Filip Albert Żołądek – Jak nieholistyczny fizjoterapeuta buduję mięśnie na McDonald’s? S01E08

Filip Albert Żołądek – Jak nieholistyczny fizjoterapeuta buduję mięśnie na McDonald’s? S01E08
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Fizjoterapeuta nieholistyczny.

Jak zjeść 2500kcal na kolację? Jakim fizjoterapeutą jest Albert? Ile godzin trenuje w tygodniu?
Co leczy fizjoterapia? Czy każdy ból w naszym ciele trzeba operować?

Zapraszam was do rozmowy, którą udało mi się przeprowadzić z Filipem na temat możliwości jakie nam daje fizjoterapia, która nie tylko leczy, ale też zapobiega operacjom i bólowi.
Poznaj Filipa jako specjalistę wielu dziedzin i odsłuchaj ten podcast.

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam Was serdecznie w podcaście, vlogu. Kto słucha, kto ogląda, ten wybiera nazwę, Dachowski Pyta. Dzisiaj ponownie z nami jest?

Albert Filip Żołądek: Albert Filip Żołądek.

Witam Cię Albercie Filipie.

Witam Michale.

Jeżeli nie wiecie, dlaczego dwa imiona, to zachęcam Was do obejrzenia poprzedniego odcinka. A my dzisiaj o pewnej rzeczy, która obiegła świat rok temu na Instagramie, bo zrobiłeś bardzo fajną akcję, która pokazuje troszkę inaczej, niż mówią wszyscy. Można jeść wszystko i jadłeś przez miesiąc McDonalda.

Tak, to były mieszane fast foody, zgadza się. Natomiast idea była taka, że dużą ilość, jak nie całość posiłków, które spożywałem dziennie, była oparta na junk foodzie. Ideą był junk food. To wynikało chyba trochę z tego, że miałem dość tego wszystkiego, tego fit style, takiego otaczającego i atakującego mnie, wszędzie te pudełka ze zdrową żywnością i cały czas mówienie o tym, że taka żywność jest bardzo niezdrowa.

To teraz musimy to wyłączyć, dlaczego to się udało. Końcówka była taka, że się udało i za chwilę o tym powiesz. Jeżeli inaczej popatrzymy – ci, co mogą, to popatrzą, a ci, co słuchają to opowiem – Filip jest bardziej umięśniony ode mnie, podnosi dużo większe ciężary i ma większą masę mięśniową. Jak Ci się to udało i dlaczego to się udało?

Po pierwsze te posiłki nie były tak całkowicie nieprzemyślane. Opierałem się o jakieś wytyczne.

Ale hamburger i sałatka z McDonalda nie jest pełnowartościowym, odżywczym posiłkiem.

Oczywiście, że tak i ja tego nigdy nie mówiłem, że tak jest. Natomiast irytowało mnie to, że się demonizowało jedzenie fast foodów do tego stopnia, że sprowadzało się ludzi jedzących w takich miejscach do heretyków. Stąd to się wzięło.

Jaki był ten challenge? Co zrobiłeś pierwszego dnia, co ostatniego? Co sprawdzałeś? Co jadłeś? Dużo więcej szczegółów, bo myślę, że sytuacja jest dość ciekawa do opowiedzenia.

Idea była taka, żeby jeść przez 31 dni tylko żywność śmieciową. Tak jak kiedyś w ekranizacji „Super Size Me”, nie pamiętam jaki był okres, w którym on się tym żywił. Chyba też około miesiąca.

Tylko jemu te wyniki spadły.

