Jarosław Ciechomski – taśmy nie są funkcjonalne #060 #dachowskipyta

Jarosław Ciechomski – taśmy nie są funkcjonalne #060 #dachowskipyta
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Ostatnio zapałałem szczególną sympatią do osteopatii. Ciekawi mnie ona, ponieważ na co dzień nie mam z nią styczności. Stąd kolejny mój gość, który z osteopatią jest za pan brat.

Największą pasją dra Ciechomskiego jest praca z człowiekiem. Nie ze standardowo rozumianym pacjentem, postrzeganym tylko i wyłącznie przez pryzmat jego choroby czy problemu, ale z człowiekiem jako istotą, na której ogólny dobrostan wpływa, oprócz „fizycznego” stanu organizmu, także całokształt sytuacji budowanej przez jego stan psychiczny, sposób życia i warunki, w jakich przyszło mu funkcjonować. Dlatego właśnie prawie dziesięć lat temu postanowił zostać osteopatą. Osteopatia jest dla dra Ciechomskiego sztuką myślenia i leczenia (w tej właśnie kolejności), prowadzenia pacjenta ku zdrowiu i lepszemu samopoczuciu, bazującą na zasadzie, że ciało jest nierozłączną całością.


Zachęcam do subskrypcji kanału, jak również śledzenia innych kanałów:
www.michaldachowski.pl
IG: www.instagram.com/michal.dachowski.fizjo
FB: https://www.facebook.com/michal.dachowski.fizjo

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was serdecznie. Z tej strony Michał Dachowski i to kolejny odcinek z serii podcastu „Dachowski pyta”. Ostatnio rozmawialiśmy z doktorem Biernatem o tym, jak się ruszać, co jest ważniejsze ruch, czy terapia manualna, ale też kiedy operować kolana. Jeżeli tego nie odsłuchałeś, to zapraszam serdecznie. To naprawdę był bardzo dobry podcast, więc skorzystaj z tej wiedzy, którą doktor Biernat pokazał i bądź razem z nim na tym podcaście. A dzisiaj moim gościem jest

Jarosław Ciechomski.

Witam serdecznie panie doktorze. Czy ja mogę przejść na ty? Będzie mi dużo prościej.

Jasne, jasne, oczywiście. Nie ma sprawy.

Super, dziękuję ci bardzo w takim razie. Powiedz mi Jarku, czym ty się zajmujesz?

Ja od dwudziestu sześciu lat jestem fizjoterapeutą. Skończyłem AWF poznański, gdzie pracowałem również jako adiunkt przez jedenaście lat i od osiemnastu lat zajmuje się również osteopatią. Jestem dyplomowanym osteopatą. Również jestem nie za dobrym nauczycielem metody manipulacji powięziowych Stecco i własnego, autorskiego programu terapii tkanek miękkich i masażu głębokiego czy inaczej zintegrowanej terapii powięziowej także jest to taki mój główny obszar pracy zawodowej.

Skąd pomysł na początku na fizjoterapię? Jaka droga, kontuzja czy zamiłowanie do ciała, co było takim pierwszym wyznacznikiem tego, że poszedłeś na AWF?

No na początku tak naprawdę nie wiedziałem, gdzie chcę iść. Fizjoterapia na początku lat dziewięćdziesiątych, koniec lat dziewięćdziesiątych była na bardzo niskim poziomie. Niewiele osób ją studiowało i tak naprawdę z kolegą, który ze mną w ławce szkolnej siedział stwierdziliśmy: „A może to będzie ciekawy kierunek” i jak to często bywa kontuzja, rehabilitacja kolano i z uszkodzoną łąkotką na egzaminach i raptem trzynaście osób na miejsce, czyli stwierdziłem, że chyba więcej osób się interesuje fizjoterapią niż tylko ja. Na szczęście udało mi się dostać i od tego momentu troszeczkę powiem wsiąknąłem w samą tematykę miałem bardzo fajną przyjemność poznać doktor Jarugę, która była moim nauczycielem kinezyterapii na AWF-ie i była to bardzo taka powiedziałbym nowatorska, prężna kobieta, która ściągnęła książki ze Stanów Zjednoczonych na temat współczesnej fizjoterapii. Przygotowywała nas również do takiego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Na szczęście nie wyjechałem natomiast miałem przyjemność uczyć się nowoczesnej takiej wiedzy fizjoterapeutycznej. W tamtych czasach wchodziła właśnie metoda PNF, McKenzie czyli byliśmy pierwszym w Polsce obszarem, wąską grupą osób, gdzie uczyliśmy się tych nowatorskich w tamtych czasach metod i dzięki temu od samego początku mogłem zobaczyć, że fizjoterapia jest to coś fajnego, coś efektywnego i druga taka fajna sytuacja życiowa, studiowałem z Gosią Rakowską, córką Andrzeja Rakowskiego. Niestety Andrzej odszedł niedawno od nas, ale to była wielka postać jeśli chodzi o terapię manualną polską i dzięki temu też miałem możliwość zapoznania się na samym początku mojej drogi z jego systemem pracy, gdzie również ukończyłem jego szkolenia także to od razu ustawiło mnie w pewnym sposobie myślenia i pracy w obszarze fizjoterapii.

Czyli twoją taką gałęzią to jednak nie była uczelnia, to, co się działo na uczelni tylko to, co się dzieje poza uczelnią czyli i szkolenia, i osoby, które już troszkę dawno skończyły ją.

To znaczy to był taki okres, że tak naprawdę niewiele osób w ogóle cokolwiek uczyło sensownego na uczelniach. Ten poziom fizjoterapii był naprawdę bardzo niski. To, co uczyliśmy się wtedy to studenci teraz aktualnie mają na pierwszym, drugim roku jeśli chodzi o kinezyterapię. Myśmy byli takimi eksperymentalnymi rocznikami, było przejście między komunizmem, a tymi nowymi czasami, nie było książek, naprawdę uwierzcie mi, nie było nic kompletnie. Jedyną książką, która była to była książka pani profesor Milanowskiej, która niestety, jak wiemy niewiele oferowała także nie było nic, kompletnie nic. Nie było dostępu do literatury, bo nie było jeszcze Internetu także wszystko to było w takich powiedziałbym partyzanckich warunkach i raptem właśnie nowa wiedza, doktor Jaruga przyjechała w tym czasie z pierwszego szkolenia McKenziego organizowanego, z pierwszego kursu PNF-u także od razu mogłem na bieżąco pewne rzeczy u niej usłyszeć, a Andrzej Rakowski po prostu jako ojciec Gosi zaraz po szkole, po fizjoterapii, dał nam możliwość uczenia się i tak to dalej poszło.

Powięź od razu gdzieś zakrólowała? Był ten nurt gdzieś widoczny? Bo w PNF-ie nie kojarzę żeby o tym mówili, u Rakowskiego nie byłem, więc tam poznałeś powięź czy to było dużo, dużo później?

Właściwie było tak, że kiedy zacząłem się uczyć terapii manualnej, to terapia manualna, zresztą tak jak do tej pory, w większości to były techniki stawowe i ewentualne rozciąganie, jakieś działania odruchowe jako terapia natomiast rzeczywistość kliniczna pokazuje, że czegoś brakowało, że nie było efektu, który chciałem żeby był i zacząłem właśnie czytać, zacząłem ściągać różnego rodzaju pozycje, książki, zacząłem jeździć troszeczkę również po świecie, do Londynu, do szkół osteopatii różnych, siedziałem w bibliotekach godzinami, przeglądając książki, bo była taka możliwość i zobaczyłem, że jest coś takiego jak właśnie cały system terapii powięziowej. To był koniec lat dziewięćdziesiątych i zacząłem się tym interesować, a to że nikt w Polsce się tym nie interesował, było to zupełnie nowatorskie, nie miałem też z kim porozmawiać, nie miałem z kim się wymienić doświadczeniami i wszystko musiałem, że tak powiem przerobić na moich biednych pacjentach. Na szczęście techniki są bezpieczne i niebolesne także okazało się, że fajne efekty, bardzo ciekawa praca, też przyjemna dla obu stron i w ten sposób zaczęły się początki.

To co wiedziałeś wtedy o powięzi albo to, co wykorzystałeś wtedy o powięzi jak się ma do tego co jest dzisiaj? Bo tak naprawdę na poziomie nauki minęło nie dużo czasu, bo minęło dziesięć, piętnaście lat to jest max pewnie.

Ja zacząłem koniec lat dziewięćdziesiąty to mamy dwadzieścia ponad lat. To co wiemy powiedzmy z punktu widzenia tych fizjologicznych podstaw, biomechanicznych podstaw to faktycznie to jest okres piętnastu lat, gdzie dużo badań zaczęło się pojawiać. Jeśli sobie tylko uzmysłowimy, że dwa tysiące siódmy rok to był pierwszy światowy kongres na temat badania nad systemem powięziowym.

Boston.

W Bostonie właśnie, to widzimy jaki to jest krótki okres czasu natomiast same techniki jak wiemy one są już od dłuższego czasu znane szczególnie w środowisku osteopatii, dlatego robiono coś, widziano efekt kliniczny natomiast nie rozumiano do końca jeszcze jak to wygląda stąd ten rozwój zrozumienia działania i roli systemu powięziowego na pewno w ostatnich latach jest tym, co w ostatnich latach daje taką dobrą podstawę żeby z tym pracować w sposób świadomy, że tak powiem.

Ale masz taką rzecz, którą pamiętasz, że dowiedziałeś się na samym początku i ona do dzisiaj z tobą jest?

