Ireneusz Hałas – Nie jest sztuką nakleić tape’a #064 #dachowskipyta

Ireneusz Hałas – Nie jest sztuką nakleić tape’a #064 #dachowskipyta
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Mocno spontaniczna rozmowa z dr. Ireneuszem Hałasem, Międzynarodowym Senior Instruktorem K-Active Taping (Kinesiology Taping).

Dr Hałas specjalizuje się w m.in. w:

→ terapii tkanek miękkich u dzieci i dorosłych
→ terapii porażenia nerwu twarzowego
→ terapii kobiet w ciąży i połogu (bóle kręgosłupa, blizny pooperacyjne, nawały mleczne)
→ terapii uroginekologicznej (nietrzymanie moczu, dyssynergia pęcherza, vulvodynia)
→ fizjoterapii estetycznej (Kinesiology Taping -plastrowanie korekcyjne pośladków, brzucha i biustu)

W tej rozmowie poruszyliśmy nie tylko powyższe tematy. Było sporo m.in o tapingu, o body-modelingu


Zachęcam do subskrypcji kanału, jak również śledzenia innych kanałów:
www.michaldachowski.pl
IG: www.instagram.com/michal.dachowski.fizjo
FB: https://www.facebook.com/michal.dachowski.fizjo

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie w kolejnym podcaście z serii „Dachowski pyta”. Ostatnio rozmawialiśmy z Honoratą Dziel o igłach, o czytaniu z pulsu, o odymianiu pupy. Ups, tego miałem nie mówić, tego zawsze Honorata nie lubi, ale jeśli chcecie odsłuchać ten podcast, to musicie poszukać go na Spotify, na Apple Podcast, na YouTube albo gdziekolwiek wszędzie indziej, gdzie podcasty są transmitowane. A dzisiaj wyjątkowy gość z Lublina, bo moim gościem jest…

Ireneusz Hałas, witam serdecznie wszystkich.

Witam serdecznie, panie doktorze, po wielu latach niesłyszenia się, ale twój głos na zawsze mi utkwił w głowie i zawsze go mam. Czy możemy na potrzeby tego podcastu przejść na ty?

Jak najbardziej. Oczywiście.

To czym się zajmujesz tam u siebie w Lublinie na dzień dzisiejszy?

Od 1997 roku rozpocząłem pracę w szpitalu neuropsychiatrycznym. Przez 10 lat pracowałem w tym szpitalu i organizowałem oddział rehabilitacji neurologicznej. Zaczynałem moje doświadczenia fizjoterapeutyczne od pracy z pacjentami neurologicznymi. Byłem jednym z pierwszych, który skończył szkolenie NDT-Bobath dla pacjentów neurologicznych, głównie po udarze mózgu i to była moja startowa podstawa do tego, żeby nabierać tego doświadczenia. Udało mi się wtedy stworzyć w Lublinie pierwszy oddział rehabilitacji neurologicznej razem z lekarzami i fizjoterapeutami, gdzie usprawnialiśmy pacjentów funkcjonalnie. Kolejnym etapem było otworzenie ośrodka rehabilitacji leczniczej w Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy w Lublinie, gdzie miałem przyjemność, dzięki uprzejmości szefostwa, stworzyć ośrodek rehabilitacji leczniczej, gdzie pracowaliśmy indywidualnie z pacjentami, wykorzystując terapię tkanek miękkich i metody funkcjonalne. Było to w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia czyli tak naprawdę tak jak pracowaliśmy w gabinecie prywatnym, pracowaliśmy też w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia czyli pacjenci mogli skorzystać w ramach turnusów 2 i3-tygodniowych z fizjoterapii indywidualnej, gdzie pacjent był przyporządkowany do jednego terapeuty. Nie było tej zmienności, co się działo w różnych ośrodkach. Kolejny etap to było otwarcie akredytacji dla specjalizacji, dla fizjoterapii w naszym ośrodku. Udało mi się jako pierwszy ośrodek w Lubelskim otworzyć specjalizację dla fizjoterapeutów, gdzie 6 fizjoterapeutów zdało specjalizację z fizjoterapii, a następnie od 2017 roku już przeszedłem do swojego gabinetu prywatnego IREHA Centrum Fizjoterapii i Fizjoprofilaktyki i tam szlifuję warsztat w zakresie głownie terapii mięśniowo- powięziowej i terapii funkcjonalnej u pacjentów. Tak w skrócie.

Tego jest strasznie dużo, to skąd się u ciebie w ogóle wzięła pasja do fizjoterapii? Miałeś kogoś w rodzinie, gdzieś zobaczyłeś, czy jak większość, sam miałeś kontuzję i zobaczyłeś, że to jest fajne?

Takie ciekawe doświadczenie związane głównie z uprawianiem aktywności sportowej mianowicie takim moim bazowym wykształceniem była elektronika. Ja jestem po Technikum Elektroniki, bardzo mnie to pasjonowało, ale przez 10 lat trenowałem taekwondo ITF, gdzie doszedłem do drugiego dana i miałem tę przyjemność przede wszystkim uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach od tamtego czasu w Lubartowie. To było moje macierzyste miejsce, gdzie trenowałem. Potem trenowałem troszeczkę w Lublinie, ale praktycznie to doświadczenie z aktywnością ruchową i oczywiście takie mikro urazy, czy też urazy podczas walk, które są jedną z częściowych elementów taekwondo, bardzo widowiskowego sportu, ale też sztuki walki głównie koreańskiej dało mi też do myślenia to, że trzeba coś zrobić też z konsekwencjami pourazowymi czyli jak się zajmować samym sobą, ale przede wszystkim pomagać koleżankom i kolegom i przez takie wspólne rozmowy z osobami, ze znajomymi ktoś mi zaproponował kiedyś, że może bym poszedł na fizjoterapię do Studium Fizjoterapii, Medyczne Studium Fizjoterapii. Kiedyś uczono techników fizjoterapii tak, jak w szkółce po kolei wszystkie zajęcia były, trzeba było zaliczać jak w szkole, więc praktycznie to mi dało bardzo duże podwaliny takiego braku lęku przed pacjentem i przed pracą z tym pacjentem czyli wszystko musieliśmy powtarzać X razy, zaliczać bardzo dokładnie, był to niesamowicie dobry warsztat, który dał mi możliwość później takiego wdrożenia się w dalsze działanie z zakresu fizjoterapii i konsekwencją tego było następnie udanie się i zdanie egzaminów na Akademią Wychowania Fizycznego w Warszawie, co bardzo mile wspominam. Po zakończeniu tek edukacji rozpocząłem specjalizację I stopnia z rehabilitacji ruchowej, a następnie specjalizację z fizjoterapii w 2010 roku i ostatnim takim moim osiągnięciem było obronienie doktoratu na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. W 2016 obroniłem pracę doktorską na temat wykorzystania technik mięśniowo-powięziowych, ale głównie porównanie skuteczności wybranych metod fizjoterapii w bólach mięśniowo-powięziowych odcinka szyjnego kręgosłupa u młodych pacjentów w wieku 20,30 lat, którzy mieli pracę siedzącą lub zbliżoną do siedzącej tak jak przedstawiciele medyczni. To było bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ w ramach pracy gabinetowej udało się zrobić badanie na 3 grupach po 50 osób, gdzie porównywaliśmy terapię mięśniowo- powięziową głownie bazując na algorytmach doktora Ciechomskiego i BNF i metodę TENS, która ma działanie przeciwbólowe. Okazało się, że można skrócić terapię z 10 zabiegów do 6 zabiegów co drugi dzień i to zostało potwierdzone w skali oczywiście WAS, ale też badaniach obiektywnych związanych z zakresami ruchu i z całą funkcją pacjenta, więc to potwierdza też to, że jest to dość efektywna forma terapii, bardzo skuteczna. Gdyby ktoś się chciał pochylić w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia i zobaczyć, że można bardziej efektywnie pracować, to by się zaoszczędziło bardzo dużo pieniędzy w naszym systemie.

Czyli jedna grupa miała tylko terapię powięziowo-mięśniowa, druga miała IPNF, a ta druga miała TENS?

Trzy grupy oddzielne były czyli jedna była prowadzona 3 razy w tygodniu terapię mięśniowo-powięziową, cały algorytm był pracy na punktach spustowych i nie tylko czyli była na początku terapia globalna, później terapia bardziej precyzyjna i to co było co drugi dzień przez 2 tygodnie. Tak jak turnus Narodowego Funduszu Zdrowia wyznaczał nam, czy dawał taką możliwość. Wszystko było w ramach skierowania od lekarza prowadzącego, następnie była codziennie terapia PNF według wszystkich metod reedukacji nerwowo- mięśniowej zgodnie z zasadami PNF-u i trzecia była zgodnie z algorytmem postępowania półgodzinna terapia TENS na dany odcinek bólowy, z którym się pacjent zgłaszał. Oczywiście pacjenci byli bez żadnych urazów tylko z bólami takimi bardziej związanymi z wykonywaną pracą, stąd też potwierdziło nam to, że follow-up, który był po 30 dniach później u każdej z tej grupy pokazał, że się utrzymywały te efekty najwięcej u pacjentów, którzy mieli wykorzystywaną pracę w zakresie terapii mięśniowo-powięziowej.

Czyli tam była tylko i wyłącznie terapia manualna bez ćwiczeń do domu, bez niczego, zostawieni sami sobie.

Tak, pacjent miał generalnie tylko za zadanie pilnować profilaktyki. Każda z grup miała informację: „Proszę odpowiednio siedzieć, proszę odpowiednio spać”. Zalecenia dla każdego pacjenta były takie same, żeby nie było później, że ktoś dostał więcej informacji, więc praktycznie wydaje się, że zasadne jest to, co jest teraz bardzo popularne, jak w ostatnim podcaście rozmawialiście z doktorem Ciechomskim, wykorzystanie tego podejścia indywidualnego do holistycznego spojrzenia na pacjenta w zakresie terapii mięśniowo-powięziowej.

Jak ty taką terapię mięśniowo-powięziową rozumiesz? Czemu to jest najbliższe jako metody? Czy to jest FDM, czy to jest bardziej FM tak jak doktor Ciechomski, czy to jest bardziej osteopatia i delikatny dotyk, a czasami może być też głęboki. Gdzie to się mieści i co nazywamy terapią mięśniowo-powięziową, bo dzisiaj też nazywamy terapią mięśniowo-powięziową jeżdżenie metalami po ciele. Która metoda jest najbliższa Tobie?

