, na poziomie PDTR?

Tak. To też kwestia jak to nazywamy, bo nie robimy tutaj testu na nietolerancję. Też trzeba uważać co się mówi. Jest to screening, który pomaga dobrać nam produkty, z którymi być może pacjent ma problem, no i zostawiam już to do analizy dietetykowi.

To jak to dobrze nazwać?

Test nadwrażliwości pokarmowych, ewentualnie.

Czyli, że twój układ nerwowy tego nie lubi?

No tak. Ja to badam na zasadzie odruchowej. Tłumaczę, że będziemy badać kwestie odruchowe i zobaczę, czy jakaś nadwrażliwość się pojawia na jakieś produkty. Co to jest, nie mam zielonego pojęcia. Nie mówię, że pani ma problem z glutenem czy z laktozą, bo to nie jest test specyficzny. Powiedzmy przebadanie kilku produktów daje nam taki pomysł, że być może taki problem jest, ale nie nazwałbym tego testem nietolerancji.

Czyli mogę zjeść 5 różnych bułek i dwie będą dobre a trzy złe? Wezmę z Biedronki i Lidla, i może być inaczej?

Jak najbardziej. No czułość jest duża, mała specyficzność. Nie wiemy o co chodzi, może to jest kwestia środków chemicznych wykorzystywanych w produkcji, a nie mąki jako takiej, glutenu jako takiego. Więc jak najbardziej.

Czym jeszcze pacjenci się psują?

Brakiem ruchu. Tryb życia się nam trochę degraduje. Większość ludzi siedzi, bo jak pracuje, wraca do domu, siada na kanapie i nic więcej nie robi. No myślę, że ten brak ruchu też spory tutaj wpływ na pacjentów wywiera. Trzeba mocno ich zachęcać, kopać w tyłek, żeby jednak ruszyli się gdzieś i coś porobili i warto chyba.

Potem idzie w drugą stronę. Nagle trafia na bieganie i codziennie maraton.

Tak, to też pacjentki, które zaczynają biegać, zmiana nawyków i robią 7 treningów biegowych w tygodniu i potem trafiają z pierwszą kontuzją przeciążeniową po tygodniu biegania.

I „czemu?”. Kazałeś im się ruszać.

Dokładnie. Znaczy, nikt im nie kazał wtedy, one same sobie kazały, a potem, wiesz, cierpią niestety. Czyli za dużo, za szybko, w zbyt krótkim czasie.

Ból jako ból – to dobrze, że boli? Jak ty widzisz ból u człowieka? Co on ci mówi?

Mówi, że coś jest nie tak u pacjenta, jakiś sygnał, że coś powinien zmienić w życiu, więc dobrze, że go mamy. Bo często ten ból i nawet pracując czy z Kowalskim, czy sportowcem, to jest sygnał do tego, że powinniśmy coś zmienić, czy to w życiu, czy w treningu. I to nas bardzo fajnie może prowadzić do lepszych wyników. Też nawet sportowcom mówię, że teraz to jest twój najlepszy czas. No i często gęsto nawet zakładam się z nimi, że wracając z tej jakiejś kontuzji, wyjdą mocniejsi na tyle, że na przykład pobiją swój rekord. Co często się udaje.

Ale na poziomie pacjenta, eliminacja bólu rozwiązuje jego problem?

Tak, dla pacjenta, już niektórego Kowalskiego to tak. On chce, żeby go nie bolało. To jest chyba więcej niż 90% pacjentów, którzy po prostu chcą, żeby się to skończyło i nie bolało.

Techniki miękkie. Uczyłeś się kiedyś mówić do ludzi, czy to przychodzi z doświadczeniem i tego nie warto się uczyć?

Chyba warto się uczyć. Warto się uczyć, bo pracujemy z ludźmi, edukujemy ich i chyba pierwszy etap w pracy z pacjentem, zaufanie, które nabywasz w pierwszym kontakcie, jeśli go nie zbudujesz, to nie przekonasz pacjenta do swojej wizji leczenia, czy też nawet nie tylko swojej, ale jakby czegokolwiek.

To techniki twarde, techniki miękkie, czyli te, które umiem coś zrobić, ale nie umiem powiedzieć – da się tak pracować? Czy jednak każdy fizjoterapeuta powinien spędzać trochę czasu nad tym i uczyć się mówienia do ludzi?

Myślę, że każdy z nas w jakiś sposób na bazie doświadczenia się uczy tych umiejętności miękkich, no bo masz pacjenta, rozmawiasz z nim, do jednego coś trafi, do jednego nie. Raczej wyciągasz wnioski z tych, do których to nie trafia częściej, raczej na porażkach częściej się wolimy uczyć.

Musimy swoje przerobić.

