Mirosław Babiarz- dobra siła nigdy nie zamula #73

Mirosław Babiarz- dobra siła nigdy nie zamula #73
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Współpraca z zawodowymi sportowcami stawia wiele wymagań. Niezwykle ważne w tej dziedzinie są zarówno wiedza, jak i doświadczenie.
Bez wątpienia bardzo cenna jest również praca z zagranicznymi zawodnikami, która pozwala poszerzyć horyzonty i podnosić standardy pracy w Polsce.

Do rozmowy zaprosiłem Mirosława Babiarza, specjalistę w zakresie przygotowania fizycznego, prowadzącego Ośrodek Sportowy SCEC, do którego przyjeżdżają sportowcy z całego kraju, aby podnosić swoje wyniki sportowe.

Mirosław swoją wiedzę i doświadczanie zdobywał w USA, pracując tam ze sportowcami wielu dyscyplin. Od 2015 roku w Polsce zajmuje się nauczaniem treningu motorycznego oraz indywidualnym przygotowaniem sportowców.

W naszej rozmowie poruszyliśmy kluczowe tematy dotyczące pracy trenera przygotowania fizycznego:
Jak wygląda nauka i praca w USA?
Czy do pracy ze sportowcami potrzebna jest znajomość specyfiki danego sportu?
Czym wyróżnia się SCEC? Jakie były założenia przy tworzeniu tego miejsca?
Jak wygląda współpraca ze sportowcami na najwyższym poziomie?
Jakiej wiedzy brakuje fizjoterapeutom w zakresie treningu?

Jeżeli tak jak my uważasz, że trener przygotowania fizycznego to osoba mająca decydujący wpływ na wyniki zawodników to udostępnij proszę ten materiał i polub nasze profile w mediach społecznościowych. PODCAST DOSTĘPNY na wszystkich wiodących platformach: Spotify, Apple Podcast, Player FM, Google Podcast…

Transkrypcja podcastu:

Witam was serdecznie. Tutaj znowu „Dachowski pyta”. Poprzednio rozmawialiśmy z Piotrem Czajkowskim dużo o marketingu, o tym, czy warto robić darmowe treningi. I uwaga, nie zgodziliśmy się i nie było konsensusu, dlatego warto słuchać ten podcast, i na wszystkich ważnych platformach typu YouTube, Spotify, iTunes, tam go znajdziecie. A dzisiaj kolejny odcinek serii „Dachowski pyta”, kolejny wyjątkowy, niepowtarzalny gość, a jest nim…

Mirosław Babiarz.

Mirku, nie wszyscy cię jeszcze znają. Czym ty się zajmujesz, co robisz na co dzień?

Na co dzień jestem pełnoetatowym trenerem przygotowania fizycznego.

Okej. Nazywamy to w Polsce motorycznym. To to samo? Tak byś to nazwał, czy jednak chcesz być tak nazywany, jak powiedziałeś?

Wolę „trener przygotowania fizycznego”, ale „trener przygotowania motorycznego” jest praktycznie tym samym, tak? Każdy używa albo tego, albo tego stwierdzenia, czy tam tego nazewnictwa.

A dlaczego wolisz „fizyczne” niż „motoryczne”? Czym dla ciebie tam są takie jakieś niuanse, różnice, które lepiej cię jakby opisują?

Myślę, że przygotowanie fizyczne odnosi się ogólnie do wszystkich aspektów sprawności fizycznej, takiej jak siła, motoryka też, szybkość, zwinność, czas rekcji, a motoryka dotyczy tylko motorycznych rzeczy, czyli na przykład zmiany kierunku, szybkości biegu, poruszania się, a nie ma tego aspektu fizycznego w tym słowie, a słowo „fizyczny” odnosi się do wszystkiego tak naprawdę związanego ze sprawnością fizyczną, łącznie z motoryką właśnie.

Okej, dobra, to mamy to wyjaśnione już, kim jesteś i co robisz. A powiedz mi, dlaczego Stany? Dlaczego chciałeś tam się uczyć? Czy to jednak ten przymus, że tata pojechał był dla ciebie jakby takim trochę niechcący wypadkiem, i chyba wyszło na dobre.

Skąd wiesz, że mój tata pojechał w ogóle?

Słuchałem innych podcastów, przygotowałem się do tego podcastu i słuchałem innych twoich podcastów z innymi jakby prowadzącymi, i sam powiedziałeś, że to twój tata tam pojechał.

Tak, to prawda. Zaczęło się od mojej babci w latach osiemdziesiątych, później moja siostra, mój tata. Plan był taki, żeby całą rodziną wyemigrować, ale w tamtych czasach jeszcze, jeśli chodzi o wizę, to było trochę trudniej dostać niż teraz, więc wiele było odmów wniosków wizowych, więc mój wyjazd się troszkę opóźnił, bo wyjechałem w dwa tysiące pierwszym roku, a mój tata z moją siostrą w dziewięćdziesiątym czwartym i piątym, więc spędziłem trochę więcej czasu w Polsce niż na początku planowałem. Więc wyjechałem w wieku szesnastu lat, ale gdzieś tam od zawsze Stany mnie fascynowały. Ja wychowałem się w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, więc wszystkie filmy karate, wszystkie filmy ze Schwarzeneggerem, ze Stallonem, z Van Dammem, z różnymi aktorami związanymi właśnie ze sportami walki i takimi fizycznymi aspektami mnie zawsze fascynowały. I oprócz tego też grałem w koszykówkę, no i wiadomo, koszykówka to NBA, jeszcze w tamtych czasach wierzyłem, że zagram kiedyś w NBA, teraz to się…

Chciałeś z Michaelem popykać?

Tak. Sam się z tego śmieję w sumie, nie? Ale to było takie dobre marzenie, bo przez to marzenie właśnie wylądowałem tam i jestem tutaj, gdzie jestem. Więc plan był taki, żeby tam pojechać, żeby grać w koszykówkę, i to tak naprawdę zrobiłem, nie na takim poziomie, jak bym chciał, ale grałem w szkole średniej i grałem w koszykówkę na poziomie uniwersyteckim w NCAA, więc tak jakby osiągnąłem te swoje cele. Myślę, że jeśli chodzi o mój talent koszykarski, to wykorzystałem go w pełni. Zawsze starałem się, zawsze sobie myślałem, że jak będę starszy, to nie chcę żałować czegoś, że na przykład mógłbym zrobić więcej, mógłbym trenować więcej, mógłbym oddawać więcej rzutów na treningach, czy coś takiego, więc zawsze trenując, będąc nawet młodszym, starałem się po prostu trenować jak najciężej, nie tracić żadnego dnia, czy to deszcz, czy śnieg, zawsze byłem i zawsze trenowałem, żeby później, w wieku właśnie tak jak teraz, bliżej czterdziestki już, cofnąć się gdzieś tam, jak sobie pamiętam, przypominam te czasy, to nie żałuję niczego i wiem, że nie mogłem zrobić więcej niż zrobiłem, i w pełni wykorzystałem jakikolwiek talent miałem, koszykarski, to też pomogło mi zostać takim trenerem, jakim jestem, i też w tym wypadku, w świecie teraz trenerskim, więc tutaj w moim zawodzie, mam podobne podejście, żeby ciężko pracować, żeby nie tracić żadnego dnia, nie tracić żadnej godziny, wykorzystywać każdy wolny moment do nauki i do rozwoju. I fajne jest w tym, co teraz robię, że ta kariera może potrwać nie pięć, dziesięć lat, tylko już tak naprawdę mogę się tym zajmować, jeżeli chcę, do końca życia. I tylko będę się w tym rozwijał, bo tym bardziej umysł… Wiadomo, że mózg się rozwija… Możemy go rozwijać troszkę dłużej niż ciało.

Niż mięśnie.

Tak. Niż mięśnie. Więc to jest dobre w tym, że mogę tutaj mogę się rozwijać przez wiele lat na pewno.

Liznąłeś trochę nauki, nazwijmy to polskiej, bo chodziłeś do polskich szkół, i tej amerykańskiej nauki. Jakie są takie główne dla ciebie zmienne, czy różnice, między nauczaniem? Bo wiele o tym się mówi, że Amerykanie mają głupią naukę, bardzo specjalistyczną, bardzo taką wąską, kierunkową, a my to jakby idziemy takim ogółem, musimy wiedzieć, co robił Bonaparte, a oni nie mają pojęcia o tym. Jak to widzisz? Czy to rzeczywiście ten stereotyp, który mamy w Polsce o nauce w Stanach, jest prawdziwy?

Ja zacznę od tego, że ja w ogóle nigdy nie byłem najlepszym uczniem i można powiedzieć, zawsze byłem przy końcu klasy, czy to w podstawówce w Polsce, czy później, na początku liceum, a później już w liceum w Stanach, więc ja nie czułem tej różnicy w takim sensie…

Zadam jedno pytanie, które później rozwinę, muszę zadać. Jakie miałeś oceny z polskiego?

Z polskiego chyba miałem najlepsze, bo z natury jestem bardziej humanistą, te przedmioty ścisłe zawsze gdzieś… Chociaż teraz żałuję, że nie spędziłem więcej czasu na przykład na fizyce czy na biologii, ale humanistą zawsze byłem lepszym.

Wróćmy do tematu głównego, czyli różnice nauczania.

Jest trochę tak jak mówisz. W Ameryce jest więcej specjalizacji, osoby się specjalizują wcześniej w pewnych rzeczach. I też na przykład już na poziomie szkoły średniej, tak jak u nas musisz mieć fizykę, chemię, biologię i na przykład geografie, to tam możesz sobie wybrać na przykład jeden z tych czterech, który cię bardziej interesuje, i powiesz, że nie chcesz fizyki, chcesz chemię, to masz chemię przez cztery lata, a fizyki w ogóle nie musisz mieć. Więc jakby to jest plus w takim sensie, że możesz to, w czym jesteś słaby, gdzieś tam sobie odrzucić, a to, w czym jesteś lepszy, czujesz się lepiej lub chcesz się rozwijać, możesz sobie już na poziomie liceum wybrać tak naprawdę i już się w tym ukierunkowywać bardziej. Więc w tym wypadku, moim zdaniem, nauczanie w Stanach mi przypadło na pewno bardziej do gustu, bo czułem, że tak jakby ta szkoła jest dla mnie, a nie że ja jestem dla szkoły, i jeżeli miałeś z czymś problem lub nie szło ci w jakimś przedmiocie, lub w ogóle nie chciałeś na przykład tego przedmiotu, uczęszczać na to, zawsze było tak jakby jakieś wyjście z tej sytuacji, że ktoś ci zaproponował po prostu, dobra, to jak nie lubisz fizyki, to idź na chemię, albo nie lubisz historii, to dobra, to lubisz geografię, dobra, to będziesz miał geografię zamiast historii. A u nas jednak było tak, że to, co jest, to jest i ma tak być, i tak jakby nie ma tutaj żadnego pola do działania w tym wypadku.

Jadąc tam do Stanów, była ta wizja, że okej, jadę uczyć się być trenerem, czy jadę zobaczyć, co można robić w Stanach?