Tylko jemu te wyniki spadły, właśnie. Dla mnie już ten film był trochę lekkim przekłamaniem, bo po pierwsze ten człowiek się tym przejadał. To nie było normalne jedzenie, tylko przyjął sobie zasadę, że jeżeli tylko przy kasie mu zaproponują powiększenie, to brał i on jadł to w opór. Natomiast ja chciałbym powiedzieć, że takie jedzenie na przestrzeni miesiąca przy aktywnym trybie życia…

I to zmienia system cały. [śmiech]

Dokładnie. Nie chcę tak mówić, ale naprawdę przy dużej ilości treningów, jednostek treningowych, które wtedy na tamten czas – nie chcę skłamać, ile godzin – ale mniej więcej to chyba było około 16 jednostek treningowych, które ja robiłem tygodniowo, to organizm…

Nie swoich, tylko rozumiem, że ćwiczyłeś jako instruktor fitness i dalej to pewnie było.

Wliczone było bycie instruktorem fitness, czyli prowadziłem zajęcia grupowe i to było minimum 6 godzin. Plus do tego były moje treningi siłowe. Chyba wtedy nie było jujitsu. Tak że żadnych sportów walki, ale to wystarczało. Trochę chyba zaczynałem też biegać delikatnie. Chciałem wtedy pokazać, że ciało działa trochę jak reaktor i jak ma bardzo duże zapotrzebowanie, to będzie spalało to wszystko. Jeżeli makroskładniki, czyli ilość białka, węglowodany, tłuszcze nie będą bardzo zaburzone, to jesteśmy w stanie to wykorzystać w dobrym celu. Nie mówimy tutaj o jakości jedzenia, chociaż szczerze – to nie jest reklama dla McDonald Polska – ale uważam, że mamy najlepszego McDonalda na świecie i to nie jest żart. Mówię to całkowicie serio.

Otagujemy, zobaczymy, może odpowiedzą.

Tak. W każdym kraju, w którym jestem na świecie i jem w McDonaldzie, mogę śmiało powiedzieć, że to co mamy w Polsce to jest…

Kiedyś pracowałem na poziomie ekstraklasy kobiet w koszykówce i Amerykanki też były zdziwione, że jest dobry McDonald w Polsce i on jest zupełnie inny. Na końcu tego challenge zrobiłeś badania krwi. Tak to się skończyło?

Tak. To w zasadzie podsumowaniem było. Popełniłem mały błąd taktyczny, bo nie zrobiłem sprzed. Natomiast miałem badania sprzed kilku miesięcy wcześniej. Powiedzmy, że to marny dowód, natomiast nie odchodziły one od normy. Wyszły całkiem dobrze, poziom cholesterolu nie wyszedł podwyższony. Oczywiście próby wątrobowe były troszkę podwyższone, ale to nie było kilka tysięcy procent, tylko to było 200 albo 300%. Już śpieszę z wytłumaczeniami.

Bo to niekoniecznie musiało być od tego jedzenia.

Mogło być od tego, że dzień wcześniej bardzo późno w nocy zjadłem jeszcze ostatni posiłek, też chyba w KFC bodajże rzędu 2.5 tysiąca kalorii. Tak że pewnie to się trawiło jeszcze w nocy dość intensywnie, to jest raz. Dwa, przed tym posiłkiem zrobiłem bardzo mocny trening. Jeżeli poczyta się o próbach wątrobowych, to wtedy będziemy mieli…

Wtedy wyskakują po…

Tak. Potrafi być ten wynik trochę zaburzony. Kreatynina bodajże chyba w górnej granicy, ale też trzymając się normy. Nie było do czego się przyczepić.

Nie możemy też powiedzieć, że polecamy wszystkim i jedzcie McDonaldy.

Absolutnie nie. I tu trzeba jeszcze dodać takie małe sprostowanie, że to jest bez wspomagania się żadną suplementacją farmakologiczną.

Ani suplementacją diety, typu magnezy.

Absolutnie. Bez żadnych takich uzupełnień. Ja się czułem bardzo dobrze. To mogę od razu powiedzieć, na tej diecie czułem się naprawdę bardzo dobrze.

Właśnie to też ważne, czy zjechałeś z samopoczuciem i spałeś po 12 godzin dziennie.

