Małgorzata Muzyka-Kopera – miałam iść na medycynę #061

Małgorzata Muzyka-Kopera – miałam iść na medycynę #061
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

nasz BodyWork?
Małgosia jest tam fizjoterapeutką, trenerką, instruktorka, szkoleniowcem, ekspertką od treningu funkcjonalnego i zdrowego kręgosłupa. Zajmuje się szeroko rozumianymi treningami zdrowotnymi… od nauki nowych czynności, przez zdobywanie wyniku sportowego, do przywracania utraconej funkcji po kontuzji.

Małgosia współpracuje z Lechem Poznań we Wronkach, zawodnikami pływania, młodzikami, biegaczami. W pracy wykorzystuje najnowocześniejszą wiedzę o systemach powięziowych człowieka. Uczestniczyła w wielu szkoleniach na temat treningu i usprawniania człowieka po kontuzji oraz problemach zdrowotnych kręgosłupa.

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam was w kolejnym odcinku serii Dachowski Pyta. Ostatnio rozmawialiśmy z doktorem Ciechomskim o tym, czy są taśmy anatomiczne, czy się zmieniają, które istnieją, które nie istnieją, więc jeżeli nie odsłuchałeś tego odcinka, to bardzo serdecznie zapraszam. Cofnij się na Spotify, na YouTube albo gdzieś indziej i odsłuchaj. A dzisiaj również wyjątkowy gość w serii Dachowski Pyta. Moim gościem jest…

Małgorzata Muzyka-Kopera z Poznania.

Małgosiu, czym się zajmujesz?

Jestem fizjoterapeutą. Pracuję w BODYWORK. Mam czasami problem, czy jestem bardziej fizjo, czy bardziej trenerem, ponieważ łączę to w swojej pracy. Jest to nierozłączne.

Od zawsze tak sądziłaś czy to się zmieniło po drodze? Czy kończąc studia wiedziałaś, że fizjo-trener to musi być połączenie?

Nie. Początki mojego bycia fizjoterapeutą to to nie był wybór od dawna. Tak naprawdę miałam iść na medycynę i przygotowywałam się dość ostro do tej medycyny. To było 2-3 miesiące przed maturą. Była czytanka na angielskim „physiotherapy”. W Polsce wtedy mało się mówiło o fizjoterapeutach. Była pielęgniarka, pielęgniarz, była opieka lekarska, ale o fizjoterapii się mówiło bardzo mało. Ja pochodzę z małego miasteczka, tak że mieliśmy jednego fizjoterapeutę na szpital, no i ciężko było się w ogóle do niego dostać. Ale mi to nie było do niczego potrzebne, bo żadnych kontuzji nie było, bo żadnych intensywnych rzeczy nie było. No i przeczytałam tę czytankę, że jest taka osoba, która pomaga człowiekowi wyjść ze złamania, czyli funkcjonalnie zacząć żyć po tym złamaniu. Ja mówię: co to w ogóle jest? Zaczęłam pytać, no bo Internetu wtedy nie było, nie można było sobie wygooglać niczego. Więc ja zaczęłam pytać moją panią od biologii, co to w ogóle jest i czy można pójść na takie coś. Dość szybko znalazłam studia i zaczęło się. Trzeba było wziąć korepetycje z wuefu, żeby się dostać na AWF.

Nie chciało się ćwiczyć w podstawówce?

Ja trenowałam, tylko odmyk z ramionami wyprostowanymi i stopami pod drążkiem, ja nie wiedziałam w ogóle, co z tym zrobić, bo opis ćwiczeń był wskazany na gimnastykę czy pływanie itd. Więc trzeba było się troszeczkę nagiąć i zrobić to dokładnie. A ja nawet nie rozumiałam opisu, co tam trzeba było zrobić. I poprosiliśmy panią, która mi pomogła zdać te egzaminy wstępne. Pływanie spoko, bo to moja bajka, więc tutaj nie było żadnego problemu. A ta gimnastyka no to siniaki, ręce zdarte itd.

Czy to, co było w czytance, sprawdziło się później na studiach? To było to samo czy jednak to było coś innego?

Nie. Ja mam tak w życiu, że właśnie coś nagle przeczytam i jedno zdanie sprawi, że ja zaczynam szukać, zaczynam się dowiadywać, że to właśnie to, właśnie w to chcę iść. Zdałam na tą fizjoterapię. Byłam pierwsza pod kreską, 45 byłam. 45 przyjmowali, ale że z koleżanką miałam równą liczbę punktów, tak że byłam pierwsza pod, bo byłam na M, a ona była na W. No i napisałam odwołanie, i zostałam przyjęta. Okazuje się, że później jeszcze 30 osób zostało przyjętych, tak że oni po prostu tak zrobili. To też inne czasy były. Wolnych słuchaczy zrobili itd.

Co pamiętasz do tej pory ze studiów? Co wykorzystujesz?

Ciężko mi powiedzieć. Niektórzy się buntują, że studia trwają tyle lat, że to taki stracony czas, że można zrobić sobie szkolenia i wiesz tyle samo. Ale to nie jest stracony czas nie tylko z relacjami międzyludzkimi i z takim byciem studentem. Buduje się fundament, na którym jesteśmy w stanie zbudować te szkolenia, posegregować sobie, co ja chcę w życiu robić. Nie wyobrażam sobie, że na braku tego fundamentu można budować. Zresztą widzę na szkoleniach, że osoby, które nie mają tych basiców dobrze zrobionych, tej fizjologii, anatomii, takiej ogólnej wiedzy o człowieku, jest im trudno przyswoić te rzeczy, które są ponad to.