Myślę, że były to takie dwa ważne momenty. Pierwszy, w dwutysięcznym trzecim roku miałem przyjemność być jako pierwszy fizjoterapeuta, jedyny fizjoterapeuta na szkoleniu z profesorem Lewitem, to było pierwsze szkolenie, jedyne z technik powięziowych. Później oczywiście jeździłem też do niego do Pragi przez ten okres czasu. On miał wtedy osiemdziesiąt sześć lat, czyli właściwie można powiedzieć pod koniec swojej kariery zawodowej. Zupełnie zmienił swój system pracy. Zajmował się tylko tak naprawdę leczeniem odruchowym poprzez pracę powięziową i on był uczony przez takiego amerykańskiego profesora fizjoosteopaty Roberta Warda. Profesor Ward był twórcą technik mięśniowo-powięziowego rozluźniania, w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych opracował cały ten koncept i wtedy zetknąłem się z takim ustrukturyzowanym pewnym systemem pracy i oczywiście dzięki temu otworzyły mi się oczy również na taką całościową pracę, a później rok dwa tysiące piąty, podręcznik Luigiego Stecco, wydany pierwszy w języku angielskim na temat jego konceptu pracy, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem właśnie ten nowy system tłumaczenia roli systemu powięziowego z punktu widzenia fizjologii i anatomii i zaprosiłem ich w dwa tysiące siódmym roku do Polski, bo to było pierwsze szkolenie Włochów poza Włochami, on tam szkolił od kilkunastu lat natomiast udało nam się namówić ich żeby przyjechali do Polski i od tego czasu ten drugi nurt związany z tą metodą dający duże podstawy właśnie anatomiczne, fizjologiczne bardzo mocno wpłynęły na mój sposób rozumienia działania tego systemu.

Ale Lewit, przynajmniej w mojej głowie, to taka bardzo delikatna praca bardziej na tkance powierzchownej, FM, to już kilka tych technik i mocnych, i lekkich. Dlaczego taka różnica? Bo oboje wiedzą o tym, że pracują z powięzią, a jednak techniki, którymi pracują są zupełnie inne.

Lewit stosuje mięśniowo-powięziowe rozluźnianie. To jest technika, która wymaga wyczucia momentu takiego spontanicznego rozluźniania całego systemu powięziowego i tutaj oczywiście, czy pracujemy powierzchownie, czy pracujemy głęboko związane jest to z pewnymi technicznymi aspektami i pewną intencją wejścia nacisku w głąb tkanek żeby wyczuć pewien obszar, który chcemy leczyć i przez to, że jest to spontaniczne rozluźnianie, to to powoduje, że jest to w miarę powiedzmy zupełnie bezbolesne, czy z niewielkim dyskomfortem w niektórych miejscach pracując. Natomiast jest to koncept, który wymaga takiego powiedzmy całościowego leczenia, jak i również wymaga od terapeuty bardzo dużego skoncentrowania na czuciu, na wyczuwaniu tych minimalnych napięć, co jest oczywiście na początku bardzo trudne dla wielu młodych, początkujących terapeutów. Natomiast Stecco ma zupełnie inny koncept pracy. Tam się pracuje na punktach powięziowych, na pewnych napięciach, restrykcjach lokalnie, które są w obrębie powiedzmy punktów akupunkturowych i tam stosuje się też niewielką siłę, bo sam nacisk nie powoduje u pacjenta bólu natomiast sam gest pocierania stymulowania receptorów, które są nadmiernie wzbudzone w wyniku właśnie restrykcji powięziowych i powoduje u pacjenta czasami dosyć intensywne odczucie bólu. Czyli jeśli na przykład porównalibyśmy FDM, gdzie stosuje się ekstremalnie wysoki nacisk, bardzo intensywny z maksymalną siłą, to nie ma się w ogóle do tego. Ból jest odczuciem niezwiązanym z siłą tylko związanym z stymulacją. Zresztą przy mięśniowo-powięziowym rozluźnianiu możecie również odczuć bardzo intensywny ból, gdzie stosujemy praktycznie minimalną siłę jeśli te napięcia wytworzą pewną strefę napięcia w obrębie układu nerwowego to odczucia bólowe również mogą być intensywne, ale niezwiązane z twoim gestem ruchowym, terapeutycznym stąd sposób działania i informacja jaką przekazujemy do ciała jest w inny sposób wzbudzana natomiast oczywiście efekt często jest ten sam czyli rozluźnienie.

Bardzo często te wszystkie punkty, o których tutaj mówisz: kontroli motorycznej i punkty densyfikacji są bolesne, ale czym to ma się różnić od punktu spustowego w mięśniach, który jest bardziej popularny. Dlaczego to nie jest utożsamiane?

Ja zrobiłem cały taki webinar na temat właśnie różnicowania jeśli kogoś z was by to interesowało, na mojej stronie można sobie go odsłuchać natomiast różnica jest podstawowa. Punkt spustowy jest dysfunkcją wewnątrzmięśniową czyli jest to proces, gdzie dochodzi do aktywnego skurczu kompleksu aktomiozyna i cała struktura wewnątrzmięśniowa wraz z układ powięzi wewnątrzmięśniowej czyli śródmięsna, omięsna jest w napięciu i to napięcie od wewnątrz przekazuje dalej przez namięsną do powięzi głębokiej napięcie czyli dysfunkcja jest od wewnątrz mięśnia. Natomiast dysfunkcja o charakterze densyfikacji w punktach powięziowych jest na poziomie między blaszkami powięzi głębokiej czyli zakładając, że mamy średnio trzy blaszki w tułowiu, dwie blaszki nie więcej w kończynach dolnych, pomiędzy tymi blaszkami powinien zachodzić ślizg we wszystkich możliwych kierunkach i ta tkanka łączna luźna i pomiędzy nimi znajdujący się kwas hialuronowy powoduje, że zaczyna się sklejać takie duże cząsteczki, duże konglomeraty, powodując przejście substancji podstawowej z zolu w żel czyli staje się gęste i to powoduje zaburzenie ślizgu systemu powięziowego i receptory znajdujące się w powięzi głębokiej zaczynają być stymulowane przy nawet niewielkim ruchu, który fizjologicznie nie powoduje bólu, a w tym przypadku pojawia się dysfunkcja, Czyli restrykcja powięziowa nie jest w samym powięzi bezpośrednio tylko znajduje się między blaszkami powięzi i to jest bardzo istotny element do zrozumienia, bo często mam takie pytania jak to jest możliwe, powięź jest nierozciągliwa, w jaki sposób na nią wpływamy. No właśnie wpływamy poprzez pracę na tkance łącznej luźnej, gdzie żeby poprawić tę elastyczność, ruchomość blaszek pomiędzy którymi zachodzi ruch. Czyli to jest ta różnica. Czyli powięź restrykcja zewnątrz densyfikacja, punkty spustowe wewnątrzmięśniowe restrykcje.

Czy ja muszę leczyć i to, i to. Czy jestem w stanie leczyć metodą FM i nie wchodzić w ogóle punkty spustowe czy jedno eliminuje mi drugie?

To jest zawsze pytanie co było pierwsze, czy kura, czy jajko. Wyobraźmy sobie, że masz uraz jakiś. Nigdy nie miałeś restrykcji powięziowych, zakładamy w danym miejscu i w wyniku urazu natychmiast dochodzisz do odruchowego skurczu tkanek i w ciągu czterdziestu ośmiu godzin pojawia się punkt spustowy i teraz jeśli ten punkt spustowy nie został zlikwidowany, on będzie od wewnątrz powodował zaburzenie układu powięziowego i to jest jedna z przyczyn, gdzie punkt spustowy może być pierwotnym zaburzeniem w stosunku do powięzi i sytuacja może być również taka, że na przykład jeśli miałeś unieruchomienie kończyny, miałeś jakiś stan zapalny w obrębie danego obszaru to te zmiany chemiczne na poziomie substancji podstawowej spowodują restrykcje w powięzi i ta restrykcja powięziowa drażniąc układ nerwowy spowoduje punkt spustowy później. Czyli mamy bardzo często sytuację, że trzeba sprawdzać jedno i drugie i decydując się na leczenie, decydujemy się poprzez badanie palpacyjne, poprzez odpowiedni wywiad, poprzez dotykanie odpowiednich struktur i oczywiście sama terapia pokaże ci w, którym kierunku iść czyli uwolnienie pierwszej struktury powinno już powiedzieć, czy bardziej punkt spustowy do terapii, czy bardziej układ powięziowy. To jest mój punkt widzenia, dlatego, że znam oba koncepty. Czyli mogę powiedzieć o dwóch punktach widzenia natomiast oczywiście jeżeli porozmawiamy z osobami zajmującymi się terapią punktów spustowych, to dla nich punkt spustowy jest jednoznaczny, że jest to przyczyna dysfunkcji powięziowej trzeba to leczyć w ten sposób. Natomiast jak porozmawiamy oczywiście z osobami, które zajmują się tylko i wyłącznie metodą Stecco to oni uważają, że to jest jedyna droga czyli jak zawsze im więcej wiesz, tym więcej możesz sobie zadawać pytań, więcej możesz widzieć i tak to najczęściej wygląda po prostu ogólnie.

Powiedziałeś, że Lewit, FM, co jeszcze [niezrozumiałe 00:16:48].

Także tak jak mówię im więcej wiemy, tym więcej możemy zobaczyć i w tym momencie mamy możliwość dogłębnego zbadania szczegółowego pacjenta.

Powiedziałeś o punktach spustowych, o FM–ie, o FDM-ie. Jakie techniki jeszcze manualne konceptowe tego typu możemy wykorzystywać dla tkanki powięziowej. Albo z czego ty korzystasz lub z czego lubisz korzystać?