Dla mnie najbliższą metodą jest głownie mięśniowo-powięziowe rozluźnianie. Ja zaczynałem swoją edukację od początku, jak zacząłem współpracować z doktorem Ciechomskim, od 2003,2004,2005 roku, bo tak było na przełomie tych lat, potem organizowałem mu szkolenia w Lublinie, ale w tamtych latach zaczęliśmy tę naukę z całym naszym zespołem też fizjoterapeutów, żeby doskonalić się w zakresie dotyku i szukania różnych rozwiązań terapeutycznych, żeby przynieść pacjentowi w sposób bezpieczny najlepszy efekt. Chodziło głównie o to, że miałem najwięcej doświadczenia z osobami starszymi czyli konsekwencją wieku też była osteoporoza, różne schorzenia dodatkowe i pewne techniki manualne się kompletnie nie nadawały do tego, bo obawialiśmy się, że możemy czymś zaszkodzić pacjentowi. Dlatego tutaj początki technik energii mięśniowej pracujących na długich mięśniach, czy też na mięśniach krótkich kręgosłupa, mięśniowo-powięziowe rozluźnianie, czy też techniki aktywnego rozluźniania, które dawały precyzyjne rozluźnianie w bruzdach między powięziowych to jest dla mnie tak naprawdę najbardziej nie powiem, że skuteczna terapia, ale najbardziej akceptowalna w sensie pracy z pacjentem. Podejście zintegrowanej terapii powięziowej czyli dotyczące tych aspektów, o których też w ostatnim podcaście doktor Ciechomski mówił, to jest przede wszystkim praca odruchowa, bo bardzo dużo pacjentów ma problemy innego typu, układowe problemy, gdzie można też za pomocą różnych technik, nie tylko wisceralnych, ale pracując na skórze, na technikach okostnowych czy też technikach powięziowych, wpłynąć odruchowo na poprawę pracy danych narządów, ale przede wszystkim zdobywa się tę wiedzę diagnostyczną czyli przed jeszcze zmianami w strukturze danej tkanki, wiemy o tym, że już coś tam się dzieje metabolicznie czyli dany pacjent już może mieć jakieś zaburzenia powiedzmy w zakresie błędnej dietoterapii. Jeśli chodzi o pracę wątroby, żołądka, woreczka, czy też trzustki i już teraz możemy go nakierować do tego, żeby zwrócił się do lekarza, zrobił dodatkowe badania i w konsekwencji też mu dać możliwość taką, że może mu się uda złapać ten moment, żeby nie dopuścić do zmian w organizmie na dłuższą metę, dlatego ten zakres pracy, takiego delikatnego dotyku, pracy precyzyjnej, mimo że kończyłem większość takich szkoleń z zakresu i haczykowania, tak zwanej tej fibrolizy, i też tak samo robiłem różne formy jakiejś tam akupunktury jako wspomaganie, czy też różne formy pracy takiej mocniejszej, jeśli chodzi o masaż głęboki, mimo że masaż głęboki nie jest terapią silną jeśli chodzi o oddziaływanie tak jak FDN, ale bardziej się skupiam na tym, żeby pracować z pacjentem delikatnie, żeby pracować na tym czuciu, żeby ten pacjent w zależności od zakresu tego odczuwania bólu czyli mówimy o tych zależnościach psychosomatycznych, żeby można było dobrać technikę, bo pewnie zauważyłeś, że wielu terapeutów kończąc jedną metodę próbuje każdego pacjenta dopasować do tej metody i to jest duży problem, dlatego że pacjenci często się zrażają do terapeutów, że ktoś strzelił mu kręgosłupem w cudzysłowie albo ktoś mu wbijał igły w cudzysłowie, więc jest grupa ludzi, która będzie to dobrze tolerować natomiast pewna grupa osób, ludzi bardzo wrażliwych psychosomatycznie nie będzie akceptować pewnych form terapii dlatego też myślę, że zdobywanie tego warsztatu, który zdobywamy na co dzień na różnych szkoleniach bardziej specjalistycznych daje nam możliwość przede wszystkim takiego dobrania tej techniki do pacjenta i spojrzenia takiego szerszego na jego cały zakres ciała, który nam pokazuje jego psychikę. O tym też mówi, wiadomo, że łańcuch IGDS, które kończyłem i to jest dla mnie fenomen, jeśli chodzi o diagnostykę, jeśli chodzi o ocenę pacjenta.

Jak ja widziałem twoją diagnostykę i twoje podejście, jak my byliśmy chyba na 4, a na 3 roku jeszcze jak w Białej wykładałeś, to myśmy wszyscy robili wielkie oczy, co ty robisz, bo ty byłeś pierwszy, który pokazałeś tę pracę funkcjonalną, pracę tkankową, taping i te podstawy, które dzisiaj ja przynajmniej mam gdzieś w sobie. Jak na was patrzyli pacjenci w szpitalach, jak zacząłeś wprowadzać tam jako pierwsze NDT-Bobath?

Bardzo ciekawe doświadczenie miałem z lekarzami neurologami, którzy jak zobaczyli, że chodzę z pacjentami boso, to mnie pytali, gdzie pacjenci zgubili ciapy. Jak zacząłem tłumaczyć na poziomie takim merytorycznym, neurofizjologicznym co się dzieje, dlaczego to robię, dlaczego pacjenta obstawiam różnymi klockami, żeby się nie przewrócił, jeśli ma zespół pomijania, dlaczego odpowiednio dopasowuje temu pacjentowi też otoczenie, żeby się nie bał na przykład, że upadnie, to wtedy lekarze mówili: „Ok nie ma problemu rób to, co uważasz. Widzimy, że to ma sens”. To nie było na zasadzie, że robię, bo uważam tylko tłumaczyłem pewne zależności po prostu z zakresu anatomii, fizjologii, funkcji, bo tutaj jednak mimo wszystko szkolenie NDT-Bobath fizjoterapeutów, którzy pracują funkcjonalnie z pacjentami po udarze mózgu jest uważam na razie najlepszym szkoleniem na rynku, jeśli chodzi o podejście takie całościowe, zespołowe. Na tym mi zależało, żeby wprowadzić takie podejście, mimo że nie mieliśmy takiego personelu perfekcyjnego jeśli chodzi o logopedę, o neuropsychologa albo terapeutę zajęciowego, bo tak naprawdę w 2000 roku to takich specjalizacji było bardzo mało, więc próbowaliśmy własnym sumptem pewne rzeczy organizować. Dla mnie w jakimś stopniu wzorem na tamtym etapie, kiedy się uczyłem w Instytucie Psychiatrii i Neurologii profesora krawczyka była to, że oni mieli całe te systemy, podnoszone szafki, mieli dużo takich różnych akcesoriów, bo to wprowadzali, mieli taką możliwość natomiast myśmy kombinowali na swój sposób, żeby jak najwięcej tym pacjentom pomóc powrócić do zdrowia, do formy. Oni to naprawdę bardzo, bardzo doceniali i neurolodzy już później mówili: „Macie wolną rękę. Widzimy, że to ma sens. Proszę tylko i wyłącznie pracować tą koncepcją, bo to jest bardzo efektywne”.

Pacjenci chcieli? Byli tacy, że to jest za dużo, za dużo wysiłku, spocę się, tak jak ja byłem na praktykach w Solcu i tam była operacja biodra i pacjent mówi: „Nie, nie ja nie chcę, bo ja się spocę. Nie będę z tobą ćwiczył”. Nie było takiego podejścia trochę olewawczego, czy oni troszkę mniej mieli wyjścia i mieli nakaz.

Ja myślę, że pacjenci generalnie po udarze mózgu są w jakimś stopniu uzależnieni od nas. Jeśli widzą, że jest efekt terapii, że on na przykład potrafi ustać, że on potrafi prawidłowo wstać, samodzielnie wstać, przesunąć się, przesadzić, skorzystać z toalety, to są chyba takie najważniejsze elementy, które zmieniają jakość życia, a rodzina otwierała oczy, że można nie tylko masować rękę albo wykonywać ćwiczenia bierne ręki, palców dłoni, ale można stanąć, można obciążyć, może pacjent dwoma rękami podnieść coś, przesunąć, przestawić. To, co jeszcze rozwinął teraz Jacek Czarnek za pomocą tych ortho saebo to w ogóle to jest tak jakbyśmy wchodzili kilka poziomów wyżej, więc ci pacjenci niesamowicie doceniali. Rodziny doceniały właśnie to, że ktoś był angażowany bardziej w daną terapię, że można było z prostych czynności, których uczyliśmy pacjenta zrobić takie ćwiczenia samodzielne dla nich, więc oni automatycznie potrafili później wykorzystywać te proste czynności przy wstawaniu z użyciem stołeczka, z użyciem różnych akcesoriów do tego, że wracali do formy zdecydowanie szybciej niż ci pacjenci, którzy tylko leżeli w pozycji półleżącej. Największym problemem w pierwszej fazie to było to, że mieliśmy bardzo dużo na oddziałach wtedy zakrztuszeń ze względu na dysfunkcję połykania i jak wprowadziliśmy te terapię orofacjalne jeśli chodzi o stymulacje połykania, to pielęgniarki, lekarze byli zdziwieni, że pacjent może jeść, bo tak to nie chciał jeść, to mówiły panie, no to nie je, więc biedni pacjenci czasami głodowali albo się naprawdę krztusili i mieliśmy różne takie trudne przypadki, ale praktycznie….

Gdzie zobaczyłeś taping?

Wiesz co taping był takim ciekawym zrządzeniem losu, jeśli chodzi o samo doświadczenie. Kiedyś kolega mi powiedział, że „Słuchaj są takie formy terapii w Niemczech, kolega się tym zajmuję i chciałbym, żebyś nawiązał z nim kontakt”. To była pierwsza informacja, ale głównym takim moim doświadczeniem było to, że jak się zacząłem interesować taping’iem, a jeszcze nie byłem na tych pierwszych szkoleniach, miałem taką pacjentkę, którą do tej pory wspominam i ona też mnie wspomina, bo żyje, czuje się dobrze po operacji guza kąta mostowo-móżdżkowego. To była pani, której nie dawano tak naprawdę zbytnio szans na poprawę funkcji nerwu twarzowego, ale oczywiście ze względu na to, że…

Pamiętam ten wykład, pamiętam.

Super, to wiesz o co chodzi. Po prostu to były oczywiście błędu jatrogenne często naszego środowiska dotyczące tego oka, które musiało być później zaszyte, bo ktoś nie powiedział, że musi iść do okulisty. To, że była kolejna blizna pooperacyjna, która powodowała obrzęki i ta pacjentka do dnia dzisiejszego wyobraź sobie ma symetryczność twarz, co przy guzach kąta mostowo-móżdżkowego się bardzo rzadko zdarza, więc tutaj jej syn sprowadzał mi ze Stanów plastry, którymi ja po prostu korygowałem, ustawiałem, kombinowałem jak mogłem i wtedy w 2004, 2005 roku dogadałem się z Tomkiem Senderkiem i pojechaliśmy do Ziggy’ego Breitenbacha do tam się spotkaliśmy i tam się zaczęła nasza przygoda z kinezjotapingiem jeszcze wtedy. Równolegle w tym samym czasie profesor Siwiński pojechał na Cypr i tam się spotkał z Cosimo Bruno, bądź też chyba w jakiejś innej miejscowości. W każdym razie też zauważył jakie są możliwości kinezjotapingu i w 2006 wspólnie się spotkaliśmy na egzaminach, gdzie pod przewodnictwem właśnie tych instruktorów z Japonii uzyskaliśmy certyfikaty instruktorów kinezjotapingu na Polskę i na Europę. Takie doświadczenia były pierwsze natomiast ta pacjentka była dla mnie takim pstryczkiem do tego, żeby zacząć się rozwijać i szukać nowych rozwiązań, bo to było niestandardowe. W tamtych czasach nikt takich rzeczy nie robił, a po drugie też bardzo dużo błędów było związanych z elektrostymulacją, która przynosiła bardzo dużo błędów pacjentom począwszy od tego, że źle to znosili, a skończywszy na tym, że się pojawiały dodatkowe współskurcze, współruchy, które powodowały jeszcze gorsze dysfunkcje u pacjenta, a u kobiet to przede wszystkim taki dyskomfort, że ta twarz zamiast się symetryzować to się bardziej wykrzywiała podczas ruchów mimicznych.

Dzisiaj taping jest nawet w Lidlu, czy w Carrefourze dużo taśm różnego koloru, znacznikowe, nieznacznikowe, czarne, białe, kolorowe. Wszystko znajdziemy wszędzie. Dużo osób mówi, że to jest tak banalnie proste, że każdy sobie może nakleić. Dlaczego mam iść na szkolenie 2-dniowe do ciebie i uczyć się naklejania taśm, gdzie to jest banalnie proste?

