Ewelina Tyszko Bury – szacunek i miłość do tkanki #062

Ewelina Tyszko Bury – szacunek i miłość do tkanki #062
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Ewelina Tyszko-Bury w rozmowie z Michałem Dachowskim w cyklu #dachowskipyta odpowiada na rzadko poruszane tematy i rzadko stawiane pytania.

Jak sama mówi na swojej stronie:
„Osteopatia ginekologiczna jest częścią osteopatii. Tylko cóż to takiego? Nazwa sugeruje, że osteopaci zajmują się kośćmi… i w dużej części to prawda, ale jest to tylko cześć naszych zainteresowań… Osteopatia ginekologiczna jest gałęzią osteopatii zajmującą się kobiecymi problemami. Prowadzona terapia bazuje na technikach manualnych bezpiecznych dla pacjentki.

Terapia poprzedzona jest dokładnym wywiadem i badaniem. Jeżeli pacjentka ma problem neurologiczny czyli zgłasza drętwienie, mrowienie w okolicy pośladka czy kończyny dolnej/górnej wtedy przeprowadzam dokładne badanie neurologiczne.

Osteopatia ginekologiczna to koncepcja pracy z pacjentką… to patrzenie na nią w sposób holistyczny. To praca w szacunku i miłości do tkanki.”

W podcaście Michała jak zwykle znajdziesz trochę o studiach, o zmianach, o szkoleniach, o rozwoju i o dobrych, oraz złych stronach branży.

Posłuchaj!


Zachęcam do subskrypcji kanału, jak również śledzenia innych kanałów:
www.michaldachowski.pl
IG: www.instagram.com/michal.dachowski.fizjo
FB: https://www.facebook.com/michal.dachowski.fizjo

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie w kolejnym podcaście z serii „Dachowski pyta”. Ostatnio moim gościem była Małgosia z BODYWORK. Jeżeli jesteś fanem Body Mind, oddechu, pilatesu i treningu medycznego, to ten podcast jest dla ciebie i powinieneś go znaleźć na Spotify, iTunes albo Google Podcasts, więc zachęcam do tego. A dzisiaj kolejny gość albo gościówa, a jest nią…

Ewelina Tyszko-Bury, cześć, witajcie.

Cześć, witam cię serdecznie. Dziękuję ci za ten czas. Wczoraj wiem, że prowadziłaś szkolenie, więc dzisiaj pewnie taki reset na podcast robisz.

Dzisiaj mam taki bajtowy dzień. My sobie porozmawiamy, a potem już mam total luz.

A powiedz, czym ty się zajmujesz, bo może niektórzy cię nie znają. Po tym podcaście będziesz sławna, ale jeszcze przed, więc niektórzy cię nie znają.

Ja głównie zajmuję się pracą w gabinecie i szkoleniem ludzi pod kątem osteopatii ginekologicznej albo wykorzystania osteopatii w problemach kobiecych. Także to jest moja główna działka jeżeli chodzi o moją pracę. Dużo robię i udzielam się na rzecz kobiet. I też to co współtworzyłam z dwoma wspólnikami, czyli placówkę, przychodnie w Warszawie Renort – Słuchając Ciała. Są trzy miejsca, ale jest jedna przychodnia. I stworzyliśmy miejsce gdzie mamy multidyscyplinarny zespół, bo jest to niezmiernie istotne, żeby mieć multidyscyplinarny zespół jeżeli chodzi o diagnostykę, leczenie problemów dolegliwości kobiecych.

A skąd zaczęła się twoja przygoda z fizjoterapią? Jak trafiłaś na warszawski AWF? Czy wiedziałaś, że to jest twój kierunek od razu?

Ja generalnie do trzeciej klasy liceum chciałam być weterynarzem tak jak mój tata i nic więcej mnie nie interesowało. Jak byłam mała, to robiłam z nim operacje. I potem mój ojciec zaczął mówić, że weterynaria to ciężki zawód, łatwo jest przy małych pieskach i kotkach. I spotkałam kumpla, który dostał się na AWF na rehabilitację. Zaczęliśmy sobie rozmawiać. I postanowiłam spróbować. I to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, czyli rehabilitacja. Dostałam się na warszawski AWF i studiowałam fizjoterapię na AWF.

Od razu wiedziałaś, że będziesz leczyć ludzi?

Tak. Wiedziałam, że chcę to robić. Wiadomo jak to na studiach magisterskich, jeszcze dokładnie nie wiesz co chcesz zrobić. Ja pisałam pracę magisterską ze skolioz, co teraz totalnie nie jest moim obszarem zainteresowań. Ale byłam bardzo zaangażowana. Przebadałam te dzieci w Międzylesiu niewiadomo ile. Zrobiłam pracę magisterską. Ale nie do końca mi to zagrało. I pod koniec studiów wiedziałam, że chcę się dalej uczyć. Miałam zostać na doktoracie na AWF właśnie pod kątem skolioz. I wszystko już było dogadane, ja zrobiłam projekt, żeby dostać grant. I miałam zacząć od października i zadzwoniła do mnie pani z sekretariatu, że dziekan potrzebuje ze mną porozmawiać. Udałam się do dziekana i on mówi, że przykro mu, ale nie dostanę grantu, bo okazało się, że w tych dokumentach nie było jakiejś statystyki, która mówi jaki procent populacji w mazowieckim byłoby potrzebne do badania, które chciałam robić na temat SpineCor, gorsetu dynamicznego do skolioz. Powiedziałam, że nie dostałam wytycznych, że powinnam to zrobić. Dziekan powiedział, że mogę próbować za rok. W międzyczasie byłam na placówkach na praktykach. I w związku z tym, że ja w zasadzie swoje praktyki zrobiłam, ale chciałam się uczyć, trafiłam do CKR na Gocławiu i doszłam do wniosku, że tam jest całkiem sensownie, że tam myślą, i że tam można się czegoś nauczyć. Nie trzeba machać nóżką albo „Pani podłączy laser”. To oczywiście też, ale mi zależało na tym, żeby coś dla siebie wyciągnąć. I w zasadzie ja praktyki swoje zrobiłam i poszłam tam do pana Tomasza Marka i mówię, że ja bym chciała po prostu się pouczyć. Że mam już praktyki zrobione, on nie musi mi nic podpisywać, ale jeżeli mogę to chciałabym jako wolontariusz się pouczyć. I było tak, że ja siedziałam u niego w gabinecie jak on miał pacjentów, on diagnozował, czasami mnie o coś pytał, ja mu odpowiadałam. I raz powiedział, że dzisiaj się zamienimy rolami, że ja będę diagnozowała, a on sobie posiedzi z boku. I tam był mój kolega Marcin Wanat, który był wtedy na drugim albo trzecim roku osteopatii i to był pierwszy rocznik osteopatii, który ruszył w Polsce. I wiedziałam, że jest ktoś taki jak osteopatia, jest w trakcie uczenia i że Marcin coś wie na ten temat. Więc powiedziałam, że idę do Marcina do gabinetu. Siedziałam z nim, on mnie bardzo dużo nauczył. Otworzył mi głowę bardzo i też nauczył mnie czuć. To jest wspaniałe, bo generalnie jak on mi mówił, że tu się coś rusza to ja nie wiedziałam o co chodzi na początku. I wtedy poczułam, że to ciało ma swój rytm, że jak inaczej zaczniesz pracować i poprosisz, a nie że będziesz wymagał od ciała, to one po prostu puszcza i cię prowadzi. I pomyślałam sobie, że bardzo dobrze, że ten doktorat nie wyszedł, idę na osteopatię. I to była kolejna najlepsza decyzja. Wiesz jak to jest w życiu, jest jakaś sytuacja i myślisz sobie – katastrofa, wszystko ci to burzy, dramat.

Czyli kończąc studia, nie mając pacjentów, doświadczenia, poszłaś na osteopatię? To dobry kierunek? Tam da się nauczyć?

Miałam pacjentów, bo ja już zaczęłam pracować w CKR. W międzyczasie jak ja sobie tam siedziałam, bo ja tam siedziałam często, to Tomasz Marek zaproponował mi żebym tam zaczęła pracować. I przeszłam tak płynnie. Najlepsze była jak szłam na obronę magisterki i dzwonił do mnie o 7 rano, że ktoś nie dojechał i czy mogę przyjść na zastępstwo, bo już chodziłam na zastępstwa wtedy. Powiedziałam, że już jadę, a później przypomniała sobie, że mam dziś obronę. Więc oddzwoniłam i powiedziałam, że mogę być później, bo mam obronę magisterki. Więc śmiesznie, to były szalone czasy. Ale bardzo fajnie, że poznałam Marcina. Ja pisałam pracę u Agnieszki Stępień. Ona też była na osteopatii, tylko że z niej zrezygnowała. Mówiła mi też dużo o osteopatii. Cudowna kobieta. Bardzo się cieszę, że zaczęłam tę drogę i że tak wyszło, że nie udało mi się z tym doktoratem.

Jak byś miała podsumować, dla ciebie czym się różni fizykoterapia od osteopatii? Bo ludzie mówią, że to dwa różne studia, w Polsce to niekoniecznie dwa różne zawody, taka trochę mieszanka. To czym dla ciebie fizykoterapeuta różni się od osteopaty i gdzie jest granica pomiędzy tym, a gdzie nie ma tam granic?