Wyjeżdżając miałem szesnaście lat, jechałem tam z zamiarem bycia koszykarzem i grania w koszykówkę. To mi się też podobało w Stanach i zmusiło do nauki w takim sensie, że nie masz odpowiedniej średniej ocen, to nie możesz grać, nie możesz być w zespole, więc to też zmusza sportowców, żeby się uczyli. U nas zawodnicy trenują w klubach sportowych, a zazwyczaj w szkołach nie ma tego, tam nie ma klubów sportowych, tam są tylko drużyny profesjonalne, a wszelki sport się odbywa na poziomie szkolnym, czyli szkoła średnia i później college, uniwersytet, więc żeby uprawiać sport na tym poziomie, musisz mieć odpowiednią średnią ocen. To zmusiło mnie w pewnym sensie do większej nauki, większego przyłożenia się do tej szkolnej części, nie tylko sportowej. Więc zamiar był taki, żeby po prostu grać w kosza, a przy okazji gdzieś tam zacząłem rozwijać tą pasję do treningu siłowego i fizycznego w tym czasie.

Widziałeś NCAA, grałeś tam, widziałeś treningi, które są na siłowni tam robione, czy ogólnie cały ten trening, widziałeś też w Polsce pewnie już kilka drużyn, które trenują. Jak byś miał trzy różnice, nie wiem, pięć, jedną…

Trzy różnice?

To jest inne podejście, to jest inny świat, dlatego musi być inaczej, czy da się to jakoś wyrównać?

Myślę, że akurat Artur, mój wspólnik, powiedział idealnie, że są tak jakby dwie szkoły treningu fizycznego, motorycznego, jest szkoła europejska i jest szkoła amerykańska. Więc myślę, że szkoła europejska jest bardziej taka analityczna, bardziej jest skupiona gdzieś tam na technologii, na najnowszych nowinkach treningowych, szukaniu zawsze lepszych metod i sposobów, a w Stanach jednak tak jakby wspólnym mianownikiem jest to, że po prostu jest tak zwany hard work, czyli jest ciężka praca, nie ma za dużo analizowania, po prostu musisz wejść i zrobić to, co masz zrobić, to, co było robione zawsze, od wielu, wielu lat, czyli ciężka siłownia, ciężkie przysiady, podciągania, zarzuty, martwe ciągi. Robisz to ciężko i tak jakby z tego są rezultaty, więc większa różnica jest na pewno w tym, że w Stanach jest większa uwaga skupiona bardziej na treningu siłowym i te siłownie wyglądają tak, jak wyglądają, że jak masz salę treningową, to masz na przykład dwadzieścia klatek do robienia przysiadów, a u nas na przykład… Byłem ostatnio na siłowni, tutaj nie chcę negatywnie mówić o tym, ale żeby te różnice pokazać… Byłem na siłowni w Legii Warszawa, to tam był na przykład w całej siłowni, dla wszystkich drużyn młodzieżowych i dla pierwszej drużyny, to była jednak albo dwie klatki do robienia przysiadów. A tam na przykład, w Stanach, jest dwadzieścia, jest dwadzieścia platform do robienia ćwiczeń olimpijskich, więc podejście bardziej stricte do treningu siłowego jest troszkę inne i więcej uwagi jest skupione na tym właśnie treningu.

Można by było… z Warszawy… widać wyniki. [śmiech]

No, teraz można porównać, tak.

Żarcik.

Widać wyniki.

Nie, żart, wiesz, bo nas tutaj zbanuje… Czy Bartek, czy ten… powiedzą, że nie, to tak nie działa.

Nie, ale tak żartujemy sobie. Ale po prostu żeby te różnice zobrazować, to tak to właśnie wygląda.

A nie jest trochę tak… Mogą tak robić, ponieważ mają tyle osób chętnych, że ten, kto wytrwa w tym robieniu, to będzie najlepszy, a reszta i tak odpadnie, a w Polsce jednak musimy trochę dbać o ten talent, żeby w ogóle jakiś… talent w cudzysłowie oczywiście… żeby był, żeby w ogóle go wydobyć. Tam ktoś, och, rozwaliłeś się, dobra, to będzie następny, a w Polsce nie ma tego wyboru.

Tak.

Czy to jest tym spowodowane?

Myślę, że ogólnie kultura, kultura sportowa w Stanach też jest na troszkę innym poziomie i troszkę inne podejście mają aspirujący sportowcy od najmłodszych lat, bo przez to też, że kraj jest większy, jest większa ilość mieszkańców, z tym idzie też większa ilość sportowców, i ten sport gdzieś jest zakorzeniony też właśnie w struktury uczelniane i szkolne, i też się wiąże na przykład z tym, że w Stanach studia są bardzo drogie, każdy wie, że jak dobrze sobie będzie radził w sporcie w szkole średniej, a pochodzi z rodziny z klasy średniej, czy z jakiegoś niższego poziomu jeśli chodzi o finanse, to wie, że może dostać to stypendium na studia i nie będzie musiał brać pożyczki, nie będzie musiał się zadłużać na resztę życia, więc tak jakby ta motywacja wśród tych sportowców też jest troszkę inna, i trochę więcej osób też uprawia ten sport przez to, myślę. Bo u nas osoby się kierują tak naprawdę czym? Tylko pasją do tego na początku, a później, że może będę uprawiał to w formie profesjonalnej, będę może na tym zarabiał, ale jeśli chodzi o związane coś ze studiami czy ze szkolnictwem, to jakby to nie jest to powiązane tak, jak tam to jest powiązane. Więc myślę, że motywacja troszkę jest też inna dla tych sportowców. I tak to wygląda moim zdaniem – że troszkę inaczej się do tego podchodzi. Jeśli chodzi o to, co zapytałeś, że musimy dbać tak jakby bardziej, to niekoniecznie te rzeczy, które tam robią, czyli trening siłowy i tak dalej, to jest dbanie o sportowców, tylko po prostu jest to inna filozofia.

Do tej filozofii za chwilę przyjdziemy.

Może to niektórych odstraszać w takim sensie, że jak ktoś zaczyna uprawiać sport w Polsce i byśmy go wrzucili od razu na taką wielką siłownię ze sztangami i z hantlami, to tak jakby… U nas to się niektórym źle kojarzy po prostu, bo się kojarzy od razu z kulturystyką, z Arnoldem Schwarzeneggerem, z osobami, które wymiotują robiąc martwy ciąg, i tak dalej, więc to się może źle kojarzy, ale my chcemy też po części z Arturem… Zakładając sklep chcieliśmy zmienić troszkę to myślenie i to, że można trenować w ten sposób, w bezpieczny sposób, siłowo, i osiągać wspaniałe wyniki.

Jaka była twoja myśl, nazwijmy to, albo kiedy zdecydowałeś – będę trenerem, będę uczył innych ćwiczyć? Czy była taka: „okej, to dzisiaj”? Czy niechcący? Ktoś na siłowni: ej, pokaż mi, bo widzę, że robisz to dobrze…

Był taki moment. Bo wyjechałem ogólnie w 2001 roku do Stanów pierwszy raz, skończyłem liceum, skończyłem studia wyższe i po studiach tak naprawdę chciałem dalej grać w kosza, więc wiedziałem, że jedyną opcją do uprawiania profesjonalnego sportu dla mnie jest powrót do Polski i spróbowanie sił, żeby tutaj pograć trochę. Więc wróciłem i grałem przez dwa lata w Polsce.

W Krośnie, widziałem.

Tak, w Krośnie, w Rzeszowie.

Dobry research mam.

[śmiech] I po dwóch latach, wiadomo jak to w Polsce, też nie byłem przyzwyczajony do tego, że tutaj nagle jakieś spóźnienia z płatnościami, tu klub nie ma kasy, tutaj sponsor się posypał, tu musimy coś tam. Ja też bywając trochę lat w Stanach, mówię: kurde, co jest grane, ja nie chcę tak przez dziesięć, piętnaście lat tu się martwić, czy mam na chleb, czy mam na czynsz, i tak dalej. Więc mówię, dobra, i jakby ta pasja trochę, powoli zaczęła zanikać, może też związane to było z tym, że nie osiągnąłem takich celów, gdzieś tam grania w ekstraklasie, czy grania w kadrze Polski, takich, jak chciałem, bo na pewno jakbym to osiągnąć, to może bym dalej grał, ale grałem na poziomie pierwszej, drugiej ligi, więc myślę, dobra, to jest mój maks, to nie będzie tak, że nagle przeskoczę i będę grał w kadrze Polski, więc pewnie bym się tułał po pierwszych i drugich ligach do końca kariery, a właśnie te finansowe sprawy i problemy klubów różnych sprowadziły mnie do tego, kurde, dobre, co mogę teraz robić, co lubię robić. Więc napisałem maila do mojego pierwszego trenera przygotowania fizycznego, którego miałem w collage’u, na moich pierwszych studiach, czyli w dwa tysiące trzecim roku, jak zacząłem, napisałem do niego, że kończę z graniem w kosza, że lubię trenować, że jak mogę zostać trenerem przygotowania fizycznego. No i on mi dał takie pierwsze wskazówki, co zrobić. I powiedziałem, że chcę wrócić do Stanów i zacząć tam tak jakby się kształcić w tym kierunku.

Tak było.

I tak było, dokładnie. No i w dwa tysiące dziesiątym właśnie, już wtedy z moją żoną teraz, wyjechaliśmy razem z powrotem do Stanów. Tam zacząłem studia wyższe, magisterskie, zacząłem pracować jako trener przygotowania fizycznego. Wiadomo, że żeby dostać się najpierw na studia, żeby dostać tą posadę trenera przygotowania motorycznego, fizycznego, to była trochę długa droga, ale wszystko to, co sobie zaplanowałem w Polsce… Ja też jestem zdania tego, że jak sobie zaplanujesz i głęboko wierzysz w to, że możesz to osiągnąć, to się stanie. I tak jakby to był przykład tego, że jak ja zaplanowałem sobie to wszystko razem z żoną w dwa tysiące dziesiątym roku, że wyjedziemy do Stanów, pójdziemy na studia, ona ukończy studia, ja pójdę na studia wyższe, zostanę trenerem, będę pracował później na pełen etat jako trener przygotowania fizycznego, i tak dalej… Najpierw trzeba było jeszcze dostać wizę studencką, to też był długi proces, więc tak jakby krok p kroku wszystko, co sobie zaplanowaliśmy, to osiągnęliśmy, i to było fajne, i się też sprawdziła moja teoria, że tak naprawdę, jeżeli bardzo chcesz, jeżeli ciężko pracujesz, i wszystko masz zaplanowane, to możesz to osiągnąć.

Dobra. A powiedz, pracowałeś kilka lat jako trener w Stanach i pracujesz kilka lat w Polsce, musisz powiedzieć, jakie są różnice. Moim zdaniem, gdzieś ja to tak widzę, że tam jest trochę łatwiej, bo więcej osób wie, jakie ty masz zadania, czym taki trener się zajmuje, i jest łatwiejsza dostępność w Polsce, w cudzysłowie jest to nowy zawód, tak? Jest to nowa opcja dla sportowców, którzy mogą coś zrobić i nie trenują z trenerem personalnym na siłowni.

Tak, dokładnie. Myślę, że idealnie to powiedziałeś. Myślę, że jeśli o świadomość tego, czym jest w ogóle trener przygotowania fizycznego, czy motorycznego, to jest to, co było w Stanach gdzieś tam w latach osiemdziesiątych, można powiedzieć, czyli z czterdzieści lat temu. Takie osoby zaczynały ten zawód, gdzieś tam, jak zaczynał raczkować w Stanach. Więc myślę, że tam po prostu świadomość, kim jest ten trener, co robi, jest większa i też to daje troszkę większe pole do działania dla trenera w takim sensie, że może bez oporów… nie zawsze tak… ale może robić tak jakby to, co on uważa za najlepsze, a nie że jest tak jakby tylko gdzieś tam przedłużeniem ręki głównego trenera, tak jak w Polsce często się dzieje, że trener tak naprawdę planuje… Ostatnio… Przykład idealny, to jest kadra Polski, nie powiem, jaki to jest sport…

Będę zgadywał, poczekaj.