Praktycznie z doświadczenia tego 20-kilku letniego, 2005, to piętnastoletniego pewnie. Nie liczmy tych lat, ale praktycznie jest tak, że większość technik, samych technik, sposobu naklejania bez problemu możemy sobie znaleźć na YouTube. Wszystko można oklejać, w każdym zakresie, jak się chce, jakiej maści mamy plastry nie ma to dla nikogo znaczenia zbytnio. Część plastrów można stosować do napraw różnych urządzeń w domu, bo mają tak mocne kleje natomiast do czego zmierzam samo doświadczenie terapeuty, które rozbija się, a ja tak naprawdę już zmieniłem swoje podejście też do tych standardowych metodologii kinezjotapingu czy też, ponieważ patrzę bardziej na pacjenta i szukam możliwości wykorzystania plastrowania, jako wspomaganie terapii tkanek miękkich, to jest pierwsza rzecz, a druga rzecz to wtedy, kiedy mam możliwość wykorzystania tapingu, jeśli chodzi o działanie z wyboru czyli urazy, czyli na przykład kobiety w ciąży, które doskonale reagują na aplikację, czy też w trakcie połogu, problemy z nawałami mlecznymi i tutaj taping wymaga pewnej precyzji podobnie jak ostatnie face modeling, czy na twarzy bardzo dużo osób klei i te szkolenia, które są prowadzone bądź też pacjentki same, czy tam klientki próbują pewne rzeczy robić, muszą mieć świadomość tego, że to musi być też z pewną taką pokorą do tkanki, do tego, jaka ta tkanka jest, czy ona jest dobrze nawodniona, czy ona jest zbyt sucha, czy ona jest faktycznie mało elastyczna, żeby też nie spowodować, że później po naklejeniu będzie reakcja alergiczne na skórze, a na twarzy to najbardziej widać stąd dlaczego iść na szkolenie do osoby, która jest doświadczona to tylko, dlatego że nie techniki się nauczysz, bo techniki możesz się nauczyć na YouTube, ale to, że zobaczysz jakie są możliwości dopasowania pewnych technik tapingu do pewnych aspektów w jednostkach chorobowych, czy też w problemie pacjenta, bo nie zawsze już teraz tak, jak patrzę na swoją pracę, ja wykorzystuję taping. Kiedyś na wszystko kleiłem tak naprawdę natomiast teraz już u pewnych pacjentów tego nie robię, bo wiem, że to nie będzie efektywne, wiem, że to nie będzie skuteczne, wiem, że mogę podrażnić skórę. Kiedyś bym się nad tym nie zastanawiał, odtłuściłem tak jak mnie uczyli, nakleiłem, plaster miał się trzymać 3-4 dni, do tygodnia czasami w zależności od tego, jaki był cel techniki natomiast teraz widzę, że pacjent reaguje dobrze na terapię mięśniowo-powięziową, zrobię, nie ma sensu go przestymulowywać. Zrobiłem badanie neurologiczne jeszcze raz, zrobiłem testy nowotworowe, zrobiłem testy funkcjonalne i widzę, że jest poprawia, więc jeśli faktycznie jest to jako wspomaganie profilaktyczne to ok. Mówię: „proszę się teraz nie schylać przez kilka tygodni. Nakleimy plastry, one będą dawać feedback”. Natomiast praktycznie to nie jest już tak, że to jest taki standard systematycznego oklejania każdego pacjenta, więc tutaj się zmieniło dość dużo w moim spojrzeniu na taping. Tym bardziej, że się rozwijałem pod kątem tapingu, ten functional facial taping Rona Alexandra, który w sporcie na przykład jest bardzo dobrą formułą, bo potrafi bardzo silnie korygować powięź, dawać więcej priopriocepcji, więcej informacji, jeśli jest dobrze oczywiście pacjent zdiagnozowany i oceniony pod kątem funkcjonalnym, więc tutaj to plastrowanie ma taki szeroki wachlarz możliwości terapeutycznych tak, że wszyscy mówią, że można go stosować wszędzie, ale praktycznie jest tak, że jeśli chodzi o pacjentów, to staram się dobierać technikę w zależności od tego, z czym pacjent przychodzi, więc to nie jest tak do końca, że szkolenie szczególnie to bazowe, podstawowe dla niektórych osób będzie czymś takim wow nowym tak, jak to kiedyś było pamiętasz, że był plaster, testowaliśmy natomiast teraz już ludzie mają więcej informacji, więcej wiedzy takiej teoretycznej, wizualnej z YouTube, czy z innych materiałów, które dają im możliwość: „Aha, ja już kleiłem tak, tak, tak i tak. W tym momencie mam jakieś doświadczenie”, bo tak jest. Już tak przychodzą osoby na szkolenia. Jest już troszeczkę mniej tych szkoleń, dlatego że wybierają szkolenia dużo tańsze, te ceny windowane są dość mocno przez kolegów i koleżanki. Ja nie mam nic przeciwko temu, ja robię swoje natomiast wydaje mi się, że sporo doświadczenia nabrałem i sporo pokory też do wykorzystania plastra u pacjentów i tutaj takie, można to nazwać, wariacje terapeutyczne z wykorzystaniem plastra, udało mi się skonstruować sporo takich ciekawych technik, które dają możliwość uzyskania tego efektu na dłuższy czas u pacjenta z takim doborem indywidualnym techniki.

Czyli jeżeli ktoś dobrze rokuje na terapię, czyli terapia mięśniowo-powięziowa idzie do przodu, to nie kleisz kompletnie? To jest tak, że to wtedy wyłączasz i kto jeszcze nie jest u ciebie klejony. Kogo sobie wyeliminowałeś od klejenia? Co jest dla ciebie takim przeciwskazaniem do klejenia?

Kiedyś, jak pamiętasz, prowadziłem to szkolenie i pokazywałem wam techniki, to tak jak nas uczono na kinezjotaping’u, to praktycznie nie było przeciwskazań do plastrowania. Oczywiście tam ran, innych rzeczy. Natomiast teraz widzę, że coraz więcej jest takich reakcji, głównie skórnych u pacjentów mianowicie to są te wszelkiego rodzaju egzemy, czy raki, spadek odporności, duża nadwrażliwość też na plastry, dlatego też te ścinki plastrów sobie naklejamy tutaj wokół szyi, żeby pacjent mógł sprawdzić, czy nie ma jakiejś tam reakcji alergicznej, czy nie ma problemów właśnie z tą reakcją od razu po naklejeniu, bo tak się może zdarzyć, ale może się zdarzyć też, że po iluś tam tygodniach klejenia się pojawi reakcja alergiczna. Oprócz tego ważnym elementem jest to, że coraz więcej osób jest uczulona na barwniki plastrów. Kobalt, nikiel to jest czarny plaster, niebieskie plastry bardzo często uczulają teraz pacjentów, więc to zauważyłem, że musze naprawdę kombinować z tymi kolorami i najbardziej beżowe, bądź też delikatne plastry są najczęściej odbierane pozytywnie przez pacjentów. W sytuacji, w której bym chciał tę aplikację zastosować u pacjenta, który ma już na przykład egzemy skórne, ma już zmienioną tą skórę, a wiemy, że to jest zaburzenie powięzi powierzchownej, to raczej nie naklejam tym pacjentom plastrów, unikam po prostu aplikacji, ponieważ wiem, że manualnie mogę więcej zrobić przez delikatną terapię drenaż, czy pracując na autonomicznym układzie nerwowym, niż dając daną aplikację. Z resztą widzę też u pacjenta, że jeśli ma dużo stresu, czy też napina się bardzo mocno w obręczy barkowej, głównym kwadrancie, to często profilaktycznie stosuje bez żadnych zasad tak naprawdę kierunkowości, tak, jak się kiedyś uczyliśmy, żeby odciążyć mięsień czworoboczny czyli zstępująco bądź płatowaty głowy szyi lub też lędźwiowy dolny odcinek i to jest tylko działanie profilaktyczne. Inaczej jest przy bliznach, bo na blizny to za każdym razem kleję. Uważam, że to jest jedna z lepszych form terapii blizny jako wspomaganie. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że haczykowanie jest lepsze, ktoś mówi, że manualna terapia będzie rozrywać zrosty, jak najbardziej, ale dla pacjenta, który ma dużą nadwrażliwość sensoryczną aplikacja daje name możliwość momentalnego zredukowania tej nadwrażliwości. To jest uważam fenomenalne pod kątem reakcji ze strony systemu nerwowego powierzchownego, więc tutaj widzimy też pewne oddziaływanie bezpośrednio z wyboru, podobnie tak jak kiedyś rozmawialiśmy, uważam, że wszędzie w Polsce powinna być wprowadzona procedura oklejana nerwu twarzowego, dlatego że nie ma alternatywnej formy terapii i to jest najlepsza forma dla pacjentów, jeśli chodzi o wspomaganie i tą profilaktykę, żeby nie dopuścić do tego, żeby się rozciągnęła tkanka. Po drugie, żeby też zachować ten aspekt artykulacji, czy też na przykład prawidłowego sposobu jedzenia, żeby pacjent nie przygryzał sobie policzka, ale dla kobiet to jest kwestia kosmetyczna i tutaj ta psychika jest kluczowa dla pań, bo one w pierwszej kolejności na to patrzą, a nie na to, czy ona będzie lepiej jeść, czy będzie lepiej mówić natomiast głównie te wizualne aspekty. Stąd też ten kierunek działania, kiedy mogę aplikować, czy aplikuję po terapii mięśniowo-powięziowej jest uzależniony od tego głównie, jaka jest reakcja skórna, bo jak pracuję na strefach odruchowych głównie H. Jarricot, to automatycznie widzę, czy jest ten efekt ergotropowy czy trofotropowy skóry, czy on się utrzymuje dłużej, czy krócej, jak pacjent reaguje i automatycznie wtedy dobieram czy się decydujesz. Teraz te pogody w ogóle wykluczają pacjentów z plastrowania, dlatego że w większości przypadków mamy problemy z reakcjami alergicznymi. Ludzie się bardzo pocą.

A taka aplikacja, którą najczęściej stosujesz to dla ciebie ten nerw twarzowy, czy jednak to, co trochę teraz wszedłeś, co zobaczyłem i trochę zaskoczyłem się czyli bardziej w stronę kobiet, liftingu i tego, co powiedziałeś przed chwilą, tego dobrego samopoczucia i wyglądu.

To znaczy jeśli chodzi o wygląd to teraz zwracamy uwagę na to, że jest takie zapotrzebowanie wśród kobiet, bo bardzo dużo kobiet korzysta z zabiegów kosmetologicznych. Jeśli możemy w jakikolwiek sposób pomóc, korygując system powięziowy, a jest to mechaniczna korekcja, która się utrzymuje jakiś czas, więc nawet ze strony czysto biomechanicznej, daje nam to możliwość zmiany napięcia w systemie mięśniowo- powięziowym i jest to jeden z elementów wspomagających. Natomiast ze strony terapeutycznej to widzę te zależności, jeśli chodzi o nerw twarzowy, to jest to sztandarowa technika, którą stosuję i uważam, że jest naprawdę skuteczna. Trochę zmodyfikowałem sposób klejenia, ale to wynikało z pewnych doświadczeń. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży, to są świetne techniki podpierające brzuch przy rozejściu spojenia łonowego, które dają redukcję bólu prawie, że natychmiastową. Wiadomo, że nie u każdej pacjentki, jak są jakieś tam problemy dyskowe, czy zmiany wcześniejsze, ale są to techniki naprawdę dobre i pomagające podobnie przy nawałach mlecznych daje to dobry efekt, ale ostatnie lata, jak miałem możliwość wiele pacjentek takich znajomych bardziej, bo od tego zaczynaliśmy po karmieniu piersią, żeby skorygować ustawienie biustu tak mniej więcej do miseczki C, to automatycznie ta pierś się podnosiła o 2 centymetry do góry. Nie miałem możliwości, żeby to weryfikować, bo miałem tylko możliwość zrobienia zdjęcia na przykład systemem DIERS’a, gdzie można było zrobić skan komputerowy i wtedy sprawdzić, jaka jest sylwetka, bo też się zmieniła przez to sylwetka natomiast wszelkiego rodzaju oddziaływanie wspomagające przy rozejściu kresy białej, uważam, że to jest super, jakiekolwiek przepukliny jako wspomaganie okresowe, dlatego że jeśli jest decyzja konieczna ze strony chirurga, żeby to zoperować, bo wiadomo przepuklina jest w jakimś stopniu rozciągnięciem dość twardym, jeśli się nie znormalizuje napięcia na brzuchu, pacjent nic z tym nie robi, nie chodzi do terapeuty, to ten taping daje duże możliwości wspomagania głównie tych pacjentek, które mają rozejście kresy białej po ciąży i uzyskujemy taki efekt, że pacjentka może zdecydowanie bardziej odważnie korzystać z różnych form aktywności fizycznej. Ja jestem propagatorem nordic walkingu, więc tutaj zachęcam do tego, żeby to wprowadzać, ponieważ to w sposób fizjologiczny aktywizuje całą strukturę mięśni brzucha, więc to są te elementy oprócz tych technik standardowych, o których rozmawialiśmy pod kątem urazy, odciążenia różnych stref w okolicy barku, czy kręgosłupa, to tych technik jest mnóstwo natomiast są pewne techniki, które są działaniem z wyboru i one się naprawdę sprawdzają u pacjentów bardzo dobrze. Face modelingi, czy też body modeling to wchodzimy dopiero teraz z zastrzeżeniem tego, że jest to poparte taką analizą mięśniowo-powięziową, że to nie jest tak, że pani przychodzi: „Ja chcę sobie zmienić kształt twarzy albo brzucha, albo piersi…”

Skalpel bez skalpela.

