Jakub Mauricz – czy istnieje dieta cud w rehabilitacji? #dachowskipyta #058 #mauricz #dietetyka

Jakub Mauricz – czy istnieje dieta cud w rehabilitacji? #dachowskipyta #058 #mauricz #dietetyka
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Powiedzieć o nim, że jest dietetykiem, to jakby nic nie powiedzieć…
Człowiek-petarda z mnóstwem energii do działania, naładowany wiedzą
na temat zdrowego stylu życia i napędzany charyzmą, która nigdy nie
pozwala zwolnić tempa.

Kim jest Jakub Mauricz, jak pracuje, czego unika, co z tą dietą w rehabilitacji? Jak i co jeść, aby rehabilitację wspomóc, a nie ją utrudniać?
Na te i wiele innych pytań znajdziesz odpowiedź w tym odcinku #dachowskipyta


Zachęcam do subskrypcji kanału, jak również śledzenia innych kanałów:
www.michaldachowski.pl
IG: www.instagram.com/michal.dachowski.fizjo
FB: https://www.facebook.com/michal.dachowski.fizjo

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie. Z tej strony Michał Dachowski i podcast „Dachowski pyta”. Ostatnio rozmawialiśmy z Marcelem o rehabilitacji i o tym jak trenować, i też o biznesie w tym naszym dziwnym covidowym czasie i wszystkich zajęciach online. Ale dzisiaj po raz pierwszy w podcaście Dachowski pyta możecie usłyszeć dietetyka, czyli…

To jestem ja, Kuba Mauricz. Witam wszystkich bardzo serdecznie.

Jakub, jak to się stało, że zostałeś dietetykiem?

W sumie to jest bardzo odległa historia, dlatego że ja w wieku 7-8 lat zafascynowałem się pracą mojego taty, który pracował ponad 50 lat jako szef kuchni. I tata widząc moje zaangażowanie, widząc jak bardzo mnie to jara, co, z czym, jak, jak połączyć i tak dalej, powiedział, że fajnie schlebia mu to, ale jednocześnie chce mi powiedzieć, że jest to bardzo trudna praca. Mój tata akurat pracował jako szef kuchni na statkach w PŻMie, czyli w Polskiej Żegludze Morskiej. I mówi, że świątek, piątek załoga musi jeść. I od tej 7 do 19 cały czas na nogach jest 3 w skali Beauforta, czy jest 10 w skali Beauforta. Więc jest to trudna sytuacja. Mówił, że jak będziesz pracować w restauracji to wcale nie jest lepiej, bo będziesz miał trochę nienormowany czas, bo jak ludzie siedzą w lokalu i się dobrze bawią, jest 11 czy północ, to niestety dalej trzeba im podać jakieś jedzenie, picie, czy cokolwiek innego. Więc powiedział mi wtedy, że fajnie byłoby gdybym skupił się troszeczkę na innych elementach dotyczących właśnie tego żywienia, czy pozostałych parametrów.

I tak to się w zasadzie zeszło w czasie, że ja też w jedne wakacje wyjechałem do mojego brata starszego, do Poznania. I tam siedziałem, grałem w Baldur’s Gate i inne gry RPG i opychałem się cukierkami, wafelkami i tak dalej. I w ten sposób wróciłem z tych wakacji i urósł mi brzuch. Urósł mi chyba o 6 czy 8 kilo, już nie pamiętam. Nawet moja wychowawczyni powiedziała, że zamieniłem się w pulpeta. I od tamtego czasu, wtedy jeszcze mi to tak nie przeszkadzało. Natomiast dwa lata później zaczął się okres dojrzewania, zaczęły się tematy dotyczące dziewczyn, człowiek chciał się podobać. I za namową starszych kolegów podjechałem na stadion lekkoatletyczny, na ulicę Litewską w Szczecinie i tam zacząłem po prostu coś trenować. Nawet przez jakiś czas zajmowałem się rzutem dyskiem, ale w ten sposób w zasadzie ta pasja dotycząca sportów siłowych już się u mnie zakorzeniła.

Potem jeszcze w okresie całego liceum, było takie koło dla młodzieży uzdolnionych Młody Medyk, międzyszkolne koło naukowe. I tam w zasadzie w każdą sobotę, w co drugą sobotę były takie zajęcia czy to na szpitalu, na ulicy Akońskiej albo w IV liceum ogólnokształcącym. I tak już po prostu powoli te pasje dotyczące żywienia, suplementacji, ogólnie tych nauk medycznych u mnie już powstały. A potem już w zasadzie był takie czas pracy gdzie zacząłem pracę jako trener personalny. To było po skończeniu liceum, po pierwszym roku studiów, bo ja też w między czasie, taka ciekawostka, studiowałem nie tylko dietetykę, ale też technologię chemiczną na Politechnice Szczecińskiej. W zasadzie wyszło to tak pół przypadkiem, dlatego że wiadomo matura to bzdura, wiemy jak wygląda klucz odpowiedzi, być może o tym też trochę porozmawiamy. W każdym razie nie miałem aż tulu punktów, żeby dostać się na studia medyczne, bo ja chciałem być lekarzem i to takim jak doktor House. I w sumie mogę powiedzieć, że trochę mi się udało, tylko że działam też prewencyjnie, bo jako dietetyk w zasadzie działam zanim rozwiną się pewne choroby albo je kontrolujemy. Więc jak wiesz, nie jestem zwolennikiem magicznej tabletki. I w zasadzie, wracając do tego tematu, na tej Politechnice ukrywałem się trochę przed WKU, czyli Wojskową Komisją Uzupełniającą. Bo wiadomo, że w tamtych czasach, jeszcze jak ma się kategorię A, zdrowy, silny chłop, to w zasadzie armia była zainteresowana. Więc żeby nie było takich sytuacji, a jednocześnie stwierdziłem, że chce przystąpić do poprawki matury, właśnie z fizyki, chemii, biologii, to stwierdziłem technologia chemiczna to jest naprawdę bardzo solidna powtórka z chemii ogólnej, nieorganicznej, organicznej i pozostałych elementów. Więc przystąpiłem do tej powtórki, niestety rezultat był podobny jak za pierwszym razem, czyli coś tam klucz odpowiedzi się ze mną nie polubił. I w tym samym momencie zacząłem pracę też jako trener personalny.

Potem zacząłem pisać pierwsze teksty do takiego magazynu jak Fitness Authority. Napisałem tam chyba z 8 tekstów w ciągu pół roku. I potem otrzymałem informację, że wice naczelny redaktor, którego znasz zresztą, Szymon Moszny będzie odchodził z pracy. Więc Szymon zrezygnował z posady wice naczelnego Muscular Development i ja przyszedłem na rozmowę kwalifikacyjną. I w ten sposób od lutego 2009 roku pełniłem funkcję wice naczelnego redaktora Muscular Development i tam właśnie stwierdziłem: dobra, trzeba robić w końcu studia. Na lekarskie nie stać mnie ani czasowo, ani finansowo, bo w systemie zaocznym to nawet ciężko. Więc poszedłem na dietetykę, bo tam sobie dograłem, że od dziecka pasjonuję się tematem żywienia, uprawiam sport, jestem trenerem personalnym, pracuję w magazynie kulturystycznym. Fajnie się to wszystko spina. I jakoś tak się to wszystko unormowało. Więc bardzo wiele osób pyta się na przykład Jakuba: kiedy studia ukończyłeś, jakie książki przeczytałeś, jakie kursy polecasz. A ja mówię: jeżeli wy myślicie, że w ciągu roku, dwóch, czy trzech lat jakiegoś licencjatu dacie radę zbudować taką wiedzę, to życzę powodzenia. Nawet gdybym wepchnął wam wszystko co warto jest stosować, co warto jest przeczytać, a co nie warto tracić czasu na jakieś bzdury, to i tak zajęłoby wam to dużo więcej czasu. Więc myśl przewodnia jest taka, że zawsze trzeba po prostu zacząć wcześniej i najlepiej jeżeli to jest tak, że kariera spotyka się z pasją, a nie dlatego że ktoś poszedł na studia, bo będą pieniądze w przyszłości.

Wszędzie są pieniądze. A powiedz, dużo osób ci zarzucało to, że ty byłeś dietetykiem przed tym jak nim byłeś, czyli przed tym jak skończyłeś studia. Czyli idąc na studia, wiedziałeś więcej niż wykładowcy?

Tak. To też w zasadzie wcale nie pomagało.

To ile razy musiałeś się ugryźć w język, żeby się zamknąć i nie gadać tak dużo jak teraz gadasz?

Po pierwszym roku, jak mnie prawie skiblowali. To były takie dwa przedmioty: biochemia wysiłku fizycznego i biochemia żywienia, wyobraź sobie, paradoksalnie. I sytuacja była taka, że połowa kierunku w zasadzie posiłkowała się moimi odpowiedziami, typu: psst, jaką dałeś tam odpowiedź. No więc wpadłem, potem spojrzałem na listę, zdało 27 osób, nie zdał Jakub Mauricz. Dziwne, skoro połowa ode mnie ściągała i wszyscy zdali, a ja nie zdałem. I piszę, że chciałbym wyjaśnić sytuację, obronić pracę. Odpowiedź: nic pan nie będzie bronił, proszę przyjść na drugi termin. Na drugim terminie też oblałem. I łaskawie we wrześniu 3 w indeksie, żebym po prostu znał swoje miejsce. Więc po pierwszym roku tak naprawdę już się uspokoiłem. To też pokazuje w zasadzie jaki jest często system nauczania, bo na drugim roku też mieliśmy taką panią, która na dzień dobry weszła z trzęsącymi się rękami. Przeprosiła i pyta jak wiele z państwa już praktykuje? Czy jesteście po jakimś studium dietetycznym. I ¾ kierunku podniosła rękę do góry, bo też ciekawostka jest taka, że 2009 roku, właśnie jak zaczynałem studia, to były takie informacje, że zaraz wejdzie regulacja prawna, że tylko dietetyk po studiach medycznych będzie mógł pełnić ten zawód. I dopiero w Covidzie, w 2020 roku to zalegalizowali. Czyli 11 lat po fakcie. Dlatego tak jak pytałeś, że ktoś mi zarzucał, że byłem dietetykiem zanim byłem, to myślę, że poradnictwem żywieniowym zajmować się to nie jest jakiś duży grzech. Teraz z resztą wchodzimy zupełnie inaczej w bebechy tej całej współpracy, bo jest to przede wszystkim kwestia dotycząca właśnie intensywnego wywiadu z pacjentem oraz interpretacja wyników badań i dopiero potem wklejamy do tego celowaną dieto terapię. Natomiast wcześniej, jako trener personalny, rozmawiałem właśnie z takimi ludźmi i mówiłem, jak wygląda styl życia. Pytałem się o żywienie, o pozostałe aspekty. I oczywiście ktoś mówił: biały chleb z pasztetem, z jakimiś pozostałymi elementami i tak dalej. I oczywiście zamieniało się to trochę na chleb żytni na zakwasie, na jakieś dobre wędliny, czy też inne źródła wysokoproteinowe. Zamieniało się to na owsiankę z jakiś tam popularnych płatków reklamowanych w telewizji, niezależnie czy to są te z cynamonem, czy to są jakiekolwiek inne. I ci pacjenci osiągali po prostu rezultaty. Czy to była insulinooporność, czy to były jakieś elementy nadwagi, czy wysokiego poziomu cholesterolu, miażdżyca i tak dalej. Więc faktycznie można powiedzieć, że ja się zajmowałem tym zanim ukończyłem studia, bo to był 2012 rok, kiedy studia ukończyłem, a w zasadzie już zacząłem zajmować się takim tematem żywieniem i suplementacją, zaraz po szkole średniej, 2007-2008 rok. Więc bagaż mojego doświadczenia i tego, co mogę powiedzieć, co można zrobić lepiej, czy w inny sposób jest naprawdę bardzo duży.

Dlaczego tak bardzo różnisz się i twoje wizje różnią się od tego co my słyszymy, czyli rano zjedz croissanta, bułeczkę, popij kefirkiem. A ty mówisz pewnie, że zjedz boczek i jajko. Dlaczego są tak różne wizje tej dietetyki i tak różnie ludzie do tego podchodzą?