To znaczy oczywiście jest cała gama różnych technik. Na pewno wszystkie techniki odruchowe typu masaż łączno-tkankowy, masaż okostnowy jest tutaj również bardzo fajną formą pracy, która przez układ autonomiczny będzie miała wpływ. Na pewno techniki funkcjonalne czyli techniki, które polegają na ustawianiu ciała w różnych pozycjach komfortu czy technika Johnson na przykład [niezrozumiałe 00:17:48] techniki funkcjonalne różnych szkół osteopatycznych, również techniki płynowe, limfatyczno-powięziowe, które w ostatnim czasie gdzieś tam się pojawiały, również techniki Stilla. W osteopatii jest bardzo dużo różnych technik, które możemy stosować, bo ludzki umysł jest bardzo kreatywny na szczęście i każdy coś tam od siebie dodaje i może w jakiś fajny sposób nowe rzeczy, nowy punkt widzenia pokazać, ale również na przykład mamy taką z minimalną siłą działające metody jak Mechanical Link takiego francuskiego osteopaty Paula Chauffour stosujemy RECOIL technikę takiego impulsu, wykonujesz tylko jeden bodziec w odpowiednim miejscu badając pacjenta przez około pół godziny żeby znaleźć to główne miejsce restrykcji i pracujesz tylko sekundę i mamy też jakiś tam efekt. Także mamy wiele, wiele możliwości i sama oczywiście akupunktura jest pewną formą technik powięziowych wewnątrzmięśniowych, czy wewnątrz powięzi powierzchownej poprzez skręcanie igły naciągamy powięź i stymulujemy receptory także też jest to pewna forma technik powięziowych. Terapia sakralna przykładowo również. Jest to terapia, która wykorzystuje ten minimalny impuls terapeutyczny również stymulując układ powięziowy także mamy od skrajnych technik jak właśnie Mechanical Link czy kranio-sakralna do FDM-u gdzie stosujemy tę największą siłę możliwą do oddziaływania.

Ciekawe jest to, że wszyscy dalej mówimy, że pracując z powięzią, a tak jak powiedziałeś technik i pomysłów na tę pracę jest tysiące. Ja jeszcze chciałem zapytać o GDN to się chyba nazywa.

GDS. Przepraszam. Metoda Godelieve Denys-Struyf, dlatego nazywa się metodą GDS. Jest to metoda, która powstała w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych. Pani Struyf była osteopatką, ona wykładała w Maidstone w Anglii, w szkole osteopatii i tam stworzyła cały koncept dotyczący pracy łańcuchowej i zauważyła, że ciało nie reaguje w postaci jakiegoś lokalnego zaburzenia tylko reaguje całością i opracowała cały koncept badania i leczenia i w latach sześćdziesiątych, początek lat siedemdziesiątych spotkała na swojej drodze Filipa Kampinou. Filip Kampinou jest obecnie prezydentem tej metody na świecie i on stworzył podstawy biomechaniczne całego konceptu i oczywiście również dużo technik, które są często zapożyczone właśnie z osteopatii, czy technik odruchowych. Czyli jest to metoda, która również ma w swoim orężu techniki powięziowe, techniki odruchowe, techniki rozciągania, techniki mobilizacji stawowej, ale kluczowym elementem różnicującym tę metodę od innych jest to, że bardzo dużą uwagę się zwraca na zachowanie, na emocje, na sposób wyrażania pacjenta i ten aspekt zachowania jest kluczowy, dlatego że ciało jest tak skonstruowane żeby wyrażać swoje emocje czyli jeśli te emocje w jakiś sposób dłużej będą w ciele występowały to mogą spowodować usztywnienie tego układu powięziowego i zaczynamy przyjmować pewien charakterystyczny wzorzec postawy związany z daną emocją. Czyli można sobie wyobrazić na przykład, że mamy depresję, to mamy głową pochyloną, barki zaokrąglone, mamy taką typową pozycję osoby, która nie jest w stanie w sposób taki otwarty patrzeć na świat. Jeśli tego typu stan występuje w twoim ciele dłużej, zaczynają te łańcuchy przednio przyśrodkowe dominować powodując, że w tej pozycji już zostaniesz czyli praca w metodzie GDS to nie jest tylko praca manualna, biochemiczna, która polega na uwolnieniu tych napięć, ale również jest to praca z zachowaniem, z pewnym wyobrażeniem sobie ciała, z budzeniem świadomości na nowo także jest to bardzo, bardzo ciekawy koncept. Myślę, że jest to jeden z najciekawszych, które są aktualnie uczone na świecie, dający bardzo dużo odpowiedzi na wiele pytań dotyczących połączeń reakcji łańcuchowych w całym ciele.

Nie wiem czy to dobre pytanie, bo nie wiem na ile będziesz kojarzył, ale czym to się będzie różniło w założeniach od anatomii trains, bo tam też mamy taśmy, czy to kompletnie różny koncept?

Jest to zupełnie różny koncept. Anatomy trains niczym się nie różni tak naprawdę od rolfingu. Zresztą jest to koncept dosyć kontrowersyjny powiem szczerze, dlatego że biomechanicznie te formy taśm, które opisuje Meyers one nie mają uzasadnienia, one są niefunkcjonalne. Zresztą wielokrotnie z nim miałem możliwość rozmawiania, jak i również Carl Asteco, bo on bardzo często przyjeżdża do Włoch, do Carli, do Antonio, uczy się właśnie tych nowych rzeczy związanych z układem powięziowym i ten koncept powstał po to żeby ułatwić zrozumienie pewnych połączeń w ciele, które w rolfingu, czy strukturalnej integracji inaczej się stosuje.

Która najgorsza ta taśma jest według ciebie? Która jest najmniej funkcjonalna?

Żadna nie jest funkcjonalna, dlatego że one nie łączą funkcji ze sobą. To jest podstawowy problem czyli wyobraźmy sobie na przykład typową taśmę tylną, którą on tam sobie opisuje i pisze, że kulszowo-goleniowe mięśnie z łydką tworzą taśmę. Jeśli teraz sobie wyobrazimy na przykład dwugłowy robi rotację zewnętrzną, półbłoniasty rotację wewnętrzną, płaszczkowaty robi wyprost kolana, brzuchaty robi zgięcie kolana, głowa przyśrodkowo rotuje do zewnątrz, głowa zewnętrzna zewnątrz to nie może być to jeden łańcuch. To są trzy łańcuchy tak naprawdę, bo tu chodzi o funkcję. Z punktu widzenia również FM-ów nie ma to żadnego związku. Są pewne połączenia, które są charakterystyczne, ale to są pewne elementy, które tworzą pewne ns dwa trzy pięć cztery natomiast nie tworzą całości stąd jest bardzo dużo wątpliwości, dużo niespójności z tym, co Meyers prezentuje, dlatego też jest ona bardzo, bardzo kontrowersyjna niemniej jednak oczywiście tak jak każda metoda ma w sobie wiele ciekawych również aspektów, dlatego warto oczywiście się jej przyjrzeć natomiast z mojego punktu widzenia, kiedy widzimy funkcjonalny problem pacjenta, to trzeba go rozwiązać tak, jak jest to związane z określoną funkcją, zaburzonym określonym kierunkiem ruchu i tak dalej.

To wróćmy do tego porównania GDS-u do Anatomy w takim razie?

To w GDS-ach masz trzy łańcuchy, które tworzą na przykład z tyłu kończynę.

Mało.

Nie, masz sześć łańcuchów ogólnie. Natomiast z tyłu chociażby mówimy o trzech łańcuchach, które będą tworzyły te napięcie i w sytuacji, kiedy myślelibyśmy o jednym łańcuchu, nic by się nam nie zgadzało. Jedno z drugim by zupełnie nie miało sensu. Z punktu widzenia na przykład również FM-ów jest to też zupełnie nielogiczne, dlatego że każda struktura powięziowa jest tak skonstruowana żeby włókna mięśniowe były pobudzone żeby wykonywać ruch w określonym kierunku. Mamy sześć kierunków ruchu czyli jeśli wykonuję na przykład znowu rotację zewnętrzną, zgięcie kolana, wewnętrzną, to każda grupa włókien mięśniowych jest pobudzana przez alfa motoneuron, który jest związany z określonym kierunkiem ruchu czyli znowu w obrębie danego obszaru macie co najmniej trzy z tyłu i trzy z przodu systemy, które muszą być ze sobą połączone żeby dawać określoną informację do mózgu. Czyli z punktu widzenia mózgu, pamiętajmy mózg nie widzi mięśnia, mózg widzi kierunek rucha, czyli jeśli nie mamy możliwości wykonania określonego kierunku ruchu, bo te taśmy są niefunkcjonalne, bo one są wycięte przez skalpel, nie mają one żadnego znaczenia funkcjonalnego. Stąd tak duża krytyka w stosunku do tego, dlatego w świecie łańcuchowców w ogóle ta metoda nie jest brana pod uwagę, bo nie ma żadnych podstaw żeby ją w ogóle analizować. To jest mój punkt krytyczny w stosunku do tego konceptu pracy i trzeba po prostu się jej przyjrzeć troszeczkę inaczej żeby zrozumieć pewne elementy, które chcą wziąć z terapii natomiast jak się robi terapię, okazuje się, że robią normalną strukturalną integrację, balansuje się napięcia między prawą, lewą, przodem, tyłem i tak dalej czyli to nie ma związku tak naprawdę z tym opisem. To jest po prostu już inna praca związana z napięciami całych grup mięśniowo-powięziowych także też strukturalną integrację znam bardzo dobrze i też się jej uczyłem u najlepszych, u Petera Schwinda i Roberta Schleipa i wielu jeszcze innych także mam też możliwość spojrzenia z drugiej strony.

Jakbyś miał teraz możliwość wybrać z tej całej historii szkoleń, a masz ich więcej niż niektórzy mają książek przeczytanych w swoim życiu, jakbyś miał wybrać takie jedno szkolenie, które zmieniło kompletnie twoje patrzenie na ciało, na powięź, na leczenie? Takie jedno. Wiem, że to będzie bardzo ciężkie, ale jakbyś coś powiedział, to by było dobrze.

Myślę, że najważniejszym szkoleniem, które odbyłem była metoda GDS właśnie łańcuchów mięśniowych.

Ty prowadzisz to szkolenie w Polsce, tak?

Nie, ja nie prowadzę, ja organizuję to szkolenie. Prowadzą to Francuzi i Belgowie natomiast to jest metoda, która daje ci olbrzymią odpowiedź dlaczego pojawia się w tym miejscu ograniczenie ruchu. Dlaczego to nie chce puścić? Co jest relacją z czym? To jest myślę najciekawszy koncept, jaki istnieje jeżeli chodzi o biomechanikę.