Dokładnie. Więc to wraz z życiem też przychodzi, z doświadczeniem. Są szkolenia, które tych umiejętności też uczą. Myślę, że warto czasami wejść w coś takiego. Kilka takich szkoleń nawet sam zrobiłem i fajnie otworzyły powiedzmy drzwi pod kątem pracy z pacjentem, jak trafić do tego pacjenta lepiej, umiejętniej, co mu zaproponować, w jaki sposób mu to zaproponować. Tak, żeby go nie zrazić, żeby chętniej wszedł w tę zmianę trybu życia, która wpłynie na jego zdrowie korzystnie.

Niektórzy mówią, że ta większa część pracy fizjoterapeuty to mówienie, bo mamy ten kontakt mega długi, bo lekarz maximum 10-15 minut, my potrafimy siedzieć z pacjentem półtorej godziny, więc mamy mega dużo czasu na to, żeby coś mu powiedzieć. Rozmawiasz z pacjentami o tym co robisz, dlaczego właśnie taką technikę i tłumaczysz? Czy jednak zamykasz się w sobie i robisz swoje, dopiero później zaczynasz mówić podsumowanie jakieś na końcu?

W kwestii takiej mówienia wszystkiego, to raczej nie mówię wszystkiego w trakcie, bo muszę też sporo myśleć pod kątem tego co tutaj u pacjenta chcę zrobić, co powinienem zrobić. No ale podsumowuję mu powiedzmy kwintesencję tego co tutaj moim zdaniem u pacjenta jest nie tak. No i chyba też jako fizjo czasami mówimy za dużo pacjentowi. Zabijamy go tą ilością informacji. Także też chyba trzeba ważyć słowa. To też nawet pod kątem emocjonalnym tego pacjenta.

Potem wychodzi bardziej chory niż był na początku.

Dokładnie.

Bo nagle pokazujesz mu wszystkie dysfunkcje, które ma i wszystkie złe niby rotacje i inne rzeczy w ciele albo wszystkie dysfunkcje receptorów, które w ogóle wymyśliłeś i są tam w tym ciele, to wychodzi człowiek – kurczę, jaki ja jestem jednak trefny.

Dokładnie. I od razu się gorzej czuje. Nie, nie. Trzeba powiedzieć tyle, ile trzeba. A ile trzeba, to już chyba takie doświadczenie jest.

To śmiesznie pokazuje PNF, który skończyłeś jako pierwszy. Mówi, że zawsze na koniec powiedz 3 dobre rzeczy o pacjencie i to zawsze jest ciężkie, żeby coś jednak dobrego o tym pacjencie powiedzieć. A jak zmotywować do pracy tych starszych, doświadczonych, którzy powiedzmy mają w gabinecie sukcesy, mają full gabinety? Czy oni mają się rozwijać, czy skoro są skuteczni i mają już pacjentów, to po co się rozwijać?

Chyba to jest kwestia nawet choćby odświeżenia warsztatu pracy. Powtórzenia niektórych rzeczy. Czasami szukania jakiejś nowej drogi, gdzieś spojrzenia na to z innej perspektywy. Warto konfrontować tą swoją praktykę cały czas i sprawdzać co nowego się może w świecie dziać. Chyba z czasem jest coraz trudniej, bo mamy pewne nawyki, mamy pewien styl pracy, w którym działamy.

Swoje błędy ukochane.

Tak. No i taka strefa komfortu się robi w tej pracy gabinetowej. Wyjście ze strefy komfortu nigdy nie jest łatwe, prawda, nauczenie nowych rzeczy. Nawet też patrząc na szkoleniach, jak przychodzi terapeuta doświadczony na PDTR na przykład i patrzy się na to jak cały narząd ruchu może się tutaj zmieniać w funkcji.

Nagle stwierdzasz, że 20 lat robiłeś źle.

Na przykład. Albo jakim cudem. Jest to trudne, bo potem musisz trochę wyjść z tych technik, które znasz, zacząć pracować w nieco inny sposób, no i jest to trudne. Ale chyba warto po pierwsze konfrontować wiedzę, zdobywać nową wiedzę i nie zamykać się na niej, no bo to jest chyba taki pierwszy krok do rutyny, którą mamy i często nabywamy w swojej pracy zawodowej.

Rozwój trenera personalnego

Co byś radził trenerom personalnym w formie rozwoju robić?

Ciężko powiedzieć tutaj, co bym radził trenerom personalnym jako fizjo, to inne podłoże. Myślę, że tutaj kwestia rozwoju podopiecznych pod kątem ruchowym optymalna, obciążenie tych pacjentów. No akurat myślę, że wszyscy tutaj słuchający twojego podcastu mają dobrą wiedzę w zakresie obciążania i jakiegoś przemyślanego prowadzenia tych pacjentów.

Staram się im włożyć do głowy kilka rzeczy.