Zacznijmy może od cytatu Izabelli Wentz, która powiedziała, że „Dietetyka jest chyba jedyna nauką ścisłą, w której na jedno zadane pytanie jest tak wiele odpowiedzi prawidłowych jednocześnie”. I zobacz, że faktycznie tak jak mówisz, można powiedzieć, że jedz sobie syf, czyli jedz croissanta z nuttellą, zapij kefirkiem. I jeżeli to będzie jakiś rozsądny prób kaloryczny, to nie powinieneś przytyć albo będziesz w miarę utrzymywał swoją całkowitą masę ciała. I to jest prawda. Natomiast czy jesteś w stanie wtedy dostarczyć wszystkich takich elementów jak błonnik, jak witaminy, składniki mineralne? No umówmy się, że bardzo duża część z tych związków to są związki niezbędne dla naszego organizmu, takie egzogenne. Więc pomimo faktu, że nasz mikrobom, czyli nasza flora jelitowa, wytwarza część witamin, między innymi witaminę B1, B2, B12, czy witaminę K, to jednak duża część tych witamin faktycznie musi być dostarczona z pożywieniem. Zresztą tak samo jak składniki mineralne. Każdy pewnie mniej czy więcej słyszał o osteoporozie, o rzeszotowieniu kości, wie jak to wpływa na organizm, ale to, że raczej mleko nie jest najlepszym źródłem wapnia, to jest właśnie jeden z poglądów kontrowersyjnych, z którym wiele osób się kłóci. I teraz patrząc na to, że na przykład przyswajalność wapnia z takich produktów UHT wynosi maksymalnie 30%, to jest to relatywnie niedużo. Natomiast z takiego mleka zsiadłego, z jakiejś maślanki, kefiru i tak dalej albo takie mleko naprawdę prosto od krowy, to tam dzięki bakteriom pro biotycznym, tak zwanym MOM, czyli mikrobiocie odżywiającym się mlekiem, możemy tą przyswajalność wapnia wyciągnąć dużo większą. Natomiast gdzie jest najlepsze źródło wapnia? To jest woda, czyli taka Muszyna, Muszynianka czy inne wody wapniowo-magnezowe oraz najfajniejsza rzecz hydroksyapatyt, czyli kości innych zwierząt, czyli robimy taki babciny rosołek. Długo go gotujemy na małym ogniu, 6, 8, 12 godzin i dzięki temu mamy najlepsze przyswajalne źródło wapnia. Więc jak wiele osób pyta się, to jak utrzymać kości, jak tą ciężarną, jak to dziecko wychować bez mleka? Normalnie po ludzku. Tak naprawdę mamy też zielone warzywa liściaste, mamy sezam, mamy grykę. Ogólnie wszystkie te produkty pełnowartościowe, produkty nieprzetworzone, czyli jak to się mówi: produkty bez składu. Taki sezam nie potrzebuje tabeli składu, bo wiesz, że kupujesz sezam i tam nic więcej nie ma. Ewentualnie ostrzeżenie o alergenach, że jakieś tam tyci ilości jajek, soi czy skorupiaków, czy pozostałych elementów wielkiej alergicznej ósemki może wystąpić. Więc z jednej strony, wracając do meritum, dietetyka jest tą naukę, gdzie na jedno pytanie może być wiele prawidłowych odpowiedzi jednocześnie, a z drugiej strony jest niski poziom świadomości i ogromna wygoda tych osób. To jest to, co u nas powoduje, że my walczymy z tym na bieżąco każdego dnia z pacjentami, czyli pokazujemy, że taka szybka buła, gdzieś na stacji benzynowej, szybki hot dog, doprowadził ich właśnie do tego miejsca, gdzie lekarz pogroził palcem i powiedział: jest pan gruby, proszę nie być, bo pan umrze, jak mówi słynny MEM. Więc w ten sposób po prostu możemy powiedzieć, że wiele osób bardzo serio podchodzi do tematu swojego odżywiania. i to też chyba tłumaczy, dlaczego jest tak dużo hejtu, tak dużo kłopotów dotyczących takiej opinii po prostu o dietetyce. Bo jeżeli ktoś uwielbia bułkę z serem, a ty nagle powiesz, że bułka z serem to nie, bo to pszenica, białka mleka i tak dalej, wszystko po kolei, to ktoś się czuje urażony, że ty wchodzisz w tą kanapkę z butami i mówisz mu, że nie, tego nie jedz, bo to jest nie dobre. Dlatego też myślę, że w momencie kiedy chodzi na przykład o popularne osoby, takie jak Ania Lewandowska. No ja może jestem mniej popularny niż Ania Lewandowska, podejrzewam, natomiast też wiele osób po prostu czuje tą potrzebę, żeby kogoś wyprostować, bo fajnie jest przywalić się do kogoś znanego, to raz. A dwa, właśnie pokazać mu, że to jest moja kanapka i odwal się od niej.

Ale to jest tak, że ja tego mleka nie mogę się napić, bo coś mi się stanie? Czy mam go pić mniej? Czy lepiej żebym go nie pił, a tak jak powiedziałeś, pił ten kefir? Czy rzeczywiście mogę się uszkodzić tym mlekiem UHT? Czy mniej na mnie dobrze wpływa? Jak do tego podejdziesz?

Odpowiedź numer 3 jest jak najbardziej prawidłowa, czyli możesz pić, ale nie powinieneś, a najlepiej to właśnie te prosto od krowy. I teraz, jak to można rozbić na czynniki pierwsze? Przede wszystkim, trzeba wziąć pod uwagę, że mleko, tak jak każdy inny produkt spożywczy, ma w sobie 3 główne makro składniki odżywcze: białka, tłuszcze i węglowodany. Tymi węglowodanami jest laktoza, czyli cukier mleka. I tutaj jest jeden z głównych problemów. Część osób bagatelizuje to i mówi, że tylko niewielka część osób ma nietolerancję laktozy. Tak nie jest, dlatego że statystyki pokazują, że w populacji europejskiej nietolerancja laktozy dotyka 25-40% populacji. Więc co druga albo co czwarta osoba, to nie wiem czy to jest tak mało. Teraz co możemy zrobić dalej? Ogólnie jak się objawia ta nietolerancja laktozy? Najczęściej tutaj dochodzi do jakiejś dolegliwości żołądkowo-jelitowych, czyli mamy zgagę, mamy wzdęcia, mamy biegunkę i tak dalej. Tego typu rewolucje. Natomiast z drugiej strony część osób powiedziałaby, że to jest mleko bez laktozy, masło bez laktozy, ser bez laktozy. I to jest trochę produkt oszukany z tego powodu, że tam dalej jest laktoza, ale producent dołożył jeszcze enzymu o nazwie laktaza, czyli takiego enzymu, który rozkłada laktozę do dwóch cukrów prostych: galaktozy i glukozy. I tutaj dalej jest problem, bo cytując wyniki badań to było badanie chyba 6-7 letnie. Ponad 30 tysięcy osób badało, więc myślę, że reprezentatywna jak najbardziej wystarczająca, to okazało się, że dalej duża część osób miała problemy dotyczące rozwoju stanów zapalnych w obliczu reakcji na galaktozę. Czyli nawet jak masz to mleko bez laktozy, to masz galaktozę i galaktoza podkręca ci stan zapalny. Więc nawet jeżeli nie jelita to pozostałe tkanki mogą cierpieć. Chyba wiemy co to jest BVC, klasyfikacja naczyń krwionośnych, miażdżyca i tak dalej czy też jakieś zerwania naczyń krwionośnych. Jest tutaj dosyć trudno. A pamiętajmy też o tym, że XXI wieku takim drugim imieniem człowieka jest najczęściej przewlekły stan zapalny i insulinooporny przeenergetyzowany. A tak naprawdę stan zapalny i przeenergetyzowanie, a więc kwestie dotyczące insulinooporności, nadwagi, cukrzycy i tak dalej, to jest bardzo mocno wszystko ze sobą połączone. Więc reasumując, z samego udziału laktozy, warto by było jednak te elementy mleka ograniczyć albo wybierać prosto od krowy, bo co tam się dzieje. Skoro mamy w tym mleku bifidobakterie i lactobacillus, przy tym warto też zauważyć, że w MOMach, tych mikrobiotach odżywiających się mlekiem, to 90% to są właśnie bifidobakteria. To one rozkładają laktozę jako substancję pożywkową. Laktoza jest prebiotykiem dla tych bakterii. Więc one ją rozkładają, zjadają sobie, na tym się namnażają, a my przy okazji tracimy ten kłopotliwy składnik, jakim jest laktoza. Powiem ci tak, ja mieszkam na wsi od paru ładnych lat i mamy właśnie sąsiadów, którzy są rolnikami z pokolenia na pokolenie i oni sami mówią, że oni takie mleko od pani Krysi to bardzo chętnie, natomiast oni jak pójdą po to sklepowe to oni w kiblu mają taką wizytę, że dalej niż widzą. Więc zobacz, że to jest chociażby pogląd na to, że taki człowiek, właśnie taki pan Stasiu czy Czesiu, mleko prosto od krowy jak najbardziej bez problemu, smaczne zdrowe i pożywne jako zsiadłe mleczko, ale takiego mleka sklepowego UHT to raczej nie do końca. I idziemy po drugi składnik: kwasy tłuszczowe. Akurat tłuszcze w mleku są zemulgowane, więc tutaj raczej nie ma problemu ze strawnością i tak dalej. Ale mamy też białka mleka krowiego, które należą do wielkiej alergicznej ósemki, czyli alergie na mleko objawiające się chociażby skazą białkową czy elementami atopowego zapalenia skóry. To jest dosyć duży problem. A z drugiej strony mamy tak zwane alergie opóźnione IgA, IgG zależne, wokół który też jest trochę kontrowersji. Bierze się to z tego względu, że: pokaż mi wniosek, dobiorę ci badania. Natomiast dowody empiryczne pokazują, że faktycznie często u osób z tą zwiększoną przepuszczalnością bariery jelita cienkiego, to jest tak medycznie, a mówiąc popularnie, nieszczelne jelito, to u wielu tych osób faktycznie te kompleksy alergenów swoiste względem pokarmów powodują uogólniony alergiczny stan zapalny. I mamy właśnie Hashimoto, mamy wtedy atopowe zapalenie skóry, łuszczycowe zapalenie stawów, reaktywne zapalenie stawów, reumatoidalne zapalenie stawów, cukrzycę typu I i wiele innych chorób. I teraz twoje pytanie.

Mówi się też tak, że do pewnego roku życia mamy te możliwości trawienia mleka, potem już ich nie mamy. To jest znowu bujda, czy tak rzeczywiście jest, że jak przestajemy pić mleko to kompletnie później, nawet po tym od krówki, jeżeli mamy 40 lat i załóżmy 25 lat nie piliśmy mleka i idziemy się napić tego mleka, to i tak możemy mieć szybką wycieczkę do toalety?

To jest kwestia dosyć mocno indywidualna z tego powodu, że trzeba wziąć pod uwagę jaki jest stan twojej bariery jelita cienkiego, jaki jest stan samej wyściółki, całej śluzówki jelita, żołądka i to jak wygląda u ciebie mikrobom, dlatego że mikrobom to jest takie super zdjęcie, tu akurat go nie mam. Natomiast jest świetne zdjęcie, które pokazuje jak bifidobakterie wykładają się na całym elemencie śluzówki. I to jest taka warstwa pontonów jakby, która tworzy amortyzator, tak mówiąc po ludzku, czyli coś takiego, co pozwala lżej tym wszystkim elementom żywienia przejść. Na przykład gdybyś zadał to samo pytanie, czy mleczko jest ok.? Czy mogę sobie zjeść? Osobie z IBSem, z zespołem jelita drażliwego, to ta osoba by się tylko przeżegnała, bo wie, że to jest kilka takich akcja gówno-wentylator, za przeproszeniem. Więc tutaj raczej nie polecamy. Tak samo jak dla osób z chorobami klasy IBD, czyli nieswoiste stany zapalne jelit, jak choroba Leśniowskiego-Crohna czy colitis ulcerosa, czyli wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Więc tutaj jest tego sporo. Tak samo osoby ze zgagą, z refluksem, to mleko też niespecjalnie. Trzeba powiedzieć sobie, że na pewno obserwacja naszego organizmu jest bardzo ważna i ja też chciałbym zdementować, bo bardzo często ludzie porównują na przykład mnie, takiego Kubę Mauricza, że Mauricz mówi, że nie wolno niczego. Nie wolno pszenicy, nie wolno mleka, nie wolno cukrów, nie wolno w ogóle nic. To nie jest prawda, dlatego że my też dajemy zawsze naszym pacjentom furtkę. Po to jest tak zwana zasada flexi by dieting, czyli kontroluj 80%, czy to swoich posiłków, kalorii, jakkolwiek tego by nie nazwać, ale 20% to może być taka wisienka na torcie. Czyli tak jak mówił Terencjusz „Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce”. Ja też zjem czasem Marsa, też pójdę na kebaba, na hamburgera, czy na pizzę. Natomiast hasło „zdarza się”…

Nawet kiedyś jedliśmy razem pizzę.