Ale to jest kadra Polski. No i dzwonił do mnie trener przygotowania fizycznego z kadry Polski, bo ja mam kilku zawodników z tej kadry, i mówił, że oni mają jakiś tam plan treningowy na siłowni, ale że to jest plan treningowy, który napisał trener główny, a on tylko go nadzoruje, a on jest trenerem przygotowania fizycznego. Mówię, to jak to jest, to trener główny napisał plan siłowy, a ty jesteś trenerem przygotowania fizycznego i ty nadzorujesz ten plan, żeby oni sobie nic nie zrobili. Więc często w Polsce tak to wygląda, że jedna osoba chce robić wiele rzeczy na raz, że tutaj jestem trenerem, tu jestem trochę fizjo, a tu jestem trochę masażystą, a przy okazji jestem też trenerem głównym, czy tam asystentem trenera. Wiadomo, że często to się bierze też gdzieś tam z finansów, może ludzie chcą zaoszczędzić, ale myślę, że zaoszczędzając na jednym, to tracisz na drugim, bo wystarczy, że jeden, dwóch zawodników się rozwali, i nagle te koszty, te finanse, które tracisz, są dużo wyższe niż zatrudnienie jakiejś dodatkowej osoby, która by się zajmowała tylko jedną rzeczą, na przykład zatrudnienie tylko fizjoterapeuty, tylko trenera przygotowania fizycznego i tylko dietetyka, a nie osoby, które na przykład robią wszystko to naraz, bo ty dobrze wiesz, ja dobrze wiem, że nie da się zrobić wszystkiego naraz dobrze, będziesz robił to po łebkach, a zawody nasze są takie, że do końca życia będziemy się rozwijać, do końca życia będziemy się uczyć.

I właśnie tą wypowiedzią kończymy ten podcast. Nie, no żartuję. Ale to by było dobre zakończenie.

Ja sobie nie wyobrażam bycia jeszcze fizjoterapeutą. Dla mnie to się nie mieści w głowie, że ktoś może robić to i to. Jest kilku ekspertów…

Ja to widzę na siłowni cały czas, to, co widzisz. Widzę trenerów, którzy bawią się w dietetyków i… odwrotnie nie ma tej opcji… ale wszyscy trenerzy na siłowni chcą odchudzać ludzi poprzez dietę, i jest takie zamknięte kółko, robią trzy rzeczy naraz, zamiast, moim zdaniem, współpracować z dietetykiem, który jest, nazwijmy to może, ich myśli. Można mieć kilka myśli fizjoterapii, można mieć kilka myśli treningu personalnego, i znaleźć sobie osobę, z którą współpracuje, i to jest wtedy idealna sytuacja, uważam. W każdym polu.

Dokładnie. No właśnie. A jeszcze wracając do tego tematu, jak czasami mnie się ludzie pytają, i to są młode osoby, na przykład kim jestem. Ja mówię, że jestem trenerem przygotowania fizycznego. Oni, o, to masujesz, tak? Masujesz ludzi? Albo – a układasz diety? Tak jakby pierwsza rzecz, która wtedy w ogóle. Nie, to są w ogóle dwa różne zawody, trzy różne zawody. Więc nawet młodsze osoby czasami, gdzieś tam w moim wieku lub parę lat starsze, nie wiedzą tak naprawdę, co ja robię i czy się zajmuję, bo jak mówię, że jestem trenerem przygotowania fizycznego, to – no ale co ty robisz? No ale co, oni ćwiczą na siłowni? No i co z tego, że ćwiczą na siłowni? Więc nie wiedzą, że programowanie jest odpowiednie dla każdej osoby, dla sportu, dla wieku, i tak dalej. Więc na pewno robimy to, co robimy, żeby ludzie byli bardziej świadomi tego, żeby ten zawód stał się bardziej popularny, żeby rozdzielić trenera personalnego od trenera przygotowania fizycznego, od trenera crossfitu, od trenera medycznego, i tak dalej. Wiadomo, że pewne elementy są spójne, czy my pozapożyczamy sobie trochę…

Lekko przenikały, nazwijmy to tak.

Dokładnie. Coś tam sobie weźmiemy z fizjoterapii, czy ty weźmiesz coś z treningu siłowego tak jakby, ale my nie mówimy, że jesteśmy… Jak wchodzisz do mnie na bio, na Instagram, czy coś, to nie mam, że jestem trenerem przygotowania fizycznego, trenem personalny, dietetyk, fizjoterapeuta, menedżer, skaut, i jeszcze jakiś inny biznes, więc moim zdaniem…

Tak, te błędy widzimy często.

Ja bym chciał, żeby było właśnie tak, jak jest w Stanach, czyli że jest specjalizacja i ktoś robi jedną rzecz, i staje się najlepszy w tym, co robi. Bo masz tam osoby, które na przykład… No jakiś głupi przykład, nie wiem… Czyścisz buty, czy wiążesz buty, i tak jakby jesteś najlepszy w tym fachu na świecie, i stajesz się najlepszy w wiązaniu butów na świecie, a nie robisz jeszcze czegoś innego.

Nie myjesz tych butów jeszcze, nie?

Tak. Teraz w Polsce zaczyna się to, staje coraz bardziej powszechne, że są specjaliści, i zauważ, że kiedyś na przykład zawód na przykład hydraulika, czy elektryka, to był taki po zawodówce, to było tak średnio, tak nie za bardzo ci wyszło w życiu, nie? A terez…

Dzisiaj to jest żyła złota.

Tak, dokładnie. A teraz specjalista hydraulik, czy elektryk, czy ktoś taki, to jest super zawód tak naprawdę. No super, tym więcej jak to lubisz, to możesz nieźle zarobić. Jak ja dzwonię, na przykład czasami potrzebuję kogoś… Czy mechanik samochodowy… To zawsze ktoś ma tyle roboty, że nie ma czasu, musisz czekać na nich, bo jest taki popyt na tych specjalistów. Więc moim zdaniem to jakby w tym kierunku będzie szło, że będziemy mieli specjalistów w różnych dziedzinach.

Czy uważasz, że tak głęboka specjalizacja, załóżmy… bo ja widzę fizjoterapeutów, którzy mówią o tym, że są tylko od kolana… czy tak głęboko mamy zejść? Bo jakbyś ty miał być od siły kolana, to byłoby ci ciężko.

Tak. Myślę, że w tym wypadku byłoby mi ciężko. Mógłbym być ewentualnie od przygotowania fizycznego w koszykówce czy w sportach walki, ale myślę, że i tak to jest za dużo, bo jest za dużo wspólnych mianowników we wszystkich sportach, żeby się skupić tylko na jednym sporcie, a też jeśli chodzi o zawód trenera przygotowania fizycznego, to nie chcę się zamykać tylko na jeden sport, bo myślę, że trenowanie wielu dyscyplin sportowych pozwala ci na pełniejszy rozwój w tym zakresie.

Poczekaj, daj mi tutaj… Powiem twój cytat, a ty to obronisz, bo ja mam do tego dwa pytania, dobra? Uwaga, czytam: „Trener przygotowania fizycznego pracował z ponad czterystoma sportowcami z wielu dyscyplin”. I moje pytania. Z obu płci jeszcze, bo to jest ważne.

Tak.

Da się znać specyfikę każdego sportu, żeby dobrze motorycznie, czy dobrze fizycznie przygotować taką osobę? Czy to jest tak, jak powiedziałeś – wspólny mianownik jest tak szeroki, że mogę, załóżmy, przygotować motorycznie do koszykówki, i wybierzmy coś, co jest kompletnie innego, na przykład pływania? Zupełnie inne motoryczne rzeczy będziemy mieli dla tych dwóch osób. Czy możemy to łączyć, czy trudno, czy muszę czytać dużo?

Możemy, ale musimy mieć odpowiednie doświadczenie przerobione w latach pracy, w godzinach pracy. Czyli jedna rzecz, którą zawsze mówię naszym studentom czy osobom, które przychodzą do nas na szkolenia, to jest, że nie możesz kupić doświadczenia, czyli doświadczenie musisz zdobyć, nieważne, na ilu szkoleniach byłeś, ile certyfikatów zdobyłeś, jeżeli nie przerobisz tego praktycznie na kimś, no to nieważne tak jakby to jest, bo widzimy to na co dzień, że osoby były na stu szkoleniach, ale jak nagle muszą wziąć jedną osobę i nauczyć czegoś prostego, to nagle nie wiedzą, jak to zrobić, bo nie mają tego doświadczenia praktycznego. Więc myślę, że da się połączyć to wszystko, ponieważ zawsze mówię, że 80% treningu siłowego, czy przygotowania fizycznego, będzie taka sama dla wszystkich sportowców. Czyli mamy tak jakby 80%, które jest bardzo podobne. 10% będą to kwestie indywidualne, czyli kontuzje, które ta osoba miała, dysfunkcje, które ta osoba ma, lub braki fizyczne, które ta osoba ma, braki w sile w różnych zakresach, czy braki w dynamice, czy wytrzymałości. To będzie 10%. Kolejne, ostatnie 10%… Czyli mieliśmy 80 takie same, 10 indywidualne i te 10% ostatnie będzie specyficzne do sportu, można powiedzieć. Czyli teraz już sobie biorę specyfikę sportu, czy ten sport jest właśnie… Ile trwa ten sport, w jakich płaszczyznach się odbywa ruch w tym sporcie, ile trwa czas w tym sporcie, czy to jest sprint na sto metrów, czy piłka nożna? To już mamy dwie różne rzeczy, bo tu mamy dziesięć sekund, a tu mamy dziewięćdziesiąt minut, powtarzalne sprinty przez dziewięćdziesiąt minut, powtarzalne zmiany kierunku, skoki, i tak dalej. Więc patrzymy sobie na to. Ale moim zdaniem to będzie około 10%. Nie możemy spojrzeć na piłkę nożną i powiedzieć, że to jest 100% inny trening od pływania, czy koszykówka 100% inny trening od pływania, bo siła jest siłą, masa mięśniowa będzie masą mięśniową niezależnie od sportu, i później, jeżeli to zbudujemy i zbudujemy sobie tą ogólną sprawność fizyczną, możemy sobie patrzeć na indywidualne braki treningowe, indywidualne potrzeby i indywidualne kwestie związane ze sportem. Więc myślę, że im ktoś ma więcej doświadczenia, im więcej ogląda sportu… Więc zawsze też mówię ludziom, którzy przychodzą na nasze szkolenia, żeby oglądali sport, żeby oglądali różne dyscypliny sportowe, szczególnie te, z którymi pracują. Wszyscy zawodnicy, którzy u nas trenują, to zawsze staram się oglądać, jeżeli nie mogę na żywo, czy w telewizji, to zawsze powtórka jest z ich meczy, z ich walk, żeby sobie przeanalizować to, ale też świetną okazją są jakiekolwiek igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa świata, żeby sobie pooglądać inne sporty. Bo jak będziecie mieli okazję, pierwszą rzeczą, którą ja robię, jeżeli mam sport, na przykład ktoś przychodzi, i nigdy go nie trenowałem, chociaż teraz już przerobiłem naprawdę dużo sportów, ale dajmy, że to by był, nie wiem, jakiś sport, którego nie robiłem, już nie pamiętam…

Krykiet. Grałeś w krykieta?