Czyli tego nie da się przeskoczyć? Trzeba to wszystko wiedzieć, żeby pójść dalej?

Nie, tego nie powiedziałam, tylko nie jestem w stanie powiedzieć, co było najbardziej ważne. Było dużo małych rzeczy ważnych, na których można było zbudować. My UGUL-u uczyliśmy się przez półtora roku, więc to jest w ogóle mistrz UGUL-u, mistrz w podwieszaniu kończyn całego siebie. Oczywiście na każdym roku w każdej grupie były osoby, które chciały się podwiesić całkowicie i to jest norma. To takie doświadczenia, których nie da się zapomnieć.

Tylko czy to jest potrzebne, czy dzisiaj się przydaje? Pamiętamy to, ale co z tego?

Tak, ale z drugiej strony życie nie jest tylko po to, żeby wszystko pamiętać, wszystko było wartościowe. To też są takie rzeczy radosne, gdzie my możemy się wyluzować, odstresować i lepiej zapamiętujemy pewne rzeczy. Każdy z nas ma jakieś opowieści ze studiów, którymi nie zawsze publicznie chcemy się dzielić. To jest wartościowe, to nas tworzy.

Co byś dodała do studiów, żeby były lepsze?

To trudne pytanie. Ja już bardzo dawno temu skończyłam studia i nie wiem, co jest w tej chwili. Ja pytam, czy były egzaminy na trenera medycznego i pytałam, co wy macie na tych studiach, bo to są świeże osoby po czy w trakcie. Co tam się w ogóle dzieje, czy wy takie rzeczy mieliście, które były na szkoleniu, czy nie. Mówią, że nie było. Wydaje mi się, że gdzieś o tę nową wiedzę trzeba zahaczać, uświadamiać, że nie jest tylko kość, mięsień, przyczep początkowy, końcowy, że to jest takie sztywne, takie bez polotu. Wykuć, zdać, zapomnieć. Z historii ja nic nie pamiętam. Ogródki jordanowskie tylko pamiętam i nic więcej. Historia to nie jest mój konik.

Wiele osób wypowiada się, że trener medyczny to zawód, który nie powinien w ogóle istnieć, ponieważ zabiera pracę terapeutom, że uczymy ludzi tego, że można leczyć bez studiów. Jak to obronisz?

Trener medyczny kojarzy się z medycyną i wydaje mi się, że są ogromne pretensje do samej nazwy trenera medycznego. Trener sobie może istnieć jak najbardziej, ale już medyczny to nie, bo to już haczy o leczenie. Fizjoterapeuta tak. Ale ja pamiętam czasy, gdzie fizjoterapeutów było bardzo mało i mało kto w ogóle wiedział o fizjoterapeutach, że trzeba coś z czymś zrobić i fizjoterapeuta jest potrzebny. Wiem na pewno, że jest to nowa działka, ponieważ mamy społeczeństwo, które potrzebuje pomocy. Nie potrzebuje pomocy fizjoterapeuty albo już wyszło spod rąk fizjoterapeuty, bo sama jestem fizjoterapeutą i wiem, że pewne rzeczy robi się na kozetce, robi się też trochę ruchem na tej kozetce w gabinecie czy w jakimś małym pomieszczeniu. Ale żeby usprawnić tego człowieka całkowicie, potrzeba jest dość dużej dawki ruchu, ale ona musi być bezpieczna. Trener, który ma basica, który ogarnia ciało – zazwyczaj jesteśmy niestety uczeni tylko i wyłącznie aparatu ruchu, mięśni, często trenerzy umieją pracować tylko na maszynach, jak już wezmą wolne ciężary, to już jest problem z techniką wykonania. Nie mówię, że wszyscy, tutaj nie chcę generalizować. Ale jesteśmy tego uczeni na basicach. I mając osobę, która ma jakiekolwiek małe dysfunkcje z powodu pozycji siedzące, ale nie musi mieć dyskopatii, nie musi mieć złamania, nie musi mieć zimnego barku, w ogóle czegokolwiek, ta osoba mając takie dysfunkcje, że czasem mnie boli kręgosłup, ten trener medyczny może sobie z tym poradzić. To nie znaczy, że on ma leczyć, że on ma być fizjoterapeutą. Bo na szkoleniach z Pawłem maglujemy to, że my was nie uczymy dotyku, nie uczymy fizjoterapii, bo jest to niemożliwe w ciągu sześciu zjazdów to zrobić, tylko uczymy was podejścia do klienta, nie mówimy do pacjenta, nawet jest to dyskusyjne, żeby powiedzieć „podopieczny”, żeby mu pomóc funkcjonować.

Niektórzy używają słowa „podopieczny”.

Tak, ale ta opieka może być źle rozumiana. Klient z dysfunkcją może być zaopiekowany przez trenera medycznego i on sobie z tym poradzi. Pozna mięśnie, które stabilizują, umie sobie poradzić ćwiczeniami, pozna progresję. Nie jest absolutnie fizjoterapeutą.

Gdzie jest ta granica? Kto według ciebie powinien trafić na fizjoterapię, a kto na trenera medycznego? Z jaką dysfunkcją powinniśmy trafiać do fizjoterapeuty, a z jaką do trenera medycznego?