Ja myślę, że teraz to jest bardzo płynne. Wiem co wiedziałam po fizjoterapii, a wiem co wiem po osteopatii, ja miałam 5 lat zajęć w Bostonie. Jest to gigantyczna różnica. Pięć kolejnych lat studiów jednak musi ci coś wnieść. Inaczej patrzę na pacjenta, inaczej go diagnozuję. I to też jest tak, że teraz mamy bardzo dużo kursów, gdzie fizjoterapeuci mogą się szkolić. Jak ja kończyłam studia to tego nie było. Więc teraz jest dużo możliwości. Ale jaka jest dla mnie różnica? Że my patrzymy myślę, że trochę szerzej, ale to nie znaczy, że ktoś jest lepszy czy gorszy, bo to jest tak, że jest super jak mamy i fizjoterapeutę, i osteopatię, bo jeżeli część rzeczy nie zrobimy my, to zrobi to druga strona, my się super uzupełniamy. Na przykładzie dzieci, jeżeli mamy malucha i Dorotka u nas prowadzi go osteopatycznie, zrobi rebirth, czyli ponowne narodziny, bo ten maluch pokazuje, że on się chce ponownie urodzić, a potem mamy jeszcze z asymetriami jakiś problem i już trzeba go trochę wprowadzić w takie podporowe rzeczy, ćwiczeniowe, bo to też jest potrzebne. To u nas dziewczyny się pięknie wymieniają. Tak samo jeżeli ja prowadzę pacjentkę i robie pracę osteopatyczną ze wszystkimi jamami ciała. Popracuję sobie czaszkowo-krzyżowo, popracuję sobie drenażowo i na przykład, żeby ta pacjentka to utrzymała to ona musi wejść w jakiś ruch i w jakąś aktywność mądrą i wtedy też proszę dziewczyny, żeby mnie wspomogły w pracy manualnej, ale też już ją wprowadziły w aktywności, ponieważ ja też nie ćwiczę z pacjentami, głównie zajmuję się pracą manualną, bo to kocham i tak chcę działać. I też jeszcze różnica jest taka, i to widzę też na kursach, myślę, że też pamiętam to jak pracowałam kiedyś, jak przykładasz rękę do tego pacjenta, jak z nim pracujesz.

Osteopatia musi być delikatniejsza, bardziej powierzchowna?

Nie zawsze, bo oczywiście mamy też manipulacje. Delikatniejsze nie znaczy, że powierzchowna. Bardzo często na kursach to widać. Na przykład robimy technikę na dno miednicy. Mam dno miednicy po wczorajszym kursie. Mamy dno miednicy, tu jest guz kulszowy i proszę terapeutki, żeby weszły sobie obok guza kulszowego w obręb dna miednicy. I teraz jeżeli ta kursantka będzie miała napięte ręce, bo zawsze zaczynamy od siebie. Osteopatia jest dla mnie pracą nad sobą tak naprawdę i to mi chyba najwięcej dało takiego wglądu w siebie.

Trochę jak psychologia? Że trzeba najpierw przejść swoją terapię, że można było terapeutować innych?

Im więcej masz pokory, tym jesteś lepszym terapeutą, ja tak uważam. Im więcej pracujesz nad sobą, im więcej pozwalasz, dajesz przestrzeni pacjentowi, a nie, że ty chcesz coś uzyskać. Tylko mówił: ok, ciało, pokaż mi co ty chcesz, a ja ci pomogę. Trochę na tej zasadzie. Więc jak wchodzisz sobie w dno miednicy i masz napięte ramie, przedramię, bark to, to ciało w ogóle cię nie wpuści. Na przykład dziewczyny sobie pracują w dno miednicy, próbują wejść w dno miednicy, ja przykładam swoje ręce na ich łapki, ja czuję gdzie one są napięte i mówię na przykład: puść jeszcze bark, rozluźnij przedramię. I nagle jak one puszczają ciało swoje to ta tkanka się otwiera i wszystko się rozpływa. A jak one chcą tak na siłę albo punkt spustowy, to te ciało stawia opór. I w ginekologii to jest taka delikatna przestrzeń, w której się poruszamy, że fajnie by było, żeby to ciało jednak nam pokazało co chce. Zwłaszcza, że pamiętaj, że w miednicy kobiecej tam jest generalnie też dużo emocjo. Ja też pracuję z psychosomatyką trochę albo dużo, w każdym razie tam jest też dużo emocji, a tkanka zawsze zbierze emocje. I te rzeczy są tam zakopane często od lat. I teraz jak my chcemy pracować tak, że zrobimy, bo ty chcesz zrobić, to te ciało cię nie puści, a poza tym skoro ja mam ból, skoro uczę terapeutów pracy na pacjentkach bólowych, bo one często przychodzą z bólem to czemu ja mam jej znowu zadawać ból. Jeżeli ją boli to znowu jej podniesie napięcie. Mogę walczyć z trigger pointem w sensie takim, że aż odpuści, ale ja wolę to zrobić inaczej, bo to naprawdę działa.

Pacjentki to rozumieją? Są w stanie to zrozumieć? Jak ja przyjmuję to ludzie czasami oczekują ode mnie tego, że fizjoterapia boli, trzeba mocno nacisnąć. Przyzwyczajeni są do takich technik mocnych. Na ile musisz walczyć z tym, że tłumaczysz, że będziesz długo dotykała delikatnie, będziemy tak półgodziny trzymać w jednym punkcie i będzie dobrze.

Nie, bo to się nie trzyma pół godziny. Właśnie o to chodzi, że to nie jest tak, że będę dotykała delikatnie punkt, przez pół godziny sobie tak posiedzimy i teraz jeszcze porozmawiamy. Nie ma takiej opcji żebyśmy rozmawiały. To znaczy są terapie, gdzie też rozmawiam z pacjentami, ale jeżeli ta pacjentka nie wejdzie w swój środek i nie wejdzie w to co czuje z ciała i nie pozwoli mi, żebym ja to ciało pokierowała, to ta terapia nie będzie tak efektywna. To są delikatne techniki, ale równocześnie jesteśmy naprawdę głęboko w tej tkance. Wracając do kursantek, jak ja mówię, żeby rozluźniła dłonie, jeszcze masz napięte śródręcze, a teraz nadgarstek. I nagle my jesteśmy bardzo głęboko. One dopiero jak wychodzą z tej miednicy mniejszej, z tej przepony, to czują gdzie były, jak daleko ta tkanka ich wpuściła. Więc tak naprawdę ta praca taka razem z, pozwala ci na głębsze dotarcie do tej tkanki, jesteś w stanie wtedy więcej uwolnić.

A są takie techniki, ja nie jestem praktykiem osteopatycznym, więc nie wiem czy dobrze się wypowiem, ale powiedzmy, że trzymam kość krzyżową, trochę nią steruję przez długi okres czasu, to trwa, jeżeli to jest delikatne, spokojne, luźne.

Mówisz o czaszkowo-krzyżowej?

Tak. I jak bronisz to przed pacjentami, że to tyle trwa, że pani, pana odczucia będą bardzo delikatne, spokojne? Czy ludzie ci w to wierzą?

Ale ja nie muszę nic tłumaczyć, bo oni mnie nigdy nie pytają, a potem mówią, że to było wspaniałe. Ja nie muszę im tłumaczyć. Ja często pracuje czaszkowo-krzyżowo przy pacjentkach z niepłodnością albo z problemami z zajściem w ciążę, obrót osteopatyczny dziecka. To wszystko wykorzystuję też między innymi właśnie czaszkowo-krzyżowo do pracy z taką pacjentką. I jedyne co jej tłumaczę to mówię na jakiej osi będę pracowała na przykład przy płodności, czyli mam podwzgórze, przysadka, jajnik. Muszę tam popracować, więc będę pracowała przez kość klinową. Ale nigdy nie miałam sytuacji, że ktoś mi zarzucał, że przecież tu się nic nie dzieje. Myślę, że to jest kwestia efektu po, jak one się czują. Ale chyba nie miałam takie sytuacji, że musiałam się tłumaczyć, że trzymam sobie rękę i tak sobie siedzimy przez pół godziny, bo to też tak nie do końca wygląda. To też nie jest tak, że ja całą wizytę pracuję czaszkowo-krzyżowo. To jest tak, jak masz torbę z narzędziami, otwierasz sobie torbę z narzędziami i myślisz z czego teraz skorzystać. Wiesz, bo też pracujesz z pacjentami. Wykorzystujemy różne narzędzia do pracy.

A jakbyś teraz miała powiedzieć z czym masz najwięcej do czynienia? Powiedziałaś o niepłodności. Takim tematem, który ja widzę na poziomie social mediów to jest nietrzymanie moczu. Czego masz najwięcej w gabinecie na dzień dzisiejszy? Wybierz jakiś jeden temat. Wiem, że to jest ciężkie. Bo ja czytam twoją stronę to, to jest aż straszne ile tam rzeczy na poziomie osteopatii można wyleczyć. Bolesne współżycie, bolesne miesiączki, endometrioza, problemy z zajściem w ciążę, bóle dna miednicy, pochwice. I jak czytam to tego jest masa. Większość terapeutów w ogóle tych nazw albo nie zna, albo nie ma możliwości z tym pracować. Co się powtarza tobie? Co z tego jest takie najczęstsze, że pacjentka przychodzi i na przykład w drugim dnie to siedzi, bo pacjentka może przyjść na przykład z bólem krzyża, może być to coś innego i nie ma o tym w ogóle pojęcia, że to się wydarzyło, więc co jest takim kluczowym dla ciebie czynnikiem, który generuje ból, na przykład u kobiet?

Na pewno dużo pacjentek przychodzi z bólami podczas miesiączki, podczas współżycia. To się będzie też łączyło z bólami często w jamie brzusznej, a to może być i często jest endometrioza. Tu mogą być też bóle kości krzyżowej podczas miesiączki, bolesne owulacje.

To czemu kobiety to mają? Czemu u kobiet występuje ta endometrioza z bólem podczas miesiączki i z bólem podczas współżycia? Czemu kobieta może mieć taki problem? Co sprawiło przez lata życia, jakie mogą być przyczyny takiej dolegliwości?