Dobra. Krykiet. Tak, będzie krykiet. Ktoś przyjdzie i powie, że jest zawodnikiem krykieta. No to pierwszą rzeczą, którą bym zrobił, po rozmowie z nim, po ewaluacji, poszedłbym sobie do domu i odpaliłbym sobie mecz krykieta, i zobaczyłbym, co się tam dzieje w tym meczu, oglądnąłbym sobie, zobaczył, jak się poruszają, ile trwa akcja, jakie mięśnie są używane, co może być zaniedbywane. Później bym sobie pewnie wpisał „najczęstsze kontuzje w krykiecie” i bym sobie zobaczył, jakie są najczęstsze kontuzje, czy mi się to sprawdza z tym, co ja widzę na przykład, co może być problemem w tym sporcie. Więc w ten sposób bym do tego podszedł, i myślę, że im większe doświadczenie trenerskie, im więcej lat przerobionych, tym łatwiej jest coś takiego zrobić i łatwiej dostrzec pewne rzeczy, bo to jest coś, co na początku wydawało mi się niemożliwe, jak zaczynałem, żeby spojrzeć na kogoś i zobaczyć, że coś, ktoś ma jakiś problem z czymś, a teraz im więcej lat to robię, tym jestem lepszy w tym, i wiem, że będę stawał się coraz lepszy wraz z tym większym doświadczeniem.

Pytanie, na które, mam nadzieję, znasz odpowiedź, i będę ją przewidywał. Uwaga. Najważniejsza cecha motoryczna człowieka to?

[śmiech] Siła.

Dobra. To teraz obal mi ten mit, że siła zamula. Jak będę siłowo pracował, to będę wolniejszy, to będę grubszy, to będę większy, to nie będę mógł podskoczyć, bo moje ścięgna nie wytrzymają, moje stawy się zniszczą, bo wiesz, co… Wszystko to znasz i nieraz słyszałeś.

W dwóch przypadkach siła zamula. Są dwa błędy, które osoby popełniają. Pierwszy błąd, może tak być, że ktoś może się czuć wolniejszy, na przykład po treningu siłowym mówi, że czuje się zamulony, wolniejszy, i tak dalej. To jest podnoszenie ciężarów w fazie koncentrycznej w zamierzony, wolny sposób, czyli jak ktoś podnosi sztangę, to wyciska ją wolno. To się wzięło z kulturystyki, żeby lepiej czuć mięsień, to osoby podnoszą wolno, wiadomo, żeby było napięcie mięśniowe. W treningu siłowym zawsze staramy się w fazie koncentrycznej… wiadomo, że jak kogoś nauczamy, to może nie… ale jak już jesteśmy w takim treningu, treningu, to staramy się fazę koncentryczną wykonać jak najszybciej. Mimo tego że ta faza koncentryczna tak dla oka może wyglądać wolno z powodu dużej intensywności ciężaru na dany moment, czyli jeżeli mam większy ciężar, jest duża intensywność, to podnoszenie będzie wolniejsze dla oka, niż jakbym miał 50% na sztandze względem 90. Ale jest pewna rzecz, o której musimy pamiętać – że mój mózg i mój układ nerwowy tak naprawdę nie zna prędkości sztangi, zna zamiar, z jakim ja chcę podnieść tą sztangę, czyli jeżeli mój zamiar podnoszenia sztangi, mimo tego że ona jest ciężka, mój zamiar będzie szybki, będzie dynamiczny, to będę w dalszym ciągu rozwijał siłę, dynamikę, moc, eksplozywność, i nie będę zamulony. Więc muszę w koncentryce zawsze wyciskać i podnosić jak najszybciej, my to w tempie piszemy jako x, takt i explode, czyli jak najszybsza faza koncentryczna, i w większości przypadków, im bliżej startów, tym bardziej chcemy się skupić nad tym, żeby ta faza koncentryczna była jak najszybsza, jeżeli tego nie będziemy robić i będziemy podnosić na przykład w jedną sekundę, w dwie lub po prostu w wolny sposób, to może tak być, że po prostu będę wolny, bo skurcze mięśniowe i sytuacje boiskowe, i sportowe, wymagają często bardzo szybkich skurczów w fazie koncentrycznej, więc musimy tak jakby upodobnić do tego w takim wypadku. Więc ta faza koncentryczna musi być szybka, mimo tego że dla oka jest wolna, ale zamiar musi zawsze być szybki. To jest numer jeden. Numer dwa to drugi tak jakby najczęstszy przykład tego, że jeżeli ktoś jest wolny, czy mniej dynamiczny, czy bardziej zamulony, to może być… bardzo tutaj prosto mówiąc, może mieć za dużą tkankę tłuszczową, może być za gruby, czyli jeżeli osoby po prostu są za duże do swojego sportu lub do swojego poziomu siły. Więc jeżeli moja masa ciała jest za duża względem siły, którą posiadam, to będę wolny. Mam dwie rzeczy, które mogę zrobić w tym wypadku. Mogę schudnąć troszkę, mogę zrzucić trochę tkanki tłuszczowej, i to od razu sprawi, że będę szybciej biegał, wyżej skakał, będę bardziej dynamiczny. Jeżeli tego nie mogę zrobić ze względów sportowych, na przykład muszę być większy, bo sport tego wymaga, gram w rugby na przykład, w młynie, czy pchnięcie kulą, czy coś, to jak zrzucę dwadzieścia kilo, to nie będę tak efektywny. Więc drugi sposób, żeby sprawić, że ta osoba, która jest naturalnie większa i grubsza, była dynamiczniejsza i szybsza, to jest zwiększony poziom siły, bo wtedy moja siła tak jakby zrównoważy tą masę ciała, która posiadam, czyli moja siła będzie wystarczająco duża, żeby poruszyć tą masę ciała i zrobić szybki ruch z tą masą ciała, którą posiadam. Więc muszę albo zwiększyć poziom siły, żeby być szybszym, albo muszę schudnąć, żeby być szybszym.

Kiedyś mówiło się jeszcze, że przekrój mięśnia to jego siła, która jest zależna od tego. Ale jak popatrzymy na takiego zawodnika, załóżmy, Greena, którego pewnie kojarzysz, sto metrów, który wygląda jak szafa, biega dość szybko, a mamy Bolta, który nie wygląda jak szafa, a biega jeszcze szybciej, to oni znaleźli tą właśnie idealną proporcję, co ty powiedziałeś, między siłą a tkanką tłuszczową, a przekrojem mięśnia?

Tak. Myślę, że to jest kombinacja wszystkiego. Jest taki słynny cytat Willy’ego Simmonsa, że duży to nie jest silny, silny to jest silny. Więc wygląd i masa nie zawsze się sprawdza, nie idzie w parze z siłą, więc myślę, że dla niektórych, zależy od sportowca… Bolt był, można powiedzieć, takim ideałem, w sensie że pomiędzy masą mięśniową, proporcjami ciała, wzrostem, szybkością poruszania się, podejściem mentalnym, i wszystko tak jakby zgrało się w całość, i spowodowało to, że był najlepszych sprinterem w historii. Dla niektórych tym dużym, kluczowym mianownikiem, może być zwiększona masa mięśniowa i zwiększony poziom siły, bo na przykład są niżsi, muszą generować więcej siły względem podłożą, bo mają krótsze kończyny na przykład. Bolt stawiał dłuższe kroki z natury tego, że był wyższy, a na przykład Maurice Green czy Tyson Gay, przez to, że byli tam 15-20 centymetrów niżsi, to żeby wykonać taki sam długi krok, muszą wygenerować więcej siły względem podłoża, bo im więcej siły względem podłoża wygenerują, tym będą w stanie wygenerować dłuższy krok, a wiemy o tym, że im dłuższy krok w sprincie, tym szybciej będę biegł. Czyli nie zależy nam na szybkim stawianiu kroczków, tak jak w bajce, tak?

Ten… Flinstone.

Tylko długich kroków bardzo szybko, tak? Czyli chcę generować dużo siły względem podłoża i chcę robić to bardzo szybko, czyli czas kontaktu z podłożem musi być skrócony. Zauważ, że zazwyczaj ci właśnie niżsi sprinterzy są naturalnie więksi, mają większą masę mięśniową, bo też są krótsi, mają gorsze proporcje, więc muszą generować też trochę więcej siły względem podłoża, żeby nadgonić tych naturalnie wyższych, takich jak na przykład Bolt.

Czym dla ciebie różni się praca z takimi jakby Januszem, Grażynką, taką osobą zwykłą, siłowniowo trochę też masz takich klientów na pewno, z taką, załóżmy, Joasią Jędrzejczyk? Jaka jest różnica w trenowaniu takich osób?

Wracając do moich czasów bycia sportowcem, ja zawsze starałem się być najlepszy i moim celem, jak byłem młody, no to żebym grał w NBA. Jakby to był mój cel, mimo tego że, teraz wiem, to było nieosiągalne, i teraz wiem, że nie osiągnąłbym tego żadnymi krokami, które mógłbym podjąć wtedy, ale jakby to podejście bycia najlepszym przełożyło się u mnie też teraz, kiedy jestem trenerem. Więc kiedy jestem teraz trenerem przygotowania fizycznego, to gdzieś tam w głębi duszy chcę pracować z najlepszymi sportowcami. I moja motywacja… Ja nie wstydzę się tego mówić, bo są osoby, które lubią pracować z Januszem i z Grażynką, są osoby, które lubią pracować, chciałyby pracować z Joanną Jędrzejczyk. Moim celem jest… Jak zaczynałem być trenerem, to żeby pracować z najlepszymi sportowcami na świecie, żeby pracować z olimpijczykami, żeby pracować z mistrzami świata. Moja motywacja do pracy z takimi osobami jest większa niż do pracy z Januszem i z Grażynką. Niektóre osoby mają na odwrót, bo wiadomo, że praca z Joanną Jędrzejczyk wiąże się z większą odpowiedzialnością niż praca z Januszem, który pracuje w korpo. Więc ja na przykład jako sportowiec lubiłem tą odpowiedzialność i teraz jako trener uwielbiam tą odpowiedzialność, i tak jakby ten stres, w cudzysłowie, który mam pracując z takimi osobami, i motywacja, jest dużo większa dla mnie na przykład niż w pracy z takimi zwykłymi osobami.

Czyli co? Eliminujesz te zwykłe osoby, nie chcesz ich? To jest trochę tak – muszę? Muszę, bo nie włożę do garnka, czy szukam najlepszych, bo chcę najlepszych?

[ns 0:38:33.0] Tych osób zwykłych było trochę więcej, można powiedzieć, jak zaczynałem, teraz mamy… myślę, że 80% osób to są profesjonalni sportowcy, 10% osób to są sportowcy amatorzy, a 10% osób to są kompletni amatorzy, którzy gdzieś tam uprawiają jakiś sport, bardzo amatorsko czy rekreacyjnie. Więc myślę, że to wszystko dąży, idzie w tym kierunku, żeby pracować w większości ze sportowcami. Wiadomo, że nie wszyscy… Tak jak mówisz, niektórzy, większość osób musi zarabiać, musi zarabiać na chleb, a ilość sportowców jest jednak ograniczona.