Fizjoterapeuta na pewno ból ostry, podostry, przewlekły. Po testowaniu my możemy zobaczyć, jak on funkcjonuje, czy tam jest dysfunkcja, która mnie dyskwalifikuje z wysiłku w danym rejonie. Fizjoterapeuci mają bardzo dużo roboty. Szczególnie ostatnio zauważam, że jest bardzo dużo pracy ze względu na to, że ludzie po prostu siedzą w domu. I po takim przetestowaniu, po wyjściu z tych ostrych, podostrych rzeczy, jak najbardziej możemy oddać do trenera medycznego. Najfajniej jest, jeśli to jest współpraca. U nas w centrum mamy czasami takie granice nienazywalne, że nagle się okazuje, że może ta osoba pójść do trenera, który zostaje poinstruowany przez fizjoterapeutę, żeby robić to, to i to. Ja sama jestem fizjoterapeutą, pracuję w gabinecie, pracuję na sali. Ale jeśli koleżanka ma kogoś na kozetce i ja mam akurat przestrzeń czy zajmuję się konkretną częścią ciała, którą lubię, a koleżanka mówi, żeby przejąć klienta, bo można już pójść dalej, to ona mnie instruuje. Pomimo tego, że ja też jestem fizjo, to ja nie muszę badać tego klienta od nowa, tylko „zrobiłam z nim to, to i to, zrób z nim to, to i to”, żeby go usprawnić, żeby on mógł np. biegać, chodzić itd.

Mówiłaś, że masz pacjentów na kozetce i na ruchu. To rzadkie połączenie, żeby pracować tu i tu na raz. Co lubisz bardziej?

Najbardziej lubię mieć takiego klienta, z którym popracuję, i on się zaczyna ruszać. Żeby od razu przypieczętować ruchem daną strukturę.

Czyli w praktyce łączysz na jednej sesji zajęciowej z pacjentem trochę terapii manualnej i ruch?

Tak. Chyba że jest taka osoba, która musi trafić do gabinetu. Robimy w gabinecie 2-3 razy i ruch. Czasami są to osoby, które potrzebują troszkę stymulacji, aby lepiej coś zafunkcjonowało.

Gdzie jest przewaga terapii manualnej nad ruchem?

Jesteśmy w tym miejscu, w którym powinniśmy być. A jeśli znamy ciało i jest dysfunkcja w danym rejonie, i my jesteśmy wyczuleni na tkanki, mamy to czuci w palcach i mamy tą przewagę. A ruch tego nie daje, ponieważ nie wiemy dokładnie, czy ten klient rusza tą tkanką. Oczy niby widzą, ale mamy spodenki, mamy koszulki i tutaj tego nie możemy zrobić dokładnie. Czyli ruch jest trochę niespecyficzny, jeśli chodzi o poprawę jakiejś dysfunkcji.

A gdzie jest przewaga ruchu nad terapią manualną?

Mamy do dyspozycji wiele systemów. My możemy pobudzić cały układ nerwowy, autonomiczny układ nerwowy, którego podczas pracy manualnej używamy dużo mniej. Czyli większy obszar ciała, całe ciało angażujemy w treningu.

Osteopaci cię teraz zabiją.

Trudno.

Powiedzą, że da się uszyć oddech dzięki temu, że dotkniesz jakieś miejsce.

Tak, oczywiście, że się da. Ale to nie jest taki duży bodziec, jakim jest ruch. Przepływ płynów w ciele podczas ruchu a podczas leżenia to jest ogromna różnica.

Masz wrażenie, że fizjoterapia jest przez pacjentów widziana jako masaż, jako to, że dotykamy i mało osób będzie chciało się potem ruszać?

Tak. Niektórzy tak mają.

Jak ich przekonujesz, że muszą się ruszyć?

Nie wiem. Po prostu to robię. Kiedyś dogadywaliśmy się z pacjentem. Teraz po przepracowaniu bardzo dużej liczby klientów, pacjentów, grup itd. nie pytam, czy on chce, czy nie chce, tylko po prostu to robimy. Możemy zejść z obciążenia, możemy troszeczkę się wycofać z ilości powtórzeń, ale robimy. Ruch to jest życie. Nie uciekniemy od tego.

A kto ma trafić na terapię manualną? Jakie przypadki powinny tam się znaleźć, a jakie na ruch?

To takie bardzo ogólne. Na pewno klient bolesny mocno to jest manualna. Wszyscy ostrzy, wszyscy podostrzy. Moim marzeniem jest to, że każdy, kto przychodzi i zaczyna chcieć ćwiczyć, nawet na fitnesach i siłowniach, żeby został obejrzany przez fizjoterapeutę. Trener medyczny tego nie zrobi. Fizjoterapeuta ma ogromną wiedzę. Umie przetestować i widzi pewne rzeczy, których nie jesteśmy w stanie się czasami nauczyć przez parę tygodni. To jest ilość przerabiana. I każdy powinien być obejrzany przez fizjoterapeutę. A jeśli jest bolesny, no to już w ogóle nie wyobrażam sobie, żeby sobie poszedł do trenera „weź mi piłkę włóż w kręgosłup, to wszystko wyleczymy i będzie spoko”. To nie jest ten plan. Czyli każdy powinien być obejrzany, a potem zaaplikowane ćwiczenia jak tabletka przeciwbólowa. Albo pracujemy tam, gdzie jest konieczność tej pracy.

Wiele osób woli być dotykanych niż ćwiczyć. Dlaczego według ciebie oni nie uzyskują tego samego efektu na terapii manualnej, jaki mogliby uzyskać na terapii ruchowej? Dlaczego terapia ruchowa utrwala na dłużej to, co się dzieje z naszym klientem? Dlaczego oni mają nauczyć się sami ruszać? Po co im to będzie potrzebne?