Jeżeli mówimy o endometriozie to endometrioza jest taką chorobą, która powoduje, że tkanka, która powinna być w macicy, czyli endometrium wyściółek jamy macicy jest poza jamą macicy. I na przykład jest w okolicy jajnika albo jest na otrzewnej, albo może być w okolicy przepony oddechowej, z którejś strony. Bo te endometrium się rozsiewa. Ono może być nawet w mózgu, tak naprawdę, więc najgorsze jest to, że jak one już gdzieś tam jest w ciele to podlega proliferacji hormonalnej, czyli te hormony, które kobieta ma w cyklu będą działały na to endometrium i w macicy, ale też na to, które jest rozsiane. Co się dzieje z endometrium w trakcie miesiączki? Ono narasta i potem się złuszcza. Oczywiście to endometrium rozsiane nie będzie aż tak narastało, więc to co się zadzieje przez to, że one jest rozsiane, podlega tym hormonom, co cykl będzie powodowało stany zapalne i co cykl będzie powodowało, że ta pacjentka ma bóle. Stan zapalny będzie powodował zrosty, a doskonale wiesz, że jeżeli mamy zrosty gdzieś w jamie brzusznej albo w miednicy mniejszej to tam nie ma pustych przestrzeni, więc za chwilę jeżeli mamy zrost będziemy mieć kompensację w różnych miejscach. I ta pacjentka najczęściej przechodzi bolesne miesiączki, bolesne współżycie. Generalnie endometriozę diagnozuje się przez wywiad, czyli bolesne miesiączki, bolesne współżycie inaczej dyspareunia. Może to być dyspareunia powierzchowna albo głęboka. Powierzchowna to jest taka kiedy mamy ból przy wejściu do pochwy, kiedy zaczynamy współżycie. To się też wiąże z napięciem mięśniowym. Pacjentkę boli, więc podnosi napięcie, cały czas zaciska, więc jak próbuje współżyć to znowu ją boli i mamy takie błędne koło. Dlatego wracam do tego czemu ja mam z nią pracować w bólu skoro ona i tak cały czas ma ból. Dyspareunia głęboka to jest ból kiedy mamy penetrację najczęściej w pozycji od tyłu, dlatego że wtedy członek uderza w tylne sklepienie, a tam jest przyczepione więzadło krzyżowo-maciczne. Przyczepione jest ono od szyjki ku tyłowi do kości krzyżowej do segmentu S2-S4. Więc jeżeli mamy nacieczone więzadła krzyżowo-maciczne, a endometrioza lubi więzadła krzyżowo-maciczne, lubi być w zachyłku Douglasa, czyli w miejscu między macicą, a odbytnicą. Jeżeli mamy tam endometriozę to pacjentki będą czuły dolegliwości bólowe. Jeżeli mamy nacieczenie na przykład na jelito to one mogą czuć ból przy wypróżnieniu. Więc endometriozę będziemy diagnozować przez wywiad. Będą takie pacjentki, które mogą zgłosić, że boli ich co miesiąc bark. I one już na przykład wiedzą, że to jest endometrioza.

Ciśnienie się zmienia, dlatego boli bark.

Tak i nie. Historia. Przychodzi do mnie pacjentka, mamy wywiad. Ona już wie, że ma endometriozę, ale kobiety z endometriozą zanim zostaną zdiagnozowane chodzą mniej więcej 7 lat, zanim ktoś im postawi diagnozę.

To jest tak trudno zdiagnozować czy nie ma specjalistów?

Nie ma specjalistów. Wszyscy to bagatelizują. Mama miała bolesne miesiączki, pani też tak ma. Ja piszę książkę, ale do tego jeszcze wrócę, bo tam jest tysiące historii pod tytułem mam bolesne miesiączki, bolesne współżycie, to pani się napije kieliszek wina i będzie dobrze, pali się rozluźni. Nóż mi się w kieszeni otwiera jak to słyszę. Jak można? Bolesna miesiączka i bolesne współżycie nie jest normą. Trzeba pomyśleć dlaczego tak jest. Już na szczęście są lekarze, którzy o tym mówią. Więc pacjentka przychodzi, już wie, że ma endometriozę, po 5-6 latach w końcu zdiagnozowana. I przyszła, ponieważ ja też pracuję z tymi pacjentkami, żeby im ułatwić życie, bo można dużo zrobić manualnie, żeby cyrkulację zwiększyć, żeby poprawić drenaż. Do tego jeszcze pewnie dojdziemy w pewnym momencie. I pacjentka widzi, że otwarcie z nią rozmawiam. Pytam o pewne rzeczy, o które pewnie nikt ją nie zapytał. I ona mówi tak: nie wiem czy mogę pani powiedzieć, ale ja uważam, że ten comiesięczny ból barku to jest od tej mojej endometriozy. Ja mówię: dlaczego tak może nie być? Nie rozumiem czemu pani się boi o tym mówić? Bo jak mówię o tym lekarzom to mówią, że jestem nienormalna i się pukają w czoło. Ja mówię, że jeżeli endometrioza jest w okolicy torebki wątroby albo przepony, a skąd jest unerwiona przepona i torebka wątroby? Z odcinka C3, C4, C5. A gdzie mamy dermatom? Bark. Więc mówię, że jak się nie znają na anatomii to niech się nie odzywają.

Nawet jeszcze jest powiązanie powięziowe też bardziej można powiedzieć pomiędzy wątrobą, a prawym barkiem.

Więc wkurza mnie to, bo oni robią z tych pacjentek wariatki. One już po prostu myślą, że są nienormalne, a taka jest anatomia. Ja na przykład mogę pracować ze stawem skroniowo-żuchwowym, ale ja nie jestem specjalistką i nie będę się na ten temat wypowiadała. Więc strasznie ubolewam nad tym, że ludzie nie mają pokory, w sensie takim, że może rzeczywiście tak jest i nie trzeba się pukać w czoło.

Wiesz gdzie jest problem? Że parę osób po tym podcaście powie, że na to nie ma badań.

Na co nie ma badań?

Że tak jest.

Ale endometrioza się rozsiewa w różne miejsca, więc stan zapalny jest stanem zapalnym. Będzie drażniło i będzie przewodziło.

Ty to wiesz z gabinetu, tak ci powiedzą. Masz jeden przypadek i tobie się udało.

Nie, bo takich pacjentek jest bardzo dużo. I to jest problem. Tak samo jak pacjentki, którym wszyscy mówią, że są nienormalne, a na przykład jeżeli taka endometrioza jest w płucach to będzie powodowała problemy z oddychaniem. To jest bardzo trudna choroba.

Powiedzmy, że teraz zapala się zielone światełko, że dana osoba pomyśli, że może to mieć. To co ta osoba ma teraz zrobić, żeby dobrze się prowadzić i leczyć?

Zaczynamy diagnostykę od tego, że zbieramy wywiad i już w wywiadzie wiemy, że albo pacjentka ma endometriozę, albo jej nie ma. Trzeba ją wykluczyć. Normalnie w książkach ginekologicznych przeczytasz, że endometriozę diagnozuje się laparoskopią diagnostyczną. I absolutnie się tak nie robi. Osoby, które zajmują się endometriozą to jest ich niewiele w Polsce, do których jeżdżą pacjentki i się operują. Problem jest w tym, że wiele ginekologów powie, że się zajmuje endometriozą. Takie pacjentki idą się operować, a potem mają jeszcze 3 reoperacje. A są lekarze, którzy się zajmują stricte tym.

To pewnie polega ta pierwsza operacja na tym, żeby wyciąć to co jest tam gdzie nie powinno być?

Tak.

Czyli wycinamy te rzeczy, które są poza, robią się kolejne blizny, kolejne problemy. To gdzie jest przyczyna? Co musimy leczyć, żeby to się nie powtarzało?

Endometrioza jest bardzo trudna, bo nie mamy dokładnej przyczyny dlaczego ona powstaje i to jest właśnie ten problem. Ona zależy on hormonów, więc można pacjentkę prowadzić hormonalnie. Ale dokończę jeszcze diagnostykę. Teraz głównie, żeby te pacjentki zbadać po wywiadzie, robi się USG. Ale takie USG to nie jest 5 minut na leżance tylko u nas doktor, który zajmuje się endometriozą, z którym prowadzę bardzo dużo pacjentek, bada pacjentkę przez minimum 40 minut. Zazwyczaj i tak są obsuwy straszne. Ale on te USG robi tak, że sprawdza ruchomość narządów między sobą. Tam wszystko jest dokładnie sprawdzone, bo czasami jest tak, że masz objawy, ale endometriozy nie widać w USG, bo są jeszcze tak małe te nacieki, że tego nie widać. Łatwo jest stwierdzić endometriozę jak masz torbiel czekoladową na jajniku na przykład. To wtedy wszyscy widzą. Ale jeżeli mamy zrosty i gdzieś rozsianą endometriozę gdzie jeszcze jej dokładnie nie widać, a wiemy o tym w wywiadzie to najczęściej lekarze wysyłają na rezonans. I w Warszawie do jednego tylko pana się wysyła, bo on to dobrze opisuje i on to widzi. I w Warszawie są dwa miejsca, które dobrze robią endometriozę. Jest jeszcze Wrocław i w zasadzie Opole może jeszcze jeżeli chodzi o polecenie, gdzie pacjentki jeżdżą i gdzie mają najlepsze efekty.

Czyli to byłaby fajna droga dla młodych terapeutów, żeby w tym zaczęli się szkolić, w diagnostyce czy w leczeniu problemów z endometriozą, bo wtedy mają dużo pacjentek?