Wyczerpalna.

Tak. No i nie oszukujmy się, nie wszystkie sporty w Polsce płacą tak jak piłka nożna na przykład, że każdy sobie może pozwolić na takie treningi. Więc czasami po prostu te osoby, które pracują w korpo, posiadają biznesy, są w stanie zapłacić za trening personalny 150 złotych, 200 złotych, gdzieś tam w Warszawce wiem, że takie ceny chodzą, ale jakbyś powiedział jakiemuś sportowcowi, dajmy, że to jest piłkarz ręczny, nawet z ekstraklasy, że ma zapłacić 100-150 złotych za trening personalny, to raczej by nie przyszedł do ciebie już. Więc my też stworzyliśmy taką opcję i sposób prowadzenia treningów właśnie na podstawie tego, co ja gdzieś tam się nauczyłem w Stanach, czyli w tym świecie akademickim, że zrobiliśmy niższą cenę dla tych sportowców, zrobiliśmy karnet miesięczny, zrobiliśmy opiekę trenerską, każdy ma swój plan treningowy, ale na sali w tym samym czasie możemy mieć dziesięć osób, i każdy ma inny plan treningowy, każdy jest w innym momencie w sezonie, każdy jest z innego sportu, a jest tylko jeden czy dwóch trenerów, którzy monitorują to wszystko. Tak więc chcemy w pewnym sensie usamodzielniać tych sportowców, chcieliśmy troszkę odejść od treningu personalnego, bo wiadomo, że trening personalny to jest jeden na jeden, a mamy tylko taką ilość godzin w dniu, że pewnych rzeczy nie przeskoczysz, nie przerobisz 20-30 osób w ciągu dnia jeden na jeden, więc my chcieliśmy stworzyć opcję dla dużo większej grupy odbiorców za niższą cenę, ale żeby jakość tych treningów była taka sama lub nawet wyższa niż normalnie.

Zgodzisz się z takim zdaniem, że temu Januszowi i Grażynce, sportowcowi amatorowi, czy nawet temu trochę mocniejszemu, który gdzieś zahacza jakąś ligę już, byle co nie zrobisz, to i tak będzie lepiej niż było, że byle jaki ciężar nie podłożysz i powiedzmy, że on byle jak go nie zrobi, jeżeli nie robił nic wcześniej, to i tak będzie lepiej?

Tak. Ja zawsze mówię, że jak ktoś nic nie robił i siedzi na kanapie cały dzień, to spacer z psem spowoduje, że będzie jakaś adaptacja, dlatego też tłumaczę to na przykładzie, że ludzie czepiają się w cudzysłowie różnych aktywności fizycznych, że nam ktoś chodzi z kijkami, ktoś chodzi na zumbę, ktoś chodzi na jogę, ktoś robi trening siłowy, ktoś jeździ na rowerze, i zazwyczaj jak osoby są zakochane w tym, to zazwyczaj to są jedne z pierwszych aktywności fizycznych, które te osoby próbują, i próbując tą aktywność fizyczną po raz pierwszy, oni mają dobre rezultaty w postaci lepszego samopoczucia…

Uśmiechu, endorfinek.

Uśmiechu, tak, utraty masy ciała, zwiększenia masy mięśniowej, więc oni zakochują się w tym metodach i dla nich te metody treningowe są najlepszymi metodami treningowymi do czasu, bo one do czasu tylko działają. Bo jeżeli tylko ćwiczymy, a nie trenujemy i nie progresujemy w jakiś sposób, to wiemy o tym, że pewnego razu, w zależności od aktywności, to może być od kilku tygodni do kilku miesięcy, już tych efektów nie będzie w postaci takiej zwiększonej fizyczności, czy aspektów fizycznych. Może być taki zwiększony, właśnie tak jak mówisz, wyrzut endorfin, czy lepsze samopoczucie, ale jeżeli często ktoś przychodzi i mówi, że na początku były rezultaty, a później nie ma. Bo właśnie tak to się odbywa, że jak nie ma progresu treningowego i nie ma planu treningowego, i nie jest to zaplanowane w czasie…

To nie jest to treningiem, tylko ćwiczeniem.

Tak. Bo tak pomyśl. Jak wchodzisz po schodach, to dla osoby, która siedzi cały czas, wchodzenie po schodach byłoby treningiem i to bardzo mocnym na samym początku, ale wchodząc codziennie po schodach, to by się stawało to coraz łatwiejsze.

Trzeba wyżej wchodzić.

Tak. I teraz wchodząc po schodach, twoje ciało nie odbiera tego w ogóle jako trening, bo jest tak przyzwyczajone do wchodzenia po schodach, że tak jakby to nie jest żaden wysiłek, a dla osoby początkującej to byłby duży wysiłek, więc ten progres na początku byłby duży. Dlatego z jakimkolwiek treningiem na początku się nie stykniemy, czy z jakimkolwiek trenerem, to będziemy mieli efekt treningowy w postaci właśnie tych fizycznych aspektów, utraty tkanki tłuszczowej, czy ogólnie masy ciała, i zwiększonego poziomu samopoczucia, a później, kiedy zaczynają się właśnie te problemy, co zrobić dalej, żeby dalej osiągać takie cele.

Jaki progres udało ci się wykonać z Joasią? Co to był za progres? Taki, nie wiem, mentalny, siłowy? Gdzie było pole do popisu jeszcze? Wracając ze Stanów, myślę, że umiała dużo i myślę, że wiedziała, czym jest ciężki trening, więc co dało się zrobić jeszcze na tym polu? Jeśli możesz, bo nie wiem, czy możesz mówić.

Mogę, mogę. I akurat śmiesznie, fajnie, że zapytałeś o to, bo to się stało tak naprawdę miesiąc temu, stało się coś, o co pracowaliśmy przez cztery lata tak naprawdę, bo od 2017 roku pracuję z Asią. I ona ogólnie na początku była, tak jak większość sportowców, przeciwna czy sceptyczna, jeśli chodzi o trening siłowy, bo jej się źle kojarzył, bo jak gdzieś tam kiedyś zaczynała, to ktoś ją wziął na siłownię, robili bardziej taki trening kulturystyczny, nie mówiąc, że trening kulturystyczny jest zły, ale źle się czuła, była zakwaszona i tak dalej. Więc jakby podchodziła do tego z pełnym dystansem na samym początku. I przez to też, że ja pracowałem z nią 10 tygodni, 12 tygodni, i ona później wyjeżdżała do Stanów i tam pracowała, później wracała po walce, znowu to było 6, 8, 10 tygodni, i znowu wyjeżdżała, więc to nie było tak, że to były cztery lata ciągiem, więc jakby ten progres, to, co zaraz, za chwilę o tym powiem, tak jakby żeby ją ukierunkować w tym kierunku, co ja chcę, to zajęło mi trochę dłużej niż normalnie, bo zajęło cztery lata z takimi przerwami właśnie, przez to że były walki, campy, wyjeżdżała, wracała, wyjeżdżała, wracała. I to były dwie rzeczy. Pierwsza rzecz to było przekonanie się do treningu siłowego i do tego, że to rzeczywiście sprawi, że będziesz się lepiej czuła, że będziesz się lepiej regenerować, będzie lepiej wyglądać, bo dla sportowców i dla kobiet to jest ważna rzecz, i jak lepiej wyglądam, od razu lepiej się czuję i lepiej mi się trenuje, i wszystko jest tak naprawdę lepsze, bo wszystko zaczyna się w głowie, wiemy o tym. I przekonała się do tego, i uwierzyła, że tak jakby musi to robić, i chce to robić. I teraz tak, jak wcześniej robiła to, bo tak jakby musiała robić trening, to teraz tak naprawdę sama się domaga, żeby to było robione regularnie, żebyśmy robili dwa razy w tygodniu, żeby nie przestawać tego robić nawet jak wyjeżdża i często jest w Warszawie, czy jest gdzieś na Śląsku, czy w innych miastach, to szukamy zawsze kogoś, kto mógłby zrobić z nią ten trening tam, bo nie chcemy, żeby przerwała, chcemy, żeby była ciągłość, ale tez ona sama się domaga tego, a więc widać, że już mentalnie w końcu doszło do tego, to sprawia, że czuje się lepiej, że wygląda lepiej, że ma mniej kontuzji, mniej bóli mięśniowych, i że takie problemy, które miała wcześniej, są pomniejszone. Więc to jest tak jakby jedna rzecz. A druga rzecz, i nie wiedziałem, czy to się stanie, czy nie, ale sama mi to powiedziała, że w końcu czuje siłę i moc uderzeń, ciosów. Czyli tak jak wcześniej… Asia ogólnie jest znana z tego, że jest bardzo wytrzymała, ale bardzo dynamiczna i szybka, tak? Ale tej sił ciosów nie miała jakiejś ogromnej, nie miała tak zwanego, tak jak Mike Tyson, że…

Rażenia.

Tak, jeden cios i koniec. Tylko że to było tam bardzo dużo ciosów, więc ona jest w czołówce UFC w ilości oddanych ciosów, zadanych ciosów i tak dalej. Jest w takiej czołówce, czołówce, i chyba numer jeden nawet wśród kobiet w historii. Więc zawsze oddawała bardzo dużo ciosów, bardzo dynamicznych i szybkich ciosów, ale ciosy te nie były porażające. I chyba miesiąc temu, jak była tutaj u nas w SCEC-u na treningu, powiedziała, że w końcu czuje mega siłę, i nawet była u Roberta Złotkowskiego w Warszawie na treningu. Wiadomo, że Robert jest trenerem Janka Błachowicza między innymi, no i on jej powiedział, że czuł mega… i chyba nawet napisał post na Instagramie o tym, że czuł mega moc i siłę uderzeń, i ciosów. I Asia sama też podeszła do mnie i powiedziała, że: nie muszę teraz oddawać tak dużo ciosów, mogę oddawać ich mniej, ale te ciosy są mocniejsze i czuję, że przy każdym ciosie po prostu jest mega moc, że one są dalej szybkie i dynamiczne, ale teraz czuję naprawdę, że każdy cios jest dużo mocniejszy niż wcześniej, bo wcześniej po prostu zadawała te ciosy i nie było w niej aż tyle siły. Więc jakby te dwie rzeczy, które chciałem osiągnąć, się stały teraz i jestem bardzo zadowolony z tego, i zobaczymy…

Uwaga, trudne pytanie. Co spowodowało, że to dopiero teraz się stało, że czegoś nie było wcześniej, zły plan, złe obciążenia, czy to po prostu musiało się nawarstwiać, nawarstwiać, dopiero teraz załapało?

Kilka rzeczy. Tak jak mówiłem, że to nie była praca ciągiem, tylko że to było kilka tygodnie i ona wyjeżdżała do Stanów, do przygotowania na walkę, które trwają 2-3 miesiące, czasem później po walce było tak, że miała miesiąc jakichś obowiązków medialnych, wakacje i tak dalej, też tak jakby nie było treningu, więc z tych czterech lat tak naprawdę, można powiedzieć, że pół roku było przepracowane taki ciągiem, czy może trochę więcej, ze mną, czy może osiem miesięcy, czy może rok nawet. Więc tak jakby to się odwlekło w czasie przez te przerwy, bo jakbym kogoś miał pewnie tutaj rok z rzędu, pewnie by zajęło tak właśnie ten cały rok, żeby to przekręcić. To jest jedna rzecz. I myślę, że też taka, że Asia była sceptyczna na samym początku, i też tutaj chwała Kamilowi Iwańczykowi…

Był w podcaście, można posłuchać.