No bo często też się zdarza, że ci pacjenci też trafiają do naszych gabinetów, po prostu przeciążeni. Zbyt dużo, zbyt szybko. I tutaj też myślę, że warto współpracować z fizjoterapeutami, bo my jakby nie zabieramy sobie pacjentów. My się uzupełniamy i jeśli mamy jakieś objawy u pacjenta, nie wiem, uszkodzenia bólu, który występuje, może warto czasami wysłać do fizjo, on sprawdzi co jest. Jedna, dwie wizyty, czasami odsyłamy z powrotem, gdzie ten pacjent może wejść spokojnie i z większą przyjemnością w ten ruch, aniżeli się z tym męczyć przez długi czas. No i często pacjenci z dolegliwościami bólowymi pleców, z jakimiś objawami neurologicznymi trafiali nieraz do mnie, niepotrzebnie myślę, zbyt długo tkwiąc w obciążeniu, a czasami ten fizjo w szybki sposób potrafi tutaj pomóc prowadzić im tych pacjentów lepiej.

Co jest twoim hobby? Jak się relaksujesz?

Sport. Chodzenie po górkach, to dużo. Ostatnio kolega Łukaszek Burliński zajawia mnie, żebym się więcej obciążał i siłowo pracował.

Myślałem, że Radzio.

Radzio też, posturą może.

Radzio wyglądem.

Tak, dokładnie. No nie, no na wygląd to wystarczy u mnie, jak spojrzysz w dół, praca gabinetowa, brak tego ruchu, potem ciałko zaczyna się degradować. No ale żarty żartami. Myślę, że ten ruch taki w formie gdzieś na rowerek wyskoczyć po naszym Białym Beskidzie gdzieś pojeździć, wyskoczyć gdzieś w góry, troszkę spędzić czasu z książeczką, poczytać, jakaś dobra muzyka.

A ten AWF cię zaraził trochę tym sportem?

Nie. W trakcie studiów chyba nie ma tego zbyt wiele, w późniejszym etapie gdzieś. Nie.

Czym jeszcze się relaksujesz? Książka?

Książka.

Ale medyczna książka, czy potrafisz odpłynąć kompletnie gdzie indziej i przeczytać „Harrego Pottera”?

Raczej idę w kierunku rozwoju i szukania jakichś ciekawostek, chociaż lubię historyczne książki, także w tych kierunkach historycznych czasami też odpłynę i też chętnie się zagłębię.

A gdzie chcesz być za 10 lat?

Plany mamy szerokie, pod kątem firmowym również. Na pewno chcę być lepszym człowiekiem.

Dzisiaj się źle oceniasz?

Nie. Najlepszy projekt, w którym będziesz pracować w życiu, jesteś ty sam, jak kiedyś słyszałem hasło.

To chyba na tym miękkim szkoleniu.

Nie, gdzieś jakaś ilustracja mi gdzieś się odbiła. Lubię pracować nad sobą, rozwijać się, wyłapywać swoje słabe strony i usuwać je, o ile się da, no bo to jest też trudne czasami. Więc lepszym człowiekiem stale chyba do końca życia chciałbym być i na tym życie zakończyć w stałej poprawie. Ale też myślę, że już coraz mniej pracować, no bo jednak tej pracy jest bardzo dużo. Troszeczkę zająć się życiem, rodziną.

Jakby oblegana ta opcja tu jest, że mniej pracować, a jednak każdy gdzieś chce coś zrobić fajnego i dążyć do czegoś, żeby jakiś twór po nas został, nie?

No tak. chyba lubimy to co robimy, prawda. To jest problem tego zawodu – jest tak fajny, że po prostu ciężko powiedzieć sobie stop w pracy czy gabinetowej, czy szkoleniowej. To nie są kwestie finansowe. Po prostu to jest chęć pomocy ludziom, chęć rozwikłania jakiejś zagadki, no i nie zostawiania tych ludzi z tym problemem samych.

Powiedziałeś fajną rzecz i trochę do niej nawiążemy jeszcze. Kasa w rehabilitacji – da się godnie żyć na poziomie fizjoterapeuty i da się zarobić?

Da się.

Dlaczego fizjoterapeuci strajkują?

W NFZ-ie ciężko chyba zarobić. Sam pracowałem za 1200 zł, no to studiując, robiąc szkolenia, dojeżdżając, to na wachę starczyło za ten miesiąc, żeby objeździć uczelnię i szkolenia, a cała reszta to były wtedy pamiętam okresy wakacyjne, gdzie trzeba było zasuwać w wakacje na budowach, składając meble w Anglii czy robiąc inne rzeczy i inwestować tę kasę w siebie. No ale nie dziwię się w sumie, że gdzieś tam z poziomów placówek medycznych ci fizjo strajkują, bo za te pieniążki no to ciężko chyba przeżyć z rodziną.