Wiesz co, bo my je wspomagamy, żeby im ułatwić życie, żeby one miały mniejsze dolegliwości bólowe. A leczenie endometriozy polega na tym, że albo leczy się hormonalnie, albo idziesz na ścieżkę niekonwencjonalną. Pacjentki często wybierają ścieżkę niekonwencjonalną. Jest taki doktor, który jest z ramienia Miracolo. To jest grupa osób z Warszawy, czyli doktor Songin, który z nami pracuje, Tomek. I doktor Jan Olek, który mieszka w Dortmundzie, jest ginekologiem i on bardzo dużo mówi na przykład o diecie. Bo w endometriozie musisz pomyśleć o tym, żeby mieć dietę przeciwzapalną, dlatego że pewne produkty będą ci podbijały stan zapalny, a ta endometrioza i tak go już tworzy, więc pacjentka będzie miała większe dolegliwości bólowe. Więc żeby one się lepiej czuły i żeby nie cierpiały tak strasznie to trzeba zrobić pewne rzeczy. Czyli albo wchodzimy w ścieżkę hormonalną i wtedy na przykład wprowadzamy pacjentkę w sztuczną menopauzę, albo antykoncepcję ciągiem. To jest choroba, która jest zależna od estrogenu, więc musimy wyłączyć estrogeny. Więc wprowadza się pacjentkę w terapię hormonalną, która ma za zadanie wyciszyć trochę endometriozę, czyli zrobić to, żeby co cykl to endometrium nie narastało, żeby ten stan zapalny się nie pojawiał. I druga ścieżka to jest ścieżka niekonwencjonalna. U nas lekarze mówią o diecie, mówią o ziołach, że można też korzystać z ziół. Ja mam Asię Brejecką w teamie, która zioła układa do endometriozy. Mira colo też wysyła do takiego pana, który się nazywa Szmyrgała, on jest od ziół. I często te pacjentki na diecie, na ziołach, na pracy z emocjami, bo to się bardzo wiąże też, idą w taką niekonwencjonalną ścieżkę i czują się lepiej. Bo endometriozy nie da się wyleczyć w sensie takim, że usuniemy zrosty i nacieki i chodzi o to, żeby pacjentka nie miała na przykład bolesnych defekacji, bolesnego współżycia albo żeby mogła zajść w ciąże, ponieważ endomietrioza bardzo w tym przeszkadza. Endometrioza może też powodować niedrożność jajowodów, guzy endometrialne mogą uciskać gdzieś jajowód. Więc to jest bardzo szeroki temat. A jeszcze jedną bardzo trudną rzeczą jest problem nacieków endometrialnych na nerwy miednicy mniejszej. I już 3 lata temu pytałam się Tomka: to kto to robi? Bo on jest ginekologiem, więc nie zajmuje się unerwieniem miednicy mniejszej. Neurochirurg, bo pytałam też naszego neurochirurga, też się nie zajmuje naciekami miednicy mniejszej. A są pacjentki, które przychodzą, diagnozujesz je i na przykład mają ból tak jak z nerwu kulszowego i tam nic nie ma. Testujesz ją klinicznie, nic nie ma. Rezonans nic nie wykazuje. I to jest właśnie trudne, że te pacjentki cierpią. Już teraz jest trochę lepiej, bo już team doktora Siekierskiego: Asia Bubak, doktor Siekierski, doktor Pliszkiewicz, doktor Jacko, oni zrobili szkolenie u takiego pana ze Szwajcarii. Bo ja wysyłałam do Szwajcarii te pacjentki jak podejrzewałam nacieki, bo u nas tego nikt nie robił. Jest ktoś taki jak Marc Possover, on jest ginekologiem. On stworzył Neuropelveology. I on stworzył taki dział, taką naukę, gdzie uczy ginekologów klinicznie rozpoznawać, który nerw i dopiero jak rozpoznasz dobrze klinicznie to wchodzisz laparoskopem dokładnie tam, gdzie rozpoznałeś. Wspaniały jest. Mam taki jest wykład ze Stanów, wysyłam to często moim kursantkom, jak on klinicznie objawia [niezrozumiałe 0:33:08]. Mówi o takich rzeczach, które my robimy w diagnostyce, bo tego ginekolodzy nie robią. Ja jestem zachwycona nim. A teraz wiem, że team od doktora Siekierskiego, Asia Bubak, że oni też to robią, to się nazywa nerve sparing też. Czyli usuwanie z nerwu endometriozy. I to jest strasznie trudny temat, bo te pacjentki też wszyscy uważają za wariatki, bo tak przecież nic nie ma, a panią boli, a ja naprawdę boli.

Kiedy fizjoterapeuta ortopedyczny, który zajmuje się taką przesiewówką, że wszystkie bóle przychodzą do niego, nie tak specjalistycznie jak do ciebie, ma odsyłać do fizjoterapeutki ginekologicznej. To znaczy też są kobiety, ale powiedzmy kiedy ma taką osobę odesłać? Kiedy ma odesłać kobietę jakby z bólem krzyża do specjalisty węższego sortu, czyli do takiej osoby, która zajmuje się tylko i wyłącznie kobietami, i dnem miednicy.

Mówiłeś o tym wysiłkowym nietrzymaniu moczu, ale nawiążę do statyki, bo właśnie koleżanka mi wysłała swoją pacjentkę, z którą pracowała. Długa historia, nie będę jej przytaczała. W każdym razie były właśnie bóle okolicy krzyżowej. I Malwina mówi, żebym ją sprawdziła. Ona pracowała w korpo, ale też była trenerem fitness. I później wyszło też w wywiadzie, że ją często bardzo po zajęciach, że ją ciągnęło. Pacjentka nierodząca, bo to też jest istotne. Jak ją zbadałam wewnętrznie to ona miała tak duże obniżenie, że ta szyjka to w zasadzie była zaraz przy wejściu do pochwy. Więc tak naprawdę to był ten problem tej pacjentki, że te bóle krzyża były spowodowane obniżenie narządów. Bo macica jest przyczepiona, ma dużo więzadeł od szyjki, od trzonu macicy. I więzadło krzyżowo-maciczne, które jest przyczepione do kości krzyżowej to jeżeli mamy tę szyjka, która nam się obniża to będzie pociągała całą strukturę z tyłu. A pamiętaj też, że razem z więzadłem krzyżowo-macicznym będzie szedł splot podbrzuszny dolny. Więc to wszystko ma znaczenie. Te pacjentki mogą mieć różne objawy takie pod kątem ortopedycznym, a nie zawsze będzie to pacjentka ortopedyczna. Może być to co powiedziałam, że testujecie pacjenta, który ma bóle takie pod kątem neuralgicznym, testujecie lewo, prawo w ogóle nic tam nie wychodzi. Robicie diagnostykę obrazową, nic nie wychodzi. To może trzeba pomyśleć o miednicy mniejszej wtedy, bo tego nikt nie diagnozuje.

Jakie testy może zrobić terapeuta taki ortopedyczny, żeby dać sobie żółtą lampkę, że to może być problem ginekologiczny, a nie ortopedyczny? Co ja mogę zrobić? Ja miednicy mniejszej nie dotknę raczej. Jakieś mogę zrobić testy na skośne brzucha, testy ciśnieniowe, oddechowe, ale to trochę mało, żeby taka pacjentkę wysyłać. Jaki test poleciłabyś ty, żeby to miało ręce i nogi?

Bardziej mówię o tym, że to jest diagnostyka wykluczająca. Czyli robisz, testujesz, pacjentka ma objaw w kończynie dolnej. Sprawdzasz wszystko co masz do sprawdzenia pod kątem kręgosłupa, wyjścia korzenia i tak dalej. Nie jest gruszkowaty, nie jest to wyjście w otworze międzykręgowym. Sprawdzasz w rezonansie i nic tam nie ma, a ja boli. To wtedy pomyśl dlaczego ją boli, że może trzeba zrobić coś jeszcze. Na przebiegu nerwu, gdzie ten nerw biegnie i może trzeba pomyśleć o miednicy mniejszej. Bardziej o tym mówię. Bo nie ma takiego testu. To jest tak jak testowanie kliniczno-ortopedyczne tylko po prostu z diagnostyki wykluczającej to wynika.

Czyli fobie terapie, nie działa to wysyłam? Albo nic nie widzę w rezonansie to wysyłam? Bo jeśli robię terapie i nie działa to coś jest nie tak.

To znaczy, że gdzieś trzeba jeszcze poszukać.

Zmień terapię albo terapeutę.

Czasami.

A zajmujesz się mężczyznami? Problemami dookoła mężczyzn?

Rzadko.

Rzadko, bo nie mają? Czy rzadko, bo nie chcesz?

Bo tak siedzę w tej tematyce kobiecej. Mam mężczyzn też na terapii, ale pojedyncze jednostki. Mam pod kątek zaburzeń erekcji, pracy z kością guziczną pacjenta. Jeżeli chodzi o pary starające się o ciążę to wtedy też, jeżeli jest taka potrzeb, to leczę parę. Ale tak, żeby stricte pod katem mężczyzn to ja się fokusuję głownie na kobietach.

Dlaczego mężczyźni rzadziej? Czy mają mniej problemów? Możesz tak trochę ogólnikowo powiedzieć, jak ty sądzisz? Jeżeli nie masz tych pacjentów dużo to też ciężko ci powiedzieć. Ale ja nie słyszę tak często od pacjentów czy od fizjoterapeutów, żeby mieli złe napięcie dnia miednicy. To się częściej słyszy o kobiet, ale przez to, że rodzą? Czy coś anatomicznie jest nie tak?

Wrócę do pytania czy mężczyźni nie mają problemów. Mają na pewno. Więcej będą miały kobiety pod kątem dna miednicy, bo cykl, porody, ciąże, współżycie bolesne, a wszyscy mówią, że generalnie to przecież nie problem, bo wszyscy tak mają to jest norma. Jest sporo na przykład pacjentów z problemami z prostatą czy po prostatektomii. Ale ja tutaj już nie wchodzę w tę tematykę. Wiem, że u mnie dziewczyny będą chciały robić pod kątem mężczyzn taką jak to powiedzieć, bo to nie jest urolog. Fizjoterapia urologiczna.

Albo proktologiczna.

Też tak samo, bo też działa się per rectum oczywiście z tymi pacjentami. Więc to nie jest tak, że nie mają problemów, bo mają. Ale kobiety to już jest mój konik.

Ale masz męża?

Tak. Ale mam takie fajne wiedźmy w teamie.

Osteopatia ginekologiczna a ruch. Kiedy wprowadzasz ćwiczenia? Kto ma ćwiczyć dno miednicy? Kto ma ćwiczyć oddech? Jak ty do tego podchodzisz?