Do życia potrzebne. Z doświadczenia wiemy i myślę, że każdy, kto pracuje na kozetce, wie, że pacjenci przychodzą, przychodzą, przychodzą, terapia na początku jest utrzymywana przez tydzień, dwa, później jest coraz krótszy czas bez bólu. Jeśli to jest rzeczywiście klient, który przychodzi na kozetkę po pół roku. Boli go dzień, dwa i potem znowu on wraca. I co tydzień jesteśmy umówieni, i pracujemy. To jest praca zupełnie bez sensu. Jeśli dołożymy ruch, to ten pacjent przyjdzie rzadziej. Ja wiem, że wtedy się nie zarabia pieniędzy. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale fizjoterapeuci nie powinni się bać, że trener zabierze im cokolwiek ze względu na to, że mamy bardzo dużo pacjentów. Zawód fizjoterapeuty jest ceniony. Dużo ludzi chce korzystać z pomocy fizjoterapeuty, nawet jeśli nie mają bólu, chcą co jakiś czas być obejrzani przez fizjoterapeutę. Tak że nie uważam, żeby to był jakiś strach, że my nagle przestaniemy mieć pracę, bo sama jestem fizjoterapeutką. W tym momencie trener medyczny przypieczętuje pracę fizjoterapeuty i ta współpraca daje o wiele większe efekty pieniężne i zdrowia dla klienta, pacjenta, podopiecznego, co oczywiście się przekłada na finanse.

Czego ty chcesz nauczyć trenera medycznego? Co po szkoleniach w BODYWORKU ludzie mogą wynieść, co będą potrafić po tym szkoleniu?

Potrafią spojrzeć na postawę człowieka w statyce, co danemu człowiekowi jest potrzebne, od stóp do głów. Czyli my chcemy też go zobaczyć bez skarpetek, nie tylko w butach. Stopa dla mnie jest bardzo istotna i chcę przełożyć to na moich studentów, trenerów medycznych, żeby obserwowali tę stopę, bo od stopy zaczyna się bardzo dużo dziać w łydce, w udzie, w pośladku. I oni to potrafią. Żeby zastabilizować w ruchu, w przysiadzie, w martwym ciągu. Żeby oni potrafili pójść z ruchem od stopy. Potrafią przeanalizować chód. Potrafią przeanalizować bieg, jeśli chodzi o amatora. Jeśli mają sportową zabawkę, biegają, to też będą potrafić ocenić bieg sportowca na bardzo wysokim poziomie, ale myślę, że tutaj trzeba uzupełnić to szkolenie innymi szkoleniami. Potrafią działać z kręgosłupem lędźwiowym, zastabilizować w ruchu kręgosłup lędźwiowy, piersiowy, szyjny. Potrafią rozluźnić, jeśli jest taka potrzeba, struktury szyi, głowy, ponieważ czasami klienci mają np. bóle głowy, które co jakiś czas istnieją ze zwykłego zdenerwowania. I oni potrafią na treningu rozluźnić tę sytuację, pomóc, bo szyja jest takim newralgicznym miejscem, gdzie dużo się tych impulsów zbiera. Potrafią ćwiczyć z klientem. Czasami ból wychodzi podczas jakiegoś ruchu. Czyli robię przysiad – bolą mnie kolana. I on spojrzy na to kolano „aha, dlatego cię bolą, bo ci uciekają na zewnątrz, do wewnątrz, bo ci rotuje, bo coś tam się wydarza”. Potrafią zmienić troszeczkę nawet humor klienta. Zastosowanie technik oddechowych w ruchu, wydzielanie endorfin itd. To są bardzo ogólnikowe zdania, ale potrafią takie rzeczy zrobić.

Czego trener medyczny nie może umieć?

Zawsze podkreślam, że nie leczymy rękoma. Ewentualnie możemy pomóc w wykonywaniu ćwiczenia przytrzymać miednicę, ale nie wykonujemy terapii rękoma. Nie wkładamy piłeczek, gdzie nie umiemy, bo trzeba wiedzieć, którą tkankę można rozluźnić, której nie można rozluźniać, szczególnie jeśli chodzi o małą powierzchnię. Co innego większe powierzchnie, czyli roller, ale tego też nie uczymy. Tego inni uczą lepiej. Jedynie ze stopą sobie radzimy z piłką, ale nie ma innych rzeczy, żeby można było sobie poradzić.

Czy według ciebie trener medyczny może coś zdiagnozować? Może powiedzieć swojemu pacjentowi, że masz to i to?

Nie. Może podejrzewać. I to zawsze podkreślamy z Pawłem. Podejrzewam, że może się tutaj coś dziać. Jakieś testy ruchowe wykazują niestabilność, wykazują ból w danych ruchu, proszę się udać do fizjoterapeuty, do lekarza, do ortopedy. Trener nie może wchodzić w kompetencje fizjoterapeuty i my tego nie uczymy absolutnie.

A może powiedzieć, że dany odcinek kręgosłupa jest niestabilny? W formie ćwiczeniowej, że jest dysfunkcja niestabilności?

Może.

Byłaś na kilku szkoleniach. Które było dla ciebie przełomowe?