Ja pamiętam zachwyt chyba doktora Hałasa, jak jeszcze u niego się uczyłem w Lublinie nad tą metodą.

Myślę, że każdy kto tę metodę poznał, kto zobaczył jej potencjał jest zachwycony i do końca życia ma gdzieś z tyłu głowy ten koncept pracy natomiast ten koncept pracy jest też otwarty jeśli chodzi o stosowanie technik. Możesz stosować swoje własne techniki natomiast będziesz rozumiał dlaczego i po co masz pracować, w którym miejscu, dlaczego to ci poprawi tę funkcję w innym obszarze także myślę, że to jest jedna z najciekawszych metod jeśli chodzi o fizjoterapię, o terapię manualną. Natomiast jeśli chodzi oczywiście o techniki powięziowe myślę, że metoda Stecco daje największy potencjał jeśli chodzi o efektywność, szybkość leczenia, rozwiązywanie problemów, które są nie tylko związane z narządem ruchu, ale szczególnie ta część dotycząca leczenia trzewnego, odruchowego, receptorów. To jest w ogóle rewolucja w świecie fizjoterapii, czy w świecie terapii manualnej, czyli zajmujemy się rzeczami, które jeszcze do tej pory były przeznaczone dla wąskiej grupy osteopatów specjalizujących się w wąskich problemach. Teraz dzięki tej metodzie można pracować naprawdę z takimi problemami, które nigdy w fizjoterapii nie były brane pod uwagę.

Opowiesz jakiś przykład takiej terapii FM-owej, która większości może nie kojarzyć się w ogóle z fizjoterapią.

To myślę, że większość problemów, które mamy jeśli chodzi o problemy trzewne czyli można pracować z nadciśnieniem, możemy z arytmią pracować, możemy pracować z nietrzymaniem moczu, z problemami z układem endokrynologicznym, możemy pracować z refluksem, możemy pracować ze zgagą, zaparciami czyli mamy całą tą gamę pracy związanej z określonymi narządami wewnętrznymi. Mamy możliwość leczenia atopowego zapalenia skóry, egzemy, zaburzeń potliwości, problemu z widzeniem i tak dalej. To się wydaje wręcz prawie, że niemożliwe natomiast szczegółowo to bardzo omawiamy. Mamy bardzo, bardzo dokładnie opisane każde strategie leczenie, mamy oczywiście również to potwierdzone klinicznie i robimy już również część takich długofalowych badań także jest to metoda, która daje wielki, wielki potencjał pracy w wielu różnych obszarach właśnie, także zachęcam, bo mamy też w języku polskim książki. Możecie na ten temat również poczytać, są przetłumaczone, ta część podstawowa dotycząca terapii trzewnej Stecco i niestety druga książka nie zostanie przetłumaczona jeżeli chodzi o praktyczne zastosowanie, bo wychodzi nowa. Czyli po prostu musimy znowu poczekać chwilkę aż wyjdzie nowa książka natomiast mamy też kilka podręczników, które pomogą wam zrozumieć jeśli was to interesuje oczywiście ten nowy aspekt, nowy wymiar ogólnie terapii manualnej.

Dobrze wspomnieć, bo to tłumaczenie jest dobre, bo tłumaczy to Remik Halikowski, który również jest uczniem i Carli i Antoniego i też pracuje we Wrocławiu cały czas tą metodą, więc to nie jest taka oderwana książka od rzeczywistości.

Tak, tak Remi jest wielkim fanem metody i bardzo się cieszę, że jest osobą, która tę metodę promuje. Również przez swoją pracę kliniczną i oczywiście najlepiej, jak tłumaczy to ktoś, kto zna po pierwsze dobrze język, dobrze anatomię, dobrze metodę, bo może w ten sposób przekazać prawdziwy wymiar tej książki i nie popełniać błędów, które czasami się zdarzają merytoryczne niestety.

Chyba szczególnie w tej książce atlas anatomii powięziowej, który napisała Carla. Tam jest mnóstwo błędów.

Niekompetentne osoby to niestety tłumaczyły. Jest mnóstwo błędów. Szkoda, bo jest to książka w TOP ten najlepiej sprzedających się książek medycznych na świecie i jeśli takie tłumaczenie wychodzi w Polsce, to jest to bardzo, bardzo przykre i szkoda.

Pamiętajcie, jak czytacie książkę, to uważajcie na tę książkę. Powiedz mi jak myślisz skąd takie jest zaciekawienie w ostatnich dwudziestu latach tą powięzią. Czemu to rośnie to zainteresowanie i czemu cały czas dowiadujemy się czegoś nowego na ten temat?

Myślę, że jest to związane z tym, że są to metody, które są z zasady bardzo bezpieczne. Oczywiście w każdej metodzie są wskazania i przeciwskazania. Drugie: niezwykle efektywna i dająca długotrwałe efekty. Natomiast myślę, że kluczowe jest to, że osoby, które nie spotkały się nigdy z powięziami, bo niestety na uczelniach często się nie omawia tego, na anatomii się nie omawia także świadomość jest bardzo mała natomiast jeśli zrozumiemy fizjologię funkcjonowania naszego ciała, to wiemy że powięź jest podstawową, kluczową tkanką w naszym organizmie. Propriocepcja to jest powięź, bo całe czucie głębokie jest w powięzi głębokiej, eksterocepcja jest w powięzi powierzchownej, skórze czyli fizjoterapeuta pracuje z priopriocepcją i teraz jeśli źródłem zaburzenia priopriocepcji jest powięź, to każda technika powinna być związania z działaniem powięzi. Są techniki pośrednie, które polegają na jakichś tam ćwiczeniach, rozciąganiu, ruchu mogą w jakiś sposób pewne rzeczy postymulować natomiast są pewne momenty i sytuacje, gdzie niestety bez technik powięziowych nie posunie się terapii dalej skąd każda dysfunkcja nerwu, naczynia, stawu wszystko jest związane z powięzią, bo wszystko zależy od niej i od elastyczności tych tkanek, dlatego też wcześniej, czy później i tak wszyscy będą spracowani. Jak zaczynałem dwadzieścia lat temu, pokazywali mnie palcem mówili, że jestem idiotą, że tym się zajmuję, marnuję czas, a teraz jak widzisz zadajesz mi pytania po tylu latach i mówisz: „A dlaczego wszyscy się tym zajmują”? To jest właśnie to, że po prostu pomalutku ta kula śniegowa zaczyna nabierać tempa i wielkości. Coraz więcej ludzi widzi, że to jest ta droga. Poza tym myślę, że też jest to bardzo przyjemne dla obu stron, zarówno dla terapeuty, jak i również dla pacjenta jeśli widzisz rozwiązanie problemu, którego nikt wcześniej nie mógł ci pomóc rozwiązać, widzisz olbrzymią efektywność swojej pracy, zaczynasz czuć wartość tego co robisz, że nie frustrujesz się, jedziesz do roboty i mówisz: „Kurde może znowu fajnie komuś pomogę” i faktycznie tak jest, dlatego to też jest taki fajny, stymulujący aspekt, który myślę wielu terapeutów będzie miało w swojej karierze.

Kilka lat już pracujesz, więc takie pytanie o twoje doświadczenia. Kiedy najlepiej iść na osteopatię? Tuż po studiach czy jednak trochę poczuć i dopiero pójść później czyli przerobić kilkuset pacjentów albo kilka tysięcy i dopiero pójść na osteopatię?

Myślę, że w każdym momencie jeśli decydujesz się żeby iść na osteopatię, to będziesz gotowy, dlatego że osteopatia to są po prostu studia. To jest ciężkie cztery, pięć lat pracy, to tak jak mówisz, czy iść na fizjoterapię, czy nie iść. Kiedy jesteś gotowy żeby pójść na fizjoterapię? Nigdy nie jesteś gotowy, bo nie wiesz co to jest tak naprawdę. Natomiast w dzisiejszych czasach przez to, że bardzo dużo osób uczy różnego rodzaju technik osteopatycznych już ludzie mają pewne pojęcie o tym natomiast nie mają pojęcia o tym, czym jest osteopatia, czym jest osteopata i mylą terapię manualną z osteopatią. To jest tak jakbyś powiedział, że fizjoterapeuta to jest masażysta. Na takiej zasadzie może łatwiej to można zrozumieć.

Wiele osób się obraża już.

No właśnie i teraz osteopatia to jest zawód. To nie jest fizjoterapia. To jest zupełnie inny zawód i teraz jeśli chcesz robić i fizjoterapię, i osteopatię to musisz zrobić dwa zawody. To jest podstawowy problem taki powiedzmy do zrozumienia też mentalnego, że w którymś momencie musisz się zdecydować, co chcesz robić, czy być osteopatą czy być fizjoterapeutą. Natomiast na pewno dobre nauczanie, dobra szkoła, dobrzy nauczyciele pozwolą ci zdobyć olbrzymią wiedzę medyczną taką szczegółową. To jest oczywiście też duży problem, bo ten poziom nauczania w Polsce jest bardzo niski osteopatii i ludzie uczą się niestety w szkołach technik, nie rozumieją czym osteopatia jest i to powoduje, że różnie to wygląda. Najczęściej kończą jako fizjoterapeuci stosujący osteopatyczne techniki. Nie mniej jednak jeśli poświęcisz jeszcze wiele lat po żeby zrozumieć czym osteopatia jest, zrozumiesz, że jest to zupełnie coś odrębnego, zupełnie coś innego, dlatego też w każdym momencie można swojej drogi życiowej powiedzieć, że idę tędy. Oczywiście młodemu człowiekowi jest łatwiej po studiach od razu przejść na drugą stronę, bo ucząc się czegoś od zera, od nowa jest taką powiedziałbym tabula rasa czyli kartą, na której można wszystko zapisać i uczy się od zera powiedzmy dobrych nawyków, dobrych sposobów pracy. Gorzej jest z takim powiedziałbym już wytrawnym terapeutami, którzy zawsze będą patrzyli przez pryzmat tego, co doświadczyli na temat tego, co się uczą i czasami obserwuję to w ten sposób, że jeśli przychodzi jakiś bardzo dobry terapeuta manualny, to ma problem z rozumieniem podstawowych, najprostszych rzeczy, dlatego że nie jest w stanie przełamać na przykład zmiany dotyku, że możesz pracować z minimalną siłą, że nie trzeba nastawiać kręgosłupa, że nie trzeba wbijać igły i to jest coś, co jest czasami trudne, ale daje to z drugiej strony olbrzymie doświadczenie kliniczne czyli przez pryzmat mojego doświadczenia klinicznego mogę zobaczyć też tego pacjenta od razu swoimi oczami także trudno powiedzieć, w którym momencie jest to lepsze. Myślę, że trzeba być po prostu gotowym żeby dwa razy ciężej niż na studiach fizjoterapii się uczyć. W każdym razie ja tak się uczyłem i to jest taka przygoda, która daje ci zupełnie inną perspektywę.