Oddech jest w ogóle niezmiernie istotny u tych wszystkich pacjentek, które są pacjentami zastojowymi. Czyli pacjentki, które mają na przykład problemy z endometriozą. Dlatego że one jeżeli mają ból w dnie miednicy to będą miały spięte dno. Za chwile będzie problem z mikrobiotą, bo to się zawsze będzie nakładało. One mają zawsze z florą bakteryjną problem. Maja czasem diagnozowane SIBO. Nie do końca to jest zawsze trafiona diagnoza. Więc jak one będą gdzieś miały supełek to za chwile ta przepona gorzej działająca będzie działała gorzej i na górze i na dole. I wszystkie jamy ciała będzie miała w zastoju od tego jednego miejsca. Więc ja pracując nad tym taka pracą płynową czy drenażową, czy uruchamiając przepony, chciałbym żeby ona nie wchodziła mi w stary model pod tytułem wszystko trzymam, brzuch twardy jak deska w ogóle nie puszcza. Tylko że to z czegoś wynika i trzeba jej wytłumaczyć, bo ona napina brzuch, bo ja boli albo napina, bo ma takie przeświadczenie i tak żyła całe życie, bo jej mama mówiła, żeby wciągnęła brzuch, bo jej wystaje. My jako kobiety też to sobie robimy i to jest też problem. Więc tego drenażu jest mało. Więc jeżeli ja coś uruchomię to fajnie by było, żeby ona świadomie włączała oddech. One w ogóle nie umieją oddychać. Ja bardzo często je proszę i mówię: zadanie do domu. Dzisiaj ja zrobiłam pracę, ale ty idziesz do domu, kładziesz się na bok, kładziesz rękę sobie na brzuch i chciałabym żebyś poczuła, że przy wdechu twój pępek swobodnie wychodzi do przodu, a przy wydechu sobie wraca, wychodzi do przodu i wraca.

Teraz wszyscy to robią, wiesz o tym? Każdy kto słucha tego podcastu będzie to robił.

Potem kładziesz rękę na środek ścięgnisty krocza, leżąc na boku, czyli jest to miejsce między wejściem do pochwy, a odbytem. Kładziesz tu łapkę, nie dociskach, tylko twoja ręka jest po to żebyś czuła. I też chciałabym żebyś poczuła, że ten oddech tak samo jak w przeponie, tak samo jest tutaj. Czyli masz wdech i wydech. Czyli ta przepona cię delikatnie wypycha i wraca, wypycha i wraca. I głównie jest to praca świadomościowa. Taka, żeby one sobie uświadomiły. I zawsze jeszcze daję im zadanie do domu: gdzie mieszka oddech? Ja bym chciała żebyś ty mi to powiedziała, bo ja wiem gdzie mieszka, bo ja widzę jak jej ciało wygląda. Ale ja nie chcę jej tego mówić, bo ja bym chciała, żeby ona poczuła, bo ona nie czuje. Dużo kobiet nie czuje.

Świadomość plus kontrola.

Dla mnie świadomość. I też mówię im, że słuchaj, fajnie by było żebyś zrobiła na przykład tak, że w domu rozwieszasz sobie jakieś wstążeczki, czy coś innego, że jak pójdziesz na przykład zrobić herbatę, widzisz wstążeczkę i to ma ci mówić o tym, żeby puścić i zacząć oddychać. Bo to, że ty pooddychasz wieczorem to jest mało. Ja bym chciała, żeby to było twoja nową normą. A skoro twój nawyk trwał 30 lat to nie jest takie proste, że my go odwrócimy w 2 dni albo 2 tygodnie, albo 2 miesiące. Więc ja bardzo bym chciała, żeby ona zrozumiała co się dzieje. To są też te pacjentki, które są z dyspareunią, które są z bolesnym współżyciem właśnie, które maja tę powierzchowną głównie, które mają bardzo napięte krocze. Jeżeli one nie zrozumieją co mają puścić to ja im nie pomogę. Bo ja mogę rozluźnić tkankę, mogę zrobić różne rzeczy pod kątem relaksacji i pracy per wagina, ale one muszą zrozumieć co znaczy relaks. I jest bardzo często tak, że my mamy totalnie odwrócone wzorce. I ja mam takie szczęście, że pracuję z Kamilą Raczyńską-Chomyn. To jest moja siostra wiedźmowa. I Kama od zawsze pracowała z dnem miednicy, teraz zajmuje się trochę innymi rzeczami, dużo rzeczy robimy razem i Kama też pracuje ze mną. I jeżeli mam taka pacjentkę i pracuję z nią w gabinecie i widzę, że ona nie rozumie, że to zajmie chwilę czasu, to wysyłam ją do Kamy. I Kama przez godzinę jej tłumaczy, że jak będziesz miała napiętą szczękę żuchwy to będziesz miała napięte dni. Jak puścisz gardło i klatkę to tak będzie też luźniej. I ona musi to poczuć. Bo ja mogę rozluźnić tkankę, ale ona i tak zaraz wejdzie w tej sam schemat. W tej ginekologii też jest tak, że my tak wrzucamy jako kobiety bardzo dużo emocji albo nosimy te emocje jeszcze sprzed niewiadomo jakiego czasu. Nie chcę wchodzić w jakieś rodowe rzeczy, ale takie rzeczy się dzieją, bo generalnie epigenetyka działa. Więc naprawdę tam jest dużo. I czasami jest tak, że ta pacjentka nosi coś, czego nikomu nie powiedziała, a tobie się na terapii wysypuje. I na przykład mówi, że była gwałcona przez tatę i brata. I fajnie wtedy, żeby oczywiście ta pacjentka, bo ja nie jestem psychologiem, ja nie prowadzę terapii, ale jeżeli wychodzi z ciała to fajnie byłoby, żeby ona była w terapii, bo ona musi to dźwignąć. Bo po to jest, jak ma gotowość, żeby pracować to super. Więc ja też zawsze mówię, że jakby przychodziły jakie jakieś emocje, jakby ci się chciało płakać, śmiać, cokolwiek, to po prostu puszczaj, to jest bardzo ok, to jest naprawdę dobrze bo będzie łatwiej i będzie szybciej.

Czy każda pacjentka ma skończyć z ruchem na końcu? Z tą świadomością?

Łatwiej jest jeżeli pacjentka wejdzie w ruch i wejdzie w świadomość, bo jesteśmy w takim etapie społeczeństwa, że dużo rzeczy robimy mechanicznie i bardzo odcinamy się od cykli. Kobieta rządzi cykl tak naprawdę. I my jesteśmy często odcięte od tego i fajnie by było żebyśmy weszły w tę świadomość co te ciało nam mówi. Jak to ciało działa. Więc ja często właśnie wysyłam. I tak samo jeśli wracając do mięśni dna miednicy, bo mówiłeś o oddechu, to teraz nawiążę do mięśni dna miednicy. Jeżeli mam pacjentki, które będą miały problem z napięciem mięśni dna miednicy. Na przykład będą miały wysiłkowe nietrzymanie moczu albo będą miały problemu z obniżeniem narządów, ze statyką, ale nie jest to obniżenie jeszcze do operatywy, to fajnie by było, żeby ona to dno miednicy ćwiczyła. Więc jak ja sobie pracuję, znormalizuję sobie ciśnieniowo tę pacjentkę, jak popracuję wewnętrznie, żeby troszeczkę unieść jej te narządy, żeby też zabrać jelito cienkie z macicy, z miednicy mniejszej, to zadaję jej taka rozpiskę już wydrukowaną, żeby ona sobie robiła w domu trening. Ja z nią nie robię tego treningu na zajęciach, na terapii, tylko ja bym chciała, żeby ona miała już coś do domu. Mamy dwa rodzaje włókien, ja jej tłumaczę, robisz tak i tak. Potem robimy na przykład hipopresję żebyś zassała wszystko to co ja zrobiłam, żeby to się utrzymało, żeby generalnie te trzewia nam znowu nie siadły na całą miednicę mniejszą, bo to wszystko będzie nam obniżało. Pamiętaj, że jak nosisz na przykład to potem musisz zrobić to i to, bo od takiego noszenia czy dźwigania właśnie masz objaw ciężaru w kroczu wieczorem. Więc ona musi zrozumieć pewne rzeczy, wprowadzić odpowiedni ruch. A jeżeli w ogóle chce wprowadzić w taki ruch na przykład pacjentki po porodach z obniżoną statyką i też, żeby tą postawę zrobiły to już z dziewczynami moimi działamy. Czyli ja sobie robię osteopatycznie pewne rzeczy, a już dziewczyny super prowadzą tę pacjentkę i manualnie, i ćwiczeniowo później w takiej terapii, żeby ona wróciła do formy, żeby to wszystko zrównoważyć albo utrzymać to co już uzyskałyśmy.

A fitness mówi fitness, trening, cross fit mówi, żeby trzymać, napiąć. Częściej spotykasz się z opcją zbyt luźnych mięśni czy zbyt napiętych mięśni dna miednicy?

Już teraz jest więcej świadomości, więc jest tak 50 na 50 chyba. Ale pamiętam jak robiłyśmy jeszcze, na początku stworzyłyśmy u nas grupy. Kamila jeszcze miała grupy z ćwiczeń mięśni dna miednicy i stworzyłyśmy 3 grupy ćwiczeniowe. Grupę wzmacniającą, grupę ogólną i grupę slow, czyli taka relaksacyjną. I te pacjentki chodziły sobie do tej grupy. To jeszcze stworzyłyśmy zanim ja się połączyłam z chłopakami, więc te grupy były trochę wcześniej. I potem jak Kama je edukowała, mówiła o tych mięśniach, bo ona bardzo fajnie edukuje, to te pacjentki mówiły, że może się zbadają. I potem się okazywało, że większość z tych pacjentek nie ma obniżonego napięcia mięśniowego tylko po prostu chodzą cały czas zaciśnięte. A jak jesteś cały czas zaciśnięty, jak robisz biceps na siłowni i go cały czas trzymasz i ten hantel sobie trzymasz przez 15 minut, co jest chyba nie możliwe, to ten mięsień się zmęczy. Nie możesz go cały czas trzymać w aktywności. Żeby zrobić cokolwiek z mięśniem to musisz go aktywować i dać mu relaks. Nie możemy cały czas chodzić w zacisku. Analogicznie do mięśni dna miednicy. I okazało się, że te grupy to jest w ogóle bez sensu, dlatego że grupa fit jest nam w ogóle nie potrzebna, bo nie możemy ich wzmacniać kiedy one nie umieją puścić. Bo jeżeli masz zaciśnięte dno i będziesz wzmacniać na zaciśniętym, a one nie wchodzą w relaks, to jaki to jest trening, to zaraz będzie jeszcze gorzej. Bo te mięśnie będą niewydolne. Więc zrobiłyśmy grupę slow i ogólną, bez grupy wzmacniającej, dlatego że okazało się, że totalnie jest niepotrzebna. Teraz jest chyba już lepiej, bo jesteśmy bardziej wyedukowane. To co ja mówię to było chyba tak z 5 lat temu.