Nie. Nie miałem wyrzutów insuliny potoczne zwanych, nie miałem takiego cyklu snu, że przysypiałem i hiperaktywny byłem. Ani też nie miałem problemów żołądkowych, gastrycznych, wszelkiego rodzaju problemów z wypróżnianiem. Tak że to była na pewno zasługa ruchu.

Jak z Twoją masą mięśniową? Jak z tymi proporcjami? Czy było badanie?

Absolutnie. Pod koniec zrobiłem zdjęcie, poziom tkanki tłuszczowej…

Na Insta wszedł goły brzuch? [śmiech]

Tak jest. Cyklicznie formcheck czy też checkform trzeba było robić. Były wiadomości z pogróżkami, już były wiadomości, żebym przestał. Część osób mnie blokowało, bo nie mogło już na to patrzeć. Powiem szczerze, że ta dieta jest nudna, bo nie ma tych fastfoodów tak dużo, jak bym chciał.

Ale kebab, KFC, McDonald też wchodził?

Tak. Kebaby, KFC, Burger King, McDonald.

Wszystko, co dostępne.

Burgery w dużej ilości. Jak już chodziłem do jakiegoś burgera, to starałem się jakieś combo tower czy coś, żeby było dużo tłuszczu, dużo węglowodanów i dużo białka przede wszystkim, bo to też nie ukrywam, że miało to znaczenie. Natomiast to nie była dieta żadna ukierunkowana na keto…

Odchudzanie.

Żadne high carb. To znaczy to wyszło, umówmy się w ten sposób. Kalorycznie też nie, ja jadłem w opór, do momentu, kiedy miałem dość.

Nie chciało się.

Tak. Ani puli kalorycznej też jakoś nie mierzyłem specjalnie. Jako podsumowanie można dodać, że finalnie wyszło całkiem nieźle. Oczywiście pojawiły się głosy, że powinienem 3 miesiące albo pół roku. Świetnie, wiadomo, że tak można udowadniać wszystko, ale później ktoś by mi powiedział, że to jest osobnicze, że akurat mi wyszło dobrze, bo tak. Ogólnie problem to jest tak jak ze wszystkimi badaniami, że najlepiej to byłoby zebrać tysiąc osób, które trenowałyby tak jak ja i wtedy robilibyśmy taką dietę.

To samo jedli?

Tak.

Plus minus jakaś gramatura, bo to zależne od wagi i od zapotrzebowania.

I tyle samo trenowali, co jest bardzo trudne do zrealizowania.

Zgadza się.

Jeszcze takie wtrącenie. W Stanach był bodajże jakiś profesor na uczelni, który zrobił podobny eksperyment, czyli jadł w McDonaldzie czy innym fast foodzie wedle rozkładu makroskładników w swojej diecie i pokazał, że można normalnie, może nie jakąś formę życia zrobić, ale naprawdę dobrze wyglądać przede wszystkim, bo umówmy się, że to chyba największe wrażenie robi i przy okazji nawet nieźle się czuć. Składniki nie są… eko, z farm, z kury zielononóżki czy… wiemy, o co chodzi. Nie jest to może pierwszego sortu jedzenie, ale też uważam, że w Polsce nie jest to też jedzenie najgorsze.

Są gorsze bary.

Tak jest.

My z Kubą rozmawialiśmy o sytuacji fizjoterapii w Polsce, kim jest terapeuta sportowy i jak to można określić. Jakim Ty fizjoterapeutą byś się nazwał?

Jak bym się nazwał? Na pewno nie holistycznym, nie lubię tego słowa, jest naużywane strasznie.

Jest trochę nadużywane.

Tak. I dewaluuje się bardzo mocno. Natomiast ja się nazywam fizjoterapeutą tak jak…

Profesjonalnym. [śmiech]

Tak, absolutnie. Natomiast głownie pracującym z ludźmi, jak by to nie było w ujęciu całościowym. Czyli, jeżeli ktoś nawet do mnie przychodzi i pojawia się element tej pracy manualnej, bo też opieram swoją pracę na modelach powięziowych, tak jak i na neurologii funkcjonalnej, czyli metody typu FM, Fascial Manipulation.