To czym się różni fizjoterapeuta od osteopaty według ciebie?

Fizjoterapeuta przede wszystkim zajmuje się problemem lokalnym. Problemem, który jest związany z jakimś konkretnym zaburzeniem. Nawet jeśli pracuję powiedzmy całościowo, że próbuję pracować na różnych obszarach ciała, tłumacząc jakiś tam problem klinicznego zaburzenia. Na przykład chce rozwiązać problem bólu kolana, czy będzie pracował na głowie, na ręce, na szyi, nauczy się technik trzewnych, zrobi coś na wątrobie i tak dalej, ale będzie cały czas miał przed oczami wizję kolana jako problemu natomiast osteopata pracuje z człowiekiem jako całością, nie interesują go tak naprawdę objawy, które pacjent ma, interesuje go to, czy pacjent ma swój potencjał do zdrowienia, do zaburzeń, które mogą powodować wiele różnych jednocześnie toczących się dysfunkcji czyli jeśli jesteś osobą, która ma dobre wykształcenie osteopatyczne, to zobaczysz, że ma problem w każdych układach, we wszystkich narządach, wszystkich systemach, dlatego że całość człowieka jest ze sobą zintegrowana i wtedy trzeba podjąć odpowiednie sposoby leczenia całościowego człowieka w kontekście jego zdrowienia, tworzenia homeostazy. Kluczowa rzecz w osteopatii to jest to, że leczysz człowieka natomiast to, że przy okazji poprawiłeś kolano, że przy okazji ci się zmniejszyła arytmia, to tak to wygląda, że po prostu efektywność jest taka natomiast nie ukrywam, że zajmuje to wiele, wiele lat żeby to zrozumieć. Ja po skończeniu studiów osteopatii myślałem, że już wiem wszystko. Naprawdę byłem na początku drogi. Skończyłem w dwutysięcznym ósmym i nadal wydaje mi się, że jestem na początku i ciągle się uczę. To jest właśnie to, że to jest po prostu tak skomplikowany system, który musisz zrozumieć, że nie daje ci to właśnie od razu odpowiedzi po skończeniu, nauczeniu się jakichś technik. Oczywiście ono cię uczy jak leczyć dyskopatię, jak leczyć zablokowany staw łokciowy czy kolano, czy zdrenować wątrobę natomiast nie uczy cię całościowego myślenia i leczenia człowieka. To jest właśnie podstawowy problem, ale myślę, że to wielu szkół osteopatii, bo rozmawiam z moimi kolegami na całym świecie osteopatami i wszyscy mamy ten sam problem, dlatego że te pięć lat to jest za mało żeby tego się wszystkiego nauczyć. Uczysz się przez pięć lat po prostu technik, a nie takiego globalnego myślenia i myślę, że wielu moich kolegów trochę starszych, którzy osteopatią się zajmują od wielu lat, myślę, że dochodzą do tego samego, że to jest po prostu początek drogi, ale kluczowe jest to, że fizjoterapeuta też pracuje na zlecenie, że często musi posługiwać się diagnostyką w oparciu o to, co mu ktoś inny dał. Osteopata jest wolnym zawodem, jest to zawód medyczny pierwszego kontaktu czyli wymaga od ciebie wiedzy medycznej, takiego samego poziomu medycznego jak lekarz i tutaj oczywiście jest to kolejny problem czyli musisz mieć tą podstawową wiedzę medyczną bardzo wysoką, bo musisz nauczyć się diagnostyki różnicowej, co jest dla osteopaty, co dla lekarza żeby wychwycić wszystkie te nieprawidłowości, czerwone flagi żeby odesłać szybciutko i fizjoterapia tym się nie zajmuje. My się uczymy o pewnych rzeczach w sposób potrzebny dla fizjoterapii, dla pewnych działań natomiast nie uczymy się tej diagnostyki różnicowej, co jest oczywiście moim zdaniem kluczowe jeśli jesteś zawodem pierwszego kontaktu, że pacjent z ulicy przychodzi do ciebie i ty musisz go przebadać i tak dalej. Dlatego tu jest kolejna różnica i myślę dla wielu fizjoterapeutów jest to też bardzo fajne, że nawet jeśli się nie nauczą skuteczniejszych technik, to się nauczą właśnie tej formy chociażby diagnostyki różnicowej.

Co jest dla ciebie taką chorobą, czy takim wyzwaniem przez lekarzy, które zawsze cię wkurza. Jak przychodzi do ciebie pacjent i mówi: „Ja mam to i to, bo tak mi lekarz powiedział” i teraz żeby z tego wyjść powiedzmy z twarzą i kogoś nie dyskredytować. Co cię irytuje w diagnostykach lekarskich?

Myślę, że problem przede wszystkim diagnostyki lekarskiej polega na olbrzymim rozczłonkowaniu specjalizacyjnym lekarzy. Zresztą jak rozmawiam z moimi kolegami, koleżankami lekarzami, wszyscy mamy ten sam wniosek, że na specjalizacjach uczysz się jakiegoś malutkiego fragmentu tego, co jest związane z twoją powiedzmy specjalizacją. Teraz jeśli przychodzi do ciebie pacjent z pogranicza, z tak zwanej szarej strefy czyli kiedy przychodzi z problemem, który dotyczy kilku układów, to tu się zaczynają wtedy już schody, bo nie jest to złamanie, nie jest to mięśniak, nie jest to kamień w pęcherzyku żółciowym i teraz ta diagnostyka różnicowa staje się olbrzymim problemem, dlatego że lekarze nawet nie wiedzą co z czym połączyć w wielu sytuacjach, bo nawet ich tego nie uczono. Nie mają takiego globalnego systemu nauczania, który chociażby mają osteopaci. Czyli osteopaci mają dobrą diagnostykę różnicową natomiast mają małą wiedzę specyficzną i tu jest ta różnica czyli ginekolog zna perfekcyjnie wszystko, co dotyczy tego układu natomiast osteopata wie jak połączyć problem ginekologiczny z układem endokrynologicznym, z układem krwionośnym i tak dalej mimo że nie ma specyficznej, szczegółowej wiedzy, to to pozwala podpowiedzieć ewentualnie gdzie szukać dalej, gdzie poszukiwać potencjalnych dalszych zaburzeń. To nie jest tak, że ja się denerwuje, czy ja się wyśmiewam z jakiejś tam diagnostyki. Oczywiście nie mówię o bzdurach, bo to każdego może wkurzyć, jak widzisz głupotę, bo tak czasami bywa, ale po prostu bardziej zastanawiam się gdzie ewentualnie można znaleźć jeszcze inne powiązania, które mogłyby problem pacjenta rozwiązać. Także tu jest to pole, gdzie możemy się również wymieniać swoim doświadczeniem i swoim spojrzeniem troszeczkę z innej perspektywy, takiej bardziej całościowej.

To ja zadam pytanie trochę inaczej jeszcze, bo ja pamiętam twój wykład na początku mojej drogi fizjoterapeuci, jak byłem u ciebie na szkoleniach właśnie z technik miękkich i tam było tych sześć zjazdów i pokazywałeś jak fajnie można wykorzystać te techniki i cały czas one się rozwijają i potem piętnaście lat później widzę twój wykład na warszawskim UKSW, gdzie jest konferencja organizowana przez Forum Media poznańskie wydawnictwo, z którym kiedyś chyba współpracowałeś bardzo mocno i widzę podobny wykład, podobne zdanie, że dyskopatia w cudzysłowie nie istnieje i nie boli. Ilość powtórzeń tego samego zdania o dyskopatii to nie problem, tylko czasami może być problem. Nie nudzi cię już powtarzanie tego samego o tym problemie?