Tak. Że jakby on ją przekonał do tego. I Kamil akurat, jakimś dziwnym trafem… może nie dziwnym, bo ja uważam, że nic nie dzieje się przez przypadek… ale trafił do nas na szkolenie, do SCEC-a. Oczywiście Kamil jest bardzo skromną osobą i nawet nie wiedziałem, że on jest fizjoterapeutą Asi Jędrzejczyk, dopiero gdzieś tam później na Instagramie wypatrzyłem u Asi, że jest z Kamilem.

Nie jest z Kamilem, bo zaraz pójdzie plotka.

[śmiech] Że pracuje z Kamilem.

Pracuje.

No i Kamil tak… Spodobała mu się nasza filozofia i zaczęliśmy rozmawiać o tym, żeby wprowadzić to u Asi, właśnie więcej treningu siłowego, mimo tego że ona jest sceptyczna, więc on ją gdzieś tam w pewnym sensie urabiał, jeśli chodzi o ten trening siłowy i ją przekonał do tego, żeby zaczęła. I akurat to było po tej pierwszej walce, przegranej z Rose, i to był dobry pretekst do tego, żeby teraz jej o tym powiedzieć, bo patrz, przegrałaś, był nokaut, i teraz popatrz, może spróbujmy to zrobić, może coś…

Coś nowego.

Tak. Więc to był dla nas dobry moment, bo zaczęliśmy dla niej, niedobry oczywiście w karierze, chociaż pewnie patrząc na to teraz, ona by powiedziała, że dobrze, że to się stało na przykład, i też wiadomo, że porażki czasami są…

Uczą.

Porażki, czy przegrana w tym wypadku, uczy i jest dobra. Więc myślę, że też przez to to zajęło trochę czasu, bo Asia wcześniej tego nie robiła, była sceptyczna, gdzieś tam przez trenerów… Trenerzy też z MMA w większości gdzieś tam swoje metody i swoje zalecenia, i też im się źle kojarzy ten trening siłowy, bo kojarzy im się gdzieś tam z pakerami na siłowni, którzy tylko pompują to żelastwo, a nie są trenerami przygotowania fizycznego, ale to się sprowadza do tego, że te osoby jeszcze nie wiedzą w ogóle, co to jest za zawód i co my robimy dokładnie, i że jesteśmy specjalistami w tym fachu, a nie po prostu jakimiś przypadkowymi osobami, które sobie ćwiczą na siłowni, i mówię: dobra, chodź, jesteś duży, masz mięśnie, chodź, potrenujesz mnie. Tak to się kiedyś…

Odbywa, tak. Ale bez mięśni to nierealne. Powiedz mi, czym wyróżnia się SCEC na rynku? Czym wy się wyróżniacie, czego nie ma, załóżmy Exos i Epi? Czy to jest wasza konkurencja?

Nie wiem, czym my się różnimy od nich, bo wiem tylko od osób, które do nas przychodzą, bo tam były i na Epi, i na Exos, i u nas, ale myślę, że my wyróżniamy się indywidualnym podejściem sportowym, zaangażowaniem do każdego sportowca, i tym właśnie, że każdemu piszemy plan z osobna, to nie jest plan, który gdzieś tam drukujemy z Internetu, czy z YouTube, czy coś. Czyli jak ktoś przychodzi, to z każdym jest rozmowa, z każdym jest ewaluacja, z każdym są postawione cele, i pod to wszystko programujemy, czyli przez to, że razem z Arturem i tu z trenerami mamy już doświadczenie z wieloma sportowcami, to jesteśmy w stanie dla każdego sportu zaprogramować indywidualnie sport. I przez to, że tyle osób tu się przewija na przykład… Ja nie jestem fizjoterapeutą, ale do nas przychodzą osoby po ACL-ach, tylko wiadomo, że nie w tym pierwszym okresie, tylko dajmy, że od czwartego miesiąca w górę. No to w ostatnie tam dwa lata mieliśmy z trzydzieści osób takich, od czwartego miesiąca do ósmego miesiąca, więc jeżeli ktoś przyjdzie do nas z czymś, to bardzo prawdopodobne, że już mieliśmy osobę z podobną przypadłością, czy z zerwanym Achillesem, czy z ACL-em, czy ze SLAP-em, czy z czymkolwiek. Wiadomo, że teraz też mamy Kamila, który jest u nas co tydzień, i też staramy się podnosić jakość usług z fizjoterapii, żeby rzeczy, z którymi sobie nie radzimy, rzeczy bardziej skomplikowane, wszystko skonsultowane też z Kamilem, więc myślę, że stwarzamy tak jakby cały taki zespół, tak zwany sports performance, że mamy trenerów przygotowania fizycznego, mamy fizjoterapeutę, no i mamy też spore doświadczenie w tym, co robimy w wielu różnych sportach ze sportowcami z najwyższej półki, nie tylko z przysłowiowym Januszem i Grażynką, czy z jakimś sportowcem, który gdzieś tam gra na poziomie drugiej, trzeciej ligi, tylko naprawdę z osobami z wyższej półki, bo to podejście takich osób do treningu i nasze podejście do takich osób też musi być troszkę inne niż normalnie.

A SCEC jako szkolenia dla innych? To to was wyróżnia, w tym miejscu tutaj?

Myślę, że nasze szkolenia dają specyficzne odpowiedzi na ogólne pytania. Zawsze jest dużo pytań i staramy się na naszych szkoleniach, żeby to było tak skonstruowane, i nasza szkoła, trener przygotowania, wszystkie sześć zjazdów, jest tak skonstruowane, żeby ta wiedza była przede wszystkim progresywnie przekazywana, żeby wszystkie aspekty sprawności fizycznej były przerobione na wszystkich tych sześciu zjazdach, i żeby żadne pytanie nie pozostało bez odpowiedzi, logicznej odpowiedzi, nie takiej odpowiedzi, że jak ktoś się mnie coś pyta, czy nas ktoś się pyta, i my mówimy, no, bo my tak to robimy, bo tak to robimy. Tak to każdy może odpowiedzieć. My na każde pytania staramy się odpowiedzieć w sposób analityczny i logiczny, czyli robimy to w ten sposób – bo w tym tygodniu masz tu, a w kolejnym będzie tu, i żeby osiągnąć taki cel, to tu musisz zmniejszyć, żeby tu zwiększyć, tu musi być taki czas przerwy, żeby był taki, i tak dalej. Więc wszystko, co my robimy, ma sens naukowy, logiczny, praktyczny, i tak się staramy to wszystko prowadzić, żeby jak ktoś skończy sześć zjazdów, to nie jest po prostu filozofia SCEC, tylko… Znaczy… To jest filozofia SCEC, tylko że ktoś ma także narzędzia do tego, żeby nauczać i żeby logicznie komuś coś wytłumaczyć, bo też chcemy, jeżeli wypuszczamy trenerów tutaj z naszych szkoleń, to chcemy, żeby później ci trenerzy poszli do trenerów głównych, poszli do swoich sportowców, i byli w stanie im wytłumaczyć, dlaczego to robią, a nie tylko dlatego to robią, bo tak nauczyli w SCEC-u, czy tak nauczył Exos, czy Epi. Więc myślę, że tym się wyróżniamy, czyli specyficznymi parametrami treningowymi i tymi odpowiedziami na każde pytanie w sposób właśnie bardzo logiczny i analityczne.

Mówiłeś, że byłeś słaby w szkole, o tym na początku mówiliśmy. A polski był najlepszy, to mnie trochę wybiłeś z rytmu. To skąd pomysł na książkę?

Pomysł na książkę? Ogólnie razem z Arturem staramy się zawsze wzorować na najlepszych trenerach na świecie. I jednym z takich najlepszych trenerów był Charles Poliquin na przykład, czy jest Louie Simmons, i zawsze to się wiązało z tym, że ci trenerzy przekazywali wiedzę na różnych płaszczyznach, czyli nie tylko trenowali sportowców, ale pisali artykuły, czyli to, co zaczęliśmy najpierw robić, pisać artykuły, później zaczęliśmy trenować sportowców, ale również właśnie prowadzili szkolenia, czyli później zaczęliśmy prowadzić szkolenia, później pisali książki, więc zaczęliśmy pisać książki. Więc te wszystkie pomysły, które gdzieś tam mamy, to jest też wzorowanie się na tych osobach najlepszych z naszej branży na świecie w historii, i my podążamy podobnym kierunkiem, co te osoby, więc te książki, te szkolenia, te treningi, artykuły, inne produkty, inne rzeczy, które robimy, to dla nas jest tak jakby trochę naturalna droga do tego, żeby się uczyć cały czas, żeby się rozwijać, żeby stawać się lepszym, żeby zdobywać doświadczenie, bo takie pisanie książki na przykład to nie jest po prostu, że siadasz i piszesz, tylko jak masz specyficzny rozdział, to wiadomo, przekazujesz tą wiedzę w tym rozdziale, którą znasz, ale do tego przeczytasz pewnie kilkaset czy kilkadziesiąt artykułów, przeglądniesz z pięćdziesiąt książek, przeczytasz trochę badań, poczytasz różne rzeczy i znajdziesz pewnie jeszcze jakieś inne rzeczy, których normalnie byś nie znalazł. Więc tak naprawdę to jest gdzieś tam forma nauki dla nas, bo jeżeli piszemy książkę, to tak samo się uczymy, jak później ta książka uczy innych, czyli ktoś otwiera książkę i tez się uczy, ale my w trakcie pisania tej książki, to się ogromnie uczymy różnych rzeczy i dowiadujemy się dużo różnej wiedzy, więc to też jest tak jakby inny sposób dla nas, żeby nie tylko… Wiadomo, że jak chcesz się rozwijać, to czytasz książki, ale po jakimś czasie po prostu czasami masz dość czytania książki, więc moim zdaniem jest dobrze… Zawsze… Trzy rzeczy, które staram się robić codziennie, i to jest trenować siebie albo kogoś codziennie, czytać i pisać. I myślę, że to trzecie jest bardzo ważne, bo podczas pisania ręcznego nie tylko się zapamiętuje dużo rzeczy, ale też inny gdzieś tam sposób myślenia, czy inna część mózgu pracuje niż przy czytaniu. Więc mamy i fizyczną rzecz, i mamy właśnie to czytanie, mamy pisanie. To są trzy rzeczy, które staram się zrobić codziennie, i wiem, że Artur też to robi, ż to robi, i gdzieś tam tą drogą podążamy. I to się świetnie sprawdza.

Powiedziałeś taką rzecz, że gdy rozdział jest bardzo specyficzny, szukasz badań. Miałeś taką sytuację, że coś sądziłeś, że tak jest, a nagle czytasz badanie i jedno, drugie, trzecie, piąte, i o, jest inaczej niż myślałem albo jest troszeczkę inaczej, niż myślałem?

Są takie sytuacje. Nie mogę tu podać specyficznego przykładu, ale myślę, że w badaniach ogólnie tak jest, że jedne zaprzeczają, a drugie potwierdzają. Fajnie, jak potwierdzają to, co…

To, co myślimy, nie?

Co myślimy.