Ale to jest chyba nasza bańka, którą my tylko widzimy. Bo ja słyszę na cross ficie: napnij, trzymaj. Fitness nic więcej nie mówi.

Ale to dobrze, że mówią napnij.

Tylko nie ma tej drugiej komendy puść.

Bo jeżeli dźwigasz to musisz zaktywować dno i to jest dobra komenda. Czyli tak samo jak my mówimy pacjentkom po porodzie. Chcesz wziąć malucha, aktywujesz dno. Możesz to robić na którejkolwiek fazie oddechowej jeśli chcesz, jeśli ci łatwiej, bo łatwiejsza będzie faza wydechowa, bo nie pchasz ciśnieniem z przepony na przeponę dna miednicy. To zrób to na wydechu jeśli trudno ci utrzymać dno miednicy i weź tego malucha. Więc to jest dobra komenda. Tylko pytanie czy potem jest komenda, żeby się rozluźnić. To jest tak jak rozmawiałam z moja serdeczną koleżanką, Justynką, która zajmuje się jogą Ashtangą. To jest joga atletyczna i wymyślił ją facet, więc tam jest generalnie: trzymaj. No to jak możesz trzymać przez 60 minut ćwiczenia? I miałyśmy dużo dyskusji na ten temat. Potem Justynka pojechała na [bebo? 0:51:13]. Właśnie jej podpowiedziałam, że to jest taki fajny kurs, który da dużo świadomości i teraz inaczej prowadzi praktykę dla kobiet. I to jest super, że masz pokorę, otwartą głowę i że może nie zawsze to co kiedyś uczyli i wymyślił to facet, więc nie brał pod uwagę naszego cyklu, kobiecości. Więc nie można być cały czas w napięciu, zresztą dla mężczyzny też nie jest to super komfortowe jak będziesz cały czas z napiętym tyłkiem.

Co kobiety robią, że się psują? Jakbyś miała tysiące pacjentów, coś powtarzalnego, głupiego co ludzie robią i się psują i potem muszą korzystać z usług nas, trenerów medycznych, fizjoterapeutów, lekarzy, nas medyków?

Pod kątem ginekologii pytasz?

Tak.

To chyba jest najczęściej właśnie z tym dźwiganiem, z takimi rzeczami crossfitowymi, z takimi, że z a szybko pewne rzeczy robią na przykład po porodzie. To chyba jest to. Bo to będzie wpływało na naszą statykę narządów.

Nieświadomość? Presja społeczeństwa? Instagram? Co to determinuje?

Myślę, że tak. To na porządku dziennym. Była pamiętam taka afera w naszym środowisku jak znana celebrytka robiła tabatę po 3 tygodniach od porodu czy 2 tygodniach. Więc ja mówię, że zapraszam, no co zrobić. Tak nie można, ale problem jest w tym, że ktoś taki to robi i patrzą na nią miliony, bo tę panią akurat obserwuje mnóstwo osób. Nie mam Instagrama, więc nie wiem ile osób ja obserwuje. I robią to samo, bo przecież ktoś tak teoretycznie wyedukowany tak robi. Jest to problem straszny, że my mamy złe wzorce, ż Emy nie dajemy sobie czasu. Jeżeli pacjentka chce iść po porodzie w aktywność to ja jej nie zabraniam, jeśli dobierzemy jej tampon albo kostkę, jeżeli ma obniżenie. Czyli możemy wesprzeć jej statykę narządów, żeby działać zachowawczo, żebyśmy zostały na tym miejscu, w którym jesteśmy, jeżeli nie może i już naprawdę musi iść, to fajnie by było, żeby te narządy podeprzeć, bo jeżeli karmisz piersią, jesteś po porodzie, to przede wszystkim przy karmieniu piersią masz mało estrogenów, a jak masz mało estrogenów to ta tkanka jest luźna i robisz sobie krzywdę. I za chwilę jak skończysz karmić to będzie lepiej, ale będziesz miała dramat w wieku menopauzy, bo przy menopauzie też nie masz estrogenów. Dlaczego pacjentki mówią na przykład, że one maja wysiłkowe nietrzymanie moczu, ale w zasadzie tylko przed okresem? Dlatego że mamy bardzo duży spadek estrogenów przed miesiączką i wtedy im się pojawia wysiłkowe. To znaczy, że już jest problem. Tylko fajnie by było, żeby już coś pomyślały pod tym kątem. O tym się nie mówi, a jest to duży problem. Ja organizuję taki kurs z urologii ginekologicznej z doktorem Jackiem Kociszewskim. To jest ginekolog, jest Polakiem, ale mieszka w Hagen, w Niemczech. I Jacek, oprócz tego że to jest złoty człowiek, z nim się gada jak z kumplem, zresztą to mówią też kursantki, że rewelacja. Jacek uczy pessaroterapii i uroginekologii. I on zawsze i wszędzie powtarza, że jak nie zadbasz teraz to później będziesz miała jeszcze gorzej. I żałuje trochę, że u nas uroginekologia nie jest oddzielną dziedziną. Mało osób się tym zajmuje.

U nas na studiach?

U nas w Polsce, bo ja nie jestem ginekologiem, ale chodzi mi o szkolenie ginekologów, bo na te kursy przychodzą fizjoterapeuci i ginekolodzy. Wysiłkowe nietrzymanie moczu cię nie zabije, ale zabije twój komfort życia. Więc jeżeli nie jesteś świadoma to potem chodzenie w pampersie w wieku 60 paru lat to nie wiem czy to jest ok. więc słaba jest edukacja też. Już i tak naprawdę dużo więcej się dzieje. Odkąd ja zaczynałam to w tej działce ginekologicznej to po prostu nic nie było.

Ja jestem dalej zdania, że to jest taka bańka, którą ja, ty i osoby tym zajmujące się widzą. Jak wyjadę 2 metry poza Warszawę to ta bańka nagle pęka. To się mentalnie niszczy i na poziomie miasta 10 tysięcy osób to nikt o tobie nie słyszał i nikt nie słyszał o ginekologii, w ogóle uroginekologii terapeutycznej. Nawet jeśli mówię o osteopatii ginekologicznej, bo to nawet połowa pewnie nie słyszała, ale nawet mówię już o takiej stricte fizjoterapii dna miednicy czy kobiet po ciąży, to są rzeczy niesłychane.

Ja myślę, że jest lepiej, bo jest bardzo dużo fizjoterapeutek uroginegologicznych w różnych mniejszych miastach w Polsce. I to jest super. My mamy też taka grupę na Facebooku. Dziewczyny tam zawsze pytają gdzie jest ktoś dostępny, żeby odesłać do siebie. To jest też fajne, że kobiety są bardziej wyedukowane i one często edukują lekarzy. I one mi mówią mi mówią, że one były u fizjoterapeutki, że one robiły to. Więc sama świadomość kobiet jest większa.

Temat hit to jest blizna po cesarce, po nacięciu krocza. Lekarz: zostaw, nic się nie dzieje, nie ruszaj, nie dotykaj.

Tematów w ginekologii jest mnóstwo. Teraz wysypało się dużo szkoleń pod kątem blizny. Więc bardzo się cieszę, bo to jest bardzo potrzebne i istotne, bo to zwiększa komfort życia tym pacjentkom. Więc myślę, że i tak jest o niebo lepiej. Jest o wiele więcej szkoleń, są fajne szkolenia dla fizjoterapeutów pod kontem sprzętów. Są bardzo fajne sprzęty na rynku. My teraz kupujemy sprzęt dla dziewczyn z Francji. Jest bardzo dużo możliwości. Wcześniej mieliśmy inne sprzęty, trochę mniej możliwości miały. Ale naprawdę diagnostyka, obrazowanie tego co się dzieje w dnie miednicy na przykład do tej uroginekologii jest o wiele lepsza i można naprawdę dużo zrobić. I jest więcej osób, więc super. Tylko się cieszyć.

Miałaś takie szkolenie w swoim CV, które było takie wow, to jest coś niesamowitego, coś innego niż do tej pory widziałam i trochę zmienia to mój światopogląd na ciało kobiety?

Mówisz pod kontem ginekologicznego szkolenia?

Na początku miałaś te szkolenia co mają wszyscy, czyli taping, Mulligan, PNF.

Ale nic nie było.

Ja wiem, że nic nie było. To są też moje szkolenia, które też miałem na początku, więc to jest normalna rzecz. Później zaczynasz osteopatię w pediatrii i teraz czy z tych późniejszych szkoleń było takie wow, to jest coś takiego innego, niesamowitego?