To znaczy może dyskopatia mnie nudzi, bo to jest oczywiście taka rzecz, którą wszyscy próbują zapchać dziurę każdego bólu pleców natomiast to nie jest tak, że dyskopatia nie istnieje, bo to jest pewien proces zwyrodnieniowy, który u każdego najczęściej wcześniej, czy później się pojawia natomiast zrozumienie bólu pleców to jest oczywiście zupełnie coś innego. Teraz znowu jak cię uczą tylko o patologii dysku, to jeśli nawet przeczytasz najnowsze artykuły dotyczące przyczyn bólu pleców to zobaczysz, że dyskopatia to jest bardzo malutki procent tego, co się tak naprawdę może kojarzyć z bólem i co możemy zrobić? My możemy po prostu jako nauczyciele, jako wykładowcy od początku, cały czas i w kółko urabiać, urabiać ten temat żeby do coraz większej grupy osób docierały te informacje natomiast oczywiście najtrudniej jest z pacjentami, bo oni są zupełnie wygłupieni, bo wejdą na stronę internetową i na każdej stronie piszą coś innego, każdy objaw im pasuje i przychodzą do ciebie przerażeni, bo mają nowotwór albo gruźlicę kręgosłupa i co teraz? I teraz właśnie to jest ten problem, że dostępność do informacji jest świetna natomiast powoduje też olbrzymi chaos i to powoduje, że ludzie są też zaniepokojeni, a czasami wręcz skażeni pewnymi informacjami. Nawet trudno im wyjaśnić, co chcesz uzyskać i w jaki sposób masz z nimi pracować jeżeli oni są przekonani, że to jest po prostu wypuklina dys i koniec, to jest jedna rzecz, która może boleć. To jest też problem. Nie ukrywam, że to jest też problem. W świecie fizjoterapii jest to problem dyskusji jeśli ktoś jest ortopedycznym terapeutą manualnym, to trudno mu wyjaśnić coś, co jest z poza ortopedycznego konceptu widzenia i oczywiście jeśli nie jesteś otwarty, to jest pewien problem do dyskusji. Ja mam tę przyjemność, że miałem wszystkie możliwe koncepty możliwość się uczyć i wiem każdy, co ma do zaoferowania, dlatego jest mi łatwiej troszeczkę spojrzeć na to z innej perspektywy, ale inni muszą przejść tę samą drogę, co ja albo po prostu będą nadal tkwili w tych samych swoich pomysłach, nie starając się otworzyć dalej. To jest właśnie podstawowy problem także zawsze zachęcam każdego człowieka, który się uczy żeby nie ufał nikomu, żeby uczył się od każdego i próbował zrozumieć różne koncepty, bo wtedy sobie swoją drogę terapeutyczną wypracuje. Można mu podpowiedzieć, można mu powiedzieć: „Słuchaj to jest lepsze, to lepiej tak działa i tak dalej, spróbuj tego”, ale sami wiemy, że nawet jeśli powiesz, że coś jest takie, to i tak każdy będzie próbował to z innej strony sprawdzić. To jest właśnie to, czy nauczanie jest troszeczkę czymś innym od tego, co my mamy jako swoje przekonania i doświadczenia, i przez ten pryzmat postrzegamy każde szkolenie, czy każdą terapię.

A powiedz mi taką rzecz jeszcze. Dlaczego żadna z tych technik powięziowych, nie ma tam włączenia ruchu takiego, że zrobiliśmy techniki manualne, to teraz uruchommy to w ten sposób. Ani FM ani FDM, ani rolfing nie mówią nic kompletnie o ruchu. Jak myślisz dlaczego?

To znaczy to może nie jest tak, że nie mówią.

Na szkoleniach nie ma tego.

To znaczy wiesz, że chociażby jak uczyliśmy się tkanek, to wiesz, że mamy cały koncept o dysbalansie i wiesz, że trzeba ten dysbalans korygować przez ćwiczenia priopriocepcji i tak dalej także z mojego punktu widzenia trzeba, bo to są ważne elementy natomiast w rolfingu jest nawet cały system nauczania rolf movement czyli są to ćwiczenia polegające na tworzeniu pewnego poczucia świadomości ciała, tworzenia pewnego wzorca nowego ruchu czyli jak najbardziej to występuje. Jest to zupełnie coś innego niż klasyczna fizjoterapia, gdzie wykonuje się treningi.

Jasne tylko to bardziej przypomina trochę jogę niż klasyczną fizjoterapię.

Myślę, że bardziej to przypomina trochę Falden Crisa, jakieś takie formy edukacyjne pracy z ciałem i to jest coś, co jest takim nowszym nurtem, bo to powiedzmy ze trzydzieści lat w roflingu to istnieje natomiast w FM-ie nie bierzemy pod uwagę leczenia poprzez ruch, nie dlatego, że nie uważamy, że jest to istotne tylko FM się tym nie zajmuje. FM rozwiązuje pewien problem i mówi, że jeśli chcesz pracować dalej z fizjoterapeutą żeby poprawić sobie priopriocepcję dalej, jeśli chcesz wzmocnić to musisz pracować z trenerem i tak dalej czyli nie mówimy, że nie trzeba ćwiczyć natomiast podstawową rzeczą jest żebyś zrozumiał dlaczego masz zaburzenie priopriocepcji. Jeśli rozwiązujesz problem priopriocepcji, znika problem ograniczenia siły mięśniowej, bólu, czucia ciała czyli raptem się okazuje, że większość ćwiczeń nie jest potrzebna takich typowo klasycznych, fizjoterapeutycznych czyli możesz przejść na przykład do treningu sportowego, do pracy powiedzmy jakiejś dla poprawy określonej funkcji motorycznej czyli nie potrzebujesz już tego żmudnego treningu fizjoterapeutycznego, ćwiczeń, które po prostu rozwiązujesz zdecydowanie szybciej i to jest może ta różnica, która powoduje, że nie zadajemy ćwiczeń w kontekście, że musisz się rozciągać i tak dalej natomiast nie mówimy, że nie trzeba pracować dla poprawy jakiejś tam cechy motorycznej przykładowo szybkości, skoczności. To jest właśnie to i tak samo jest powiedzmy w technikach osteopatycznych. Osteopata robi swoje i mówi: „Słuchaj teraz musisz iść do fizjo i fizjo musi z tobą robić to i to żebyś osiągnął dalszy postęp jako sportowiec” czyli osteopata właśnie nie zajmuje się ćwiczeniami, bo jest osteopatą. Rozwiązuje problem inny i teraz mówi: „Słuchaj musisz ćwiczyć. Musisz poprawiać to i to”. To jest właśnie ta różnica, dlatego w osteopatii nie będziemy nigdy mówili o ćwiczeniach, bo to nie jest nasza branża. Branża ćwiczeń w cudzysłowie to jest fizjoterapia, czy też jacyś trenerzy edukacyjni i tak dalej. Czyli to są zupełnie inne koncepty pracy, dlatego o tym się nie mówi.

Co zadajesz swoim pacjentom do domu? Dajesz im pracę domową w ogóle?

Tak, tak, tak oczywiście zadaję pewne rzeczy, które są moim zdaniem istotne. Teraz pracuję też z fizjoterapeutami, którzy realizują ten mój koncept dysbalansu czyli uczymy w jaki sposób pracować, korygować dysbalans. Bardzo dużo uczymy oddychania, pracy głębokiej prioprioceptywnej natomiast nie stosujemy żadnych ćwiczeń siłowych, wzmacniających i tak dalej, bo uważam, że to powinny robić inne osoby, nie jest to potrzebne z naszego punktu widzenia. Natomiast daję też czasami rzeczy związane z korekcją określonych zaburzeń twarzy, odruchów i tak dalej, bo też dużo pracuję na odruchowym działaniu, jak i również na przetrwałych odruchach szczególnie kiedy pracuję ze starszymi dziećmi, także tutaj zadajemy konkretne ćwiczenia dla pozbycia się na przykład ATOS-u, tonicznego bębenkowego, przetrwałego ssania odruchu i tak dalej. Czyli tutaj takie rzeczy ewentualnie zadaję jako konkretna kontynuacja terapii do domu żeby przyspieszyć po prostu powrót do prawidłowej funkcji.

Pacjent porażka?

Jak zawsze. Każdy ma porażki.

Ja bardziej pytam o to żeby inni zrozumieli, że to jest normalne niż że nie miałeś.

Trudno powiedzieć o porażce. Można powiedzieć o tym, że nie udało się pacjenta uratować, bo na przykład miał nowotwór i zmarł albo że musiał pójść na zabieg operacyjny, co oczywiście nie jest porażką tylko znaleźliśmy pewną blokadę możliwości pracy manualnej i trzeba to zoperować. Czyli to nie jest tak, że pacjent jest niezadowolony czy coś takiego tylko po prostu doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu. Lepiej to zoperować, bo to będzie szybszy, lepszy efekt, nie będzie cierpienia i tak dalej. Także takie sytuacje oczywiście się zdarzają natomiast myślę największą porażką taką prawdziwą jest to, że nie zrozumiałem się z pacjentem i ten sposób pracy, który mu zaproponowałem był przez niego nie akceptowalny czyli on nie chciał iść tą drogą tej pracy, którą mu oferujemy i stwierdził, że nie, że on woli coś innego i to jest moja porażka taka emocjonalna powiedziałbym. To każdego myślę terapeutę najbardziej boli, że jeśli ty dajesz coś od siebie, myślisz, że to jest to, że mu pomożesz, bo wiesz, że mu pomoże, bo to jest taki problem, z którym spotkałeś się już setki razy, a on mówi, że nie, że on tak nie chce i uważa, że to co robimy nie ma sensu i to jest taka porażka myślę, która każdego boli najbardziej.

To bardziej porażka nazwijmy to technik miękkich czy właśnie tych technik twardych?

Nie, ja w ogóle nie patrzę w kategorii technik, bo techniki nie mają znaczenia tak naprawdę jeśli wiesz co chcesz zrobić.

Mówię o technikach miękkich jako o technikach mówienia.

To znaczy ja pracuję tylko technikami powięziowymi. Ja nie pracuję innymi technikami. Znam oczywiście setki technik innych, ale po prostu od lat nie stosuję, bo mi się po prostu nie sprawdzają. Nie będę manipulował kogoś albo rozciągał, bo to nie ma sensu, czy zadawał mu przeprosty natomiast chodzi o to, że możesz pracować w jakiś tam określony sposób, mając jakiś zasób narzędzi, ale musisz wiedzieć po co. Największy problem, który mają terapeuci, to nie potrafią diagnozować, nie wiedzą, co leczą. To jest to, że się różnię w efektywności mojej pracy, że ja po prostu wiem, co leczę i to jest podstawowa rzecz, ale diagnostyka jest najtrudniejsza. Ona wymaga bardzo, bardzo szerokiej wiedzy i ciągłego pogłębiania tej wiedzy zarówno z tej części medycznej, jak i z tej części powiedziałbym innych aspektów związanych ze zdrowiem i tutaj jest ta efektywność większa. Natomiast nie widzę porażki w kontekście tkanek miękkich czy tam powięzi, bo to są techniki, które stosuję i one będą zawsze ze mną, bo to są techniki, które dają mi największą satysfakcję, największy efekt.