Ciężko powiedzieć. Kiedyś pływanie było dla mnie wow i uczyłam pływać. Szliśmy na chwilę na malutki basen, żeby zobaczyć niemowlaczki. I ja zobaczyłam te niemowlaczki, i mówię wow… I tak to się zaczęło. Zaczęłam pracować 2-3 tygodnie po tym, jak to zobaczyłam. Długo w tym pracowałam. Później z różnych przyczyn musiałam zrezygnować. Ze mnie zrezygnowano. Ale to było błogosławieństwo, że mi powiedziano, że nie mogę pracować tutaj, ponieważ mam dzieci. No i szukałam dalej swojej drogi. Znalazł się fitness, znalazła się siłownia i praca z ludźmi w grupie. Wtedy były zdrowe kręgosłupy i pilates. Zobaczyłam pierwsze zajęcia pilates i stwierdziłam, że chcę w to iść. To jest to, to jest dla mnie. To nie znaczy, że mi super szło w tym zakresie. Bardzo dużo jeśli chodzi o pilates, zrobiłam podczas ciąży pierwszej i drugiej, ponieważ mam pewne dysfunkcje w brzuchu, o czym się dowiedziałam dopiero po urodzeniu dzieci. Lekarz mi powiedział, że nie mogę mieć dzieci. „Przepraszam, że się nie wpisuję w badania”. Ale w sumie dobrze, że nie wiedziałam, że nie mogę mieć dzieci, bo je mam. I bardzo dużo wtedy zrobiłam mięśniami głębokimi totalnie podświadomie, zupełnie bez wiedzy, z intuicji, że ćwiczenia potem na pilates były dla mnie łatwo przyswajalne. Mogłam po prostu zaangażować mięśnie głębokie do przytrzymywania struktur, których fizycznie nie miałam. Pilates, w międzyczasie byłam na szkoleniu body art i jak zobaczyłam w akcji body art, to stwierdziłam, że ja muszę to zrobić. Bardzo podobają mi się techniki body mind. Czyli w każdym ćwiczeniu muszę zaangażować swoje myśli, taką pełnię. Nie tylko sobie odbębnię 6 powtórzeń, 10 powtórzeń, 15 powtórzeń, tylko chcę też zaangażować głowę, oddech, koncentrację, żeby to była całość. A później powieź się obudziła. Zrobiłam szkolenia raczej dotykowe, ale brakuje tego angażowania powięzi w sposób dynamiczny. Tego nie ma w ogóle. Może się gdzieś budzi, ale ciężko mi obserwować cały rynek. Jest tylko delikatny ruch na powięź, czyli raczej rozciąganie i to się tak kojarzy, że trening powięziowy to jest rozciąganie całej taśmy, łańcucha. Ale brakuje takiej plyometrii stricte nastawionej na tkanki powięziowe, które nas wyrzucają w górę.

Co jest dla ciebie fascynującego w powięzi?

Zauważam, że ona się u ludzi nie ślizga. W niektórych miejscach, które są zablokowane, uruchomienie, czasami ręcznie, i włożenie ruchu w to miejsce daje ogromne efekty w całym ciele. Szczególnie jeśli pracujemy z kończynami dolnymi. Usprawnianie pewnych mięśni, całej grupy przywodzicieli i czwórki, jeśli one się nie ślizgają, czy krawieckiego, jeśli on się nie ślizga, to daje efekt bardzo wysoko. Nawet do tej piątej kończyny dochodząc. Ponieważ nasza miednica będzie inaczej funkcjonować, nasz dolny brzuch, nasze organy wewnętrzne nie będą się ślizgać, ponieważ coś się dzieje w przywodzicielu. I to mnie fascynuje, że mogą pracować z jedną częścią ciała, a naprawiam bardzo, bardzo dużo. No i jak ludzie się nie ruszają, no to się to wszystko nie ślizga. A jak się nie ślizga, to nie jest zdrowe, nie jest dokrwione. Bardzo dużym szokiem jest, jak mówię głośno, że „jak sobie teraz tak siedzicie i słuchacie mnie, to wam powięź gnije na pośladkach”. I wszyscy zaczynają się ruszać. Od razu automatycznie wprowadzamy ruch.

Jakie szkolenia chciałabyś zrobić w przyszłości?

Nie wiem. Nie jestem w stanie wziąć wszystkiego. Ale bardzo mnie fascynuje ostatnio oddech. To jest tak fascynujące. Naprawę ostatnio ten temat mnie bardzo kręci. Ja nie jestem osobą, która jest super ekstrawertykiem, raczej intro jestem, więc wydaje mi się, że po jakimś czasie dopiero się pokazuję na zewnątrz, że to mnie wtedy tam mocno nakręciło, zakręciło, bo muszę to przeanalizować, bo muszę gdzieś tam to poukładać. Mam rozbudowane myślenie. Jest to czasami dobre, czasami złe.

Czyli analizujesz.

Tak, mocno analizuję. No i ten oddech jest dla mnie teraz na topce.

Dużo osób w Polsce dzisiaj lubi analizować nadania. Jak podchodzisz do badań? One są potrzebne? Trzeba z nich korzystać, trzeba wiedzieć, widzieć, nie widzieć? Jak to masz ułożone w głowie?