Jest dużo wartościowych i fajnych szkoleń. Jeżeli chodzi o ginekologię, bo od czego się w ogóle zaczęło, że ja weszłam w osteopatie ginekologiczną. My mieliśmy taką grupę pod wyzwaniem. Tam był Rafał Krasicki, Piotrek Godek, chyba Michał Biniecki, Marcin Wanat. My mieliśmy taką grupę pod wezwaniem, która chciała się uczyć, a nic tu nie było. I Rafał znalazł namiary na Stevena Sandlera, on wydał książki do osteopatii ginekologicznej. I ściągnął go do nas, nie na zasadzie, że on organizuje kurs dla wszystkich komercyjnie, tylko ściągnął go dla nas. I to była pierwsza moja styczność z osteopatią ginekologiczną, bo na studiach nie miałam praktycznie nic, moich osteopatycznych. W każdym razie ta ginekologia zawsze jest tak średnio prowadzona. I to jest tak, że zrobiłam takie pierwsze szkolenie i mówię: właśnie tego brakuje, bo my jesteśmy zostawione same sobie. Nikt o nas nie dba, nikt o tym nie mówi. I od tego zaczęła się taka ścieżka, gdzie powiedziałam sobie, że ja musze się tym zająć, bo to bez sensu, nie możemy być tak zostawione same sobie. I powiem ci szczerze, że dużo rzeczy ja zrobiłam sama w sensie takim, że grzebała w tej anatomii, siedziałam z tymi pięcioma atlasami. Cały czas coś wertowałam. I to jest też tak, że jak już masz rękę jakąś wyrobioną i już wiesz jak pracować, wiesz jak pracować w ruchu ułatwionym, wiesz jak pracować z płynem. Jak już znasz techniki osteopatyczne i znasz anatomię to sam sobie wymyślisz technikę. I na przykład dużo rzeczy zrobiłam sama. I potem jechałam na kurs i okazywało się, że tak robię tylko trochę inaczej przykładam rękę. Teraz robiłam, ponieważ ja teraz od tego roku wykładam ginekologię na FICO i tam właśnie pokazywałam technikę na otwór zasłonowy. Tę technikę robi dużo osób, ale ja ją zmodyfikowałam, dawno już zrobiłam swoją wersję też pracując przez kończynę dolną. I właśnie Jori do mnie podszedł i mówi, że nie znał tej techniki. Ja mówię, bo to jest moja technika, tylko chodzi o to, że po prostu masz połączenie powięziowe i jak popracujesz przez kończynę dolną, przez staw biodrowy to o wiele szybciej puszcza ten otwór zasłonowy i to czuć. Więc było dużo szkoleń, z których dużo wyciągnęłam. Bardzo dużo uczę się od Marii takiego podejścia Carolline Willieme, czyli tego kursu, na którym najpierw byłam jako kursantka, teraz go organizuję. Kursu pediatrycznego, bo ten pediatryczny kurs jest w zasadzie dla dorosłych, możesz przełożyć te techniki. Tam Marii pokazuje dużo technik na odwracanie traumy, na reintubację, która mi się bardzo przydała, dużo mi wniosła, bo ja byłam inkubowana i to dużo mi dało. Więc to są takie techniki, które patrzą trochę bardziej w emocje, ciało i w strukturę oczywiście, bo to struktura trzyma, ale tak jakby bardziej globalnie. Ale chyba nie mogę powiedzieć, że był taki jeden kurs, bo zawsze coś zabierzesz, zawsze coś weźmiesz.

Ale stwierdziłaś, że wiem tyle, że mogę uczyć innych?

Nie wiem kiedy to było, szczerze mówiąc.

Ale tak jakby w głowie. Ile miałaś bojaźń przed mówieniem, że to już jest, to już było, to nic nowego, ludzie mnie zjedzą na szkoleniu.

Właśnie nie było. I właśnie o to chodzi, że nie było i nikt nie mówił. I to było to.

Czyli na tyle mała nisza, że prób wejścia był bardzo mały? Bo to nie jest ortopedia i kolano, gdzie jak coś nowego powiedzieć to trochę ciężko. Bo jeżeli ja dzisiaj stworzę szkolenie z kolana, to tych szkoleń na poziomie rehabilitacji kolana po ACL-u jest mnóstwo, modułów dużo sobie można stworzyć i trochę ciężko coś nowego powiedzieć, żeby to było unikalne i fajne dla odbiorców.

To też o to chodziło, że tak naprawdę nikt o tym nie mówił, a ja uważałam, że musimy to ruszyć, ktoś musi się tego zacząć uczyć, bo nikt tego nie robi. Naprawdę jesteśmy zostawione same sobie. To się chyba zaczęło od tego, że u pana Rakowskiego były konferencje, ja tam miałam wykład. Potem była jeszcze jakaś konferencja i też tam mówiłam. Potem poznałam panią profesor Kołodziejczak i tam jej napisałam artykuł, proktolog taka dość znana. Jakoś tak samo to się składało i okazało się, że to co mówię ma sens, ale to też powtarzam na kursach moich. Bo ja nie muszę mówić lekarzom, że pracuje z sierpem mózgu, bo generalnie to nie o to chodzi. Chodzi o to, że my pracujemy manualnie, robimy manualne rzeczy różne, pracujemy z drenażem, pracujemy z różnymi strukturami, ale żeby ktoś cię doceniał, w sensie nie chodzi o twoje ego, bo wiesz jak traktują nas lekarze? A tym bardziej w ginekologii. Teraz jest naprawdę lepiej, ale jak zaczynałam 8 lat temu i mam takiego kardiologa znajomego, który ma znajomych z tej starej gwardii pod tytułem, wtedy jeszcze Romuald Dębski. I on dzwoni i mówi: przyjdzie do ciebie taka dziewczyna. A ten kardiolog był moim pacjentem, ja go prowadziłam po operacji kręgosłupa. I ta dziewczyna zajmuje się ginekologią i chciałaby z Toba porozmawiać. Więc już miałam inne wejście na start.

Łatwiejsze.

Tak. Bo jak dzwonisz do kogoś i mówisz, że zajmujesz się osteopatią ginekologiczną 9 lat temu to oni w ogóle nie wiedzieli co to jest i że jestem jakaś nienormalna. I oczywiście przychodzę i co kości maja do ginekologii? Więc mówię, że to nie do końca tak, to jest taka nazwa. I nie było łatwo. I właśnie o to chodziło, że w zasadzie nikt nie mówił o niczym, w ogóle rehabilitacja ginekologiczna nie istniała, nic się nie działo u nas w Polsce. Potem pracowałam chwilę, miałam taki epizod, że chciałam w szpitalu pracować komercyjnie, ale chciałam po prostu, żeby ci lekarze i te pacjentki były zaopiekowane, ale niestety okazało się, że z koniem się kopać nie da i zrezygnowałam. Tak naprawdę głównie mi chodziło o to, żeby ci fizjoterapeuci czy osteopaci, żeby w ogóle cokolwiek wiedzieli. Ja nie miałam żadnych więzadeł macicy, jajnika, powiązań więzadła wieszadłowego, który idzie gdzieś tutaj, a możemy pracować wtedy ze splotem jajnikowym. Nic nie było.

Też tego nie miałem na studiach. I jestem przekonany, że dalej tego nie ma. Jak tego będą słuchali ludzie, którzy teraz są na piątym roku to dalej powiedzą, że to nie istnieje i pani mówi o zupełnie innych rzeczach. Ja na ginekologii miałem trening Autogenny Schultza.

Na osteopatii?

Nie. Na fizykoterapii. Na piątym roku miałem tego typu rzeczy.

Bo na studiach magisterskich to już w ogóle nic nie było, ale na osteopatii też praktycznie nic nie miałam oprócz tego, że było ustawienie: kość łonowa, pęcherz, macica, odbytnica, blaszka, która ją łączy, wiązadło szerokie. I do czego zmierzam? To też jest tak, że ja bardzo często zachęcam kursantki do tego, żeby słuchały wywiadów i wykładów lekarskich. Teraz brałam udział w takiej konferencji dla lekarzy o niepłodności.

To jest za trudne dla nich?

Właśnie nie. Ale chodzi o to, że ja mogę wiedzieć, że fajnie by było stymulować owulację Letrozolem, a nie Clostibegytem, ale to nie jest mi potrzebne. Jedyne co jest mi potrzebne to jest to, że jak rozmawiam z lekarzem to on wie o czym ja mówię. Bardziej o to mi chodzi. Tak samo jak prowadzisz kogoś z endometrozą to ty musisz wiedzieć o co chodzi. Ty musisz mówić też w języku lekarskim po to, żebyś nie była urwana z choinki, tylko że ja naprawdę mam wiedzę, wiem o czym mówię i do tego możemy dołączyć to i to, i możemy razem fajnie pracować. Jeżeli mówię o endometriozie, ostatnio rozmawiałam z takimi dwiema młodymi fajnymi dziewczynami ginekolożkami i mówię o Possoverze, o nerve sparing. One mówią: wow, jaka kopalnia wiedzy, wyślij nam to. I o to chodzi, że po to masz tę wiedzę, że ona ci się przełoży oprócz tego, że na rozmowę z ginekologiem, żebyśmy byli partnerami w rozmowie, to może ci się przełożyć też na to, że jeżeli pacjentka do ciebie przychodzi, ma problemy z zajściem w ciążę i na przykład ma TSH tyle i tyle, ma zrobione wszelkie badania. Przykład wykładu doktor Jankowskiej, endokrynolog, kocham ją miłością szczerą, która mówi o tym o czym mówią osteopaci, czyli jeżeli masz zespół przekrwienny miednicy mniejszej i masz duże zastoje to pacjentka roni, bo ona nie ma jak tej ciąży utrzymać. I ona jak byłam na innej konferencji dla lekarzy i mówił Cezary Szary i zaprosił właśnie doktor Jankowską. I ona właśnie miała przykłady kliniczne i była pacjentka, która roniła ciąże, wszystko było sprawdzone i okazuje się, że miała zespół overload. Czyli mamy bardzo duże przekrwienie miednicy mniejszej, jest za dużo wtedy komórek NK. I ona to przekłada na biologię i na to co się dzieje w fizjologii tego, dlaczego ta pacjentka nie utrzymuje ten ciąży. I po jest dla ciebie, fizjoterapeuto czy osteopatio, taki wykład lekarski żebyś potem połączył kropki. I dlatego my działamy z overload, dlatego my robimy techniki, żeby nie było takiego przekrwienia miednicy mniejszej, bo właśnie tego się dowiedziałeś na tej konferencji.

Skąd się lubisz uczyć? Książki? Szkolenia? Szkolenia online?

Ze wszystkiego. Nie mam takich ulubionych. Jedyne to, że mam bardzo mało czasu, bo mam dwójkę dzieci, jedno jest małe. Dzisiaj to jest pierwszy dzień, w który moja córka poszła do żłobka i zostaje do 14 więc ja mam dzisiaj taki wolny dzień, że nie że wolny i zajmuję się nią, tylko po prostu do 14 mogę sobie posiedzieć i nic nie robić.

I to dzień na podcast jeszcze. Czuję się zaszczycony.

Ale do czego zmierzam. Że problem mam bardziej z tym, że trochę cierpię na brak czasu przy tym, że jestem mamą dwójki dzieci i prowadzę różne rzeczy. Pisze książkę. Ale jeżeli mam możliwość uczyć się czy pojechać na szkolenie, czy to będzie w Polsce, czy za granicą wszystko mi jedno. Czy na przykład są fajne webinary. Ostatnio był fajny webinar dla pacjentek, ale był mówiony bardzo trudnym językiem, nie wiem czy te pacjentki zrozumiały. Było o immunologii rozrodu i mówiła profesor Jeżak. Więc jak ja takie rzeczy wychwytuję w Internecie, to chyba fundacja Niepłodni Razem organizowała. W każdym razie ja sobie po prostu wkładam słuchawki takie bezprzewodowe, robie coś w kuchni czy coś tam ogarniam i sobie słucham. Więc jak mogę to się uczę, jak mam na to czas, bo lubię.