Tak, „Czy w ciągu tygodnia pan mi to załatwi”? W dużej mierze ma to duże znaczenie nie tylko w zakresie samej korekcji, ale też odżywiania, suplementacji, na co ja zwracam uwagę u siebie w gabinecie, pracując z pacjentami.

Z czym trzeba łączyć taping, żeby on był jeszcze bardziej skuteczny, żeby on zadziałał tak, żeby pacjent….Bo to jest takie trochę działanie, że pacjent nie wie, że działa, ma to 24 godziny to sobie idzie do domu i nic nie musi robić, to co trzeba jeszcze do tego dodać, żeby to było jeszcze bardziej skuteczne?

To jest ciekawe, że pacjenci po części się uzależniają trochę od tapingu, bo jak mają tę stymulację feedbackową, utrzymują sylwetkę, nie ma jakiegoś tam w głowie przetworzenia tej informacji, że powinien utrzymać tę sylwetkę, czy skorygować sobie na przykład siad za pomocą klina, czy nawet rozciągać się bardziej, żeby poczuć to ciało bardziej elastyczne, że przechodzić na etapie systematycznie, czy to będzie integracja strukturalna, czy to będzie terapia mięśniowo-powięziowa, żeby zmienić to czucie w ciele, pracując na powięzi głębokiej, to w tym momencie sam taping on będzie dawał pewną taką informację częściową. On nie będzie dawał długotrwałej informacji, ale są pacjenci, którzy naprawdę dobrze reagują na plastrowanie i mówią: „Po plastrowaniu zaczęłam czuć inaczej ciało” czyli bardziej mnie to skorygowało i teraz wiem, że w tej pozycji mój organizm czuje, że jest lepiej niż w pozycji zgarbionej, ale to jest pewna grupa osób. Natomiast są takie osoby, które ani młotkiem, ani ręką, ani tapingiem, są osoby, które mają wysokie progi bólowe i nawet pracując nie dłonią, nie palcami, ale łokciem, przedramieniem, nadgarstkiem nie jesteśmy w stanie po prostu uzyskać tego efektu, który byśmy chcieli, ponieważ ta tkanka, mimo że się poddaje, ale ten pacjent nie daje nam feedbacku, więc ja czuję to, że się rozluźnia, widzę, że jest ten efekt, a on mówi: „Wie pan mógłby pan trochę mocniej cisnąć, bo po prostu ja nic nie czułem, ta terapia to chyba nie jest skuteczna”. Oczywiście to jest rzadkie, ale jest i tutaj też trzeba w sposób odpowiedni dobrać to, co ty powiedziałeś, że są formy terapii FDM i może dla tych pacjentów się będzie ten FDM najbardziej nadawał natomiast w większości przypadków sam taping pomaga osobom, które dobrze nie czują ciała, więc ja im daje takie wspomaganie plastrowaniem, ale daję też zalecenia, co mają robić, na co mają zwracać uwagę. Jeśli jest problem z przeponą, mają robić aktywna przeponę, wtedy się aktywnie prostują. Jeśli jest problem z samym bólem kręgosłupa szyjnego, a teraz to jest coraz więcej tych problemów ze względu na ten tablet, syndrom, pochylanie głowy do przodu, więc też korygujemy. Proszę nakładkę na palec w telefonie trzymać przed oczami, więc praktycznie takie proste rzeczy czasami jak się pacjentom mówi, oni mówią: „takie proste, ale faktycznie trochę przestało mnie boleć”, wiec jak sobie uświadamiasz, że przestaje go boleć, czy na przykład coś drobnego robi i to mu koryguje na przykład na dobrej poduszce się położy i się wyśpi w końcu w nocy, to mówi: „No tak, to ja jednak faktycznie jestem chętny na tę terapię, ponieważ to mi pomaga”. Tutaj ta profilaktyka, uświadamianie pacjenta, co jest bardzo trudne w tych czasach, bo ludzie nie mają czasu, śpieszą się jest fajnym wspomaganiem tych metod terapeutycznych jak mięśniowo-powięziowe rozluźnianie, czy plastrowanie dynamiczne u pacjenta w zakresie profilaktyki

Przeszedłeś z dalekiej neurologii, z psychiatrii, neurologii do plastrowania kobiet i trochę bardziej tej estetyki. To było znudzenie tematem, to było wypalenie i trzeba było coś zmienić? Skąd ta decyzja, że trochę zmieniam profil i nie zajmuję się już tą neurologią, której ja się uczyłem od ciebie na studiach.

Sama praca neurologiczna z pacjentem po udarze dała mi takie szerokie spojrzenie i dużą pokorę do życia ludzkiego, dlatego że myślę, że mało terapeutów, ja to wam pewnie na zajęciach opowiadałem, miało takie doświadczenia, że w trakcie terapii pacjenci umierali, więc były sytuacje takie, że ktoś dostał zatoru. Oczywiście nie od razu, ale po jakimś czasie, drugiego powtórnego udaru mózgu albo rurka mi wypadła i się zakleszczyła i nie mógł oddychać, trzeba było go reanimować. To są dość silne traumy tak naprawdę. Jak młody terapeuta chce z zaangażowaniem zrobić taką terapię, tutaj się nauczył jednego szkolenia, drugiego szkolenia natomiast praktycznie jest tak, że nabierało się takiej pokory do tego: „Aha spokojnie. Nie rób za dużo, bo możesz przesadzić z ilością” więc tak samo jest z technikami powięziowymi. Nie rób za dużo, bo się może okazać, że w tym momencie ten pacjent zareaguje na przykład zbyt intensywnie reakcjami. Jedni na przykład mówią: „A dzień nie pobolało”, a drugi na przykład mówi: „Cały tydzień wymiotowałem, ale później było super” więc praktycznie te reakcje są bardzo indywidualne u tych pacjentów. Sama neurologia dała mi możliwość spojrzenia na pacjenta całościowo czyli zawsze badam pacjenta neurologicznie, zawsze ortopedycznie i zawsze funkcjonalnie. Nie ma czegoś takiego, że pacjent przychodzi z bólem, bądź też pacjent neurologiczny przychodzi, mając swoje doświadczenie, ja mu mówię: „Trzeba przystosować mieszkanie”, „Trzeba przystosować obejście wokół siebie, odpowiednio ustawić łóżko”, a rodzina patrzy i mówi: „Tak? Takie rzeczy trzeba robić”? Gdybym nie miał tego doświadczenia, to nie mógłbym się dzielić z tym pacjentem profilaktyką, bo przy pacjentach neurologicznych jak wiesz trzeba systematyczności, codzienności, żeby ten efekt uzyskać, więc większość tych osób już korzysta z fizjoterapii w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, ponieważ on umożliwia te turnusy, 3-tygodniowe, 6-tygodniowe, 9-tygodniowe w mniejszym bądź też większym zakresie. Każdy tam szuka swojego dostępu, ale praktycznie jest tak, że jeśli trafiają, bo część pacjentów mam neurologicznych natomiast w większości przypadków pracuję głównie teraz strukturalnie nad terapią mięśniowo-powięziową, bo widzę, że też pacjent neurologiczny, czy pacjent z miopatią, czy pacjent, który ma zaburzenia polineuropatyczne automatycznie po rozluźnianiu mięśniowo-powięziowym poprawia mu się drenaż, nie ma obrzęków, poprawia się funkcja, zaopatrzymy go jeszcze odpowiednimi wkładkami dynamicznymi Teofal albo innymi. Zaczyna normalnie funkcjonować, chodzić, zmienia mu się jakość życia. Dlatego ja się skupiłem teraz bardziej na profilaktyce i poprawie jakości życia u pacjentów, dlatego że widzę, że robienie ćwiczeń, zadawanie ćwiczeń z pacjentem to jest super sprawa tylko moje zasadnicze pytanie: „Ile się udało panu tego zrobić”? „Wie pan, nie miałem czasu, ciśnienie i tak dalej”.

Jedno powtórzenie w domu.

Dokładnie. Trzy ćwiczenia to jest za dużo, bo są takie błędy i mówi: „Tak ćwiczyłem. Niech pan pokaże”, a to nie tak.

Załamujesz ręce wtedy.

Cierpliwości pewnej, podejścia. Praktycznie jest tak, że ta neurologia dała mi możliwość takiego otwarcia na szersze spojrzenie na całego człowieka, że nie jesteśmy tylko jednym układem pod kątem tkanki łącznej, ale jesteśmy całym systemem układu krwionośnego, nerwowego, ale przede wszystkim też emocji, odczuwania i tego, że mamy pewne czynniki kontekstu, w którym funkcjonujemy czyli to jest tak naprawdę nasze otoczenie, czynniki społeczne, czy mamy środki na to, żeby pojechać na fizjoterapię, czy możemy dojechać nawet. Czy mieszkamy na III piętrze tak, jak teraz mam pacjentkę, do której muszę dojechać, bo jej ciężko jest zejść po schodach, bo nie ma windy, bo kiedyś urbanistyka była całkiem inna, więc to są takie problemy pacjentów, które powodują, że to ich wyłącza całkowicie z życia społecznego, z dostępu do pewnych rzeczy.

Powiedziałeś o badaniu funkcjonalnym. Ja pamiętam jak nas tępiłeś razem ze swoją pracownicą na temat chodu. Dalej to jest tylko chód, czy to jest przysiad? Co dla ciebie jest badaniem funkcjonalnym pacjenta?

Ja głównie zwracam uwagę na te podstawowe rzeczy, jeśli chodzi o funkcje czyli te czynności codzienne: wstawanie, siadanie, obracanie. Chód wiadomo, że bazą do tego, żeby te wszystkie determinanty chodu analizować i faktycznie te fazy opisujemy w dokumentacji, bo teraz ona jest obowiązkowa i praktycznie ta analiza chodu jest o tyle ważna, wiadomo my systemów nie mamy w gabinecie elektronicznych, natomiast doświadczenie pokazuje ile pacjent może obciążać, szczególnie pacjent, który ma dysfunkcję pooperacyjną czyli mówimy na przykład operacji kolana, biodra, pacjent neurologiczny. To jest tak naprawdę ten sam mechanizm. Uciekamy od tej nogi, odciążamy ją, robimy różne dziwne kompensacje, które powodują, że ten chód się zaburza. Już nie mówię o tym, że dodatkowo jak się pojawia problem ze stopami, bo był ten problem albo się pojawił na nowo problem, dobór wkładek, jest bardzo dużym problemem teraz, już nie mówię o obuwiu, bo teraz obuwie jest kosmiczne i też dopasowanie tego obuwia do korekcji stopy tak jak sprawdzamy odciski na podografach, to widzimy, że ci pacjenci mają bardzo duże problemy, żeby dobrać odpowiednie obuwie i żeby dobrze funkcjonować, bo już nie kwestia terenu, po którym się chodzi, ale tego jak się stopa chwieje, zakładając niektóre obuwia, które mają podeszwę węższą niż zapiętek, więc praktycznie widzimy jak pacjent reaguje, szczególnie pacjent, który ma zaburzone czucie i to jest duży problem, więc ta ocena funkcjonalna polega na tym, że będziemy sprawdzać wszystkie elementy, które są związane z takimi czynnościami codziennymi. Wiadomo, że dla górnego kwadrantu będę testował wszystkie elementy dotyczące czynności podnoszenia rąk, chwytania, przekładania, ubierania, czynności takich fizjologicznych. Bazowe, podstawowe rzeczy, wiadomo, że to wychodzi z wywiadu. Coraz mniej tak naprawdę zauważamy, że jak pacjenci wracają od lekarzy, to nie ma tego czasu na wywiad, to jest jakaś abstrakcja, on mówi: „Ale nikt o to nie pytał, nikt mnie tak nie badał”, więc tutaj uzyskuje od nas bardzo dużo takiej wiedzy praktyczniej, że można pewne rzeczy ocenić i można do tego też dopasować pewien kierunek działania, czy to zaplanowanie tak zwanej fizjoterapii później funkcjonalnej.

Nie boisz się za chwilę, że przez to, że zakładamy, to są nowe obowiązki przez KIF, P1, Karta Pacjenta, za chwilę to samo będzie z nami, że nie będzie czasu na taki wywiad, jak do tej pory robiliśmy? Że ten czas nam ucieknie na papierologię? Bo ja wiem, że ty lubisz, masz numer 213 fizjoterapeuty w Polsce z tego co widziałem.