Tak. Także tutaj trzeba wziąć pod uwagę, że wszystko jest dla ludzi. Natomiast chodzi o kwestie kreowania zdrowych nawyków żywieniowych. Ja mam wrażenie, że od ponad 3-4 lat na Facebooku, Instagramie jest taki wysyp ludzi, którzy nakłaniają cię do tego żebyś właśnie jadł lody, zagryzał Snicersem, dorzuć do tego pół pizzy i białko serwatkowe i to jest super dieta o ile liczysz kalorie. Na pewno koniunktura jest taka, że na pewno podwyższą się dzięki temu zachorowania na cukrzycę, insulinooporność, choroby serca i tak dalej. Ale właśnie czy zadaniem takich osób popularnych nie jest to, żeby prawidłowo kogoś edukować? Czy robią to po to, żeby zgadzały im się lajki, wyświetlenia i żeby była gównoburza, i żeby znowu można było do kogoś się tam przykleić. Więc to jest takie dosyć przykre.

Dlaczego trenerzy personalni bardziej wierzą w dietę niż fizjoterapeuci? Dlaczego tak uważasz, że oni jednak częściej do tego… no każdy trener był na jakimś szkoleniu z dietetyki, nieważne czy u ciebie, czy u Parola, czy Sawińskiego. Powiedzmy tak to nazwijmy, u wielkiej trójki. Gdzieś byli, coś wiedzą, jakąś wiedzę mają, zwracają na to uwagę. Czemu fizjoterapeuci, takie jest moje zdanie, może nie potwierdzisz, mniej na ten temat patrzą? I widzą te zależności między człowiekiem, a jedzeniem?

Ciężko jest mi się wypowiadać w imieniu całej branży. Natomiast ci fizjoterapeuci, do których ja chodzę, tu na przykład pozdrawiam cały team Lechbet, Beata Buryta ze Szczecina, Agnieszka Wietrzyńksa, Piotr Jabłonka, Honorata Dzielna. Więc tutaj jest sporo tych osób, które kręcą się w tym i być może dzięki temu, że też mnie znają, gadamy na te tematy, to może coś tam się w tym wszystkim klei. Ale faktycznie trener personalny, wydaje mi się, że on musi bardziej wejść w ten temat żywienia, bo przychodzi Halinka do trenera i Halinka co chce zrobić? Halinka chce schudnąć, więc tutaj może być problem. Przychodzi Czesio do trenera i Czesio chce mieć bagietę, więc może być tak, że jeżeli chcesz zbudować tą masę mięśniową albo redukować tkankę tłuszczową, to jakiś minimalny zakres wglądu w tą dietę musisz mieć. Aczkolwiek nie wiem czy trener personalny pracowałby na takich aspektach jak właśnie dieto terapia w uruchamianiu kończyny, czyli co zrobić z tym kolagenem, co zrobić ze stanem zapalnym, z bólem, z mazią stawową, z torebką i tak dalej. Jakiś przewlekły stan zapalny, co może na to wpływać. Może aż tak głęboko trener nie wchodzi, natomiast wydaję mi się, że fizjoterapeuta nie czuje na sobie takiego obowiązku, żeby taką wiedzę posiadać. Chociaż to też się zmienia, bo ja mam ofertę od jednej szkoły, żeby zrobić właśnie szkolenie dla fizjoterapeutów, dieto terapia w fizjoterapii. I to jest taki ciekawy temat, bo myślę, że jeżeli chodzi o te tematy dotyczące żywienia i suplementacji, to zobacz, nawet w kontekście takich osób z kłopotami jelitowymi. Wyobrażasz sobie, że przychodzi do ciebie taki wzdęty pacjent z SIBO, czy z IBS, a ty masz mu robić terapię wisceralną? I gdzieś tam trzustkę czy żołądek…

Ja powiem ci, że większość fizjoterapeutów, których ja znam, gdzie kontaktuje się z nimi, oni tego nie biorą pod uwagę. Oni stwierdzą, że to jest od tego, że nie pracuje przepona albo jest RDA, czyli rozejście mięśnia prostego brzucha i tyle. Nie zobaczą tego kolejnego problemu, który gdzieś tam jest wewnętrznie, bo nawet nie mieli tego zalążka na studiach albo się nie znają.

Tak, ale to nawet zobacz sobie rozluźnianie biodrowo-lędźwiowego w tej części bardziej lędźwiowej i wpychasz gdzieś te łapy między kichy i tak nie do końca to może być dobre. Więc uważam, że nawet w takim aspekcie czy właśnie przyspieszenie rekonwalescencji i uruchamianie tej kończyny, która gdzieś tam była pocięta przez ortopedę, myślę, że to jest naprawdę dobry kierunek. I wydaję mi się, że to znowu potrzeba czasu. Kropla drąży skałę i to będzie po prostu w 3-5 lat tendencja wzrostowa.

My często jako fizjoterapeuci walczymy z zapaleniem i albo chcemy go podwyższyć, albo zmniejszyć, zależy od działania. Dlaczego wszystko może nam pokrzyżować plany? Dlaczego wszystko co człowiek je może plany? Czy każda rzecz, którą zjadam może być prozapalna?

Każda to może nie, ale na pewno dużo w ramach tych produktów z żywności wygodnej. Czyli jeżeli mówimy o takich produktach, jak jakaś focaccia, jakiś chlebek, buła od kebaba, hot dog i tak dalej. Generalnie mówi się, że do trzech produktów, które najbardziej stymulują stany zapalne zaliczymy pszenicę, cukier rafinowany i kwasy tłuszczowe typu Trans. Czyli 3w1 to jest pączek, muffinka, jakieś ciastko, eklerki. Więc bardzo często są to produkty cukiernicze, półcukiernicze, słodycze, Fast foody. Teraz pytanie, co w tym Fast foodzie jest takiego? Bo wiemy chyba, że Jamie Oliver jakiś czas temu robił dochodzenie w Mc Donaldzie i znalazł tam parę takich rzeczy, po których nawet Mc Donald przegrał sprawę i musiał zmienić recepturę. Natomiast jeżeli chodzi o te rzeczy dotyczące żywienia takiego konwencjonalnego, to nawet mówi się o tym, że i pszenica, i tłuszcze Trans bardzo mocno stymulują cytokiny prozapalne, takie jak TNF-alfa, czyli czynnik martwicy nowotworu, interleukiny klasy drugiej i interferon-gamma. Więc w przypadku kiedy mamy przewlekły stan zapalny, to można powiedzieć, jest to podobny efekt rehabilitacji tak jak budowanie zamków z piasku przy nadchodzącym tsunami. Czyli ty sobie tam babeczki robisz, fajnie wieżyczki, fasady, wszystko się postawiło. Przychodzi fala i nie ma. I w tym momencie, czy jakiś sens tego aby po prostu zastosować dietę? Oczywiście. Tylko zawsze mówimy tutaj o tym, że to zależy czy ta dieta ma ręce i nogi. Bo też tych diet jest wiele popularnych. Jest dieta oxy, dieta Dukana, dieta Kopenhaska, dieta głodówkowa, nawet diety Snikersowo-lodowe. Czyli znowu pokłosie Influencerów, jedź sobie lody, dopóki nie jest to 1200 kcal to jest gitara. Nóż się w kieszeni otwiera. Natomiast po prostu świadomość ludzi znowu jest bardzo niska, ponadto wydaję się to atrakcyjne, bo ktoś napisał, że można jeść lody, ale trzeba uważać na porcje. Dla wielu osób brzmi to dość logicznie, bo spora część osób zdaje sobie sprawę, że najczęściej tyjemy, bo jemy zbyt dużo zbyt kalorycznych potraw, bo to musi być jedno z drugim związane. Powiem ci, że ja wielokrotnie obserwuję akcję ludzi jak na przykład pytam się kogoś, zawijam się z sali konferencyjnej jeszcze przed Covidem i pytam się czy pomoże mi z tą torbą do cateringu, bo tylko ona została. Ktoś bierze i mówi: ty, to waży chyba ze dwa kilo żarcia. Jak ja będę jadł tyle to będę taki. Ja mówię: słuchaj, to że to dużo waży, to nie znaczy, że to ma dużo kalorii. Dlatego że mamy właśnie gęstość energetyczną i są produkty takie jak nać selera, czy jakieś ogólnie warzywa, owoce, czy chude źródła białka, które maja niedużo kalorii. A zobacz taka oliwa z oliwek, kieliszek 30 ml, niby lekka, niby niedużo, a jednak ma te 270-300 kalorii. Więc tyle co jakaś duża porcja warzyw czy sałatka po prostu z jakimś łososiem polana jakimś delikatnym sosem. Także tutaj trzeba zwracać uwagę na te aspekty.

A teraz powiedz mi, bo tu mówimy o procesie zapalnym, że nie wszystko może być, to co mogę bezpiecznie jeść albo co mam zjeść, albo co mam powiedzieć pacjentowi, żeby zjadł, żeby zmniejszyć możliwość stanu zapalnego w ciele? Wyeliminowałem te trzy czynniki.

I już jest fenomenalnie.

I już jest fenomenalnie? Wystarczy?

Czy wystarczy to nie wiem. Natomiast to jest na pewno bardzo solidny pierwszy krok, tak zwana dieta trzy bez, tylko że ona jest też różnie rozumiana. Natomiast w moim ujęciu dieta trzy bez, to jest waśnie bez pszenicy, bez cukrów rafinowanych i bez tłuszczów typu Trans, zwłaszcza w momencie kiedy dotyczy to jednego produktu. Więc jak chcesz zjeść ciasta z nadzieniem, jakieś Oreo, wafelki z kremem, rurki z kremem, czy jakieś muffinki, pączki, to raczej nie. Tym bardziej w tym okresie rekonwalescencji. Albo zjedz to sobie w ramach flexi by dieting. Czyli zjedz sobie 2 pączki w miesiącu, a nie tak, że codziennie…

W tygodniu.

Niech będzie w tygodniu. To zależy, wiesz na przykład kulturyści do zawodów to w miesiącu. W każdym razie, jeżeli chodzi o to, żeby podejść do tego tak racjonalnie, to jeżeli będziemy podchodzili do tego w ten sposób, wiesz pączki, ale jest jeszcze czekolada, są lody, więc uzbiera się trochę w perspektywie miesiąca tych produktów. W każdym razie takie niewielkie porcje produktów są ok, bo nasza epigenetyka jest dosyć plastyczna. Więc przyzwyczajenie się do tych pewnych produktów spożywczych jest w ramach normy jak najbardziej możliwe. Natomiast co jest też bardzo ważne? Jeżeli chodzi o stan przeciwzapalny, to poza tą dietą trzy bez, czyli tak często jak to tylko możliwe, minimalizujmy bądź eliminujmy pszenicę, cukry i tłuszcze Trans. Natomiast, tak jak już wiecie, dosyć mądrym pomysłem jest także ograniczenie podejścia dotyczącego nabiału, chyba że jest to nabiał, na który możemy sobie pozwolić parę razy w tygodniu, czyli to jest na przykład mozzarella, mleko bawole albo oscypek, czy jakiś ser owczy, kozi. To jest jak najbardziej ok. Natomiast problemem jest to, że ludzie najczęściej robią trzy kawy w każdej mleko, jakaś Flat white czy coś, oprócz tego na śniadanie kanapki z serem żółtym. Na obiad jakieś spaghetti bolognese z serem. I na kolacje naleśniki z twarogiem. Więc tak naprawdę od świtu do nocy mamy ten nabiał. I to jest tak często powtarzalne, że w zasadzie można powiedzieć, że ten człowiek bez mleka to by chyba nie wiedział jak się napić i jak się najeść. I to jest już taki dosyć duży błąd. Natomiast tu przychodzi znowu na pomoc mikrobom, czyli te żywe kultury bakterii zamieszkujące nasz organizm, ale chyba najwięcej ich znajdziemy w jelicie grubym, tak 1,5-2 kg średnio. I to jest tak zwany cud immunologiczny. Ale poza tym, że to jest produkt, który zapewnia nam tolerancję immunologiczną, to również mikrobom odgrywa wiele procesów dotyczących, uwaga, normalizowania cytokin prozapalnych i przeciwzapalnych. Czyli jak wiele osób na przykład zastanawia się czy na stan zapalny dać omega-3, cissus quadrangularis, koci pazur, czarci pazur, czy jakieś kwercetyny, kurkuminy, to pierwsze w ogóle pytanie, pierwsze rozważania powinny pójść w stronę mikrobiomu i zwiększania szczelności bariery jelita cienkiego. Bo to jest też temat, który chyba od 10 lat tak naprawdę cały czas rośnie i nawet widziałem ostatnio bardzo ładny przegląd badań, który pokazuje właśnie jak często, coraz częściej, środowisko lekarskie zwraca uwagę, że nieduży bądź średni nasilony stan zapalny może odpowiadać właśnie taki element jak ta zwiększona przepuszczalność bariery jelita cienkiego, którą możemy mierzyć przez poziom zonuliny w próbce kału albo Alfa-1-antytrypsyny, albo ewentualnie przeciwciał przeciwno zonulinie.