Czytam badania oczywiście, ponieważ one dają jakiś obraz. Ale dla mnie bardzo ważne jest, ile osób zostało przebadanych. Patrzę na tę osobę, która, jeśli oczywiście się orientuję, bo nie zawsze się orientuję w niektórych dziedzinach, kto robił te badania. Podam przykład. Robiłam badania do pracy magisterskiej właśnie z pływania. I zrobiłam zupełnie nowy temat, którego nie było wtedy w literaturze. Teraz też jest kiepsko. Miałam przebadać dzieci czteroletnie, jak one uczą się i jak szybko uczą się techniki pływania na piersiach i na grzbiecie. W literaturze jest napisane, że zawsze zaczynamy od grzbietu, ponieważ się łatwiej oddycha, ponieważ dzieci się nie boją itd. Zaczynamy od grzbietu i ten grzbiet jak już będzie dobry, to zaczynamy technikę na piersiach. Oczywiście w międzyczasie te ćwiczenia na piersiach są, bo bąbelki się robi itd. Ja miałam 8 grup po 12 osób. Setki nie ma. To 86. To dużo dzieciaczków. Ja nie lubię grzbietu. Promotor mi powiedział, że ja mam udowodnić, że ten grzbiet jest lepiej przyswajalny. No dobrze, robiłam wszystkie ćwiczenia tak jak moi koledzy. I na końcu wyszło, że dzieci przepływają 11 metrów na piersiach. W 100% te moje grupy przepływały. Z zanurzoną oczywiście głową. Na grzbiecie przepływały bodajże w 85%. Ale uwaga, delfin 75% – przepływały dzieci czteroletnie po 10 miesiącach pływania. Dlaczego delfin? Bo ja uwielbiam delfina i ja wprowadzałam ruchy delfinowe podczas nauki pływania. Zupełnie nieświadomie, ale jak na to patrzę teraz, to to, kto to bada, jest bardzo ważne. Czy to bada osoba, bo czytam badania odnośnie ruchu, która zna się na ruchu, czy która się nie zna na ruchu i która chce coś udowodnić. Kiedyś byłam na szkoleniu z USG i sprawdzaliśmy grubość mięśnia poprzecznego brzucha. No i prowadzący mówi „to ja poproszę jakąś osobę, która może pialates, może jakieś techniki głębokiego”. Ja siedziałam cicho, nie odzywałam się. Jedna dziewczyna mówi „to ja uprawiam pilates, ja chcę”. Patrzę na nią i myślę, że dobra, niech się położy, zobaczymy, co będzie. Położyła się, zbadaliśmy grubość tego mięśnia poprzecznego w rozluźnieniu i napięciu. I prowadzący mówi „teraz poproszę jakiegoś osiłka”. No i był taki jeden. Położył się. No i badamy grubość mięśnia poprzecznego brzucha. A on nie umiał napiąć mięśni poprzecznego brzucha. Nie miał świadomości, że umie. Nie umiał tego świadomie zrobić. No i okazało się, że jest grubszy. No i że jak to? Przecież ta pilates, a ten osiłek. No właśnie. Porównujemy dwie zupełnie skrajne osoby. Kobietę, która nie była zbudowana jakoś intensywnie. Faceta, który dźwiga jakieś bajońskie kilogramy i on musi aktywować ten mięsień poprzeczny brzucha, żeby w ogóle to dźwignąć. A prowadzący mówi, że te osoby, które uprawiają pilates, wcale nie mają silnego mięśnia poprzecznego brzucha. Taka analiza jest płytka. Musimy wiedzieć, jak zostały badania przygotowane, jak zostały badania skonstruowane, co ja chcę udowodnić, to ja to udowodnię. To tak przeciwko badaniom.

A jak byś badała terapię manualną? Jak byś chciała, żeby badania terapii manualnej wyglądały? Bo każdy wykonuje tę terapię po pół roku od szkolenia zupełnie inaczej niż prowadzący pokazywał. I teraz jak do tego podejść, żeby to było miarodajne i dało się z tego coś zrobić na poziomie odkrywczym?

To w ogóle bardzo ciężko zrobić, jeżeli chodzi o taki sam nacisk na tę tkankę. Ponieważ nasze tkanki się zmieniają, my nie tylko naciskamy mechanicznie paluchem, łokciem, przedramieniem, kolanem, czymkolwiek, tylko też używamy do tego takich subtelnych rzeczy. Jesteśmy człowiekiem, który ma jakieś myśli, jakieś uczucia. Bardzo ciężko tutaj zmierzyć to, ponieważ ta osoba też się zmienia podczas tego dnia, dwóch, miesiąca. Nie jesteśmy chyba w stanie powtórzyć danej terapii, żeby ona zadziałała.

Maszynką uciskową?

Tylko maszynka nie ma takiej aury człowieczej. Bo my czasami nie tylko leczymy manualnie, czyli dotykowo. My też uczymy jakimś tam słowem, spojrzeniem, podejściem, empatią. Wydaje mi się, że to nie jest zerojedynkowe. Na jednym zadziała, na drugim nie zadziała. Po prostu. To samo zrobisz, niby identycznie – nie zadziała, bo ktoś nie ma tego przyjęcia, bo to jest relacja jakaś. Trudny temat, żeby tak odgraniczyć. Nie jestem maszyną. Mój człowiek na kozetce nie jest maszyną. Nie możemy w ten sposób spojrzeć na człowieka. Kiedyś się z kolegą pokłóciłam, pozdrawiam cię, Kuba, serdecznie. Myślę, że to dla fizjoterapeutów, dla osób, które pracują z ciałem, jest to warte posłuchania. On pracuje w systemach komputerowych i mówi, że sztuczna inteligencja wejdzie za moment i za moment nie będę potrzebna w tym świecie. Oczywiście mnie drażnił. Ja mówię, że nie, absolutnie. Maszyna nie jest w stanie odwzorować mojego dotyku i mojego czucia, które ja mam. Ja dotykam daną tkankę i wiem, że tam jakieś włókno mi nie pasuje. „Ale można zgrać to, co masz w głowie”. Ja mówię, że nie zgrają tego, co mam w głowie. „I mogą zgrać to, co masz tam w środku w paluszkach, jak ty czujesz”. Ja mówię, że nie są w stanie tego zgrać. „No tak, ale jeśli przez lata będzie maszyna ściągała z twoich linii papilarnych to czucie, to będzie…”. I tak długo się nad tym zastanawiałam. Mówię, że nie da się tego zrobić, ponieważ maszyna nie ma właśnie tej empatii, nie ma tego nienazwanego czegoś, czym my pomagamy ludziom lub nie pomagamy. Bo się zdarza, że nie pomagamy. I okej.

Boisz się odsyłać tych, którym nie pomagasz?