Kilka kryptoreklam. [śmiech]

Tak jest. LDM, znane i lubiane w niektórych kręgach, nielubiane, bo wiadomo, że poleryzuje te metody ludzi, czy też PBTB, czyli baby steps, ale cały czas w oparciu o to. A później, jeżeli uda mi się wyprowadzić kogoś, oczywiście staram się, żeby ta faza trwała dość krótko, jak najszybciej zachęcam ludzi do tego, żeby się ruszali i później np. korzystam z metod ruchowych kinetic control i dalej przechodzimy często w normalny trening. Czyli jest droga od leżenia…

Te baby steps tak zwane, czyli po kolei.

Dokładnie, krok po kroku.

Mówiliśmy z Kubą o błędach fizjoterapii w Polsce. Zajmujesz się osobami dorosłymi i widzimy to, że dużo osób mogłoby dostać pomoc od fizjoterapeutów czy od rehabilitantów, a jednak nie dostaje. Gdzie widzisz ten błąd? Gdzie ten system ma troszeczkę…

Mówimy o Polsce jako o kraju?

Polsce jako o kraju. Przychodzi do nas jakiś pacjent i mówi, że terapia nie działa. Jeden zabieg i jest ileś procent lepiej. Robi wielkie oczy, jak to możliwe, że my też jesteśmy terapeutami a to nie działa. Jak Ty to widzisz?

Myślę, że to może wynikać z kilku rzeczy. Widzę główny problem w tym, tak jak na początku chyba w poprzednim podcaście wspomniałem, że większość ludzi nie wie, czym fizjoterapia do końca jest.

Dokładnie.

Nie wie, co potrafi fizjoterapeuta. Jest też duże przejście ze skrajności w skrajność, jeżeli chodzi też o umiejętności fizjoterapeutów w Polsce, bo zawód motywuje do tego, żeby kształcić się jednak na własną rękę. Nie mówimy teraz o fizjoterapeutach pracujących, mówimy o prywatnym sektorze, ponieważ szpitale itd. to jest chapeau bas dla wszystkich ludzi, którzy pracują w Narodowej Służbie Zdrowia, bo to jest naprawdę…

Jest to pewien wybór tych osób.

Tak, pewien wybór i naprawdę to szanujemy i popieramy roszczenia co do podwyżek w tym zawodzie, bo jest tragicznie niska pensja, a zasługują ci ludzie za tę odpowiedzialność. Natomiast, jeżeli chodzi o taką prywatną to też jest na zasadzie, że pójdzie do jednego terapeuty, terapeuta posługuje się jednymi szkołami fizjoterapii, które nie do końca mogą odpowiadać. Często terapeuta, nie chcę generalizować, ale mamy to do siebie, że jak czasem coś nie umiemy, to mamy problem z odesłaniem kogoś. Niektórzy chcą poeksperymentować, nie powiedzą temu pacjentowi. Nie powinno tak być, natomiast czasem tak bywa. Nie mówię, że często.

Gdzieś trzeba się też nauczyć.

Tak. Dokładnie.

Bo nie każdy jest alfą i omegą. Kilka prób na pacjentach sami też wykonywaliśmy i nie byliśmy pewni, co do końca robimy.