Zapytam o jedną rzecz, nie wiem czy to jest mit, czy nie, że jeżeli zjem buraka i siusiam na czerwono to wtedy mam jelita przeciekające.

To jest jeden z elementów, który pokazuje jak bardzo często w Internecie możemy znaleźć jakieś wadliwe informacje dotyczące samo diagnozowania. Faktycznie test buraczany, czyli zjedz buraka, wypij sok z buraka i jeżeli będziesz miał czerwony mocz to jest nieszczelne jelito. To jest związane z betaniną, czyli z barwnikiem, który jest związany w buraku i tutaj nawet osoby z dyspepsją, osoby, które mają słabe trawienie w żołądku, słabe działanie soków żołądkowych też mogą mieć nawet stolec taki bordowy, czy też mocz taki lekko rdzawy. I to absolutnie o niczym nie świadczy jeśli chodzi o przenikalność bariery jelita cienkiego. Natomiast takie testy jak na przykład Alfa-1-antytrypsyna czy zonulina z kału to są w pełni walidowane testy, które z resztą w PubMed, jak byśmy wpisali zonulin level in stolo sample to wyjdzie wyników dużo i bardzo dużo z nich jest właśnie powiązanych z przewlekłym stanem zapalnym, z autoimmunologią, czyli niestety z chorobami naszych czasów.

Pszenica, bo to taki temat też związany ze stanem zapalnym, o którym mówiłeś przed chwilą, to nie jest tak, że te bułki w tych trzech dyskontach, w których wszyscy kupujemy bułeczki są po prostu przez to słabe, bo są zamrażane, rozmrażane, gotowane i stoją 30 tysięcy lat, ale jakbyśmy dzisiaj zrobili taka swoją pszenice i zrobili bułkę to byłoby to lepsze i jednak nie byłoby tak straszne dla organizmu, jak o tym mówisz?

Gdybyśmy mieli tą tak zwaną samopsze, czyli tą pszenice pradawną, gdyby nie dodawać tam tyle drożdży, gdyby nie dodawać tyle polepszaczy tylko faktycznie zrobić sobie taką domową bułę. Super. To byłoby naprawdę fajne. Dlatego że głównym problemem jest to, że ta pszenica, która jest używana teraz plus dodatek glutenu, bo to nie jest tak, że właśnie w tych pieczywach z głębokiego mrożenia mamy świeżą bułeczkę wypiekana w piekarniku, absolutnie. Zresztą nawet ostatnio udostępniałem u siebie na Facebooku raport taki, gdzie jest powiedziane wprost, że nawet niekiedy gipsu dodaje się do tych bułek. I to być może tłumaczy dlaczego taka buła z dyskontu, jak ją znajdziesz w chlebaku 4 dni później, to jak rzucisz o ścianę to wybijasz dziurę. Więc faktycznie myślę, że te ciabatki i tak dalej, są twarde takie, że nawet po łabądki nie są w stanie tego zjeść w rzeczce. I to jest naprawdę duży problem. Zobacz, że też wiele dodatków w tym pieczywie konwencjonalnym powoduje, że naprawdę wiele osób i tu nie trzeba szukać osób z celiakią, czy osób z nieceliakalną nadwrażliwością na gluten, naprawdę wiele osób powie, że czuje się źle, że czuje się ciężko, wzdęcia, że mają kłopoty dotyczące właśnie refluxu, jakiejś zgagi. U wielu osób jest to nawet problem dotyczący tego, że jest zahamowanie apetytu, ponieważ w pszenicy znajdziemy takie inhibitory trypsyny i pepsyny, czyli hamowanie działania enzymów trawiennych. Właśnie tych, które mają trawić białka na poziomie żołądka. Więc to jest też etap taki, który pokazuje, że część osób zje bułkę i przez 4-5 godzin już nic nie tknie, bo czuje taką ciężkość na żołądku. A drugiej strony, mamy osoby, które odczuwają to zupełnie inaczej, czyli zjadamy na przykład na śniadanie bułkę z serem, kontra micha owsianki. Zaskakujące, że taka naprawdę duża micha owsianki potrafi mieć tyle samo kalorii co jedna bułka z jakimś masłem czy margaryną i serem. A pod kątem zawartości składników odżywczych, witaminy E, błonnika i tak dalej, to ta owsianka bije tą bułkę kajzerkę na łeb na szyję. Ponadto po owsiance czujemy się syci 3 godziny, a 15 minut po zjedzeniu bułki niektórzy się zastanawiają czy to była jakaś przystawka, czy danie główne.

Powiedzmy, że jem w miarę dobrze. Wszystko w miarę eliminuję to co muszę, to co mogę jem. Czy ja muszę się suplementować? Czy suplementacja jest obowiązkowa dla każdego, czy jednak jest to dla osób, które trochę nad wyraz używają swojego ciała, a jak normalnie żyję i pracuję, i śpię to nie musze suplementować?

Tutaj też bym się pokusił trochę na wywiad, nawet taki bez interpretacji jakiś wyników badań. Zobacz, że kiedy mówimy o osobie, która mówi, że ona żywi się dobrze, czy ona coś potrzebuje. To ja pytam się teraz: od jak dawna żywisz się dobrze i co to znaczy żywię się dobrze. Bo wiem też, że po prostu w momencie kiedy ktoś mówi, że zdrowo się odżywia, to ja wyciągam okularki VCR, popcorn i lecę z koksem. Bo niektórzy naprawdę myślą, że jak nie piją alkoholu i nie palą papierosów to już jest zdrowo. Jak nie piją coli, czy innych napojów gazowanych, to już jest zdrowo. Jeżeli ktoś zje dwa plasterki pomidora do kanapki, to znaczy, że dołożył warzywa do posiłku i już jest zdrowo. Wegańsko jest zdrowo, niskotłuszczowo jest zdrowo, niskowęglowodanowo jest zdrowo. Każdy ma jakiś pomysł na to, co to znaczy zdrowo. I tutaj znowu problem świadomości i Izabella Wentz się kłania, czyli „Dietetyka jest jedną z niewielu nauk […]” i tak dalej. Problem jest naprawdę z tym duży. I jeżeli chodzi o to, czy warto byłoby się czymś suplementować, to moje pytanie jest takie: na przykład od końca marca do końca września ile przebywasz na świeżym powietrzu w godzinach 10-15. Jeżeli jest to minimum godzina… i teraz pytanie, czy między 10-15 jesteś w stanie wyjść, najlepiej bez koszulki przez co najmniej godzinę albo ogólnie godzinę. Tu kwadrans, tu pół godziny, kwadrans i w sumie zebrało się na godzinę przebywania na słońcu, odsłaniając naprawdę dużą część powierzchni swojego ciała. Bardzo ważne jest też to, żeby pokazywać oczy, więc takie okulary co ¾ twarzy zasłaniają, to nie do końca. Natomiast jeżeli jesteśmy w stanie dopuścić po prostu do promieniowania do naszej gałki ocznej, tam jest naprawdę duża ilość receptorów, która tą witaminę D może syntetyzować, bo to, że witamina D jest syntetyzowana przez melaninę, przez naszą skórę to myślę, że tutaj to jest dosyć proste. Natomiast jeżeli chodzi o pozostałe elementy to statystyka jest trochę straszna. Mówimy, że 90% Polaków ma solidny deficyt witaminy D i my to widzimy na co dzień u nas właśnie w poradni BeWell. Czyli przychodzi do nas pan Sławek i pani Grażynka i oni najczęściej tą witaminę D mają albo faktycznie w skrajnym niedoborze, czyli poniżej 20 jednostek, gdzie zdarzały się osoby, które miały nawet, jako wyczynowi sportowcy, poziom 6, 11, a rekordzista miał 1. To jest Nosferatu, normalnie wampir, no nie wierzę, że facet miał witaminę D na poziomie 1. Natomiast bywają też osoby, które po prostu suplementują na własną rękę i wtedy ten poziom jest optymalny 38, 45, 55 i tak dalej. I to jest taki poziom ok. Natomiast są też maniacy, którzy uważają, że im więcej tym lepiej i oni mają taki poziom 70-100 i to też jest ok, zwłaszcza pod kątem, tego że wielu sportowców, trenerów, dietetyków zauważa taką zależność, że o ile dla Kowalskiego poziom 40-50 jednostek koncentracji witaminy D jest w porządku, o tyle dla sportowców ten game changer jest w momencie, kiedy jest to 70-80 jednostek. Tutaj jest też większy potencjał testosteronu całkowitego, testosteronu w puli wolnej i tak dalej, ale także wpływ na regenerację naszego układu nerwowego, naszej masy mięśniowej i pozostałe elementy. Więc naprawdę bardzo fajna rzecz. Przeszliśmy przez witaminę D. teraz pytanie czy suplementować ją. Myślę, że dla większości osób statystyki by to pokazywały, że tak. Przynajmniej od końca września do marca.

Ale robimy to w ciemno? Nie musimy badać?

Fajnie byłoby zbadać. Natomiast wiele osób też pewnie nie widzi różnicy, że są dwie formy witaminy 25(OH) D3 i 1,25(OH)2 D3, czyli na podwójnej endoksylacji.

Ja jestem z tych ludzi.

Mówiąc po ludzku, pierwsza forma 25(OH) D3 to jest ta, która syntetyzuje się przez naszą skórę chociażby. A 1,25(OH)2 D3 to jest ta, którą możemy mieć już w tej formie pełni gotowej, w pełni użytecznej metabolicznie. Więc często suplementując produkty z witaminą D, ładujemy od razu tą drugą. Potem ktoś mówi: ej po kwartale sprawdziłem i ta witamina D wcale mi prawie nie podrosła. Bo dlatego, że masz już tą w pełni gotową. Ta przejściowa tak naprawdę pozostała na w zasadzie nie do końca zmienionym poziomie. Co jeszcze można powiedzieć takiego ciekawego? Jeszcze dawka. 2 do 4 tysięcy iu, czyli jednostek międzynarodowych, uważam, że to byłoby jak najbardziej w porządku. Są osoby takie, które mówią, że dać 10 tysięcy, 20 tysięcy, nie do końca.

A to nie jest tak, że mam niedobór i dać najpierw dawkę 10, a potem 2. To jest jakiś sens?

Można podrzucić, aczkolwiek ja bym tutaj znowu poszedł w probiotyki, czyli powiedział o takim szczepie lactobacillus plantarum 299v. mówiąc po ludzku, Sanprobi IBS, taki biało-zielony kartonik. On w nazwie ma IBS, czy na jelito nadwrażliwe jest naprawdę bardzo fajny, a jako wiemy, że produkty monoszczepowe mają wąskie spektrum działania fizjologicznego, czyli mówiąc po ludzku, działają na coś albo na cosie, to jednym z cosiów jest właśnie redukcja tych dolegliwości w zespole jelita nadwrażliwego. Wzdęcia, biegunka i tego typu rzeczy. Druga sprawa, to jest o 40% lepsze przyswajanie żelaza, to dla anemików, sportowców wydolnościowych albo osób z dyspepsją jest naprawdę bardzo ważne. I trzecia rzecz, to jest jeszcze kwestia dotycząca o 25% lepszej recepcji VDR, czyli receptora dla witaminy D. więc lepiej byłoby zjeść witaminę D, nawet 2-4 tysiące i dołożyć do tego Sanprobi IBS i masz bardzo fajny efekt synergii.

D to na pewno, bo to brak słońca. Często w reklamach widzimy, że ten magnez jest taki bardzo potrzebny w siarczanach albo w jakiś innych. To rzeczywiście jest tak, że my go nie mamy i też musimy dosuplementować? Czy jednak to trochę bujda?