Nie. Już teraz nie.

Kiedy się przestałaś bać?

Jak pierwszego odesłałam i okazało się, że ktoś inny mu pomógł.

Jakie to było dla ciebie? Czy to naturalna sprawa, że musimy jednak odsyłać i nie możemy tego się pozbyć?

Uważam, że naturalna. Jest jakiś procent ludzi, którym nie jesteśmy w stanie pomóc, bo jesteśmy np. kobietą/mężczyzną i choćby z tej przyczyny czasami jest jakaś blokada, porównywanie się, coś tam nie działa. No i jesteśmy człowiekiem. Ja jestem intro, ty jesteś ekstra. I tyle.

Czym się ludzie najbardziej psują? Co najczęściej robią, że potem przychodzą do fizjoterapeutów i mają problemy z ciałem?

Za dużo jedzą i siedzą. To są dwie rzeczy, które unieruchamiają powięź. My bardzo mało się ruszamy. Przelicza się, jest to w badaniach, że około pół godziny się ruszamy w społeczeństwie, czyli bardzo mało. Te osoby, które dbają o siebie, to w porywach godzina.

To śmieszne, bo ludzie mówią „ja ćwiczę codziennie. – Ile? – Godzinę. – A ile siedzisz? – Osiem”. No to super, wyrównałeś.

Kiedyś ludzie ruszali się 4 godziny. Nie cały dzień. Nie jesteś w stanie tego zrobić, bo trzeba odpocząć. 4 godziny. Czyli jak polował, no to biegł. Siedział, to się nie wliczało. I to jest znaczne unieruchomienie. Niestety mamy dostępność jedzenia i my po prostu sobie dogadzamy. W ogóle zmieniły się granice ilości tłuszczu w ciele. O tym się nie mówi, ale ja się uczyłam o zupełnie innych granicach.

Co to znaczy?

Teraz otyłość jest troszeczkę podniesiona do góry. Ilość tłuszczu w ciele jest podniesiona do góry. To się zmieniło w ciągu 19 lat. W ciągu tego czasu my zmieniliśmy dane, żebyśmy my byli w jakichś tam granicach. Bo okazuje się, że większość społeczeństwa nie będzie w granicach normy. Trochę tak mamy w Stanach.

Stany są śmieszne, bo tam jest mnóstwo osób wysportowanych i mnóstwo osób otyłych.

Są takie granice.

Jest mega rozpiętość, mało takiej środkowej skali, gdzie by było najfajniej. Co lubisz bardziej robić w tygodniu, uczyć innych w weekend czy robić pacjentów w tygodniu?

To samo pytanie mi wczoraj zadał jedne uczestnik. „Może tylko byś szkoliła, a może tylko byś przyjmowała pacjentów/klientów?”. Lubię urozmaicenie. Nie lubię, jak wciąż jest to samo. Dlatego uwielbiam triatlon, bo wyskakujesz z wody, wskakujesz na rower i bieganie. Ja jak mam przebiec 12 km, no to mi się po prostu nudzi. Ja bym najchętniej interwałami to zrobiła. Biegnę, idę, biegnę, idę. Strasznie nie lubię monotonii. Lubię, jak się dzieje dużo różnych rzeczy, nie tych samych. Bo wchodzę w taki marazm i po prostu mi się nie chce. Więc lubię w tygodniu porobić pacjentów. Uwielbiam zajęcia grupowe, bo to mi daje super energię. I lubię szkolenia.

Jak jako osoba, która dba o szczegóły, mówi o tym, że chce widzieć gdzieś tutaj ruch powięzi, chce szczegółowo wiedzieć reakcje kręgosłupa, przekładasz to później na grupówkę, gdzie kontrola nad grupą jest mega słaba, bo tego się nie da moim zdaniem bardzo personalizować?

Teraz tak tego nie przeżywam bardzo. Kiedyś pracowałam w Fabryce Formy. Została zmieniona mała salka. Ściana została wyrzucona i była wielka, ogromna sala. I na zdrowym kręgosłupie miałam 54 osoby. Oni nie mieli mat, na jakichś kocach, ręcznikach się kładli, bo oni chcieli się dostać na zdrowy kręgosłup. Fajnie, ekstra, dla mnie wow, że oni chcieli do mnie przyjść na zajęcia, że nie chcieli na inne zajęcia pójść, tylko właśnie na zdrowy kręgosłup. To było mega, super. Ale jak ja ich sobaczyłam, pomyślałam, co ja mam z nimi zrobić? Jak ja mam tu pracować? To jest zdrowy kręgosłup, czyli muszą wyjść teoretycznie zdrowi, a nie chorzy. Pamiętam, że to było dla mnie bardzo trudne doświadczenie. A zazwyczaj trudne doświadczenia dają bardzo dużo nauki, czasami też dystansu. Poradziłam sobie z tym, pokazywałam ćwiczenie, mówiłam, kto co może robić. Bo ze względu na to, że jestem fizjo i stoję na środku, no to jak za dużo masz tego ruchu, to zrób mniej, a jak masz za mało tego ruchu, to zrób więcej. Jak cię boli, to nie rób. A wtedy to to. Pokazywałam jedno ćwiczenie, oni robili. Pokazywałam drugie ćwiczenie, oni robili. I to mnie nauczyło tego, że w grupie nie jestem w stanie wszystkim pomóc, ale był mega fun. I oni z tymi endorfinami, z tym wszystkim wychodzili i oni się czuli o wiele lepiej. Ich tkanki się po prostu uzdrawiały pośrednio, nie bezpośrednio. I to mnie nauczyło, że zajęcia grupowe nie są po to, żeby bezpośrednio usprawnić tę osobę w danych miejscach, których ona potrzebuje, tylko ogólnie. No i ten fun daje bardzo dużo radości w ciele.