Oczywiście, że tak i ja tego nie neguję. Natomiast trzeba sobie zdawać sprawę, że to jest taka kwestia. Druga kwestia to jest to, jaki odbiór w hierarchii jest fizjoterapeuty, jeżeli chodzi o zawody medyczne. Fizjoterapeuta w szpitalach jest często nazywany panem od fikołków. Niestety, ale to nie moje słowa, tylko słowa ze szpitali. To już daje pewien pogląd. To jest raz. Dwa, autorytet lekarza w stosunku do fizjoterapeuty, gdzie fizjoterapeuta wykształcony w metodach opartych na dowodach naukowych, czyli EBM albo EIM, bo jest jeszcze taki model evidence-informed medicine. Teraz to właśnie Karol Szapel bodajże tak jakby promuje. To w tym momencie potrafi zdiagnozować np. aparat ruchu. I jeżeli się trzyma swoich torów i narzędzi, które potrafi użyć w pracy z pacjentem, to ta dynamika pracy z tym pacjentem jest dużo lepsza. Natomiast mam wrażenie, że w Polsce jest cały tak, że najpierw idzie się do lekarza. Lekarz, nawet jeżeli on często nie wie, co fizjoterapeuta potrafi i jest problem, bo zapisujemy leki przeciwzapalne, wysyłamy na rentgen, na rezonans, na USG i nie ma nic złego w tych badaniach obrazowych, ale się tego…

One są potrzebne, ale sama nazwa wskazuje, to są badania dodatkowe.

Tak, są to badania dodatkowe.

Które pomagają tylko w diagnozie.

Ja mam wrażenie, że te badania są trochę nadużywane. O ile mamy podejrzenie złamania, podejrzenie jakiegoś rozerwania struktur, zmiany uszkodzenia aparatu twardego czy stawowego, to jest wszystko uzasadnione. Natomiast często da się to ominąć i skrócić ten czas…

Tę drogę.

W którym tej pacjent mógłby się z tym fizjoterapeutą zobaczyć. Wtedy my możemy wkroczyć szybciej do działania. Abstrahując też od tego, że możemy oddalić w czasie np. operację. Ja nie mówię, że jesteśmy cudotwórcami i potrafimy…

I wszystkie operacje się nie odbędą.

Dokładnie. Ale czasem się udaje, żeby operacja nie doszła do skutku. Na zasadzie tego, że pacjent czuje się na tyle lepiej, że nie potrzebuje i fizycznie jest w stanie funkcjonować na co dzień. Czasem jest w stanie fizjoterapeuta przygotować do takiej operacji, co często też nie ma miejsca tak jak przy operacjach.

Przygotowanie da nam opcję taką, że po operacji szybciej wraca do zdrowia.

Dokładnie. I to jest kluczowe, jeżeli chodzi o wszystkie operacje związane z rekonstrukcją wiązadeł krzyżowych. Tutaj się akurat na tym skupmy, bo to jest chyba najlepszy przykład.

Częste dzisiaj operacje.

Tak. Takie urazy, które wymagają później długiej i żmudnej rehabilitacji, nawet do roku. W sensie mówimy o 8-9 miesiącach. W rehabilitacji sportowej jest to trochę szybsze, ale to są wymogi sponsorskie.

Po pierwsze też nie rehabilituje się 3 razy w tygodniu, tylko 6 godzin rehabilitacji i wtedy to jest krótszy okres czasu.

Dokładnie, tak.

Normalny pacjent przychodzący na rehabilitację robi to blokami 1.5-godzinnymi i trwa dłużej.

Tak. To czego nie przeskoczymy to jest oczywiście fizjologia, czyli gojenie się tkanek, zrastanie się kości itd. Natomiast rzeczywiście dużo intensywniejsza terapia pozwala odzyskać sprawność dużo szybciej. Tutaj można by posłużyć się przykładem fizjoterapii w Izraelu, gdzie współpraca między fizjoterapeutami a lekarzami jest taka, że lekarz ortopeda po zbadaniu kolana i stwierdzenia, że np. jest szuflada, ale pacjent nie notuje…

Nie zgłasza.