Na poziomie takich badań wieloosobowych można powiedzieć, że około 47% ma średnie albo lekkie niedobory magnezu. Więc znowu jeżeli z tych paru miliardów ludzi, tak już rozszerzając tą całą statystykę, jeżeli powiedzmy 3-4 miliardy mają problem z tym, to myślę, że warto byłoby zwrócić się znowu lepszej diety. Wiesz co mnie osobiście wkurza? Że często mówiąc o takich dietach jak dieta Paleo, Samuraja, jakaś wegetariańska, wegańska, różne, mówi się, że to jest niedoborowe, bo to jest dieta eliminacyjna. I w takiej diecie Samuraja, gdzie nie masz na przykład nabiału, to ktoś się martwi jakiś wapń i tak dalej. A jak ktoś wpieprza bułki i zagryza Snikersami to tam niedoborów nie ma. Jest wszystko zarąbiście, bo to jest kopalnia po prostu witamin, antyoksydantów, mikroceutyków. Ludzie, po prostu włączmy trochę takiego konstruktywnego myślenia. Babka siedzi na diecie na kajzerkach, zagryza croissantem i popija Nestea i ona się zastanawia czy jak nie będzie jadła mleka, to czy nie będzie miała kłopotów z wapniem. No chora faza jakaś. Natomiast u wielu osób jest problem taki chyba z myśleniem, takim przyczyna-skutek. Jakieś konstruktywne rozbicie tego problemu. Natomiast magnez od nas dosyć mocno ucieka, zwłaszcza w momencie kiedy mamy pobudzaną diurezę, czyli oddawanie moczu. I tutaj kłania nam się kilka problemów. Na przykład osoby, które mają jakąś chorobę autoimmunologiczną, typu nawet Hashimoto, albo nawet zwykła niedoczynność tarczycy, więc naprawdę spora część populacji, mają obrzęki. I przychodzi baba do lekarza, a lekarz na to Urosept, czy tam Spirinolakton. Nie chcę tutaj absolutnie urazić nikogo, bo też znamy i współpracujemy z wieloma wybitnymi lekarzami. Natomiast wiemy, że system NFZ działa najczęściej tak, że właśnie przychodzi baba do lekarza, a lekarz ma na nią maksymalnie 5 minut. I tu nie ma co działać z jakąś edukacją, z przyczyną problemu. To pani zrobi jonogram i pani przyjdzie raz jeszcze. Tylko po prostu człowiek musi dostać remedium na swoje dolegliwości. No więc dostaje jakieś diuretyki tiazydowe czy pętlowe, jakiekolwiek. I niestety wraz z tym zwiększonym oddawaniem moczu mamy też większe straty magnezu, dlatego byłoby super, gdybyśmy popatrzyli na to pod kątem takim, że fajnie zjeść banana, fajnie wypić taką Muszyniankę, fajnie jest właśnie podsuplementować jakiś trounian, taurynian magnezu czy jakiekolwiek inne formy tych produktów, idąc głównie w sole organiczne. Przy tym tutaj też uwaga na cytrynian magnezu, bo on powoduje niestety często biegunkę, nawet jeżeli jest taka dawka dosyć nieduża. Więc tak by to wyglądało. I magnez jest dosyć dużym problemem jeżeli chodzi o niedobory, ale zresztą tak samo jak cynk. I tutaj pierwsza taka informacja, że niedobory magnezu, ale głównie cynku są mierzone przez taki element jak ALP, czyli fosfataza zasadowa. Ona jest najczęściej w zakresie referencyjnym 40-120 i takie wyniki poniżej 60 nie są satysfakcjonujące. 60-80 to jest taki dobry poziom cynku. My niestety nie możemy mierzyć cynku bezpośrednio z krwi, dlatego że tam występuje tylko 1% tego pierwiastka, a 99% wewnątrz komórkowo. Więc to jest tak jakby szukać zarodków złota w kale dzika. No raczej mało prawdopodobne, że tam coś znajdziesz w ogóle. Więc w ten sposób możemy powiedzieć, że ALP i właśnie poziom cynku to jest bardzo fajna korelacja i najbardziej zachęcam, żeby zerknąć po prostu co się tam dzieje.

Takim problemem kolejnym w budowaniu zdrowego pacjenta i tego, żeby jak najszybciej uciekł od nas zdrowy, szczególnie po wszystkich operacjach i odbudowaniu masy mięśniowej. I czasami mamy z rym problem taki, że niby tu wszystko wychodzi, a jednak tej masy nie ma. Co byś tu poradził na temat jedzenia, czy nawet przedoperacyjnie co byśmy podali takiemu pacjentowi, żeby on szybciej mógł wrócić do formy. Czyli białeczko, serwatka i jedziemy?

Może być, to jest jakieś rozwiązanie. Natomiast takich preparatów jak aminokwasy BCA, aminokwasy egzogenne czyli EAA, a więc nie trzy sztuk, jak w BCA, a osiem sztuk, czyli te wszystkie niezbędne, których nasze organizmy nie potrafią syntetyzować. Białko serwatkowe ok. Mogą być też białka wegańskie. Jest bardzo super produkt, który moim zdaniem nadaje się dla absolutnie każdego, to jest Supersonic Food. To jest produkt klasy MRP, czyli zastępczy posiłek, mówiąc wprost, to jest po prostu zmielone żarcie. Bo tam masz węglowodany z płatków owsianych, masz chia, masz siemię lniane, masz moringę, masz morszczyn pęcherzykowaty, masz likopen, masz, takie zarąbiste drożdże, masz ta białko, które jest pozyskane z białka konopnego, z białka dyni, z białka grochu, z białka ryżowego. Masz etylowe estry kwasów tłuszczowych omega -3, -6, i -9. Więc to jest taki naprawdę mega kompletny fortyfikowany posiłek, który przygotowujesz sobie na mleku ryżowym, migdałowym czy jakimś kokosowym, bełtasz i w zasadzie po 20 sekundach takiego bełtania masz taki fajny gęsty budyń, który smakuje na przykład jak solony karmel albo, czekolada, albo wanilia i tak dalej. I to jest naprawdę super sprawa, która może podnieść bilans azotowy, czyli właśnie białko do produkcji kolagenu, do odbudowy tych wszystkich naszych struktur. Naprawdę świetna sprawa. Można by też pójść w Nutridrinki, ale tu akurat nie chciałbym typowo mówić o tym produkcie Nutridrink, bo generalnie to coś woła o pomstę do nieba, jeżeli chodzi o to, co tam się takiego poleca, bo tam jest kazeina z cukrem tak naprawdę. I ma to 1000 kalorii, spoko, natomiast jest dużo fajniejszy produkt, który nazywa się Oncofortan. Dużo mniej znany, dużo mniej kasy wpompowane w marketing. Ale jak wiemy, to że coś jest mega znane, to nie znaczy, że jest dobre. Ja osobiście bym nie gloryfikował jakoś Coca-coli, Sprite, czy Pepsi, aczkolwiek czasem do jakiegoś Cuba libre wjedzie. I to jest znowu jakby rzecz logiczna. Natomiast w Oncofortanie też masz dużo więcej produktów, które są zdecydowanie lepsze jakościowo. I taki nutridrink jak Oncofortan, produkt MRP jak Supersonic, czy też właśnie preparaty aminokwasowe, białka serwatkowe. Naprawdę super sprawa na to, jak można podejść do tematu przyspieszenia tej regeneracji.

Jak długi przed takim… przed operacją? Już wcześniej powinniśmy zacząć drinkować sobie te wszystkie rzeczy, żeby do tego się przygotowywać czy jednak spokojnie zacząć po i poczekać na to aż ten mięsień spadnie?

Myślę tak naprawdę, że… w kontekście budowania masy mięśniowej, czy operacji?

Budowania masy mięśniowej pooperacyjnie. Bo na przykład załóżmy kolanko i leżymy sobie potem 4 tygodnie, i trochę nam jest ciężko ruszyć nogą, więc ta masa mięśniowa spada.

To pozwolę sobie troszeczkę inaczej to zrobić. Ja bym powiedział, że zacznijmy tak około tydzień przed operacją, czyli postarajmy się wygłuszyć trochę stany zapalne, dodajmy właśnie tego azotu, po to żeby te komórki mogły jakoś normalnie funkcjonować i w ten sposób przyspieszmy już po prostu regenerację już po zamknięciu szwów. Czyli tylko w ciągu tych pierwszych kilku godzin kiedy nas już chirurg pozszywał, to już wtedy tak naprawdę zadbajmy o to, aby to żywienie było dobre. I oczywiście będzie się to w zasadzie kręciło do pełnego zdrowienia, w zależności od tego co się tutaj dzieje. Bo jeżeli kogoś pogryzł pies i mu rękę jak kasownik po prostu przebiło, to jest czas powiedzmy miesiąca i tamte tkanki, jeśli nie doszło do jakiegoś zerwania czy naderwania jakiś ścięgien, czy kości to jest ok. Natomiast w przypadku jakiś większych operacji to może być to problem. I potem jest oczywiście kwestia dotycząca odbudowy tej siły i masy mięśni. Więc tutaj taka dieta, która będzie miała powiedzmy z 25-30% zawartości protein w diecie. I 40-50% węglowodanów. Reszta w tłuszczach. To jest jak najbardziej ok. Więc myślę, że taki udział 40-25-25 plus-minus, to byłoby dobre ułożenie tych makroskładników. I znowu, to nie jest tak, że dieta jest na jakiś czas, bo dieta to są nasze nawyki żywieniowe, czyli coś, co trwa przez całe życie. Natomiast myślę, że potem już jak już zakończymy tą rehabilitację, jesteśmy względnie odbudowani z masą mięśniową, to pytanie, co my z tą masą mięśniową chcemy zrobić. Bo jeżeli to jest właśnie ACL więzadło krzyżowe przednie i ktoś chce biegać sobie jakieś półmaratony, to on nie będzie potrzebował aż 25% zawartości białka w diecie, bo to jest dieta bardziej dla kulturystów. Ale 15%, 18% zawartości białka w diecie, przy większym udziale węglowodanów, żeby ten glikogen po tych treningach biegowych regenerować, jak najbardziej ok.

Nie jest to męczące tak liczyć, ileś gram, 15-18? Trochę nie jest to przerost nad formą, że jak my biegamy amatorsko to my tutaj liczymy i potem jest taki trochę przerost formy nad treścią, że jem zajebiście, ale nie śpię i nic się nie dzieje.

Ja patrzę na to poglądowo jako specjalista, natomiast gdybym miał kogoś kto rzuci mi taka kartkę papieru: patrz, tak jem, czy jem dobrze? To powiem ok, ale wymień to na to. Tu sobie dodaj do obiadu trochę więcej ryby, bo na przykład 50 gram filetu to trochę mało. Dodaj coś jeszcze do kolacji z tego i z tego, bo ci błonnika na przykład brakuje. Bardzo często mówi się o tym, że w przypadku żywienia, ja zresztą tak mówię na szkoleniach, które prowadzę, że ciało ludzkie, fizjologia, to nie jest tylko matematyka. To jest matematyka i zasady fizjologiczne, więc w momencie kiedy mamy stresory, nie stresory, stan zapalny, regeneracja nocna, to jest wszystko bardzo mocno powiązane. Więc ja wiem jak to ująć pod kątem liczenia tych kalorii, pod kątem proporcji. Natomiast wystarczy, że człowiek przykuma kilka podstawowych zasad, czyli w naszym żywieniu nie może zabraknąć wody, błonnika i kwasów tłuszczowych omega-3. Nasza podstawa diety to powinna być bez pszenicy, bez cukrów rafinowanych, bez tłuszczów Trans. I zasada 80-20. Tyle. I to jest naprawdę absolutna podstawa jeżeli chodzi o zdrowe funkcjonowanie w żywieniu. Natomiast jeżeli chodzi potem czy dać więcej kurczaka, mniej kurczaka. To ja wolę zrobić takiego samouczka pacjentowi, tak zresztą robimy w naszej poradni, że każdy po konsultacji dostaje rekomendowane i nierekomendowane źródła białek, tłuszczów i węglowodanów. Że talerz powinien w takim udziale graficznym składać się plus-minus w wersji startowej z tylu, tylu, tylu, jeżeli chodzi o kasze, o jakieś warzywa o tłuszcze, o białka i tak dalej. I po prostu w ten sposób możemy robić. I bardzo wiele osób w taki sposób na oko jest w stanie faktycznie schudnąć, poprawić swoje zdrowie, samopoczucie. Dlaczego? Bo przestaje pic kawę z dwiema łyżeczkami cukru, do tego wafelka, tylko zamienia to na jakąś bardziej pełnowartościową formę pożywienia, czyli nie coś, co daje high cukrowy i mamy taki potem rollercoaster z dopaminy, że dopamina idzie w kosmos, jest super, jest szok insulinowy. Potem jest hipoglikemia reaktywna i mamy nagle zjazd do bazy, że zaraz chyba odpłyniemy i potem znowu wywalamy się w kosmos cukrem, żeby jakoś się obudzić. Także jeżeli będziemy w stanie trochę zdrowo rozsądkowo podejść do tego typu rzeczy to jest naprawdę świetna inicjatywa na starcie.

Choroby typu autoimmunologia, czyli tak jak powiedziałeś wcześniej Hashimoto, RZS, ZTSK i wszystkie inne, które nas gdzieś tam trapią to są choroby do wyleczenia jedzeniem? To są przeważnie takie choroby, że my się sami zabijaliśmy? Czy do zaleczenia, do tego, żeby zminimalizować objawy, a może się uda?