Trochę mówię, że zdrowy kręgosłup jest dla zdrowych.

Trochę tak.

A przychodzą ludzie, którzy mówią, że „boli mnie, to idę na zdrowy kręgosłup”. Tak się w Polsce utarło. A chodzi o to, że jak nie boli, to co robić? Prewencję. Zawsze mam kłopot z tym, że jak przychodzą ludzie z bólem kręgosłupa na zdrowy kręgosłup, mamy takich osób 10 i każdy ma inny ból, inną wadę, inny problem.

I tu trzeba się wyluzować i im powiedzieć, że to jest prewencja. Że ja jestem fizjo i jestem bardzo dokładna jeden na jeden, ale jak jest grupa, no to boli cię, to zrób mniej albo zrób to, albo zrób tamto, ale rób. Cokolwiek rób. Żeby to była energia. Bo zajęcia to jest energia.

Jak odpoczywasz? Co musisz zrobić, żeby odpocząć? Ten triatlon jest twoim odpoczynkiem czy oddech jest twoim odpoczynkiem?

Triatlonu teraz nie uprawiam, bo nie ma zawodów. Ale lubię jechać na rowerze. Nie lubię tego wszystkiego robić na raz, bo nie mam tyle czasu. Ale uwielbiam pływać. Trochę cierpię ostatnio, bo trzeba te licencje załatwiać. Ale już się cieszę, że za chwilkę pójdę na basen. Basen jest chyba dla mnie takim odpoczynkiem. Oddychać – tak, codziennie. Fajnie by było, żeby prawie cały czas oddychać nosem. Odpoczywam, czytając. Nie odpoczywam, oglądając. W ogóle to mnie nie relaksuje. Czasami zasypiam, bo nie mogę patrzeć w ekran. Męczy mnie to. Ostatnio słyszałam, że oczy to jest część układu nerwowego, która jest na zewnątrz. I mnie męczy światło. Nie lubię odpoczywać, oglądając. Wolę słuchać. Uwielbiam podcasty. Słucham w drodze do domu, bo daleko mieszkam od BODYWORKU, bo ja mieszkam na wsi. I zawsze słucham, mega dużo słucham. Trochę trzeba się ruszać, żeby odpocząć. To nie jest tak, że trzeba leżeć i oddychać. Czasami ciężko znaleźć czas, żeby odpocząć. Ja dużo jeżdżę z synami, bo jeżdżą na treningi. I wtedy właśnie albo sobie usiądę i słucham, albo wezmę trampki i sobie pobiegam, w zależności od ilości sił.

Ciężary kiedyś podnosiłaś? Robiłaś kiedyś trening siłowy?

Tak. Nawet się wszyscy śmieją, bo na rozgrzewkę ileś kilogramów w przysiadzie, a jakiś klient mówi „ty dźwigasz?”. A mówię „co, nie widać? – Ale tyle?”. A mój kolega mówi „ale to jest dla niej rozgrzewka. Co to jest 50 kilo?”.

A jakiego sportu nie lubisz? Jakiego ruchu nie lubisz?

Nie wiem, czego ja nie lubię. Chyba się boję skakać z wysokości.

Ale nie na główkę do basenu?

Nie, na główkę do basenu to nie. Nawet z trampoliny i z wieży trzeba było skoczyć, bo trzeba było być instruktorem, trenerem i trzeba było skoczyć. Chyba tego bym nie chciała robić, ale jak bym się nauczyła… Trochę się boję, mam lęk wysokości.

Masz plany, co będziesz robiła za 10 lat? Masz jakiś cel, do którego dążysz, który chcesz realizować małymi krokami?

Mam.

Co to jest?

Nie powiem.

To nie mam czego ci życzyć.

Możesz życzyć, żeby się udało. Nie jest to takie sztywne. To taki planik, ale zawsze to jest pomoc ludziom.

Ale nie chcesz przestać szkolić?

Nie. Uwielbiam ludzi. Nie spotkałam drugiego takiego samego człowieka. Nie spotkałam drugiej takiej samej grupy i od zawsze, pomimo tego, że jestem introwertykiem, uwielbiam spotykać nowych ludzi, uwielbiam się od nich uczyć, uwielbiam ich uczyć i razem się uczyć, bo to zawsze jest taka wspólna nauka. Rozwiązywać trudne rzeczy w nich i w sobie wspólnie. To też trochę plan na przyszłość. I tak sobie marzę, że jak będę mieć 80 lat i już nie będę musiała pracować, to nadal będą ludzie przychodzić na jakieś dobre wino i jakieś terapie, które jeszcze będę mogła robić.

I tego ci właśnie życzę, żeby ludzie do ciebie do końca życia przychodzili, odwiedzali, pili wino i szkolili się od ciebie. Bardzo dziękuję za poświęcony czas.

Dziękuję bardzo.

Dziękuję wszystkim. Jak ktoś nie słyszał, to na Spotify, na YouTube, zachęcam do słuchania tego odcinaka, wszystkich poprzednich też, np. z Pawłem, który pracuje razem z Małgosią w BODYWORKU albo z kimś innym z Poznania, a tych gości było już naprawdę sporo, bo to był 61 odcinek z serii Dachowski Pyta. Zapraszam was na kolejne odcinki z kolejnymi fizjo, trenerami i osobami zajmującymi się zdrowym ruchem, zdrowym ciałem i pomaganiem innym. Do zobaczenia. Dziękuję za słuchanie tego odcinka.

KONIEC