Tak, nie zgłasza niestabilności kolana. Noga mu nie ucieka, nie boli. Może się zdarzyć jakiś epizod, bo tam jednak nie ma jednego wiązadła. Proponuję pacjentowi np. żeby udał się do fizjoterapeuty na 10 wizyt, np. 10 treningów. Stricte mówimy tu już o ćwiczeniach, bo tutaj akurat w tym przypadku ćwiczenia mogą być bardzo efektywne. Nawet, jeżeli dojdzie do operacji, to taka osoba dużo łatwiej dochodzi po niej do sprawności.

Mam nadzieję, że ten podcast, ten vlog nie będą oglądali tylko i wyłącznie osoby, które my znamy, czyli nie tylko rehabilitanci i trenerzy. Jak byś miał powiedzieć krótko i w miarę zwięźle, bo to bardzo obszerny temat, przynajmniej w mojej głowie, z czym człowiek – nazywamy Janusz i Grażyna, proszę, nie obraźcie się, jeżeli tak się nazywacie.

Moja mama ma na imię Grażyna. Tak że na pewno się nie obrazi [śmiech]

Niech mama się nie obrazi. [śmiech] Super. Z czym taki Janusz i Grażyna, którzy chodzą po świecie i żyją, mogą zgłosić się na rehabilitację, pomijając ten obraz, który mamy dzisiaj w Polsce, czyli pomijając lekarza jako tego diagnostę? Czy fizjoterapeuta może również diagnozować i ma do tego prawo?

W świetle ustawy mamy jeszcze dość ograniczone, powiedzmy, że w szpitalnym…

W szpitalnym życiu.

Życiu te kompetencje, bo tak działa cały zespół. Natomiast można powiedzieć swobodnie, że fizjoterapeuta potrafi zdiagnozować i zróżnicować ból np. w odcinku lędźwiowym, który potrafi być dość niespecyficzny, ale potrafimy oddzielić to, co może być zagrożeniem realnym dla samego kręgosłupa, dla zdrowia i funkcjonowania w przyszłości, typu chodzenie z sekwestrem, który gdzieś tam już…

Wytłumaczmy słowo sekwestr, żeby Janusz i Grażynka zrozumieli. [śmiech]

Czyli to jest fragment jądra miażdżystego, które wydostało się do kanału kręgowego. Nawet jeszcze nie musi uciskać, ale może uciskać na…

Czyli w jakiejś pozycji może coś się wydarzyć.

Tak. Spowodować długotrwałe problemy zdrowotne z nietrzymaniem, dajmy na to…

Nietrzymaniem moczu czy jakieś problemy z ruchowością jakiejś części, typu stopy albo nieczucia w palcach, albo coś w tym stylu.

Czy włącznie z paraliżem, tak.

Jeżeli mamy ból kręgosłupa wszędzie, to jednym z wyjść może być fizjoterapia.

Możemy spróbować. Tak. A przynajmniej fizjoterapeuta powinien być w stanie wychwycić tzw. czerwone flagi i wiedzieć, że taki pacjent nie nadaje się do pracy i odesłać go do… czyli on umie zdiagnozować te symptomy, które występują u pacjenta, typu drętwienia, i odesłać pacjenta do lekarza, czy to do neurologa, czy ortopedy. Na odpowiednie badania skieruje go lekarz i lekarz zajmie się dalej procedurą.

Co jeszcze powiesz o urazach? Np. na chodniku idę, troszkę podkręcam sobie nogę, trochę noga mi spuchnie, ale nawet w swojej intuicji wiem o tym, że dużo tam się nie wydarzyło. Czy mam czekać do ustąpienia bólu i potem pójść na rehabilitację, czy ten ból może być usunięty wcześniej? Jak to widzisz jako rehabilitant?

Po pierwsze tutaj mamy dwa wyjścia, wedle chęci i potrzeby samego pacjenta.

To zawsze pacjent decyduje o jego zdrowiu.