Trochę tego, trochę tego. Nie chcę od razu powiedzieć, że ktoś leczy choroby autoimmunologiczne, bo pomimo faktu że są nawet takie książki „Wylecz Hashimoto w 90 dni” to, to słowo wylecz to jest taka trochę pułapka. I tam podejrzewam, że autor w pierwszych słowach tej książki prostuje, że chodzi o remisję stanu chorobowego. Czyli my to nieszczęście chowamy z powrotem do puszki Pandory, wkładamy do rowu 2 metry głębokiego, zalewamy betonem i niech tam leży. Natomiast wiemy, że to jest tak jak klątwa, jak będziemy się źle zachowywać, czyli znowu: kupa alkoholu, kupa wyrobów tytoniowych, niedosypianie, narkotyki, przetworzona żywność, kupa stresów i tak dalej, stanów zapalnych, to wiemy, że tak jak klątwa to właśnie to nieszczęście z puszki Pandory będzie kopać aż wylezie spod tego betonu i znowu w nas wjedzie. Więc tutaj można powiedzieć, że dopóki nasz styl życia, dotyczący właśnie minimalizowania stresorów, kontroli rytmu dobowego i właśnie żywienia, i suplementacji, i treningów będzie spójny, to faktycznie jest to super sprawa do kontrolowania. Przede wszystkim trzeba wziąć pod uwagę, że sama definicja autoimmunologia, auto – ja sam, immunologia – czyli system odpornościowy. A więc u nas powinien być zachowany w organizmie tak zwany parametr tolerancji immunologicznej. Czyli nasz organizm powinien wiedzieć, że te wszystkie wirusy, bakterie i grzyby co gdzieś tam sobie fruwają, że to warto zwalczać i nie doprowadzić do tego żebyśmy mieli jakieś pleśniawki na języku, żebyśmy nie mieli właśnie Covida, czy grypy, czy przeziębienia, czy jakichkolwiek innych infekcji wirusowych, ale też żebyśmy nie zapadli na jakieś zapalenie krtani, płuc, czy oskrzeli, czyli infekcje bakteryjne. To samo w kontekście dróg moczowo-płciowych. Więc to mamy zwalczać. Ale z drugiej strony nasz organizm ma być w totalnym luzie, jeżeli chodzi o jakieś pyłki, sierść chomika Jakuba, sierść psa, konia i tak dalej, jakieś pylące trawy, czy też właśnie żywność. Więc alergia i autoimmunologia to jest właśnie utrata tej tolerancji immunologicznej. To jest zbytnie, nadmierne pobudzenie układu odpornościowego i w ten sposób możemy powiedzieć, że znowu idziemy pod probiotyki, dlatego że probiotyki i właśnie ten cud immunologiczny, który naukowcy tak nazwali, to jakby daje proste wyjaśnienie. Zaatakuje się kilkanaście mg, kilkanaście gram takiej bakterii, która zajmuje ci krtań, płuca, czy cokolwiek innego. I wiemy jak się czujemy. Gorączka 39-40 stopni, trudności z oddychaniem, ropna plwocina. Generalnie dramat. A zobacz, że masz 2 kg bakterii w jelicie grubym i organizm mówi jest fajnie. Generalnie jest świetnie. Więc te bifidobakterie, anthracosis, streptococcus, lactobacillus, te wszystkie bakterie komensalne, te pomocne dla naszego zdrowia naprawdę są świetnym dodatkiem i uważam, że od tego powinniśmy wyjść. Zresztą skoro GALT, czyli ta tkanka limfatyczna występująca w obrębie jelita, odpowiada za 70, a nawet 80% odporności człowieka i tej tolerancji immunologicznej, to chyba warto w to zainwestować.

Ale jeżeli my zaczniemy się suplementować probiotykami to nasz organizm przestanie je trochę sam wytwarzać i sam o nie dbać, i zaczniemy trochę wyręczać?

My w zasadzie probiotyków nie wytwarzamy. To jest bardzo fajne zagadnienie. Zacznijmy może od tego, że w naszym organizmie te substancje pro biotyczne, mikroorganizmy, są i one bytują gównie w jelicie grubym. Natomiast wrogami tych probiotyków jest kilka stanów. Po pierwsze, biegunka. Biegunka czy nawet taki zabieg jak czyszczenie okrężnicy to jest brutalne wypłukiwanie bakterii jelitowych i niestety wtedy ten nasz mikrobom jest bardzo mocno spłycony. Czyli to jest tak jakby mieć pociąg z forsą i go wykoleić, a potem podpalić. Nie do końca dobry pomysł. Potem możemy powiedzieć o takich kwestiach jak chociażby NLPZ, czyli niesteroidowe leki przeciwzapalne przyjmowane przewlekle. Czyli nie tak, że boli mnie głowa albo mam okres to sobie wezmę, bo to jest w porządku. Ale chodzi o to, że boli mnie ząb od 3 miesięcy i od 3 miesięcy łykam ibuprofen zamiast iść do dentysty. Czy też mam ból w barku. Zamiast pójść do Dachowskiego, do Fizjo4life to będę łykał ibuprofen. Gdzie tutaj może się okazać, że tu są rotatory, czy jakiś konflikt podbarkowy. Mamy też antybiotyki zwłaszcza te o szerokim spektrum, czyli takie produkty jak Duomox, Augumentin, najczęściej mówiąc o arytromecynie albo klarytromecynie, amoksycyklinie, kwas klawulanowy. To są takie różne rzeczy, które mają bardzo szerokie spektrum. I to jest teraz tak. Powiedzmy, że cofamy się parę lat w historii i mówimy o poszukiwaniach Bin Ladena w Afganistanie. I Afganistan przeszukiwany przez piechotę morską, marines, wszystkich po kolei i znaleźli go po tych paru latach. Ale gdyby Bush stwierdził: e, walić to, tyle siana. Zbombardujmy Afganistan atomówkami i też go na pewno znajdziemy. Jak nie padnie od pierwszego rozbłysku termojądrowego, to promieniowanie go zabije i też będzie gitara. I to jest właśnie działanie, które przypomina antybiotyk o szerokim spektrum. Szukamy kogoś, ale prowadźmy wojnę totalną, zmiećmy wszystkich. Czyli wtedy niestety nie tylko obumierają te bakterie, które wywołują u nas anginę, czyli takie ropne zapalenie gardła, czy pozostałe, ale także właśnie te bakterie komensalne. I teraz czy jest schron przeciwatomowy w naszym organizmie? Jest. Nie u wszystkich. Nazywa się jak? Wyrostek robaczkowy. W wyrostku robaczkowym my mamy właśnie taka minimalną rezerwę tych bakterii, która po prostu umożliwia potem swoja odbudowę. Ale tak jak we Władcy Pierścieni były krasnoludy, elfowie, ludzie, ogólnie siły śródziemna, tak był też Mordor i Sauron. I tutaj mamy też takie bakterie gnilne, proteolityczne i clostridium i one niestety bardzo często schodzą poniżej biofilmu bakteryjnego i one potrafią się przed tym atakiem nuklearnych schować. Potem wychodzą i patrzą pełno zabitych lactobacillusów bifidobakterii i zaczyna się The Walking Dead, czyli zjadamy te trupy. I dlatego właśnie w tych wszystkich wykresach okazuje się, że po antybiotykoterapii mamy tyci lactobacillusów i bifidów, a ¾ jak nie lepiej w tym wykresie to są właśnie bakterie gnilne, proteolityczne i tak dalej. Wiesz jaki jest czas po jednej terapii takim antybiotykiem szeroko spektralnym, jak Duomox, czy Augumentin, żeby nasza flora plus-minus jakoś się wyprostowała?

Podejrzewam, że kilka lat.

4 lata po jednej terapii antybiotykiem. Dlatego też okazuje się, że poza tym, żeby przyjmować preparaty pro biotyczne… to jest też bardzo ważne, bo ludzie czasami myślą, że zjem sobie ten probiotyk, bo ten ma 25 szczepów, a ten 10, to ten z 25 szczepów jest lepszy. To tak nie jest, dlatego że my przyjmujemy produkty pro biotyczne aby pomóc odtworzyć nasz pierwotny mikrobom. Czyli można powiedzieć, to jest tak trochę z gier RPG, wysyłamy kapłanów, żeby wskrzesili umarłych. Czyli można powiedzieć, że właśnie suplementacja produktami pro biotycznymi ma pobudzić u nas te wszystkie parametry dotyczące dojścia do homeostazy. Dlatego że nasz mikrobom tak naprawdę kreuje się już w pierwszych minutach naszego życia, kiedy przechodziliśmy przez drogi rodne naszej mamy. Tam w zasadzie nałykaliśmy się tak zwanych pałeczek doderleina, czyli lactobacillusów, które znajdują się w pochwie kobiety. Natomiast jeżeli była cesarka, to wtedy jest to trochę utrudnione i dopiero pierwszą taką probiotykoterapią jest właśnie ssanie kobiecego mleka, czyli tam są te MOMy. Czyli 90% bifidobaterii występuje. I potem mamy taki okres 3-4 lat, gdzie ten mikrobom zaczyna się trochę stabilizować, dojrzewać. I taki 5-7 latek ma już ten stan flory jelitowej podobny jak osoba dorosła.

Jeżeli nie brał antybiotyków.

Tak. I tutaj właśnie te antybiotyki zwłaszcza…

Znasz 2-4 latka, który nie brał?

Nasi pacjenci teraz. Ale wcześniej ja, ty, wszyscy po kolei to pamiętam jak to było. Zapalenie gardła, płuc, czy krtani – antybiotyk. Ja potrafiłem mieć jako dziecko w podstawówce chyba po 180 godzin usprawiedliwionych z nieobecności z powodu choroby. Także jako dziecko byłem taki trochę bardziej chorowity. Natomiast potem właśnie jak sam o siebie zadbałem, zacząłem czytać, właśnie błonnik, kwas tłuszczowy krótkołańcuchowy, probiotyki to już potem… nie jestem w stanie ci powiedzieć kiedy ostatni raz byłem chory. Poza tym, że w styczniu miałem Covida, ale to też tak 2 dni mnie po prostu bolało w krzyżowo-biodrowym i między łopatkami. Takie bóle kostno-stawowe. Stan podgorączkowy, 37,2. I po 3 dniach była gitara. I oczywiście przez 2 tygodnie nie miałem węchu i smaku. Natomiast poza tym, że miałem bezpośredni kontakt z kimś, o czym ktoś mnie po fakcie poinformował, że ja nie ma smaku i łamie mnie w kręgosłupie. Ja mówię: mnie też. Także po prostu niefart. Ale z drugiej strony bez żadnych dolegliwości, bez żadnych powikłań, generalnie spacerek po łączce. A znam takich, którzy niestety już są w z tego powodu, że po prostu dostali Covida i niestety tego człowieka nie wyciągnięto. Także tutaj temat odporności naszej jest bardzo ważny, ale też trzeba powiedzieć sobie, że my dzielimy to na probiotyki monoszczepowe i wieloszczepowe. I tak jak wcześniej mówiliśmy o lactobacillus plantarum 299v, czyli Sanprobi IBS, który był dobry na te kilka rzeczy, które wymieniłem. A jeszcze jedna rzecz, wiemy, że depresja jest chorobą XXI wieku, zresztą nawet ostatnio na Mauricz.tv na naszą platformę online nagrałem szkolenie właśnie, jak zwalczyć depresję. I tam jest kwestia dotycząca tego jak lactobacillus plantarum 299v potrafi zmniejszać ilość kinureniny, a wspierać poziom serotoniny. Czyli serotonina to jest neuroprzekaźnik szczęścia, miłości i tak dalej. Natomiast w momencie kiedy mamy przewlekły stan zapalny to tryptofan aminokwas nie idzie do serotoniny, ale idzie do kinureniny. I niestety efekt jest odwrotny do zamierzonego. I jak się okazuje dla osób, które są w stanie przeddepresyjnym, czy są w depresji i są leczone przez SSRI, czyli przez te leki antydepresyjne, Sanprobi IBS ma naprawdę bardzo fajne działania jako psychobiotyk. Więc wpływa właśnie przede wszystkim na to, co głowa myśli, jak neuroprzekaźniki funkcjonują i tak dalej, jak się czuje cały człowiek. Więc fajna sprawa. Ale wspominam o tym, dlatego że jest drugi preparat monoszczepowy, chyba najbardziej przebadany na świecie, w skrócie LGG, a w skrócie, dlatego że normalnie nazywa się Lactobacillus rhamnosus GG (ATCC 53103). Więc LGG albo też takie preparaty jak LoGGic, Dicoflor, Estiabiom, Luivac, Acidolac, to są takie produkty, które z apteki każdej możemy nabyć i to jest produkt, który przede wszystkim odbudowuje nam pięknie tolerancję immunologiczną. Więc dla osób z alergią, astma, Hashimoto, RZS, ZZSK i tak dalej wszystko po kolei. Czyli to jest najważniejszy preparat monoszczepowy, dla atopowego zapalenia skóry także. I ciekawostka: dla odchudzania, dlatego że on też stymuluje gammę, a jak stymulujemy gammę to też stymulujemy po części lepiej hormon wzrostu i taki parametr jak GLP-1, czyli wrażliwość tkanek na działanie insuliny. Więc można to nazwać, że to jest taki pro biotyczny spalacz tłuszczu troszeczkę. Zresztą takie szczepy jak lactobacillus gasseri i reuteri także, mają bardzo fajne udokumentowane różnice, czyli grupa placebo schudła 2 centymetry w pasie, grupa, która przyjmowała probiotyki 8 centymetrów. To myślę, że różnica jest jak najbardziej zasadna. I mamy też preparaty wieloszczepowe, gdzie przede wszystkim powinniśmy docenić takie, które mają wysoką zawartość bifidobakteriów i są mikrokapsułkowane. I tu tak się składa, że mamy małą kryptoreklamę, właśnie z Lab one, probiotyk number one jest jednym z niewielu takich preparatów na rynku polskim, który naprawdę warto byłoby nabyć. I on w każdej porcji ma 30 miliardów tych bakterii pro biotycznych, a że jest mikrokaptułkowany to w 80-90% spokojnie dociera to do naszego jelita, kolonizuje. Więc efekty naprawdę namacalne.