112.

Nie boisz się tego, że to nas trochę pozabija, że nam się trochę zmniejszy czas na pacjenta a znowu albo pacjent za to zapłaci dużo większą stawkę i będzie problem, żeby fizjoterapia była dostępna dla każdego, albo dla większej ilości osób?

Zastanawiałem się nad tym, jak do tego podejść tematu. Ja jestem bardzo taki usystematyzowany jeśli chodzi o taką perfekcję utrzymania pewnego schematu. Może to nie zawsze wychodzi w praktyce, bo jak się ma pacjentów w gabinecie, to wiesz jak to jest. Ktoś się przedłuży, ktoś chce jeszcze porozmawiać na jakiś temat. Nie mam sumienia czegoś takiego zrobić: „Nie, dziękuję kończymy. Na następnej wizycie panu dopowiem jeszcze dwa zdania dodatkowe:. Nie potrafię tak, więc próbuje sobie tak usystematyzować szablony, żeby już mieć te gotowce. Niektóre oprogramowania online dają nam możliwość robienia swoich szablonów tak jakich MetLife czyli automatycznie jak wrzucam, to mam na przykład swój szablon, który sobie opracowałem, na którym szybciej pracuję. Dokumentacja jest tylko tak, nie, tak, nie, tak nie, ok. Trzeba coś dodać, z resztą doskonałą funkcją jest teraz dla mnie nagrywanie. Word ma w tym Office 365 opcję dyktafonu, więc ja sobie nagrywam to, co pacjent mówi, copy, wklej i mam sprawę załatwioną. Wiele osób o tym nie wie i się zastanawia :” Tak można”? Można, mi to po prostu ułatwia funkcjonowanie, bo pacjent mówi i od razu jestem przygotowany do tego, że mi wystarczy uzupełnienie tego dokumentu. Teraz jest jeszcze inny problem, dlatego że wprowadzili platformę P1. Mamy dwa dni na sprawozdawczość, więc ta dokumentacja nie może być ot tak sobie napisana, bo fajnie mu się poprawiło tylko trzeba te kody pouzupełniać i tutaj jest kwestia nabrania przeze mnie wprawy, bo to jest od niedawna, przecież to jest od 1 lipca, do tego żeby…

Dzisiaj jest 4.

No właśnie, dlatego potrzeba trochę czasu, żeby poświęcić na to, żeby to dokładnie zrobić. Ma to duże znaczenie, jeśli chodzi o przypominanie sobie pacjentów, bo przy dużej ilości pacjentów naprawdę ja po tym przejściu Covid mam czasami problemy z koncentracją, z pamiętaniem, gdzie kiedyś pamiętałem wszystko, co się pacjentowi działo, kiedy przyszedł, w jakim zakresie natomiast teraz muszę wracać do pewnych rzeczy. Jak przychodzi kolejny, piąty, dziesiąty raz, to sobie wracam, czy coś się poprawiło, czy się nie poprawiło, więc uważam, że dokumentowanie jest bardzo ważne natomiast coraz więcej pacjenci proszą o wypisy z wizyt, czy do spraw sądowych, czy też do odszkodowania jeśli chodzi o ubezpieczalnie, więc to musi nas chronić. Ja mam zarejestrowany podmiot leczniczy, tu jeszcze więcej tych obostrzeń jest natomiast mimo wszystko czy to dotyczy podmiotu, czy to dotyczy indywidualnych praktyk, widzimy, że coraz więcej będzie tego typu potrzebnych informacji, że pacjent ma prawo korzystać z tej dokumentacji, którą sporządziliśmy podczas wizyty. Nie przeskoczymy tego. To jest coś za coś natomiast to kwestia organizacyjna, bo sobie musimy tak planować albo jak ktoś chce to może podnosić cenę wizyty, czego ja średnio jestem zwolennikiem. Mam świadomość tego, że większość osób idzie teraz bardziej w kierunku mniejszej ilości, a wyższej ceny, ponieważ nabywa coraz większe kompetencje, to już zostawiam każdemu do uznania swojego. Nie chcę na ten temat dyskutować, bo każdy ma tam swoje priorytety, ale praktycznie jest tak, że ja staram się mieć te 45 minut na pacjenta, żeby uzyskać jak najwięcej możliwości terapeutycznych. Wiadomo, że narzędzia nam dają nowe techniki mięśniowo-powięziowe czy nowa diagnostyka, szybszą formę uzyskania tego efektu terapeutycznego, bo to jest to narzędzie, które przyspiesz jakość pracy i poprawę u pacjenta, bo ten efekt widzimy od razu przy testach powtórnych, jak kończymy terapię. Natomiast musimy się do tego dostosować, nie przeskoczymy tego, tak jak lekarze kiedyś narzekali na tę dokumentację, tak samo środowisko fizjoterapeutyczne wcześniej, czy później będzie musiało się do tego dostosować.

Czemu nie wykładasz na uczelni? Nie chciałeś się tam bić w cudzysłowie z nie praktykami? Wkurzali cię studenci, że się nie uczyli? Mówiłeś coraz więcej, a oni tego nie rozumieli czy po prostu już to był okres życia, bo był doktorat, bo pani profesor Elżbieta nie pracuje też, więc już tam cię nie ma, czy jeszcze inny jakiś powód?

Myślę, że pierwszym takim powodem było to, że miałem takie poczucie odpowiedzialności za pacjenta neurologicznego i dlatego, tak jak pamiętasz cisnąłem z tego NDT-Bobath, z PNF-u z tych takich założeń bezpieczeństwa pracy z pacjentem neurologicznym ponieważ jak widziałem z czym się borykają ci ludzie, to…

Pamiętam, jak się wyślizgiwałeś wszystkim, jak trzeba było cię podnieść z krzesełka.

Podczas transferu udawałem pacjenta, ale tutaj głownie chodziło też o to, że mi zależało na tym, żeby fizjoterapeuci, którzy będą po moich zajęciach, nie tylko po moich, ale po moich też, żeby zrozumieli, że to jest odpowiedzialność za drugiego człowieka. To nie jest praca przy biurku, gdzie piszemy dokument i możemy go zaraz poprawić sobie. Jak popełniły jakiś błąd, szczegół ie gdy mamy pacjenta obciążonego z osteoporozą, niech on upadnie, czy się nam wyślizgnie, to tym bardziej ma ten pacjent większy kłopot, bo się na przykład połamał, więc mi głównie na tym zależało, ale to co zauważyłem, to już kolejne lata, to troszeczkę była taka, to jest moje odczucie, mogą się moi studenci nie zgadzać ze mną, ale niektóre osoby do tego podchodziły bardzo ignorancko, tak jak sam zakres tematyki, bo o ile można sobie powiedzmy pomasować plecy w jednym kierunku albo drugim, to za bardzo nie zaszkodzimy, natomiast już reedukacja wymaga precyzji i to jest uważam u pacjenta neurologicznego stracony czas, jeśli tego nie robimy dobrze, czyli żeby to chociaż to dobrze było, ja nie mówię, że bardzo dobrze, ale dobrze, żeby po prostu nie tracić czasu na złą reedukację. Mi na tym zależało i myślę, że też ta kwestia dotycząca i grup, i organizacji, to wiadomo uczelnia się swoimi prawami rządzi, są pewne uwarunkowania formalno-prawne, więc jakoś bardziej skupiłem się chyba na tym, że chcę pracować z pacjentem i więcej czasu wolę poświęcić w tym kierunku. Pierwszym takim czynnikiem było to, że się stresowałem bardzo mocno, że nie uzyskam tego efektu u studentów, że oni przejmą tę wiedzę, czy tę ideę tej bezpiecznej pracy z pacjentem potem w swojej praktyce i to było głównie to. Nie będę się podpisywał pod czymś, co w tym momencie kolejny raz, dziesiąty raz podchodzi do egzaminu i mówię: „To samo będzie. Weź to powtórz, weź to zalicz, to samo. Powtórz mi tylko to, żebyś się tego nauczył i bezpiecznie robił”. „Ale ja nie będę tak z pacjentem pracował”. Ja mówię: „Dobrze, ale chociaż powtórz to”. To było najcięższe, a wiadomo, że później się zmieniły przepisy uczelniane, że trzeba było zaliczać wszystkim.

Aż tak było? Nie chcemy tego wiedzieć.

Nie do końca tak było, ale generalnie był stres, bo to już kolejny raz było podejście, kolejny raz, kolejny raz.

Też czas twój taki trochę zmarnowany.

Też czas, ale głownie idea moja była taka, że mi było potem szkoda pacjentów w przyszłości jakby ktoś trafił na terapeutę, który go szarpnie i przerzuci jak worek z ziemniakami.

Kto był twoim na twoich studiach? Od kogo ty przejąłeś chęć pomagania. Czy to był jeszcze ten technik wtedy, tam już ta praktyka? Czy tutaj AWF Warszawa i co z tego pamiętasz do tej pory albo co wykorzystujesz do tej pory, czego nauczyłeś się na studiach, mając mnóstwo szkoleń i mnóstwo swojej praktyki?

Jeśli chodzi o taki pierwszy element, który mnie tak inspirował to były praktyki w Technikum Fizjoterapii, w tym studium fizjoterapii, dlatego że tak naprawdę to była taka szkółka rzemieślnicza. Pracowało się, powtarzało się 1000 razy. Taki nasz pan magister Borkowski kazał nam przepisywać anatomię 10 razy, 20, 30, potrafiliśmy zaliczać ileś razy to samo czyli po prostu nabieraliśmy w tym momencie przez to powtarzanie pewnego takiego komfortu i pewności pracy z pacjentem, że się nie baliśmy podejść, dotknąć tego pacjenta i zrobić z nim pewne zabiegi fizjoterapeutyczne, więc to było pierwsze. Potem myślę, że takim bodźcem do działania to był ten kurs w 200 roku jeśli chodzi o NDT-Bobath. To było coś takiego, jak byłem u Benedykta Bemera, potem był La Pitz, to było coś, co mi odwróciło cała fizjoterapię do góry nogami, więc tam zrozumiałem, że to jest ten kierunek, ten sposób patrzenia jest istotny i tak trzeba do tych tematów podejść. To było głównie natomiast na AWF-ie w Warszawie przede wszystkim spojrzenie neurologiczne u profesora Krawczyka na Instytucie Psychiatrii i Neurologii dało mi bardzo dużo tego rozszerzenia, jeśli chodzi o..

Mówisz o przewodniczącym KIF-u teraz?

Tak. Oczywiście, że tak. Maciej Krawczyk, więc wtedy doktor Krawczyk.

Bo dla mnie bardziej doktor Krawczyk i ten profesor mi tu nie pasował, dlatego się upewniałem.

Taki pasjonat, jeśli chodzi o tę koncepcję Boba, TPN, więc…

Pamiętam zajęcia z Markiem

Oni mieli najlepszy oddział w Polsce, jeśli chodzi o pracę z pacjentem neurologicznym. To mnie bardzo fascynowało, to było naprawdę super i to doskonale wspominam. To był chyba najlepszy okres pod kątem tego rozwinięcia kierunku w zakresie terapii neurologicznej. Oprócz innych zajęć sportowych, które tam było mnóstwo dla nas i takiego spotykania się, tych obozów wyjazdowych, co te więzi się zawężały, to jeśli chodzi o samą edukację, to ta neurologia była dla mnie takim bardzo dobrym rozwinięciem i takim jeszcze większym zaangażowaniem w taką pracę z pacjentem pod kątem profilaktyki i pracy funkcjonalnej.

Jak ty dzisiaj się uczysz i zdobywasz nowe doświadczenia, bo ciężko jest ciebie zaskoczyć czymś nowym? Gdzie ty musisz zajrzeć, żeby się zaskoczyć, że tego jeszcze nie było?