Tak. Można się udać do fizjoterapeuty w celu konsultacji takiego urazu. Jak nie jesteśmy pewni i nie mamy na podorędziu rentgena, żeby zweryfikować, czy nie doszło do pęknięcia, złamania, są protokoły, które pozwalają np. zbadać kostkę, staw kostkowy, np. protokół z Ottawy, na podstawie którego fizjoterapeuta potrafi ocenić, czy nie doszło do złamania. Jeżeli nie doszło do złamania, to możemy działać. Możemy działać na różne sposoby. Można po pierwsze zostawić kostkę w spokoju.

To trwa dłużej wtedy.

Tak. Można się udać na SOR. [śmiech]

To już w ogóle długo. [śmiech]

Tak. Długo i też trafić na opcję, w której nam nogę zagipsują, czyli bardzo staromodne metody, kiedy absolutnie już teraz się tego…

tym bardzo szeroko też rozmawialiśmy z Kubą.

Tak. To już odsyłamy do…

Więc tu tego nie kontynuujmy, ale tam możecie cofnąć się do drugiej części wywiadu z Kubą. Mówiliśmy o największym błędzie urazów, czyli wsadzenie w gips.

Tak, usztywnieniu.

Ale to dalej funkcjonuje.

Dokładnie. Ostatnia opcja to jest praca na tkankach, kiedy zaczyna się faza gojenia. Bywa, że czasem jeszcze jest obrzęk. Nie przeszkadza to, różne są metody. Tu już nie będę się odwoływał do konkretnych.

Jasne. Zależy kto czym pracuje.

Tak. Natomiast jest pewne pole do manewru. Trzeba sobie powiedzieć jasno, że to też zależy od tego, co my potrzebujemy. Jeżeli mamy potrzebę odzyskania lokomocji np. w ciągu niecałego tygodnia, to i takie rzeczy potrafimy zrobić. Natomiast to trzeba wziąć pod uwagę, że ta terapia będzie obłożona po pierwsze tym, że nie będzie za bardzo przyjemna, bo pracujemy na tkance, która została urażona. Natomiast obchodząc już tego typu terapię manualną to na pewno fizjoterapeuta zaleci protokół…

Któryś. [śmiech]

Tak, któryś z wielu. Kiedyś był PRICE, RICE.

Teraz bardziej MEAT.

Tak. Teraz jest bardziej fluktuacja tych danych na temat przykładania ludu. To co się nie zmienia to jest elewacja, czyli kończyna troszkę wyżej.

I Optimal Loading, czyli trochę obciąż, ale nie przeciąż.

Tak. Czyli kierujemy się zdroworozsądkowym poczuciem swojego ciała. Część ludzi to ma, część nie. I dla tych, co nie mają, to właśnie przydaje się właśnie taka wizyta…

Taka instrukcja obsługi tej kostki, co mam zrobić.

Tak. I na pewno fizjoterapeuta trochę wszystko potrafi uspokoić. Nasze obawy, że może rzeczywiście nie ma się czym martwić. Natomiast jest pole do manewru, jak najbardziej, w stanach ostrych, od rady poczynając po terapię w stawach, kiedy jest ta terapia potrzebna, czyli jest za pewną obopólną zgodą. I tak to mniej więcej wygląda.

I tak trzeba zrobić. A więc mamy tutaj piękną, szybką i krótką instrukcję, co powinniśmy zrobić, jeżeli boli nas coś i o tym rozmawialiśmy z Filipem Albertem Żołądkiem.

Tak jest.

Zapraszam Was serdecznie na trzecią część, również z tym gościem w serii Dachowski Pyta.

O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

  • 0 : 27 - Pierwsze wystąpienie szkoleniowca i instruktora.
  • 4 : 55 - Wizja nauczania ludzi a Blackroll Therapy.
  • 10 : 22 - Jak można leczyć ruchem?
  • 12 : 32 - Skąd brać inspirację do pracy?
  • 14 : 01 - Plany i marzenia zawodowe.
  • 19 : 05 - Czy akupunktura może służyć jako znieczulenie podczas operacji?