Po jakim czasie ja odczuje, że brałem probiotyki, coś ma się zmienić w moim życiu, ciele?

To jest też taka ciekawostka. Bywają pacjenci, zwłaszcza ci z tymi dolegliwościami albo skórnymi, albo z dolegliwościami właśnie natury żołądkowo-jelitowej. Oni nawet po tygodniu już odczuwają, że jest taka zmiana pierwsza, że na przykład nie ma tylu wzdęć, nie ma 5-6 wypróżnień, ale są dwa i są takie bardziej jako szyszka, a nie jako krowi placek. Są też takie osoby, które po miesiącu na przykład mówią, że wiele elementów dotyczących spokoju psychicznego im się unormowało. Dlaczego? Dlatego że jest coś takiego jak vagus nerve, nerw błędny, czyli ten nerw, który łączy jelita bezpośrednio z mózgiem i to się właśnie skłania do tego co mówiłeś, że jelita to drugi mózg i tutaj też naprawdę warto to wziąć pod uwagę. Z perspektywy fizjoterapeutów też bardzo fajnie rozwija się unerwienie powięzi, więc o tym też warto jest powiedzieć, że enteryczny układ nerwowy wpływa nawet na powięź. Także tu jest ciekawa sprawa do zorganizowania. Generalnie mówi się, że aby ta terapia probiotykami jakimikolwiek była skuteczna, musi trwać przez co najmniej 2-3 miesiące. I to jest taki element, gdzie jesteśmy w stanie ten mikrobom odpowiednio pobudzić. Natomiast znowu, przykra sprawa, jesteśmy po antybiotyku, idziemy na wizytę kontrolną do lekarza i lekarz da jakiś szajsowy probiotyk, który pewnie nawet miliarda czy dwóch miliardów nie ma w tej kapsułce. Szczepy często nie są numerowane, więc nie wiadomo co to jest. I mówi: zje pan 10 tabletek i jest gitara. 10 dni kontra 90 dni, czyli ten okres minimalny do odbudowy mikrobiomu to trochę jest duża różnica. To jest tak jakby komuś dać dychę na cały miesiąc i powiedzieć: tylko nie przepierdol od samego początku. To trochę nie halo.

Potwierdź mi jeszcze, dlaczego jelita to nasz drugi mózg. Co jeszcze jest tam takiego specyficznego i super, że tak powinniśmy sądzić i tak dbać o nasze jelito.

Przede wszystkim chodzi o to, że bariera krew-jelito jest bardzo podobna jak bariera krew-mózg, to po pierwsze. Po drugie, że mamy funkcję dotyczącą nerwu błędnego, czyli właśnie te wszystkie neuroprzekaźniki, które są tworzone w dużej części przez jelito, bo serotonina nawet w 80-90% jest wytwarzana w jelicie. I z jednej strony mówimy o tym, że ona jest użyta tam troszeczkę lokalnie, na procesy dotyczące motoryki, pozostałych elementów, ale mamy po to właśnie takie komórki tuczne, muscles, po to mamy komórki mikrogleju, po to mamy też tę barierę krew-mózg i nerw błędny, żeby właśnie to też wspomagało funkcjonowanie naszego mózgu. I to są też nie tylko dane kliniczne, nie tylko badania naukowe, ale także dane empiryczne, czyli dedykujesz komuś produkt pro biotyczny właśnie typowy taki na regulację nerwu błędnego, jak na przykład Sanprobi IBS, czyli takie bakterie herbaticus rosell i pifino bacterium logun rossel, i herbaticus rosell lactobacillus, które bardzo ładnie regulują nerw błędny. I ci ludzie w zasadzie jak wcześniej byli w takim stanie neurotyczności, spastyczności, bo różne problemy z tym układem nerwowym mogą się dziać, oni stwierdzają nawet, że po 10 dniach już jest taki wstępny element wyluzowania. A jak mija miesiąc, drugi, trzeci, każdy kolejny to stwierdzają: wow, po prostu jestem oazą spokoju. Jest stres, a mnie mija tak samo jak kula Arnolda Scharzenegera na filmach. Więc generalnie jesteśmy kuloodporni pod tym kątem. Naprawdę super sprawa. Więc chociażby to, że w jelicie właśnie wytwarzamy ogromne ilości tych neuroprzekaźników, w tym serotoniny, jest to chyba jeden z takich parametrów, które warto byłoby wdrożyć. I wybitni specjaliści, tacy jak chociażby pani profesor Hanna Karakuła-Juchnowicz z Lublina, zdaje sobie sprawę doskonale z tego, że na przykład wysoki poziom homocysteiny, czyli niedobory witamin grupy B, w tym kwasu foliowego, B12, B6, B2 są bardzo groźne w depresji, że u 55% zdiagnozowanych z depresją znajdują się właśnie kłopotliwe stężenia, wysokie, homocysteiny. Jak obniżamy to stężenie homocysteiny, nagle chory czuje się dużo lepiej. Może schodzić z leków. Mamy kwestie dotyczące deficytu witaminy D, mamy kwestie dotyczące słabego mikrobiomu, właśnie przez styl żywienia, przez tą dietę zachodnią, czyli przetworzoną, bogatą w kalorie, w cukry, tłuszcze i tak dalej, ale uboga w te składniki mikroodżywcze, czyli właśnie witaminy, składniki mineralne, czy nawet sam błonnik, który jest tutaj dosyć kłopotliwym parametrem. Więc warto jest powiedzieć, że o te probiotyki, o jelita naprawdę warto jest zadbać.

Przejdźmy trochę do innego tematu. Dużo szkolisz, jeździłeś pewnie po różnych miastach Polski, Warszawa, Wrocław, Śląsk, Katowice, było 100 osób na tej sali, jakoś tam prowadziłeś te zajęcia, dzisiaj jest online, jak to porównasz?

Przede wszystkim trochę tęskno jest, że nie ma tych wyjazdów, a z drugiej strony, jak właśnie mam dom, mam małe dziecko i tak dalej, bo Lila już ma 11 miesięcy jest trochę więcej spokoju.

Zaraz zacznie chodzić.

Tak. Już drepta, takie 2-3 kroczki robi a potem bum na pieluchę.

Poczekaj, zacznie ci uciekać.

Pewnie tak i w kasku trzeba będzie chodzić. Trochę tęskno za tymi szkoleniami, a z drugiej strony trochę spokój, że nie trzeba co weekend gdzieś wyjeżdżać. Ja akurat jestem człowiek z misją, więc ja po prostu gdzie się da, czy to do śniadaniówki, czy na podcasty, czy do radia, czy właśnie na szkolenia, to po prostu pierwszy. Ale jeżdżę regularnie, wliczając pracę w Muscular Development i studia, i powroty na Szczecin w weekendy od 2008 roku. Więc 2008-2020 trochę szmat czasu jednak. Jeżeli chodzi o poziom energii to bardzo często ludzie mówią, że no wiadomo nie uściskasz ręki prezesa, nie zbijesz piony z certyfikatem na miejscu, ale jeżeli chodzi o samą oprawę audiowizualną, to jak to rozwiązaliśmy, to ludzie mówią, że rewelacja, że myśleli, że szkolenia online to będzie taki Skype. Czyli jest po prostu gadająca głowa i tyle. A my tutaj sobie rozstawiliśmy kamery, HD, podpięte dźwięki, mikrofon, streaking, wszystko po kolei, więc jest ok. A przede wszystkim uważam, że jest to na duży plus dla osób z mniejszych miejscowości albo takich gdzie nie szkoliliśmy, bo my szkoliliśmy, tak jak mówiłeś, w większych miastach wojewódzkich, a przede wszystkim Poznań, Warszawa, Wrocław, Trójmiasto, czy na Śląsku, albo na Małopolsce. Natomiast trafiał się też Rzeszów, trafiał się Olsztyn, ale nie było Zielonej Góry, nie było Gorzowa Wielkopolskiego i tak dalej. A zauważyliśmy właśnie w live streamingu, w Covidzie, że te edycje dietetyki i suplementacji możemy po prostu tak pstrykać, bo to było tak, że my chyba zaczęliśmy pierwszą edycję na początku kwietnia. Ona się skończyła chyba koniec kwietnia, czy początek maja. A już na początku czerwca robiliśmy drugą edycję i potem jeszcze trzecią. A potem dopiero przeszliśmy z naszą formą platformy MAuricz.tv, gdzie nie ma już tych live stramingów, bo jest już pięknie nagrane, dostępne, podzielone na bloki i tak dalej. I sobie korzystajcie kiedy wam się podoba, jak wam się podoba. Uważam, że to jest też fajne, bo jest to nieco tańsze niż ta forma standardowa. To jest też oczywiste, bo ja mam nieco mniejsze koszty, bo nie musze brać sali konferencyjnej, dojazdu, hotelu. A z drugiej strony człowiek ma też po prostu możliwość skorzystania, jeżeli był zza granicy. I teraz tak dograj sobie koszt szkolenia, dograj sobie samolot w dwie strony, hotel, jedzenie i tak dalej to wychodzi 3 razy tyle tak naprawdę lekko licząc, jak cena samego szkolenia. A tutaj wykupujesz sobie, czy mieszkasz w Luksemburgu, czy gdzieś tam na Haiti, czy gdziekolwiek indziej i sobie oglądasz po prostu w swojej strefie czasowej bez żadnego problemu. Więc myślę, że właśnie mniejsze miejscowości i właśnie zagranica naprawdę bardzo fajnie to pociągnęła. Ja jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak to się udało od 2020 roku zreformować, przy czym to też w zasadzie nie wyszło tak przypadkiem, bo mi ten Covid trochę tak spadł, przynajmniej dla mnie. Jako taka ulga. Asia była na końcówce ciąży, ona rodziła w maju. Ja tak patrzę luty, marzec mija ja pierdzielę, jak to będzie jak to dziecko się urodzi. Czy ona będzie sama z psami, z domem, z dzieckiem, ze wszystkim. I widzisz, jakby problem z głowy, bo jestem cały czas dostępny w domu, a jednocześnie właśnie łączymy się online. I chwała Bogu, akurat nasze usługi mogą przetrwać. W innych branżach współczuję, logistyce, hotelarstwu, gastronomii. Natomiast ci co mogą sobie poradzić myślę, że też mają dosyć podobne zdanie, że trochę ten pęd życiowy się urwał. I ja osobiście uważam, że to dla mnie, dla rodziny, dla samopoczucia fizycznego i psychicznego jest super. Zresztą po wielu latach takiego trenowania na pół gwizdka w końcu wznowiłem treningi, tak jak to się ma przy pomocy naszego trenera Tomka Michalaka. I naprawdę super się czuję, bo jak to wiadomo, każdy dietetyk ma swojego dietetyka i każdy trener ma swojego trenera. Więc ja też stwierdziłem, że skoro tyle lat byłem w pozycjo siedząco-leżącej albo za klawiaturą, albo za kierownicą to jednak te mięśnie wymagają takiego podejścia trochę do jakiegoś rozciągania dynamicznego, praca jednostronna, jakaś unilateralka się jednak przydaje. I ktoś naprawdę z głową, kto mi to zrobi, a nie tak jak bym to zrobił, że zrobię parę burpees, parę swingów z kettlem zrobię sobie interwały będzie fajnie. Tylko po prostu od podstaw zbudować tą sprawność w człowieku i jednak dla mnie osobiście po prostu online rewelacja.