Taki tematem, w którym teraz bardziej staram się rozwijać i bardziej edukować to jest autonomiczny układ nerwowy. Zawsze był dla mnie trudnym systemem, ale teraz to połączenie krynologiczne, połączenie odruchów, reakcje skórne, skórno-powięziowe, to co ostatnio doktor Ciechomski więcej o tym mówi na szkoleniach i na webinarach, i tak samo cały system limfatyczny, który jest bardzo ważnym systemem pod kątem całego układu odpornościowego i pracy naszego ciału, to są te dwa systemy, nad którymi muszę się teraz bardziej pochylić, bo pacjenci coraz więcej mają w tych dwóch systemach problemów. Ja nie mówię, że nie mają innych typu na przykład układ naczyniowy, bo coraz więcej tych wszystkich schorzeń jest głownie pocovidowych, widzimy coraz więcej pacjentów nie tylko z bólami mięśniowo-powięziowymi, ale z problemami płucnymi, sercowo-naczyniowymi, więc tutaj zwracam uwagę głównie więcej czasu na tego typu rzeczy i też w wywiadzie staram się więcej pacjenta pytać. Nie tylko o te podstawowe rzeczy, z którymi przyszedł do mnie, ale też o suplementację, o dietę, o stres, o to, jaką ma prace, jaką wykonuje. Nie tylko na zasadzie, że jestem pracownikiem fizycznym tylko dokładnie powiedz mi co robisz, żeby się skupić na tym, jakie elementy będą stymulować dane dolegliwości bólowe u pacjenta, więc to jest dla mnie kluczowe teraz.

Co dalej? Endokrynologia, czy to nie jest trochę wychodzenie poza fizjoterapię, leczenie ruchem manualnie, a tu nagle wchodzimy w takie rzeczy typu nie poza. To nie jest tak, że wchodzimy trochę w lekarza, trochę nie w swoje kompetencje, czy jednaj dalej uważasz, że to jest obręb fizjoterapii, bliżej do osteopatii, już tego upgrade’u działań na naszym ciele, tych stref odruchowych i wszystkich rzeczy dookoła?

Według mojej oceny takie całościowe spojrzenie na pacjenta w fizjoterapii powinno obejmować nie tylko tę pracę, czy to będzie zlecona praca, czy samodzielnie podejmiemy decyzję, że pracujemy na systemie mięśniowo-powięziowym czy robimy masaż, czy robimy PNF, czy jakąkolwiek inną formę terapeutyczną, dlatego że jak ktoś śledzi troszeczkę doniesienia, też znalazłem taki artykuł profesora Dmoerholda, gdzie wskazywał przy swoich badaniach, że niski poziom witaminy D3 w organizmie, powoduje to, że fizjoterapia jest mało skuteczna. A jak ktoś będzie miał B12 niskie przez dłuższy czas, to są to konsekwencje neurologiczne. Nie mówię o układzie krwiotwórczym, bo to jest już nie nasz temat, ale konsekwencjach mówimy teraz już pod kątem reedukacji pacjenta, więc jeśli nie będziemy na takie rzeczy zwracać uwagi, ja nie mówię, że mamy to leczyć, tylko mówimy o tym, że musimy też pacjentowi uświadomić to, że: „Proszę pana, proszę pani trzeba pójść do lekarza, żeby coś z tym zrobi, czy to będzie hematolog, czy to będzie internista, czy doktor Klin:, czy on tym się zajmie czy nie to już nie mamy na to wpływu natomiast musimy budować świadomość tak, jak inni budują świadomość społeczną w ludziach, jeśli chodzi o dietę, zdrowy styl życia, funkcjonowanie na co dzień, żeby się rozciągać, korzystać z różnych akcesoriów, to jeśli pacjent o tym nie wiem, to wiesz o tym, że jak pójdzie do lekarza przy takich wąskich specjalizacjach, każdy będzie mówił o swojej działce, czasami nawet i nie powie, nie zapyta, nie zbada. Badanie neurologiczne pacjenta przez ubranie dla mnie się mija z celem. Nie jestem w stanie. Boli mnie na przykład szyja, to badam tylko ręce. Nie wiem co dalej się dzieje, nie widzę pacjenta całościowo, więc uważam, że tutaj fizjoterapia, jeśli fizjoterapeuta bada pacjenta tak jak standardowo to powinno być, czyli pacjent się rozbiera do bielizny, żeby go ocenić całościowo, funkcjonalnie, wniesie więcej u pacjenta w świadomość swojego stanu zdrowia niż pójście do 10 specjalistów po kolei, bo tak naprawdę nie wiadomo kto później to wszystko połączy. Wiadomo ,że może to osteopata połączyć. Ilu jest osteopatów w Polsce tak naprawdę na ilość Polaków i jaka jest świadomość Polaków odnośnie samej działki osteopatii?

fizjoterapii ludzie mało wiedzą.

Wcześniej byliśmy fizykoterapeutami, czy masażystami, „Pan mnie pomasuje” „Ok”. Ja nie mam nic przeciwko temu natomiast chodzi o to, że nasze kompetencje idą do góry, ale jeśli się też angażujemy w to, że chcemy komuś pomoc, a nie na zasadzie tylko takiej, że wykonam na przykład manipulację kręgosłupa 3 razy dziennie i to rozwiąże pana problem egzystencjalny. Nie, bo tu profilaktyka to jest tak naprawdę podstawa u tego pacjenta, żeby…

Od czego ludzie się najbardziej psują? Mówię tu p fizjoprofilaktyce, bo też masz to w nazwie swojego studia, to znaczy swojego studia rehabilitacji w Lublinie, że masz tam fizjoprofilaktykę. To rzadkie, więc czym się ludzie najbardziej psują według twojego wywiadu i twojej wiadomości, twoich pacjentów?

Teraz największy problem to jest ta praca zdalna, narobiła najwięcej kłopotów pacjentom. Jeśli chodzi o przeciążenia szyjne, jeśli chodzi o przeponę, kręgosłup lędźwiowy. Dzieci zaczynają mieć problemy ze wzrokiem większe, dlatego, że są wymuszone pozycje z wysunięciem głowy. Kolejna rzecz to jest czytanie po ciemku albo oglądanie jakichś filmów na komórkach i to jest też duży problem, dlatego że już nie mówię o samym wzroku, ale mówimy teraz o takich napięciach, które wynikają. Wydawało by się, że coraz więcej mamy wiedzy na temat dostosowania sprzętu komputerowego. Zobacz, że ten okres pracy zdalnej spowodował, że większość osób używa laptopa. To jest najgorszy sprzęt, jaki może być, dlatego że po pierwsze trzeba dostosować odpowiednio sylwetkę, po drugie ekran jest mały, po trzecie trzeba głowę wychylić do przodu, po czwarte ręce muszą pracować na tablecie, tutaj jeśli chodzi o touch pad i klawiaturę. Kompletnie brak ergonomii i w tym momencie uświadomienie pacjentowi o takich rzeczach podstawowych, kiedy on przyjdzie na terapię do mnie raz na tydzień, raz na miesiąc. Ja mówię: „popracujemy. Jeśli Pana stać na to i chce przychodzić pan co tydzień zapraszam wtedy będziemy normalizować napięcie, ale nie zgadzam się na to, że pan się nie suplementuje, nie odżywia się dobrze, nie nawadnia i nie zmienia swojego stanowiska”. Jeśli podchodzimy do tego uczciwie to bardzo proszę, żeby to robić, jeśli nie to na samą terapię rozluźniającą proszę pójść do kogoś innego.

Odmówiłeś komuś jak powiedziałeś teraz, że…

Tak, dlatego że ja uważam, że w tym momencie to jest sytuacja taka, że mi zależy na tym. Oczywiście, to nie jest do końca tak, że mówię: „Nie będę się z panem spotykał” tylko chodzi mi o to, żeby miał człowiek świadomość, bo jeśli faktycznie mówi: „Proszę pana, nie mam czasu, nie będę się w ogóle tym zajmował. Nie mam czasu ćwiczyć, bo pracuję po 12 godzin, ja potrzebuję terapii” ok. Dwa razy w tygodniu. „Stać pana na to”? „Tak”. „Nie ma sprawy”. Jest to uczciwe podejście natomiast jeśli ktoś mówi: „Będę ćwiczył oczywiście”, a nie ćwiczy to ja mówię: „Chyba tak naprawdę to nie ma sensu, żebyśmy tutaj tracili czas” No tak ma pan rację, ja pójdę gdzieś indziej”. Zdarzały mi się takie przypadki, rzadko, ale mi się zdarzały. Natomiast w dużej mierze zwracam teraz uwagę, że więcej czasu poświęcamy na aspekty związane z pracą, z wypoczynkiem, relaksem, spaniem, jeżdżeniem samochodem czyli zagłówki odciążające, podlędźwiowy, tak naprawdę temat tabu to są przy bólach kręgosłupa pozycje seksualne. Młodzi ludzie też współżyją, a nikt z lekarzy nie informuje, co mają robić, jak mają robić, w jakim zakresie. Kto w takiej sytuacji pójdzie na przykład do seksuologa? Nikt, bo to nie jest ich działka natomiast jest to rolą fizjoterapeuty, żeby o tym powiedział, żeby dane osoby, które są szczególnie w młodym wieku i to jest wiek prokreacyjny automatycznie wiedziały o tym, co mogą bo się czasami boją po operacjach kręgosłupa i oni mówią: „Ale ja się boję, że mogę zaszkodzić”. Jak się wszystko wytłumaczy, profilaktykę się opowie w szerokim tego spektrum to automatycznie ludzie mówią: „Super. Tego nie wiedziałem, to jest fajne. To będę stosować” i to jest największa satysfakcja, bo to, że przyjdzie raz na jakiś czas na terapię, ok, my znormalizujemy to napięcie, damy pewien kierunek ciału, zmienimy to czucie natomiast jak on dalej będzie powtarzał te same czynności bez tej świadomości, nie wiem na jak długo to wystarczy. Trudno jest mi powiedzieć. Mi zależy na tym właśnie, żeby ta fizjoprofilaktyka była coraz bardziej popularna w naszym kraju, bo się dużo o tym mówi, a tak naprawdę się niewiele w tym zakresie robi. Ja nie mówię odnośnie nordic walkingu, że coraz więcej ludzi chodzi w różnych sposób, czy chodzi na fitness, czy ćwiczy, czy mają treningi personalne, bo coraz więcej ludzi faktycznie korzysta tylko tutaj jest bardzo ważny aspekt, że jeśli jestem trenerem personalnym, jestem fizjoterapeutą inaczej patrzę na pacjenta, dlatego że widzę, że on ma jakiś problem na przykład dyskowy i wiem, czego powinien unikać, mimo że wiem, że ten trener personalny będzie robił to doskonale zgodnie z założeniami na przykład metodologicznymi obudowywania siły, czy takie dyskutowane core stability, które zostało gdzieś tam podważone w artykule jednym. Natomiast chodzi głównie o to, że sama praca z pacjentem i analiza tego, co on robi daje mu też taką świadomość: „Ok, proszę nie robić tak dużo brzuszków, bo się pan nabawi problemów z kręgosłupem”. „Tak? A ja to robiłem całe życie i teraz mnie bolą plecy”. Czyli ludzie naprawdę nie łączą tego, że to może wpływać na przykład na jakieś dolegliwości bólowe dodatkowe, dlatego też ta profilaktyka jest moim zdaniem kluczowa jeśli chodzi o funkcjonowanie, o pracę z pacjentem. Ja nie mówię, że pacjent ma mieć zadane ileś tam ćwiczeń. To nie ma sensu, on tego nie będzie robił, a jak będzie robił to będzie robił niedokładnie.

Tylko teraz jak my go weźmiemy na stół i robimy wszystkie terapie hands on na nim. Czy my trochę nie wyręczamy i nie robimy roboty za niego, a nie że on ma się właśnie nauczyć autopracy, autoćwiczeń, autorozciągania, żeby sam sobie umiał poradzić? Nie to ma być fizjoprofilaktyką?

W Australii tak chyba jest, ale na świecie jest hands off czyli nie dotyka pacjenta. Nie dotyka go w ogóle i nic mu nie robi tylko ma ćwiczyć, ma robić pewne pod kontrolą profilaktyczne rzeczy. To jest z jednej strony zasadne w aspekcie nawet prawnym, żeby nie było później niedomówień, ale jeśli ma bliznę pooperacyjną nie zrobi sobie tego sam. Z resztą pacjenci w ogóle nawet, kobiety po cesarskim cięciu…

Nie wiedzą, a lekarze nie wysyłają. Mówię to głośno.