Kiedy stwierdziłeś, że możesz uczyć innych, że „wiem już tyle, że mogę nauczyć młodych terapeutów czegoś fajnego, nowego, innego niż do tej pory robili”?

To jest trudne pytanie, bo od samego początku byłem nauczycielem, bo zrobili ze mnie asystenta i kazali uczyć. PO studiach zostałem od razu nauczycielem. Bardzo lubię uczyć.

Ja mówię o bardziej komercyjnych szkoleniach.

Ja rozumiem tylko, że to jest pewien sposób myślenia jako nauczyciel, bo jeśli masz coś do zaoferowania i uważasz, że to co uczysz jest sensowne no to pewnie to jest ten moment. Natomiast największym myślę problemem młodych ludzi jest to, że próbują uczyć z punktu widzenia tylko finansowego albo poczucia, że będą lepiej zauważani, będą bardziej rozpoznawalni w środowisku i też jest bardzo krótka droga do tego żeby się szybciutko sparzyć, bo uczenie to jest dziesięć razy większy stres niż praca w gabinecie i teraz jeśli spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy mają duże doświadczenie i widzą, że ty im pokazujesz jakiś kit, to wtedy jest to duży konflikt. Teraz oczywiście musisz być na to gotowym a żeby być na to gotowym musisz mieć dużą wiedzą. Teraz żeby uczyć potrzebujesz dużej wiedzy ogólnej, nie tylko z tego, co uczysz. Musisz też wiedzieć o wielu innych aspektach. Ja tylko pamiętam jakiś czas temu rozmawiałem z Jean-Pierre Barall’em, na pewno go znasz, jest to jeden z największych postaci współczesnej osteopatii i on powiedział, że u niego nauczyciel może uczyć, kiedy skończył piętnaście lat temu osteopatię. Czyli musi piętnaście lat pracować jako osteopata żeby uczyć jakiegoś fragmentu w jego powiedzmy systemie pracy, gdzie możesz uczyć podyplomowo. Nie mówię o uczeniu jego konceptu, bo tam jest cały proces wieloletni bycia instruktorem natomiast jeśli on zaproponował mi żebym ja uczył u niego w szkole, to było pierwsze jego pytanie: „Ile lat jesteś po osteopatii”? Ja powiedziałem: „Jestem trzynaście lat po osteopatii” to mówi: „Jesteś na granicy, że możesz zacząć uczyć”. Teraz zobacz jakie jest doświadczenie kogoś, kto ma większe od ciebie doświadczenie, że po tych nastu latach jest to osoba, która może naprawdę coś ci zaoferować i coś ci powiedzieć, bo już bardzo wiele przeżyła, bardzo wiele rzeczy się nauczyła. Oczywiście trzeba przepracować te piętnaście lat też w odpowiedni sposób natomiast to jest takie minimum, które on uważa, że jest to istotne żeby uczyć kogoś na zaawansowanym poziomie powiedzmy. Czyli tutaj jest ta bariera wiedzy. Oczywiście musisz lubić uczyć. Jeśli to lubisz i masz wiedzę, to wtedy oczywiście jesteś gotowy żeby uczyć natomiast nigdy broń Boże aspekt finansowy, czy aspekt takiej popularności nie powinien być na pierwszym planie, bo to powoduje, że tylko będziesz się frustrował i bardzo szybko zostaniesz w środowisku źle, negatywnie oceniony i po co to komu tak naprawdę, nie?

Lubisz szybkie samochody?

Myślę, że większość facetów lubi od zawsze.

Bo to nie a propos pieniążków, bo ja pamiętam jak przyjechałeś na to szkolenie do Sosnowca. Pewnie już go dawno nie masz, ale może nie pamiętasz, swoim niebieskim Subaru.

Oczywiście, śni mi się po nocach, że go sprzedałem niestety.

Wtedy pomyślałem: „Da się w rehabilitacji zarobić”.

Da się natomiast myślę, że najważniejsze jest to żebyś miał dobrze zbudowany gabinet, bo gabinet daje ci podstawę solidnego, codziennego zarobku i ja mój status finansowy, który mam aktualnie buduję przede wszystkim nie przez szkolenia tylko przez świetnie funkcjonujący gabinet. Jeśli mam pół roku osoby oczekujące na wizytę, do gabinetu ludzie czekają bardzo, bardzo długo to znaczy, że chcą zapłacić za wizytę więcej niż powiedzmy standardowo ludzie biorą i oczekują od ciebie, że ty im pomożesz. Oczywiście to jest większa odpowiedzialność, ale jeśli widzą, że jest ta poprawa to natychmiast masz całą rodzinę, wszystkich znajomych, pracowników i tak dalej. Czyli ten w pełni super działający gabinet pozwala ci mieć pewność finansową i myślę, że każdy nowy fizjoterapeuta czy terapeuta osteopata, który rozwija tą swoją praktykę powinien właśnie iść tą drogą czyli buduj najpierw gabinet. Zacznij od jednego dnia w tygodniu, przyjmuj w piątki tylko i wyłącznie, wynajmij sobie na parę godzin od swojego kolegi gabinecik, znajdziesz trochę więcej osób drugi dzień, trzeci dzień i tak pomalutku w ciągu roku, dwóch raptem się okaże, że masz fajnie działający gabinet. Mówię oczywiście o tych osobach, które już coś wiedzą, mają potencjał w rękach i mogą w ten sposób coś sobie ns godzina zero siedem. Nie proponuję nikomu otwierania gabinetu jak nie skończył żadnego szkolenia i nic nie umie tylko masować, czy fizykoterapię, bo to się szybko skończy.

fizykoterapii nie rozmawiamy. To nie ten podcast. Powiedz mi taką rzecz. Wypalenie zawodowe, gdzieś złapałeś? Dosięgnęło cię to? Miałeś takie zwątpienie przez chwilę przynajmniej, że to przestaje cię jarać czy że muszę zacząć robić coś innego, bo zaczyna mnie to nudzić?

To znaczy ja na szczęście tego nie doświadczyłem jeśli chodzi o wypalenie zawodowe, dlatego że tak jak mówię jeśli widzisz super pracę, super efekty i ludzie ci ciągle mówią, że bardzo ci dziękują, że świetnie to nie ma nic przyjemniejszego niż to jak ludzie ci dziękują i mówią, że jesteś najlepszy, że jesteś po prostu super. Twoje ego jest mega podstymulowane i każdy oczywiście człowiek to lubi. Natomiast jest fizyczne zmęczenie na przykład jeśli pracujesz ileś godzin. Kiedyś pracowałem bardzo długo, teraz pracuję tylko do osiemnastej na przykład od ósmej żeby mieć czas na rodzinę, żeby z dziećmi pojechać gdzieś na wakacje. Czyli jeśli logicznie sobie zaproponujesz również przerwy w pracy, wyjazdy rodzinne i tak dalej to zmęczenie fizyczne też i powiedzmy psychiczne zmęczenie codziennością oczywiście możesz zredukować. To jest ten aspekt myślę wielu z nas fizjoterapeutów i widzę, że moi koledzy strasznie dużo pracują. Potrafią do dziesiątej, do jedenastej pracować od rana. Moim zdaniem jest to po prostu krótka droga do wyczerpania, do zespołu wyczerpania, do poważnych problemów zdrowotnych i tutaj już niestety jest to już bardzo poważny problem także myślę, że to jest największy problem naszych współczesnych fizjoterapeutów. To nie jest tylko Polska, ale również w wielu, wielu krajach tak się również dzieje.

Cofnę chwilę. Ósma – osiemnasta pracujesz ciągle, codziennie?

Mam półgodzinną przerwę na obiad i tak pracuję. Czyli przyjmuję około dwudziestu osób dziennie i w ten sposób pracuję. Dla mnie to nie jest problem, bo ja nie pracuję ciężko fizycznie.

Jeszcze w weekendy szkolisz, tłumaczysz?

Szkolę i tłumaczę, tak. Staram się mieć wolne niedziele. Może tak.

To podziwiam.

To jest tak, że jak lubisz swoją pracę to daje ci ona satysfakcję. Tego wypalenia nie ma. Natomiast na pewno ten okres Covidu dał dużo do myślenia każdemu z nas i pewną perspektywę pokazał, jak nasze życie może się bardzo zmienić, kiedy ci tę prace zabiorą. Pamiętacie pewien kwiecień, na dwa miesiące zamknięto i raptem nie masz na chleb, nie masz jak opłacić gabinetu, kredyt, leasing za twój samochód i tak dalej. Masz jakiś tam poziom życia, którego raptem nie możesz mieć, bo ci zabrano to. To ci pokazuje, jak tak naprawdę wszystko to, co robimy jest takie ulotne i jak wiele rzeczy może się natychmiast zmienić. To jest coś, co dało mi też bardzo dużo do myślenia i zacząłem też troszeczkę inaczej na to wszystko patrzeć. Nam się wydaje, że jesteśmy niezniszczalni, że wszystko zależy od nas, a raptem okazuje się, że od ciebie nic nie musi zależeć, jeżeli ktoś ci powie, że nie możesz pracować i koniec. Wszystko się wali z dnia na dzień. Jeśli nie masz oczywiście walizki pieniędzy pod drzewem zakopanej, to niestety zaczyna się problem. Myślę, że każdy z nas to przeżył i nie chcemy do tego wrócić, ale jak będzie wojna?

Tego nie chcemy. Widzisz to co było rok temu, tuż przed Covidem, a dzisiaj to są inni pacjenci? Zauważyłeś jakąś zmianę?