Przejdźmy do innego tematu. Badania naukowe. Szukasz, nie szukasz? Doświadczenia dla ciebie ważniejsze? Praktyka w gabinecie ważniejsza? 1 na 1 ważniejsze? Czy jednak szukasz jakiś potwierdzeń tego co robisz na poziomie EBM?

Nie mam na to czasu, żeby grzebać w PubMedzie, czy gdzieś indziej. Ale dużo mi dają takie wykłady lekarskie. Na przykład doktor Jankowska, już wspomniana, ona bardzo dużo mówi o nowych odkryciach naukowych i ona jest endokrynologiem, jest andrologiem, zajmuje się medycyną rozrodu. Więc na przykład widzisz, tu mi się połączyły kropki, że my zawsze mówimy w osteopatii o tym zastoju, a ona mi wytłumaczyła dlaczego. Bo komórek NK jest za dużo. Więc jakbym miała czas to pewnie bym to robiła, ale po prostu trzeba coś wybrać. Ja też musze mieć czas na rodzinę i dzieci. Jeszcze bardzo dużo rzeczy bym chciała zrobić, ale na razie tego nie mogę zrobić, bo nie mam jak.

Bierzesz udział w rekrutacji do Renortu osób? Rekrutujesz osoby do pracy?

Głównie ja się zajmuję teamem, więc to ja mówię tak albo nie, ale my nie mamy takich ogólnych rekrutacji.

Ale spływają jakieś CV na pewno? Jakieś CV do ciebie spływają osób, które chciałyby pracować? To teraz się posypie po tym.

To jest tak, że jeżeli mam jakieś CV, to ja u siebie nie mam osób przypadkowych. Jeżeli kogoś znam i wiem jak pracuje to wtedy chętnie zapraszam. Albo na przykład mówi mi nasza Marta, że ma taką fajna dziewczynę od dzieci, a ona idzie teraz na wolne i ona wie, że tamta jest super. Ale nie mam tak, że mam CV i sobie kogoś biorę. Najczęściej jeżeli kogoś szukamy to przez jakieś polecenie, wtedy ja dzwonię, a może by ktoś chciał ewentualnie. Ale myślę, że już mamy na tyle super team i już nas wystarczy.

Moje kolejne pytanie miało być takie czy dzisiaj jest na tyle dużo fizjoterapeutek uroginekologicznych, że to jest nasycony temat, czy tam jeszcze jest mnóstwo miejsca? Czy to CV, które do ciebie przychodzi jest fajnym CV, czy dalej przychodzą osoby, które mało się znają na temacie? Ale tego nie ma, więc to trochę ciężkie pytanie też dla ciebie.

Ciężkie. Do mnie jeżeli się zgłaszają osoby to zazwyczaj są te, które mnie znają po kursie, bo już bezpośrednio do mnie piszą. Bo na recepcji nie ma osobiście do mnie kontaktu.

Do mnie też nie ma.

Tylko dziewczyny na recepcji już zbierają różne rzeczy. I one wiedzą, że my nikogo nie potrzebujemy, więc nawet do mnie nic nie dociera na szczęście.

To dobra recepcja, lubię taką, która filtruje i nie zawraca głowy. Pozdrawiamy całe recepcje Renortu i Fizjo4Life.

Tak. Dziewczyny się dograły, oby tak było.

Dużo osób mówi, że nie da się dobrze zarobić w fizjoterapii, potwierdzisz?

Nie.

Czyli da się zarobić?

Da się.

Da się. Jak wszędzie uważam. W każdym zawodzie da się zarobić jak ktoś jest dobry.

Tak naprawdę wszystko zależy co chcesz robić. Jeżeli chcesz iść i pracować w NFZ to się nie da, ale jeżeli chcesz pracować prywatnie i jesteś dobry, bo to jest przede wszystkim, to się da. To będą do ciebie czekać 2 miesiące, a i tak przyjdą albo przyjadą ze Szczecina. To się da.

Co chcesz robić za 10 lat?

To co robie teraz.

Książka? Co jeszcze?

Pisze książkę.

Masz już tytuł?

Tytułu jeszcze nie mam. Piszę ją z Kamilą Raczyńską-Chomyn. Tytuł przyjdzie nam na końcu.

A masz już tak zwany preorder? Można ja kupić?

Nie. Ona będzie wydana dopiero w styczniu-lutym z tego co wiem. My mamy deadline do połowy lipca. Książka jest sztosem uważam. I to nie chodzi o to, że ja ją piszę, bo ja tam mało…

Ty rysujesz obrazki tylko?

Tak albo tylko podpisuję Ewelina Tyszko-Bury. Książka wygląda tak, że będą dwie części tej książki. Zaczynamy od drugiej, która jest pierwszą, dlatego że to będzie o życiu kobiety i o tym z jakimi dolegliwościami można się spotkać i dlaczego nie jest tak jak ci mówią wszyscy. To są wywiady ze specjalistami i nasze komentarze z naszego doświadczenia i różne rzeczy, które pouzupełniamy. Zaczynamy od bolesnych miesiączek, bolesnego współżycia, endometriozy i tutaj wywiad daje doktor Tomek Songin, ginekolog, którego też kocham miłością szczerą, to jest mój anioł. Potem mamy już temat zajścia w ciążę świadomej kobiety, która chce zajść w ciążę. I tutaj sytuacja pod tytułem jeśli nie możesz to co możesz zrobić. Tu mam wywiad z doktorem ginekologiem Radosławem Maksymem, który zajmuje się, między innymi, naturalnym planowaniem rodziny. I z tego wywiadu wycisnęłam po prostu wszystko, jest wspaniały wywiad. Zresztą z każdego, jak czytam, jak oni tam odpowiadają. I to jest fajne, że my mówimy o rzeczach medycznych, ale myślę, że jest to tak napisane, że to będzie zrozumiałe.

Co się stanie po korekcie. Była już korekta?

Jeszcze nie.

Panie korektorki rozumiały co czytają?

Ale naprawdę to jest prosto napisane. Wiadomo o co chodzi. I dalej mamy jak nie możesz zajść w ciążę i wykorzystałeś już wszystko metody albo masz bardzo niskie AMH i naprawdę nie ma na co czekać. To może wtedy trzeba już wejść w rozród wspomagany i tu mam wywiad z profesorem Wołczyńskim, to jest pan doktor z Białegostoku, który był w teamie i wykonał pierwsze w Polsce in vitro. Następnie jest ciąża i mówi o tym Iza Dębińska. Więc mamy też super wywiad.

Jak ktoś chciałby z Izą przesłuchać podcast to był dawno temu, więc szukajcie.

Iza wspaniale mówi. Potem jest Iza, czyli mamy ciążę, mamy okres pociągowy i tu jest doktor Kociszewski, to jest też super wywiad. W ogóle wszystkie te wywiady są świetne. I oni tak fajnie o tym mówią, to jest tak zrozumiałe. Więc mówi Jacek Kociszewski. Mamy temat też fizjoterapii uroginekologicznej, nasza Monia Grzegorzewicz daje wywiad. Mamy temat utraty ciąży, czyli May temat poronień, bo o tym się bardzo rzadko mówi. Jest to temat bardzo taki, że chyba nie umiemy mówić o poronieniu tak, żeby to było w miarę naturalne i żeby nikogo nie ranić przy tym. To jest taki temat, gdzie co trzecia czy co druga kobieta roni, ale w zasadzie nic się o tym nie mówi, bo nie wiemy jak. Tam jest bardzo fajny wywiad z psycholożką. Mamy o aborcji wywiad. Mamy też wywiad o menopauzie.

Brzmi jak encyklopedia.

No właśnie to jest od takiej kobiety, która jest już świadomą kobietą i chce zajść w ciążę, przez te wszystkie rzeczy, które cię mogą spotkać, a na które ci mówią: pani się napije kieliszek wina to będzie dobrze. Więc rozprawiamy się z takimi mitami trochę. Bo nie będzie dobrze, bo to wcale nie jest normalne. Mamy menopauzę i Alicja Długołęcka nam mówi o menopauzie.

Moja pani ze studiów.

Z psychologii pewnie. To mnie też. Alicja jest super. Więc Alicja nam mówi pod kątem takim psychologicznym. I jest wywiad z doktor Tatianą Boryczko pod kątem medycznym. Więc tak to zaklejamy fajnie. Mamy też o wizerunku ciała kobiety onkologicznej. Także od środka do końca takich tematów, które mogą nas interesować. I to jest uważam książka, która naprawdę dużo wniesie, takiej prawdy i takiego czegoś, że jak ci tak mówi ginekolog to znaczy, że zmień ginekologa.

To osoby, które słuchają tego w styczniu, możecie udać się do księgarni i kupić tę książkę. Osoby, które słuchają to w czerwcu, lipcu, sierpniu, wrześniu, październiku, musicie jeszcze chwileczkę poczekać na książę Eweliny.

I Kamili.

Tak, przepraszam. Zapraszam pacjentki, które wysłuchały i zaufały może teraz bardziej Ewelinie albo usłyszały właśnie swoja historię w tym co Ewelina mówiła, do Renortu, do naszej konkurencji w Warszawie. Do tego, żeby tam się udały i wyleczyły się, żeby były zdrowsze i szczęśliwsze, i mogły zajść w ciążę, i zrobić to co chcą ze swoim ciałem, żeby nie było żadnych ograniczeń. Ja tobie Ewelino bardzo dziękuję za dzisiejsze spotkanie. Było mi bardzo miło ciebie gościć i mam nadzieję, że było ci miło.

Bardzo. Pozdrawiam was serdecznie. Dziękuję bardzo.

Ja również. Pozdrawiam was serdecznie i widzimy się w kolejnym podcaście z serii „Dachowski pyta”, a będzie on już w piątek, więc mam nadzieję, że razem też będziecie z nami. Do zobaczenia.