To jest jedna rzecz, a druga rzecz jest taka, że one po prostu nie chcą dotykać tej blizny. One się boja, mają odrazę do tej blizny, do kształtu ciała i tak dalej, więc to jest też aspekt psychologiczny. Jeżeli ktoś to robi za nie, nie ma problemu. Ktoś naklei plaster, to mówi: „O teraz mogę się wyprostować, bo mniej mnie boli”. Natomiast sama praca manualna jest o tyle ważna, że my zmieniamy czucie głębokie. Jak zmienimy to czucie głębokie w ciele, to automatycznie widzimy też, że ten pacjent może więcej zrobić samodzielnie. Banalna rzecz. Jak uelastyczniać mięsień trójgłowy łydki? Pacjenci tam się wyginają, na lewo, na prawo, nie potrafią nawet ustawić miednicy, tułowia, nie potrafią skorygować tej miednicy. Jak się ich ustawi, to on mówi: „Ja nie muszę takiego odgięcia robić, a już mnie ciągnie”. Ja mówię: „tak, bo ustabilizował się pan w tułowiu”. On mówi: „Aha to tak można”? Ja mówię: „Można i tak trzeba”. Bo to nie jest sztuką zrobić ileś tam pochyleń do przodu albo rozciągać na przykład czwórkę, jak to niektórzy robią wyginają się do przodu „Nie ma efektu, ja to ćwiczę już tyle i nie ma efektu” czyli to są takie elementy, gdzie jak zbudujemy tę świadomość ciała pod kątem pracy manualnej, to ja uważam, że ta profilaktyka jest bardziej efektywna u tych pacjentów. To jest fenomenalne dla mnie. Nie to, że zrobię ileś tam tych terapii manualnych natomiast to, że ten pacjent zaskoczy: „Ok, wiem jak oddychać. Ok, wiem jak mam w tym momencie zrobić sobie poizometryczną relaksację”, co jest uważam jedną z najtrudniejszych technik dla pacjenta.

Auto.

Mówimy o autoterapii, tak. Jeśli chodzi o czucie, jak on ma to zrobić, bo wszyscy uczyli go, że ma naciskać na siłę i się rozciągać i stretching, bo większość pozycji, gdzie się nie patrzy to polega na tym. Wiadomo, nie wszystkie może natomiast tak jak mówię o pacjentach, którzy przekazują nam te informacje dotyczące, jak się rozciągają, jak uelastyczniają sobie w ogóle swoje ciało.

Czyli każdy ma trafić na terapię manualną hands on i nieliczni na ćwiczenia? Dla kogo jest terapia manualna, a dla kogo jest ta część fizjoterapii, o których mówią, teraz jest taka moda, że wszyscy mamy się ruszać, to co powiedziałeś Australia, USA, że więcej jednak ruchu niż terapii manualnej. Jak rozgraniczasz swoich pacjentów, jak to powinno być? Jak ktoś jest kumaty i umie ćwiczyć to ma ćwiczyć, a jak ktoś nie umie, to ma nie ćwiczyć?

Myślę, że to jest trudne w wymiarze takim ,kiedy zaszeregować daną osobę do tego, żeby przyszła do fizjoterapeuty, bo przeważnie w naszym doświadczeniu jak wiesz, to przychodzi pacjent, kiedy go coś boli albo jak miał uraz.

Albo za późno.

Dokładnie natomiast 5 pacjentów mi się zdarzyło przez te kilkanaście lat i ja mówię: „jaki problem jest”? „Nie ma żadnego”. Ja taki zdziwiony, „Przyszedłem się skontrolować, zobaczyć, żeby zastosować profilaktykę, bo w przyszłości nie chcę tak funkcjonować, jak mój tato”. To jest świadomość. Ja mówię ok, sprawdzam, badam go po kolei, oceniam i mówię, że tu już się pojawiają napięcia, „to proszę to rozluźnić. Ja będę stosował to, co pan mi powie, żeby utrzymać jak najdłużej stan zdrowia”. Ale to są osoby, które czytają jakieś elementy medycyny chińskiej, którzy się interesują zdrowiem, naturoterapią, więc to jest inna świadomość, inne odżywianie, inna aktywność. Oczywiście jak wchodzimy w tematy, dotyczące biegania, ekstremalnych form aktywności: triathlony, ultra maratony i tak dalej. Pytanie zasadnicze, czy to jest zdrowe dla organizmu? Tacy pacjenci się trafią i mówią: „Proszę mnie poobklejać, bo ja mam pojutrze maraton, więc musze go przebiec” albo na przykład: „Idę na zawody na 20 km albo na 50 nordic walking i piszczel mi wysiada. Czy może pan coś z tym zrobić”? Robię, wygrywa na przykład ten maraton, czy te zawody natomiast jest to element wspomagania, czy tkanka jest w stanie znosić takie obciążenia? Są pewne predyspozycje genetyczne, które będą przez jakiś czas utrzymywać tę kondycję ciała. Myślę, że do czasu, bo się nie oszuka ciała w zakresie tych obciążeń tym bardziej, że czasami przychodzą pacjenci, którzy biegają i nie piją wody w ogóle, już nie mówię o tym, że piją wodę, a nie piją roztworów izotonicznych, gdzie tracą sód i uszkadzają sobie ciało, więc praktycznie jest tak, że ta aktywność uważam powinna być w każdym wymiarze. Najbardziej fizjologiczną formą wiadomo, że jest chód dla nas natomiast praktycznie jest tak, że jak ten pacjent przychodzi do nas, to rzadko się zdarza, żeby to była osoba, która chce przyjść na profilaktykę. Przeważnie to jest jakiś problem bólowy albo już to, co powiedziałeś, że chodził z tym, brał leki głównie, to jest największy problem teraz, Nimesil, Voltaren wszystkie te leki po kolei niesteroidowe, przeciwzapalne z różnego aspektu działania i to się kończy tym, że później albo są problemy internistyczne i nie działają te leki na system mięśniowo-powięziowy jeśli to jest problem z systemem mięśniowo-powięziowym albo trzewnym i automatycznie ten pacjent już za późno przychodzi i jest za dużo innych złożonych problemów, których nie jesteśmy w stanie rozwiązać do końca.

Kompensacja kompensację pogania. To było niwelowane różnymi rzeczami, nagle wchodzi pacjent i nie wiadomo od czego zacząć i na czym skończyć, bo jest tyle problemów, które widać powiedzmy bez wywiadu.

Dokładnie tak jest, dlatego coraz więcej terapeutów interesuje się terapią wisceralną, Badają brzuch, oceniają te aspekty i uważam, że to są ważne rzeczy, dlatego że uczyliśmy się na studiach o unerwieniu segmentalnym i ta wiedza często była taka, jak masaż segmentalny, albo była pomijana, albo w ogóle nie była wykładana prawidłowo.

Albo bagatelizowana.

Dokładnie, przeważnie masaż klasyczny był na studiach natomiast to by nam dało spojrzenie na całokształt oddziaływania i w praktyce też widzimy to, że jeśli gdzieś podczas badania, to co nawet na kinezjotaping’u badaliśmy brzuch. Widzimy, że coś jest nie tak, to ja odsyłam do specjalisty. Proszę zrobić badanie ginekologiczne, proszę zrobić USG brzucha, bo w tym momencie jak coś przeoczymy to później możemy mieć problem. To od nas tego szczególnie teraz, jak wiesz, po wejściu ustawy, ta samodzielność nasza jest dużo większa niż kiedyś i tutaj tę odpowiedzialność będzie na nas zrzucać potem pacjent, czy nawet sąd, jeśli nie daj Boże by doszło do takich sytuacji, dlatego takie różnicowanie, żeby wiedzieć kiedy stop, ok, poczekaj, ja to skonsultuję, a dopiero później przyjdź do mnie na przykład za tydzień, za dwa, zrób tę diagnostykę. Już miałem kilka razy taki przypadek, gdzie jeden z pacjentów przyszedł i robię mu terapię, robię mu testy, coś mi tam nie pasuje, tkliwość okostnowa kości krzyżowej, mówię: „Wiecie państwo co, zróbcie sobie prześwietlenie, bo nie było robione”. Okazało się, że przerzut na kość krzyżową. Jak bym zaczął pracować intensywnie, rozluźniać, robić terapię mięśniowo-powięziowe prawdopodobnie różnie mogłyby się to skończyć. Może trochę by mu pomogło natomiast później żona dzwoni: „Ja dziękuję panu” ja mówię: To nie ma za co dziękować. Tutaj najważniejsze jest to, żebyście mieli jak najwięcej możliwości dostępu do leczenia onkologicznego”, co jak wiesz teraz w tej dobie wcale nie jest takie proste. Ja wiem, bo mam takie problemy akurat rodzinne, więc to nie jest takie oczywiste, że każdy pacjent się dostaje bez problemu i ma stałą opiekę teraz. Szczególnie jeśli chodzi o pacjentów onkologicznych. Po drugie trzeba zwrócić uwagę na to, że wielu pacjentów onkologicznych i lekarzy boi się też odsyłać swoich pacjentów do fizjoterapeuty, który ma doświadczenie, bo są obrzęki, są problemy z bliznami po radioterapii i po operacjach, szczególnie kobiety po mastektomii i one powinny jak najszybciej trafić do fizjoterapeuty, jeśli się skóra wygoi. To można też pośrednio pracować, nie muszą pracować na tym i na tym miejscu, czyli ten drenaż, cały układ limfatyczny, o czym wcześniej rozmawialiśmy ma bardzo duże znaczenie szczególnie właśnie w takich sytuacjach onkologicznych, gdzie możemy temu pacjentowi pomóc jeśli chodzi o aspekty obrzękowe.

Jak słucham, to tej wiedzy masz tyle, że nie wiadomo gdzie można teraz iść. Czemu nie pokazujesz tego na poziomie social mediów, YouTube’a, czegoś, co ułatwiałoby ci tę fizjoprofilaktykę, o której tak dużo mówisz, a którą chcesz propagować albo mówienie do studentów, jak pracować z ludźmi. Nie lubisz, nie chcesz, boisz się, czy zaczniesz?

Aktualnie bardzo mocno wciągnęła mnie praca z pacjentem, jeśli chodzi o gabinet, bo dużo pracuję w gabinecie natomiast przymierzam się do tego, bo zmieniamy też stronę, żeby ona była łatwiejsza dla pacjentów, żeby można było też niektóre materiały ściągać i szykuję się faktycznie do nagrań takich prostych elementów profilaktycznych. Mimo że tych różnych filmów jest mnóstwo w Internecie, jeśli chodzi o…

Moim zdaniem jeszcze jest ich mało, bo dalej przecięty Polak nie ma pojęcia, kto to jest fizjoterapeuta.

To jest jedna rzecz natomiast ja bym chciał przekazać, głównie się skupić na pacjentach. Zrobić takie materiały edukacyjne, to będzie na zasadzie właśnie filmów YouTube’a. Będzie screen tak samo jeśli chodzi o formy PDF. Będą takie poradniki, proste poradniki, żeby to było dla każdego Kowalskiego, nie obrażając oczywiście nikogo tylko żeby to było jak najbardziej przystępne. W prosty sposób, może też się to czasami obije w naszym środowisku, bo śmiałem się, że może zrobię taką checklistę, jak sprawdzić dobrego terapeutę, dobre notowania, to, to, to.

Ale byś wsadził kij w mrowisko.