Czujemy się super jak to mówię, nie myślimy o problemach i jest dobrze, nie?

Mówiłem, że tak jest.

A nie mówiłem? Tak jest.

A jak zaprzeczają, to staramy się znaleźć coś, co jest źle w tym badaniu zrobione, dlaczego nam zaprzeczyły [śmiech] Więc badania mają to do siebie, że tak jakby zawsze będzie część badań, które będzie potwierdzać, będzie część, która będzie zaprzeczać, niektóre rzeczy są trudne do zbadania i są niemożliwe, i my też zawsze mówimy…

Masz taką rzecz w głowie, która jest taka mega trudna, bo ja mam mnóstwo w fizjoterapii takich rzeczy, nie? Często podaję, ucisk palucha w dupsko jest trudno zbadać na poziomie trzydziestu osób, żeby tak samo wcisnąć każdemu to z taką samą siłą w to samo miejsce.

Ja też mówię, że nie potrzebujesz badań, żeby zobaczyć, czy jak cię kopnę w jaja, to cię boli, nie?

A najlepszym jest, czy spadochron działa.

Tak. Ale wracając do tego, co chciałem powiedzieć. Myślę, że rzeczy typowo treningowe są bardzo ciężkie do zbadania, ponieważ ogólnie, żeby badanie w ogóle zostało dopuszczone tak jakby w formie naukowej do tego, żeby zostało opublikowane, to wiemy, że musi spełniać pewne warunki, pewne kryteria ilości osób uczestniczących, i tak dalej, zazwyczaj to muszą być studenci. Ciężko znaleźć…

Studenci na AWF-ie, niećwiczący.

Tak. Ciężko znaleźć na przykład właśnie osoby gdzieś tam o wyższym poziomie zaawansowania. O niższym jest łatwiej, ale jak robię coś tutaj na przykład z piłkarzem ręcznym, z najwyższej ligi, to ciężko będzie mi teraz znaleźć dwudziestu piłkarzy ręcznych z najwyższej ligi, którzy przez pół roku podejmą się świadomego, nie wiem, nie mogę tego nazwać ryzykiem, ale poświęcą się przez pół roku, żeby przeprowadzić jakieś badania w specyficzny sposób, żebym ja mógł to opublikować, żeby później mi ktoś uwierzył, że to działa tak naprawdę. Więc ciężko jest odzwierciedlić takie rzeczy, szczególnie ze sportowcami z najwyższej półki, jeżeli my coś robimy ze sportowcami, a później ja to muszę zrobić ze studentami, więc to jest tak jakby troszkę inna bajka. Ja zawsze mówię i to też powtarzam, mimo że te osoby, które są w tym świecie naukowym się trochę obrażą na mnie, ale myślę, że naukowcy są historykami, którzy dokumentują to, co trenerzy już od wielu, wielu lat stosują, i stosowali, bo te badania, które na przykład teraz czasem wychodzą, to jest to, co ktoś robił na przykład czterdzieści lat temu, trzydzieści lat temu, wiem, Arnold Schwarzenegger stosował w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych. I tak naprawdę, jeżeli weźmiemy właśnie na przykład Arnolda. Myślisz, że Arnold Schwarzenegger czytał badania, zanim zrobił biceps z tricepsem pod specyficznym kątem, żeby zaktywować długą głowę w specyficzny sposób? On wiedział, że to działa i nie potrzebował naukowych badań. Więc fajnie jest, jeżeli te badania są, ale ja uważam, że jako trenerzy… To jeżeli coś działa i wiemy, że to działa, bo mamy przerobioną pewną grupę osób, na których to robimy, to nie musimy tego robić, więc my nie musimy tego robić, więc my nie robimy tak, że najpierw szukamy badań, a później z tego robimy, bo w ten sposób tracisz 20-30 lat, czy 40 nawet, z tego, co trenerzy juź stosowali przez wiele lat, a myślę, że niektóre rzeczy, większość rzeczy nie zostanie nigdy zbadana, bo nie da się odzwierciedlić pewnych rzeczy treningowych, które robimy, ale też niektóre rzeczy… Na przykład trenerzy też czasami robią jakieś ekstremalne rzeczy, albo dietetycy, czy osoby, które zajmują się żywieniem, dają ekstremalne dawki jakiegoś suplementu. I na przykład takie coś nie zostanie dopuszczone do badań, bo ci ktoś powie, że to jest niebezpieczne albo to jest ekstremalne, i na przykład…

[ns 1:02:37.4] się nie zgodzi.

Tak, dokładnie. Więc wiele rzeczy wiemy, że to działa na podstawie po prostu doświadczenia trenerskiego, że ci trenerzy to przerobili, to nie zostanie nigdy zbadane. Są osoby, które zawsze będą się kłócić o to, że to nie jest zbadane i że to nie jest naukowe. No i okej, mogą oni robić to, co oni robią i robić wszystko na podstawie badań, my będziemy robić połączenie badań z praktyką, a większość to będzie doświadczenia praktycznego i praktycznego doświadczenia, które było zdobywane od najlepszych też ekspertów z całego świata przez ostatnie sto lat na przykład.

A trochę ci wbiję może szpilkę, a może nie, może się, wybronisz. Powiedz mi taką sytuację. No bo mówi to o tym, że książka jest zawsze nieaktualna, bo sam powiedziałeś, że proces pisania jest dość długi i to, co jest w książce, to już też wszyscy wiedzą i wszędzie było. Okej, czy nie? Że książka jest nieaktualna?

Znaczy w tym momencie tak. Książka zawsze będzie, moim zdaniem, nieaktualna, dlatego pracujemy nad kolejną edycją. [śmiech]

I to jest dobra odpowiedź. Wybroniłeś się.

Może w większości jest aktualna, tylko też myślę, że twoje podejście pięć lat temu czy dziesięć lat temu jest inne od tego, co było teraz, więc myślę, że w książce na pewno, jeśli mówimy tu o sekretach z przygotowania motorycznego, to zmienilibyśmy pewne proporcje tego, co dla nas jest teraz bardziej ważne lub mniej ważne, i dodalibyśmy może nowe rzeczy, których się nauczyliśmy. No i myślę, że to jest akurat dobre, bo jeżeli spojrzysz na coś, co napisałeś dwa lata temu, trzy lata temu, i spojrzysz na to, i powiesz, że w sumie to nic bym nie zmienił, to znaczy, że moim zdaniem się nie rozwinąłeś. Bo jeżeli spojrzysz…

Powiedziałem to już wcześniej, warto zapisać, bo nasza głowa jest lekko ulotna i jak nie zapisałeś, to już nie pamiętałeś, co myślałeś dwa lata temu, jak zapisałeś książką, notatkami, nieważne czym, to potem czytasz… Ja czytam swoją pracę licencjacką, i ja pierdzielę, kto to przepuścił, nie? Kto to przepuścił dalej i jak to jest możliwe, że ja zaliczyłem licencjat i zacząłem magisterkę, jak pisałem takie pierdoły?

No to jest dokładnie… Jak spojrzysz właśnie na swój plan treningowy sprzed paru lat i nie złapiesz się za głowę, i myślisz, że ktoś sobie nic nie zrobił robiąc ten trening, to znaczy, że się nie rozwijasz. To też jest fajne w książce, bo patrząc na książkę teraz mówię, kurde, zmieniłbym to, zmieniłbym to, nawet w trakcie pisania, teraz już ukończyliśmy pisać książkę, akurat z Kamilem piszemy i z Asią Jędrzejczyk. Nie wiem, czy ci się obiło o uszy?

Jeszcze nie. Kamil jeszcze się nie chwalił.

To bardzo skromny chłopak, nigdy się nie chwali.

Tak, nie chce, nie chciał nawet w podcaście wystąpić, musiałem go długo namawiać.

Tak, więc to na przykład już tam trwa dajmy, że rok, półtora roku chyba, no i patrząc na pewne rzeczy na początku teraz tej książki, myślę, kurde, zmieniłbym to, zmieniłbym to… Nie, dobra, zostawiam, bo jak zacznę zmieniać, to zaraz napiszę nową książkę, nie mogę tak cały czas robić, niech to już będzie, co jest, a najwyżej za parę lat wydamy po prostu drugą edycję tej książki. Tak robią też najlepsi, dlatego też są edycje książki, że masz pierwszą edycję, drugą, trzecią, wydanie pierwsze, drugie, trzecie, rzeczy są zmieniane, wychodzą jakieś badania, czy komuś po dziesięciu latach nagle zmieni się podejście treningowe, ale myślę, że 90% książki będzie aktualne, a te 10% gdzieś tam będzie zmieniane.

Dobra, to jedziemy z kolejnym pytankiem. Powiedz mi, czy istnieje idealne ćwiczenie siłowe dla każdego? Albo co byś polecił? Dzisiaj okej. Stwierdziłem po tej rozmowie z Dachowskim i z Mireczkiem, że fajnie by było zacząć ćwiczyć siłowo. Idę na siłownię, nie mam pojęcia, co mam robić. Co mam zrobić?

Znałem odpowiedź na to pytanie, jak doszedłeś do momentu, kiedy czy istnieje idealne ćwiczenie. To w tym momencie bym powiedział „przysiad”, ale powiedziałeś dla każdego, to teraz już powiem, że nie. Nie ma idealnego ćwiczenia dla każdego, ale takie idealne ćwiczenie, w sensie, że najlepsze, jakbym miał wybrać jedno ćwiczenie siłowe, które jest najlepsze, to będzie przysiad.

Ale obciążony, czy po prostu przysiad?

Wiadomo, progresywnie obciążany. Bo zaczynamy z ciężarem ciała, czy z kijkiem, czy ze sztangą, i progresywnie go obciążamy do momentu, żeby był cały czas progres, tak jak mówiliśmy, bo ciało będzie się adaptować, więc chcemy, żeby ten progres był ciągły przez wiele, wiele lat. Więc moim zdaniem i zdaniem ogólnie… jeśli spojrzymy na fizjologię, to przysiad tak naprawdę jest jedynym ćwiczeniem, które nie powoduje dysbalansu strukturalnego, czyli większość mięśni w dolnej części ciała jest zaangażowanych w najbardziej równomierny sposób ze wszystkich ćwiczeń. I dodatkowo możemy go obciążyć dużym obciążeniem, czyli intensywność jest duża. Jeżeli zejdziemy teraz do pełnego przysiadu, to mamy i mobilność w stawie skokowym zachowaną, i pełne zgięcie w stawie kolanowym, i stawy biodrowe, i pośladki, i dolny odcinek pleców napięty, i dwójki, i czwórki. Więc mamy tak naprawdę całą dolną część ciała zaangażowaną i wzmacniamy tą część ciała w sposób siłowy, ale też zwiększamy, czy utrzymujemy zakres ruchu pod obciążeniem w tych stawach, więc moim zdaniem to jest najlepsze ćwiczenie, nie zawsze możemy zrobić pełny przysiad ze wszystkimi, nie zawsze możemy zrobić specyficzny przysiad ze wszystkimi, jeżeli ktoś nie jest w stanie złapać sztangi na przykład, bo coś ma z barkami, nie ma rotacji zewnętrznej stawu ramiennego, czy coś, to wtedy musimy coś pozmieniać, ale myślę, że jeżeli miałbym wybrać takie najlepsze ćwiczenie, to będzie przysiad.