I coś fajnego jeszcze zrobić, gdzieś się rozwinąć, nie?

Dokładnie.

Jeździłeś po świecie, dużo widziałeś fizjoterapeutów. Mamy czego się wstydzić w Polsce?

Nie. Jako fizjo nie mamy się czego wstydzić i też mam ten fart, że dużo ludzi przyjeżdża do mnie na szkolenia zza granicy, to już od Kanady przez Stany, Arabię Saudyjską i inne rejony egzotyczne, gdzie możemy porozmawiać, wymienić w kuluarach jak tam fizjo wygląda, co oni robią, jak robią. Na pewno fizjoterapeuci w Polsce się dużo kształcą, są ciekawi. Chcą być coraz lepsi. Myślę, że dużo więcej niż w innych krajach, to na pewno. Stąd też chyba taki rynek szkoleniowy w Polsce jest duży w porównaniu z innymi krajami. Więc ogólnie my jako Polacy nie mamy się czego wstydzić. Wyjeżdżając gdzieś za granicę, patrząc, my czasami myślimy z taką nostalgią, że o Jezu, tam za granicą to już jest super i nie wiadomo, o ile lepiej tam nie jest. A jak tam pojedziesz, pobędziesz, no to w sumie to wychodzi, że w Polsce nie ma tak źle. Trzeba po prostu zakasać rękawy i robić swoje. Może stawki są nieco inne, no ale też zmierzamy w jakimś kierunku, myślę, że coraz lepszym i pracując w pracy fizjo takiej prywatnej gabinetowej, możemy dobrze zarabiać, robić fajną pracę, pomagać ludziom i cieszyć się z tego co robimy.

A jeżdżąc na inne szkolenia, organizując też szkolenia, co cię najbardziej irytuje w złej organizacji szkolenia? Jakiego błędu nie popełniasz przy swoich organizacjach?

Taki know-how mam ci zdradzisz?

Nie, to co możesz.

Nie no, pod kątem takiej organizacji stricte?

Stricte organizacyjnej pracy.

Każdy ma chyba inną wizję pracy, organizacji szkoleń. Mamy troszeczkę swoją i opiera się, wizja prowadzenia firmy chyba na rozwoju ludzi i po prostu mocno inwestujemy w tych ludzi. Nawet jeśli już kończą tą edukację, to nie zamykamy się na nich, że nie masz klienta, to już koniec. Broń boże, wręcz odwrotnie. Pchamy po prostu dalej do rozwoju, spotykając się, wymieniając informacjami i dzieląc tą wiedzą. No ale każdy ma, tak jak mówię, troszkę inny styl prowadzenia działalności.

To gdzie ta firma będzie za 10 lat?

Mam nadzieję, że wciąż będzie. Będzie na pewno troszeczkę przeniesiona w jeszcze taki wymiar chyba też internetowy, gdzie chcielibyśmy się dzielić, wymieniać się informacjami, chyba w tym kierunku wszystko zmierza. Będziemy dalej szukać nowych pomysłów dla fizjoterapeutów i nowych narzędzi, którymi będą mogli pracować, no i próbować ułatwić im tę pracę i sprawiać, żeby ich cieszyła jeszcze bardziej. No i starać się polepszać stale. Chyba wraz z moim podejściem do rozwoju chyba firma też ma takie podejście, że stale staramy się usprawniać stronę, walczyć z tą stroną od strony organizacyjnej i tak dalej.

No i tego ci życzę. Bardzo ci dziękuję za udział w podcaście „Dachowski Pyta”.

Dzięki Michał, również dziękuję i mam nadzieję, że słuchacze w jakiś sposób tutaj miło spędzili z nami czas.

O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

  • 2 : 24 - Czy warto skończyć studia fizjoterapeutyczne?
  • 4 : 28 - Pierwsze szkolenia.
  • 9 : 45 - Doktorat- czy to tylko tytuł naukowy?
  • 13 : 10 - Metoda PDTR.
  • 21 : 28 - Jak współpracować z lekarzami?
  • 27 : 30 - Wyznaczanie granic- kiedy należy odesłać pacjenta?
  • 32 : 25 - Badania naukowe- warto szukać tych, które coś wnoszą.
  • 34 : 12 - Skąd czerpać wiedzę?
  • 35 : 31 - Praktyka czy nauka?
  • 37 : 12 - Jak stać się lepszym fizjoterapeutą?
  • 42 : 30 - Czego unikać w trosce o zdrowie?
  • 47 : 01 - Techniki miękkie- jak mówić do ludzi?
  • 51 : 30 - Rozwój trenera personalnego.
  • 55 : 57 - Czy fizjoterapeuta może dobrze zarabiać?