W każdym razie, żeby pacjent wiedział na co ma zwracać uwagę, żeby się nie bał zapytać czym się pan zajmuje, dlaczego, jakie pan ma kompetencje? Z kim pan pracował, czy miał pan takie doświadczenia, czy robi pan inne techniki terapeutyczne niż tylko te, które pan prezentuje na stronie i tak dalej, bo ja uważam, że zdrowie pacjenta jest jego zdrowiem. Ja mam na przykład stu pacjentów, a ten pacjent tak naprawdę myśli o sobie i taka weryfikacja, czy to dotyczy lekarza, czy fizjoterapeuty powinna być, bo to jest po pierwsze mój czas, moje pieniądze, moje zdrowie. Takie powinno być podejście. Ja się nie obrażę, gdy ktoś mnie pyta: „Czy ma pan to”? albo mój terapeuta robił mi to, i to, i to. Czy pan to też robi, bo to mi pomagało? Jak najbardziej, proszę bardzo sprawdzimy, czy to się będzie sprawdzać u pani. To jest właśnie podejście, wyjście w kierunku oczekiwań pacjenta i tutaj w tym kierunku będę chciał się skupić, więc myślę, że ten okres takiego lipca-sierpnia jest taki, że będę w tym kierunku przygotowywał nie tylko szkolenia z zakresu kinezjotapingu, czy też dedykowane, bo chciałbym teraz się skupić na takiej praktycznej fizjoterapii dla danych ośrodków. Czyli kilka osób mnie poprosiło o to żeby przyjechać do grupy fizjoterapeutów i zrobić takie szkolenie na przykład dwu, trzydniowe dotyczące fizjoterapii w różnych przypadkach z wykorzystaniem terapii mięśniowo-powięziowej, funkcjonalnej, taping’u, żeby to był taki komplet, że jak mają pacjentów w ramach NFZ-u, żeby widzieli co robić szczególnie młodzi terapeuci, którzy mają mniejsze doświadczenie, ze nie musisz się uczyć iluś tam metod, dużej ilości, bo i tak wszystkiego nie wykorzystujesz w pracy z pacjentem. Oczywiście szukasz różnych narzędzi, różnych technik i tu się wielu terapeutów, czy instruktorów różnych metod może nie zgadzać z tym, ale jak ja nap przykład mam doświadczenie w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, niektórzy nie mają tego doświadczenia, bo już pracowali w prywatnych praktykach, inaczej patrzą na system, to ja wiem jak w tym systemie jak się ma pacjenta, co można robić, w jakim zakresie można robić, czy to będzie bezpieczne dla tego pacjenta w zakresie przepisów NFZ-u, bo tam są inne obostrzenia niż w prywatnym gabinecie, więc praktycznie jest tak, że dając taki warsztat, że słuchajcie, skupcie się na analizie takiej, dokumentacja, zróbcie to albo jak badacie pacjenta, wykorzystajcie to, to, to i to po pierwszej fazie potem próbujcie szukać innych rozwiązań, jeśli to się nie sprawdza czyli cały czas poszukiwanie i to będę się chciał na pewno na tym skupić do końca roku natomiast te wszystkie elementy edukacyjne związane waśnie z pacjentami, to będę nagrywał takie informatory dotyczące różnego podejścia różnym zakresie nawet w związku z autoterapią z wykorzystaniem tapingu oczywiście w sposób bezpieczny, z wytłumaczeniem dlaczego tak jest. Bo nie jest sztuką nakleić od do, od przyczepu takiego do takiego, bo ten mięsień tylko ze zwróceniem uwagi na pewne aspekty kliniczne, żeby to było też dla pacjenta pomocne, ponieważ ja czasami miałem pacjenta, gdy jeszcze nie było tego lockdownu z Ukrainy, kobiety przyjeżdżały do Polski, do ginekologa, to uczyłem tego męża, jak ma nakleić plastry na plecy, żeby tej żonie pomóc, żeby jej nie bolało, więc to są wydaje mi się bardzo ważne rzeczy, że nie zawsze ludzi stać albo nie zawsze mają możliwości. To co w zakresie bezpieczeństwa pacjenta, bo to jest najważniejsze, będzie dla nich pomocne, dlaczego mam się nie dzielić tą wiedzą? Ja już mam swoje lata, to mogę się dzielić wszystkim, co tam nabyłem w swojej praktyce i będę się bardzo z tego cieszył jeśli chociaż cześć z tych rzeczy będzie wykorzystywana w sposób bezpieczny.

Moim zdaniem to będzie kopalnia wiedzy dla młodych terapeutów i nawet młodych trenerów, którzy będą chcieli zobaczyć, jak można pracować. Jeszcze mam jedno pytanie kończące. Czy uszkodzenie pacjenta, czy nie do końca pomaganie mu trochę bez naszej wiedzy tym, że jesteśmy po prostu młodzi, niedoświadczeni, to jest takie must have? Każdy musi przejść przez to, że kogoś uszkodzi czy jednak powinniśmy się tego wystrzegać i jak tylko nie umiemy to odsyłać, a jeżeli tak, to jak mamy się nauczyć nowych przypadków?

To jest taka sytuacja, że się zmieniły czasy. Kiedyś byliśmy pod jurysdykcją lekarzy czyli odpowiedzialność za nasze działanie miał lekarz, tak na oddziałach rehabilitacji czy neurologii dostawaliśmy zlecenie, robiliśmy, ale jednak mimo wszystko dany opiekun oddziału, czy to był ordynator, czy lekarz prowadzący ponosił odpowiedzialność za zlecenie natomiast teraz mamy pełną odpowiedzialność za to, więc myślę, że młodzi terapeuci muszą zwracać uwagę na to, że ;podejmowanie decyzji w zależności od zastosowanej techniki będzie dana osoba, dany terapeuta ponosił konsekwencje. To, czego brakuje teraz to brakuje takich mentorów odnośnie kierunku wyboru różnych form szkoleniowych. Jak słuchałem tego podcastu z doktorem Ciechomskim, że tak jak kiedyś nie mieliśmy wyboru. Na wszystkie szkolenia możliwe chodziłem, takie były czasy po prostu natomiast teraz już widzę, które elementy są bardziej skuteczne, mniej skuteczne, ale może nie w sensie skuteczne, żeby nie podważać różnych metod, ale chodzi o to, by były to formy terapii, które będą już do zastosowania i będą bezpieczne. Uważam, że techniki mięśniowo-powięziowe, co zostało potwierdzone tak jak mówię w moich badaniach, ale przez wielu terapeutów, którzy stosują, są jak na dzień dzisiejszy do zastosowania od małego do najstarszego i one nie będą szkodliwe. Nie zaszkodzimy w ten sposób pacjentowi natomiast jak ktoś chce robić terapię manualną stawową, na kręgosłupie, robić różnego rodzaju mobilizacje, manipulacje, a nie ma tego doświadczenia w zakresie powiedzmy czytania zdjęć, diagnostyki, bo tak może być. Młody terapeuta skończy terapię manualną i zacznie tych pacjentów manipulować i nie będzie wiedział, czy pacjent na przykład miał przerzut do kości, bo nie dopyta tego albo będzie miał osteoporozę, bo i mogą być i w młodszym wieku zmiany osteoporotyczne. Wcale to nie musi być w wieku po menopauzalnym na przykład u kobiet, więc tutaj uważam, że nie ma sensu się podkładać pod to, żeby później chodzić po sądach i płacić kary. Tym bardziej, że sam wiesz, że ludzie się często ubezpieczają w ubezpieczalniach na małe kwoty, co jest totalnym błędem generalnie jeśli chodzi o świadomość.

Oszczędzają.

Oczywiście. W tym momencie nie ma pomocy prawnej, nie ma pewnych uwarunkowań dotyczących naruszenia praw. Teraz coraz więcej jest pretensji do tego, że ktoś wszedł do gabinetu, a ktoś był rozebrany, bo się rożnie zdarza. Nie ma takich ubezpieczeń u niektórych fizjoterapeutów o naruszenie praw pacjenta, a za tym idą naprawdę dosyć spore odszkodowania, ale nawiązując do tej pracy z pacjentem. Uważam, że warto jest, żeby ludzie mogli się do kogoś zwrócić, żeby mógł im doradzić. Gdybym miał na przykład teraz pod sobą jakichś terapeutów, którzy chcieliby się uczyć, to automatycznie bym im powiedział: „Słuchaj skup się na tym teraz. Robimy warsztat, przerabiamy tak, że będziesz perfekcyjny. Lepiej będziesz czuł, będziesz pracował bezpiecznie natomiast potem przejdź dalej, bo jak zaczniesz ileś tam szkoleń robić na raz, wydasz pieniądze, skończy się to tym, że nie przerobiłeś materiału i każdy złapałeś po łebkach i tak naprawdę pacjent z tego nie skorzysta, bo nie opracowałeś całej strategii”. Dlatego uważam, że brakuje takich osób. My jesteśmy zabiegani, żeby też pomagać młodym ludziom. Ja teraz też będę chciał wyjść z taką inicjatywą, że jeśli ktoś będzie chciał skorzystać z jakiegoś doradzenia, w którym kierunku pójść, co zacząć i tak dalej, ja służę pomocą i to jest do młodych terapeutów, żeby nie popełniali błędów.

Nie opędzisz się po tym podcaście od maili.

Spokojnie, ale jak będę mógł pomóc, to z przyjemnością pomogę, bo tak naprawdę jest to potrzebne teraz. Zobaczmy ile szkół jest, które edukują, a ludzie nie wiedzą, w którym kierunku mają pójść, jakie szkolenie wybrać, z jakim pacjentem zaczynać pracować, jak pracować, czy to będzie bezpieczne, czy nie więc jak się ukierunkuje, ja nie mówię, że kwestia reklamowania, bo nie chcę reklamować żadnych szkoleń tylko chodzi o to, żeby pójść w kierunku jakiegoś tam konceptu, tego, że to będzie bezpieczne dla pacjenta. Szczególnie na pierwszym etapie rozwoju fizjoterapeutycznego. Potem, jak już nabędziesz doświadczenia szukaj swoich rozwiązań, celu w życiu jeśli chodzi o czy to będzie pediatria, czy to będą osoby starsze, czy to będzie młodzież, czy to będzie sport. Jest mnóstwo możliwości teraz dla fizjoterapeutów w sensie specjalizacji.

Za dużo uważam.

Tak, ale z drugiej strony uciekamy w taki kierunek tak na koniec chciałem wspomnieć tak jak pacjent przyszedł. „Wie pan co bo byłem u terapeuty, on masował czy tam rozluźniał moją nogę, robił mi ćwiczenia, rozciągał, ale powiedział, że już miednica, kręgosłupem to on się nie zajmuje”, więc to też idzie troszeczkę w drugim kierunki i nie chcielibyśmy, żeby tak było, bo nie chodzi o to, żeby jeden jest od kolana, drugi od kostki, trzeci od kręgosłupa, to się zaczyna tak robić jak ze specjalnościami lekarskimi. Musimy patrzeć całościowo. Jak mamy problemy ze stawami skroniowo-żuchwowymi, wiemy o tym, że to może być problem stóp i odwrotnie, tak samo może być problem z wadą postawy szczególnie, że dzieci coraz bardziej mamy hiper mobilne, w niektórych dziedzinach i widzimy, że też sylwetki są różne, zmienione przez te całe sytuacje braku aktywności. Stopy się pozmieniały, bo nie są obciążane coraz więcej takich problemów dodatkowych posturalnych się pojawia, dlatego zachęcam młodych ludzi, żeby szukali osób, które mogłyby im pomóc, żeby wskazać kierunek, żeby pod okiem, tak jak kiedyś tam byli ci mentorzy, że mogli kogoś nauczyć takich bazowych rzeczy, pokazać pewne kierunki, na co zwracać uwagę, żeby ten warsztat przećwiczyć, przeszlifować, a potem mówi: „Teraz testuj na pacjentach. To będzie bezpieczne. Tym nie zaszkodzisz”. To jest najważniejsze na pierwszym etapie rozwoju fizjoterapeutycznego.

Tym pięknym zdaniem zakończmy ten podcast. Ja bym chyba mógł z tobą rozmawiać całą noc i byśmy tego nie skończyli. Godzina trzydzieści praktycznie jednym ciągiem. Ja mogę powiedzieć, że życzę każdemu takiego doktora Hałasa, żeby głośno mówił na uczelni takie rzeczy, jak ty tutaj mówiłeś w podcaście, więc ja czekam na te materiały. Czekam na to, żeby zobaczyć co ty dzisiaj jeszcze robisz. Mam nadzieję, że miło spędziłeś te półtorej godziny tutaj ze wszystkimi.

Z przyjemnością. Bardzo dziękuję za rozmowę i za to, że mnie zaprosiłeś. Bardzo się cieszę i czuje się wyróżniony. Dziękuję ci bardzo.

Dziękuję bardzo i dziękuję też wam, że dotrwaliście do tego miejsca. Podzielcie się tą informacją, podzielcie się tym podcastem, udostępnijcie to. Zróbcie reklamę oczywiście w cudzysłowie i mi, i doktorowi Hałasowi, żeby jego wiedza i jego doświadczenie mogło być wykorzystane przez jak największą liczbę osób. Ja wam bardzo serdecznie dziękuję. To był podcast z serii „Dachowski pyta”.