Przez długo okres czasu na przykład w moim gabinecie pojawiły się osoby, których nigdy wcześniej nie widziałem i nie pracowałem z nimi. Nowi zupełnie pacjenci, dlatego że ja mam bardzo dużą grupę pacjentów, których już wyprowadziłem i ich prowadzę. Jako właśnie osteopata jestem takim terapeutą, który ludzi prowadzi przez całe życie czyli pracuję nad ich zachowaniem dobrej jakości życia w wielu aspektach. Ci pacjenci w wielu sytuacjach odeszli, dlatego że nie potrzebowali mojej pomocy, bo nie mieli bólu natomiast pojawiło się mnóstwo ostrych stanów, co oczywiście bardzo mnie cieszyło, bo dawno już nie pracowałem z bardzo ostrymi przypadkami, gdzie ktoś nie mógł przyjść i go przynieśli na noszach i to oczywiście pokazało mi nową perspektywę tej pracy, którą kiedyś miałem. Kiedyś miałem bardzo dużo ostrych pacjentów, bo byłem bardziej dostępny. Teraz z ostrym stanem pacjent czeka pół roku żeby się do mnie dostać, jest ta blokada i to wyraźnie zmieniło pewną grupę moich pacjentów natomiast widzę teraz w ostatnim powiedzmy miesiącu, dwóch znowu pomalutku wracają ci starzy pacjenci i gdzieś tam się to wszystko normalizuje. Także u mnie to w ten sposób wyglądało.

Jak lubisz się uczyć? Książka, szkolenia, video?

Ja jestem wzrokowcem czyli lubię patrzeć, lubię obserwować natomiast odpoczywam przy czytaniu książki. Moja żona się ze mnie śmieje, że ja czytam tylko książki terapeutyczne. Oczywiście to nieprawda, czasami czytam też inną, ale czytanie książki to jest dla mnie taki relaks, że jak wyjadę teraz do Egiptu na nurkowanie, to sobie wezmę na przykład teraz książkę i będę czytał o jakichś tam zaburzeniach płynowych. Ostatnio znalazłem w medycynie chińskiej. Teraz będę sobie czytał. To jest dla mnie odpoczynek czyli czytanie książki to jest odpoczynek. Ja już się nie muszę uczyć wszystkiego. Ja już wybieram sobie pewne detale, które są dla mnie istotne czyli to czytanie jest troszeczkę płynniejsze, szybsze, nie zaznaczam każdej linijki żeby się tego nauczyć, zapamiętać, ale na pewno czytanie książek jest bardzo fajnym aspektem, który bardzo lubię. Oczywiście ze szkoleniami jak każdy, myślę, że lubimy szkolenia jeśli są ciekawe, fajnie, dobrze prowadzone to każdy z nas je lubi. Właściwie raz na dwa miesiące jestem na szkoleniu, czy w Polsce, czy za granicą.

Jak ty to robisz, że ty jeszcze masz gdzie jeździć na szkolenia?

Każdy ma swoich guru. Ja mam swoich guru, do których muszę jeździć na drugi koniec świata żeby się uczyć albo ja ich zapraszam, co też jest fajne, bo mogę też zaprosić wielu ciekawych ludzi i po prostu w ten sposób się uczymy. Natomiast uczenie to jest jak wiesz proces czyli to nie jest coś, co musisz zrobić tylko jest pewna droga podnoszenia swoich umiejętności, swojej wiedzy, swojej świadomości tego, co robisz i jeśli lubisz to, to to jest twój rozwój i dlatego też szkolenie traktuję w ten sposób i mając możliwości finansowo po prostu finansowo-czasowe w ten sposób to robię, w ten sposób organizuję.

Jak podchodzisz do szkoleń online? Bo ty prowadzisz webinary, nagrywasz płyty DVD. Kto ma być tego odbiorcą? Ja mam taką bojaźń zawsze, że jak młody terapeuta taką płytę dorwie to trochę nie zrozumie albo pójdzie za szybko.

Zawsze tak jest. Myślę, że każdy z nas jeśli coś widział to mówił: „Wow, taka technika to zaraz ją bach na pacjencie”, a pacjent później przez dwa dni chodzi wygięty i nie może nic zrobić, nawet delikatniejsza. Natomiast to jest ciekawość i jak widzę moich kolegów młodszych, którzy przychodzą po webinarze i mówią: „Ty Jarek, ale to pokazywałeś…” No dobra, ale poczekajcie. To jest tak, tak i tak. Musisz się do tego tak i tak przyłożyć. Tak to działa także pokazanie technik jest pewnym wzbudzeniem ciekawości także na pewno uważam, że to jest ważne, dlatego lubię pokazywać na przykład na webinarach jak pracuję, jak te techniki wyglądają i ludzie to cenią, podoba im się to. Natomiast zawsze musisz mieć pewien taki dystans i pokorę do tego, że nie da się tego nauczyć, kiedy ktoś nie przyłoży ręki i nie powie dokładnie w jakim kontekście masz to robić. Myślę, że daje ci pewne wyobrażenie, jak to powinno wyglądać czyli daje ci pewną perspektywę natomiast jeśli chodzi o same szkolenia całe online to myślę, że to jest po prostu tylko pewien wstęp do tego żebyś później przeszedł z wiedzy teoretycznej do pracy praktycznej i na przykład to, co moi koledzy robią na świecie jeśli chodzi o FM. Przez to, że szkolenia na świecie są praktycznie wstrzymane, w Polsce mieliśmy troszeczkę lepiej, bo mogliśmy szkolenia częściowo prowadzić natomiast w takiej Kanadzie, Stanach, Japonii, czy w Chinach nie ma szans i teraz jeśli wykładasz częściowo teorię online, to myślę, że to jest ok i później umawiamy się, że przyjeżdżamy za miesiąc, za dwa jak się uwolnią te wszystkie restrykcje i będziemy pokazywali praktyczne zastosowanie także jest to pewien hybrydowy sposób, który każdemu z nas pokazał nowe możliwości i teraz jeśli zobaczysz, jak w wielu różnych aspektach, nie tylko fizjoterapii się to odbywa, to właściwie wszyscy w ten sposób pracują i raptem widzą, że to nie jest głupie, że to jest całkiem niezłe, że teorii mogę się nauczyć siedząc, pijąc herbatkę i we własnym domu nie marnować czasu na dojazdy i hotele. Czyli może to się stać za jakiś czas takim powiedzmy istotnym elementem edukacyjnym w wielu, wielu takich dziedzinach, w wielu aspektach, gdzie tej praktycznej wiedzy nie trzeba w jakiś tam sposób bezpośrednio pokazywać.

Czyli taka hybryda, połączenie.

Tak, tak. Zresztą myślę, że to co robisz teraz chociażby, robiąc takie podcasty i spotykając się z różnymi terapeutami to też jest pewna wypadkowa tego, co się wydarzyło, że jednak ludzie mają czas na to żeby teraz troszeczkę posiedzieć, posłuchać, zobaczyć.

Z moich ankiet wynika, że najczęściej jak sprzątają to słuchają.

Chociażby niech będzie to sprzątanie, ale muszą czas mieć na to sprzątanie i na pewno jest to coś fajnego natomiast myślę, że jeszcze dwa lata temu nie miałeś takiego pomysłu pewnie i on się stworzył z tego, co mówiłeś z półtora roku temu. To jest ten okres, kiedy te duże zmiany różne zaczęły się tutaj pojawiać. Także na pewno wiele takich nowości technicznych, organizacyjnych do fizjoterapii też wejdzie i myślę, że to będzie dobre, bo czemu nie? Jeśli jest to technicznie możliwe i nie kosztuje cię to zbyt wiele, a znacznie mniej czasowo, finansowo to część tej wiedzy teoretycznej jak najbardziej możesz się nauczyć.

Jak młodzi fizjoterapeuci mają się uczyć, skąd mają czerpać, co byś poradził?

Pierwsza podstawowa rzecz to jest to żeby dwa razy się zastanowili na jaki kurs idą, do kogo idą, czego chcą się nauczyć, jaki materiał, jaka wiedza ich będzie interesowała żeby nie rzucali się na wszystkie szkolenia, bo to niczemu nie służy. Jeśli masz pacjentów neurologicznych w gabinecie, to skoncentruj się najpierw na neurologicznych konceptach. Jeśli masz więcej problemów bólowych, skoncentruj się na tych konceptach, które pracują z bólem, bo to ci pozwala rozwinąć ten gabinet i nauczyć się tego, co ci jest potrzebne, a stopniowo możesz zahaczać o coraz szersze kręgi i stopniowo uczyć się czegoś, co ci poszerzy twój gabinet o nową grupę pacjentów. Czyli to są podstawowe moim zdaniem, kluczowe rzeczy natomiast na pewno zachęcam, że jak skończysz szkolenie żebyś to przerobił czyli przeglądnij te filmy, przeglądnij te materiały, popracuj z kimś żebyś przerobił kilkaset razy jakąś tam technikę, żebyś się jej dobrze nauczył, bo wtedy raptem się okazuje, że ona będzie działała, że będzie fajnie to sprawdzało się w gabinecie. Natomiast jak zrobisz dziesięć szkoleń pod rząd i żadnego nie przerobisz, straciłeś pieniądze, straciłeś czas, wszystko ci się pomieszało, bo każdy mówi co innego. Co z tym zrobić? Czyli lepiej mniej, a dobrze, przerób to do końca, pomalutku małą łyżeczką, to jest zdecydowanie lepsze moim zdaniem.

I tym dobrym zdaniem na koniec kończymy dzisiejszy podcast „Dachowski pyta”. Ja tobie bardzo dziękuję za poświęcony czas i za tę wiedzę, którą tu przekazałeś. Było to mnóstwo informacji, które można już dzisiaj praktycznie wykorzystać, wziąć i robić tak naprawdę, więc jeszcze raz dziękuję ci bardzo.

Super, Michał bardzo dziękuję. Dla mnie to też nowa rzecz właśnie także nowy czas. Jak kiedyś będziesz chciał ze mną pogadać na jakiś inny temat, oczywiście bardzo chętnie. Życzę wam miłego wieczoru i oczywiście rozwijajcie się dalej. Na razie. Trzymajcie się. Cześć.

Dzięki bardzo, pozdrawiam. A was zachęcam do słuchania kolejnych albo tych podcastów, które już były. Znajdziecie na Spotify, na Apple i na YouTube, więc zajrzyjcie tam i szukajcie po hashtagu #dachowskipyta. Do zobaczenia w kolejnym odcinku właśnie z tej serii.