A gdzie widzisz zagrożenia tego online? Myślisz, że to się tak będzie ciągnęło, czy ten online jednak odejdzie i wrócisz do stacjonarnych szkoleń?

To jest w zasadzie ciekawe, dlatego że mi jest dobrze tak jak jest. Czyli są materiały jakieś ponagrywane. Wiadomo, że jak są jakieś nowe totalnie szkolenia to można to robić w live streamingu i prawdopodobnie do takiej formy też będziemy wracali. Ale jeżeli w końcu te obostrzenia puszczą, nie wiem, wyszczepią naród i będzie dobrze, to myślę, że tak, ale bardziej bym raczej wystąpił już gościnnie. Czyli stwierdzam tak, my Mauricz center i będziemy organizowali szkolenia typu trener personalny, czy jakieś obozy treningowe. Jest Mauricz.tv, które ma właśnie tą sekcję szkoleń online. I masz po prostu dostęp, wykupujesz sobie. I jak chcesz to te 30, 60, czy 90 dni oglądaj do bólu, dlatego że tam jest ogranicznik pod kątem adresu IP. Bo właśnie zagrożenia, baliśmy się takiej akcji pod tytułem this is Polska, czyli jeden kupi, a wszyscy w bloku oglądają. Więc stwierdziliśmy, że dajemy po prostu ograniczenie na dwa urządzenia IP i tyle. Po prostu otworzysz sobie z telefonu, otworzysz sobie z komputera. Natomiast, czy są jakieś zagrożenia…

A co przy zmiennym IP w Orange?

VPN, to mamy ogarnięte też. Także jest gitara. Natomiast problem jest taki, że człowiek kupuje sobie jakiś materiał i sobie go ogląda, ma tą prezentację, więc uważam, że to jest nawet większa wartość niż to, co było kiedyś. Bo kiedyś był drukowany skrypt, czy też prezentacja w formie PDF, był Mauricz gadający przez dwa dni… Przekaz jest dosyć szybki. Kto chciał to sobie to nagrał gdzieś tam na dyktafon na swoje wykorzystanie. Ale widzisz tą prezentację raz na żywo i koniec. A tutaj masz wideo, które odtwarzasz sobie półtorej godziny, bo tak podzieliliśmy bloki, na około 90 minut. Więc robisz sobie 90 minut, stwierdzasz ok, było sroko, dużo merytoryki, dużo informacji, więc trzeba to przetrawić. W momencie kiedy byłeś na żywo to nie miałeś możliwości cofnięcia tego wszystkiego, a tutaj masz. Odpalasz wideo jeszcze raz, widzisz, że to o to chodzi i skleisz fakty. Więc naprawdę super sprawa. Czy są zagrożenia dotyczące tego, że ludzie się zawiną znowu w formę szkoleń stacjonarnych? Na pewno pewne szkolenia wrócą i ja też właśnie jestem chętny nawet na współpracę z podmiotami zewnętrznymi, żeby zrobić jakieś szkolenia, bo mówię, skoro u mnie to już się fajnie dzieje, że w zasadzie kupują ludzie szkolenia i ja nie muszę w tym bezpośrednio uczestniczyć, to ja mogę bardzo chętnie ten czas i energię właśnie przełożyć sobie na jakieś pozostałe aktywności. Skąd właśnie ta propozycja, dotycząca tej dieto terapii w fizjoterapii i też pozostałe jakieś tam różne plany. Więc spoko, ja chętnie też na to się piszę. Natomiast coś co jest bolączką dosyć dużą, to właśnie szkolenia trenera personalnego, które nam teraz utknęły, bo my współpracujemy Pomorskim Uniwersytetem Medycznym w Szczecinie, który realizuje z nami taki projekt, szkolenia trener personalny dla dietetyków i fizjoterapeutów 4 i 5 roku. I super, po pierwszej edycji było ekstra, ale znowu zamknęliśmy teorię, miała być praktyka i rozporządzenie rektora i tak dalej, że jest Covid. I kończyliśmy to chyba jakoś w lecie. I teraz mamy drugą edycję tego szkolenia i znowu zrobiliśmy teorię. I to by było na tyle. Czekamy po prostu na jakieś zmiany obostrzeń. I to wszystkie szkolenia praktyczne mają ten sam problem i to jest naprawdę duża bolączka, bo ja mogę wyjść przed Quick Cart, mogę wyjść z prezentacją i pogadać sobie, pokazać i tak dalej. Ale będziesz kogoś uczył martwego ciągu z kamerki?

Niektórzy próbują, ja znam takie szkoły, które uczą ludzi ruchu przez kamerkę. I potem ci ludzie trafia na siłownie, ja też się boję.

Tak, kurtyna.

Tak niestety się wydarzyło. Powiedz mi jeszcze, nowe projekty to?

Nowe projekty. Przede wszystkim idziemy w reaktywację, można powiedzieć, więc taki trochę odgrzewany naleśnik, ale właśnie obozy treningowe. I teraz także mamy taką datę zapisaną w kalendarzu, zobaczymy jak to będzie wyglądało. W najgorszym wypadku zrobimy drugi termin alternatywny, który mamy zaklepany, a jak nie to po prostu do zobaczenia za rok. Natomiast obozy to jest coś, co robiliśmy. Wychodzi nam to dobrze i ludzie również to świetnie odbierają. I chcielibyśmy aby to dalej funkcjonowało w ten sposób. Z nowych projektów to mamy też taki projekt poświęcony rodzinom, to jest akademia zdrowia. Jest nawet strona internetowa mauriczakademiazdrowia.pl. I tam możemy sobie po prostu wygenerować takie potrzeby najprostsze, czyli właśnie ktoś nie chce liczyć kalorii, nie chce liczyć białka i tak dalej, tylko chciałby wiedzieć na przykład co zdrowego dać dziecku, jak wzmocnić jego odporność, jak się bronić przed alergiami. Więc to jest naprawdę bardzo fajna sprawa. I tak naprawdę to by było na tyle. Czyli my dalej idziemy w tą stronę merytoryki. Ale teraz też właśnie dostałem taką fajną propozycję, zaproszenie do Radia Szczecin. To się nazywa Aktywna sobota. I tam będziemy, jak się domyślasz, omawiali właśnie rzeczy dotyczące treningu, żywienia, zdrówka. Więc ja bardzo chętnie się angażuję. Filantrop, czyli gdzieś tam po prostu wspomóc świadomość tych ludzi, zdrowie, bo sami wiemy, że jak nie wspomożemy swojego zdrowia własnoręcznie to na NFZ i na szpitale to raczej nie ma co liczyć. Więc leczmy przyczyny, a nie skutki, czyli lepiej zapobiegać niż leczyć.

Dlaczego mamy się cały czas rozwijać? Dlaczego mamy coś szukać nowego i czytać dużo?

Bo inaczej będziemy gadali takie głupoty jak część mojej konkurencji. Czyli będziemy mówili, że nie ma diety i dieto terapii w Hashimoto, że mikrobom, probiotyki nie działają, że dietetyk nie musi interpretować wyników badań krwi. Gdzie umówmy się jakby właśnie anemia i tak dalej, infekcje, niedobory żelaza, niedobory magnezu, wapnia. To nie weźmiesz tego z fusów po kawie. Ja nie mogę sobie spojrzeć w ten kubeczek i powiedzieć: o, niski poziom ALP. Gdzieś tam trzeba z tym wszystkim korelować. Dlatego uważam, że takie podejście kliniczne i ogólne jest absolutnym musem dla każdego. I znowu wspominając kwestie ze studiów, to ja więcej rzeczy na szczęście zapomniałem ze studiów niż zapamiętałem. Bo tam naprawdę pojawiały się takie banialuki, że to aż głowa mała. A akurat uczelnia, która kończyłem szczyciła się tym, że jest największą uczelnią medyczna na północy kraju i chyba najdłużej w Polsce prowadzili te zajęcia z dietetyki. Ale potem mamy fizjologie na pierwszym roku, a tam jest na przykład pobudliwość naszego ciała, 90 mini Voltów minus 30. Mamy chemizm kurczu mięśni i tyle, gdzie byliśmy na kierunku dietetyka. Na anatomii uczyłem się jak odróżnić lewy obojczyk od prawego zamiast wziąć pod uwagę jak jest zbudowany przełyk, śluzówka żołądka, jelito cienkie, grube. To były takie rzeczy typu: tu jest trąbka słuchowa, tu jest jelito cienkie, ma tyle metrów, grube ma tyle metrów. Dobra, lecimy dalej. I tak potem kończysz taki trzyletni licencjat i ja jak byłem już ukierunkowany to się bałem, że ci ludzie już myślą o zakładaniu biznesu, przecież oni tak naprawdę w dużej części nie mają pojęcia jak zrobić tego pacjenta od A do Z. i to jest właśnie taki główny problem. Więc to jest też bolączka tego. Ja często mówię o tym na przykład, że studia niewiele dają, przynajmniej dietetyka w Polsce. Są uczelnie wyższe fajne, na przykład słyszałem bardzo pozytywne o SWSM Śląska Wyższa Szkoła Medyczna. Bardzo pozytywnie jest też na PUM na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym, właśnie pod przewodnictwem pani Ewy Stachowskiej. Natomiast mimo wszystko, jeżeli ktoś uważa, że wyjdzie z tej uczelni i on jest już po prostu przekotem, bo on skończył trzy czy pięcioletnie studia, to tutaj jest niestety problem, bo my nawet właśnie teraz jak robiliśmy rekrutację do naszej poradni dietetycznej, to z tego projektu Progressio, z tego właśnie projektu z PUMem, wyciągnęliśmy kilka osób, które były takie rokujące fajnie i wzięliśmy ich na dalszy etap rekrutacji. I o ile fajnie było tak w pigułce, tak potem okazało się, że właśnie, że te ubytki są na tyle duże, że nawet nie ma sensu przeszkalać tego człowieka, bo my byśmy za dużo czasu i energii zainwestowali, a jeszcze nam ktoś potem po pół roku powie: nie, wiecie co, to jednak nie dla mnie, ja wolę być dietetykiem w szpitalu. I masz po prostu czas, energię i wszystko spalone.

Ale to myślę, że to można by było, jak ty powiedziałeś dietetyka i uczelnia, to myślę, że to można wstawić każdy inny zawód opieki nad człowiekiem.

I to jest właśnie słowo klucz, bo ktoś mnie kiedyś zagiął, zabił ćwieka, gdzie powiedział że: no dobra, ale ja na przykład jestem po studiach prawnych i bez tego bym nie mógł wykonywać zawodu. Ok., faktycznie, znajomość tych wszystkich paragrafów, umiejętność posługiwania się tym to bezprecedensowo. Natomiast w przypadku właśnie fizjoterapii, AWFu, wszystkich różnych uczelni, które faktycznie dają ten kontakt z pacjentem, no jest średnio. Nawet jeżeli jest kilku wybitnych prowadzących i zajęcia są fajne, ciekawe…

Nie ma kontaktu.

Tak. Ja pamiętam jak mieliśmy, na szkoleniach trenera personalnego mieliśmy fizjoterapeutów na 4 czy 5 roku, a oni nie potrafili sprawdzić w ogóle ruchomości rzepki albo zapytać się jak ustawić kogoś do rozciągnięcia, żeby dany mięsień rozciągnąć. Jest kinezyterapia, bierne, jedziemy.

Bierniaki, tak jest. Najlepsze ćwiczenia na świecie. I tym miłym akcentem, bierniakami, kończymy sobie dzisiaj podcast z…

Kubą Mauriczem.

Jakubie, dziękuję ci bardzo. Mam nadzieję, że wyciągnęliście z tego dużo. Ten podcast będzie można odsłuchać wszędzie, na wszystkich streamingach, Spotify i wszędzie indziej, do czego was serdecznie zachęcam. Wejdźcie też do Jakuba na stronę, zobaczcie jakie ma szkolenia i jakie mogą was zainteresować. Tak jak mówił, można je odsłuchiwać kilka razy, więc jak będzie mówił za szybko to zwolnicie sobie, albo odsłuchacie jeszcze raz. Ja ci Jakubie jeszcze raz bardzo dziękuję.

Dzięki, Michał. Dziękuje wszystkim za odsłuchanie i zapraszam na naszą stronę, czyli www.mauricz.com.

Tak jest i do zobaczenia w kolejnym odcinku z serii „Dachowski pyta”.