Czy dużym błędem… Albo w ogóle czy to jest błąd, podstawienie sobie czegoś pod pięty, bo nie mam mobilności stawu skokowego, a chcę robić przysiady, to te sztangi z tyłu pod piętami, to błąd, czy nie?

W ogóle to nie jest błąd. I już mówię, dlaczego. Możemy albo podłożyć podpiętki albo użyć butów ciężarowych. Celem przysiadu jest zrobienie go w jak największym możliwym zakresie ruchu. Nie chcemy robić półprzysiadów, przynajmniej nie przez dłuższy okres czasu, nie chcemy robić ćwierć przysiadów, przynajmniej nie przez dłuższy okres czasu, możemy je robić bliżej startu, jeżeli chcemy, czy bardziej w specyficznym okresie, tak?

Tak. Tu się zgadza.

Ale celem ogólnie sprawności jest pełen przysiad. Więc żeby osiągnąć pełen przysiad na początku… Jeżeli ktoś przychodzi i jest nowicjuszem, to bardzo rzadko się zdarza, że ten pełen przysiad osiągnie, bo jest pospinany, jest słaby, tych zakresów, nie ma, boi się na przykład, bo ktoś mu powiedział, że to jest niebezpieczne, boi się o kolana, może miał jakieś urazy i kontuzje, i tak dalej. Jeżeli wszystko strukturalnie jest okej, nie miał nikt urazów, kontuzji, ktoś nie schodzi do przysiadu, to sprawdzamy staw skokowy przede wszystkim najpierw. Jeżeli staw skokowy nie jest mobilny wystarczająco, no to sam początek podkładamy podpiętki. Dla nas większą zaletą będzie pełen przysiad z podpiętkami niż półprzysiad bez podpiętek, bo w pełnym przysiadzie z podpiętkami osiągniemy znowu pełne zakresy ruchu, czyli pełne zgięcie w stawie kolanowym, staw skokowy będzie w pełnym zakresie pracował, [ns 1:09:41.8], ścięgno Achillesa, mięsień płaszczkowaty, dwójki, czwórki, pośladki, plecy, i tak dalej. Więc będziemy mieli pełne zakresy mimo tego, że tak jakby zmodyfikowaliśmy po prostu na dany moment ten przysiad, żeby ten zakres osiągnąć. W idealnym świecie chcemy dojść do momentu, gdzie nie będziemy tego używać, nie będziemy używać podpiętek, i tutaj przykład jest. Podam swój przykład, czyli badania na samym sobie, które wykonałem.

Najlepsze.

Artur może potwierdzić, bo też miał to sami. Ja już trenuję wiele, wiele lat, ale beż żadnych technik jakichś rozciągających, czy zwiększających zakres ruchu poprzez powtarzanie przysiadów, powtarzalność, zwiększanie siły, pracę w zakresie ruchu, jestem w stanie zejść naprawdę do pełnego, pełnego przysiadu, tyłek przy ziemi w pełnym zakresie ruchu, bez zapadania się łuku stopy, bez kolan do środka, z prostymi plecami, bez zawijania się miednicy, tylko robieniem właśnie przysiadów i innych ćwiczeń, bo kiedyś nie byłem w stanie tak jakby tego zrobić, schodziłem może do 90% i albo mi się schodziły kolana, albo zaokrąglała mi się miednica na przykład, więc wiem, że praca w pełnym zakresie ruchu przez długi okres czasu spowoduje, że te zakresy ruchu będą się stawały permanentne. Więc podkładanie podpiętki pod pięty, żeby ten zakres ruchu osiągnąć, na dłuższą metę da nam dużo więcej niż robienie półprzysiadu i próba osiągnięcia tego pełnego zakresu bez podpiętki, bo nie będziemy w stanie go osiągnąć i będzie dużo ciężej, i dużo dłużej nam zajmie, bo będziemy mieli tą restrykcję w stawie skokowym, ale jeżeli na ten moment sobie tą restrykcję wyeliminujemy, to wejdziemy w te zakresy, w które normalnie nie możemy wejść. Tak jakbyś komuś robił terapię manualną i ktoś wchodzi w zakresy, w które normalnie nie jest w stanie wejść. I teraz może te zakresy pójść i wzmocnić.

Na chwilę.

To jest najlepszy moment. Na ten moment, tak. Na ten moment, tak? Im bardziej będziemy to powtarzać, im dłużej to będziemy robić przez wiele lat, to będzie się to stawało bardziej permanentne. I cel jest taki, żeby to osiągnąć, już później żeby to było naturalne, żeby nie trzeba było tego powtarzać co chwilę i co chwilę się rozciągać, żeby te zakresy osiągać.

Tak, jest dla mnie chyba ważne, żeby robić przysiad, robić przysiad, żeby skakać, trzeba skakać.

Tak. Trzeba być specyficznym.

Dokładnie

Jeżeli ktoś chce coś robić, to musisz to robić. Tak jakby to jest proste, jeżeli pomyślimy o tym, ale czasami ludzie to komplikują i myślą, że trzeba robić coś innego, żeby robić dokładnie to, co mają zrobić. Więc jeżeli chcesz być dobry w przysiadzie, musisz robić przysiad, a nie tylko mobilność stawu skokowego na przykład.

Kiedy trzeba walczyć o, nazwijmy to, jakość wykonania ćwiczenia? Kiedy technika wykonania ćwiczenia już jest zła albo jakby ta sztanga jest za ciężka i już nadrabiam czymś innym? Mam nadrabiać, nie mam nadrabiać, mam walczyć o tą idealną, nie wiem, trajektorię podnoszenia sztangi, czy trochę mniej ważna, a ważniejszy jest ciężar?

Im większe doświadczenie, im większa intensywność, czy im większy ciężar na sztandze, tym technika będzie ważniejsza, bo ryzyko, że coś się stanie ze 150 kilo na sztandze, a z pustym gryfem, jest dużo większe. Więc jeżeli ktoś zaczyna u nas, jest kompletnym nowicjuszem, albo jest to na przykład dziecko, czy kilkunastolatek, czy kilkunastolatka, to wiemy, zakładamy z góry już, że ta technika od razu nie będzie idealna. I przyczepianie się do idealnej techniki u osoby, która robi trzeci raz przysiad ze sztangą na plecach, jest tak naprawdę nie na miejscu. Wiadomo, że to jest do pewnego poziomu, ale jeżeli coś tam jest minimalnie nie tak, kogoś chwieje, gdzieś tam trochę się schodzi kostka do środka, czy coś takiego, my na początku takie rzeczy zostawiamy, bo zauważyliśmy, że z biegiem czasu poprzez zwiększenie zakresów ruchu, zwiększenie siły i powtarzalności, którą… Jeżeli powtarzam, to przez jakiś okres czasu, a ta technika się sama poprawia bez wprowadzania jakichkolwiek specjalnych metod, chyba że naprawdę coś jest nie tak i mamy jakieś strukturalne problemy lub naprawdę zmniejszony zakres ruchu, poprzez jakieś urazy, kontuzje, i tak dalej. Więc na samym początku my pozwalamy na pewne wyjątki, jeśli chodzi o prawidłową technikę, bo zauważamy, że z czasem po prostu to znika. Do pewnego momentu, im większy ciężar… Bo może też tak być, że ktoś robi dobrze, a później jest większy ciężar i nagle się psuje, to wtedy wiemy, że wtedy to w tym momencie nie jest na miejscu, bo było dobrze, a teraz jest źle, więc jakby w tą stronę to nie działa. Jeżeli zaczniemy tak średnio, a się to poprawia, z czasem będzie coraz lepiej, na przykład ktoś jest w stanie zrobić tylko półprzysiad, później tam trochę dalej, później trochę dalej, jest progres tego z treningu na trening, czy z miesiąca na miesiąc, ale później tak jakby to nie jest tak, że się znowu psuje, bo jak się psuje, to znaczy, że coś się stało, że albo właśnie jest ciężar za duży, albo ktoś się nie skoncentrował, albo jest jakiś uraz, albo coś innego się stało.

Albo po prostu się nie wyspał.

Albo po prostu się nie wyspał. Tak. Więc na samym początku to jest okej, ale z biegiem czasu, im bardziej doświadczona osoba, im więcej tego ciężaru jest na sztandze, tym bardziej chcemy, żeby ta technika była idealna, żeby progres w wykonywaniu… Wiadomo, chcemy perfekcji, chcemy, żeby ktoś był idealny, ale ważniejszy jest progres, niż idealność, niż perfekcja. Więc chcemy, żeby to był progres, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, i tak dalej, żeby ktoś był coraz lepszy w tym, bo nie osiągnie tej idealnej techniki na drugim treningu siłowym u nas, czy gdziekolwiek.

Powiedziałeś, że w Stanach się nie mierzy. Jest mnóstwo takich maszynek do mierzenie, nie wiem, prędkości, ułożenia się sztangi, szczególnie, podejrzewam, przy pracy nad mocą. Kiedy to włączasz? Kiedy my chcemy człowieka zacząć tak jakby idealnie mierzyć, przy jakiej specyficzności, przy jakim sporcie? Czy Grażynka i Janusz muszą być mierzeni? Czy jest sport-amator, czy dopiero Joasia Jędrzejczyk i tam dopiero mierzymy, czy ta sztanga jeździ dwie sekundy, czy dwie i osiem dziesiątych?

Pierwsza odpowiedź, to: Grażynka i Janusz nie muszą być mierzeni praktycznie nigdy, prędkość poruszania się sztangi u nich jest praktycznie nieistotna. Zawodowi sportowcy mogą być mierzeni, ale nie muszą, i jeśli spojrzymy na te najlepsze ośrodki w Stanach, na przykład właśnie UFC Performance Institute, to tak, mierzą to. I myślę, że w takich ośrodkach z najwyższej półki, czy w NBA, czy w NFL, czy właśnie w UFC, to tak jakby oni muszą to zrobić, żeby pokazać, że te pieniądze są, że ta technologia jest i że nie tylko robimy przysiady ze sztangą, tylko mamy jakieś liczby, mamy jakiegoś Excela, mamy jakąś prędkość poruszania się sztangi, wnioskujemy coś, żeby wszyscy mieli robotę też do wykonania i żeby móc zatrudnić tyle osób, które mają.

Są potrzebne.

Ale też zauważ, że przez wiele, wiele lat, od zawsze tego nie było i osoby osiągały takie same wyniki lub czasami lepsze, i rekordy świata gdzieś tam są bite, ale te niektóre rekordy świata w lekkoatletyce…

Są niebite.

Tak, są niebite. Dopiero gdzieś tam to Bolt pokonał Michaela Johnsona, który w dziewięćdziesiątym, bodajże szóstym, roku chyba na 400 metrów rekord świata ustanowił, czyli tam dwadzieścia…

pięć lat póżniej.

Tak.

A skok… Trójskok chyba dalej jest niepobity przez tego Chińczyka, chyba nie?

Są rzeczy, które mimo technologii, mimo takich zaawansowanych… Co nie znaczy, że to nie pomaga, bo może pomóc, ale ja na przykład w swojej pracy… I Artur ma podobnie, podejrzewam… Naszym zdaniem dwa najważniejsze narzędzia trenerskie, na których zawsze można polegać i są niezmienne, to są oczy i uszy. I ja, im więcej doświadczenia, tym oczy widzą lepiej i uszy słyszą dokładniej. I ja widzę na przykład, wiadomo, że ktoś może się teraz ze mnie śmiać, ale ja widzę, czy sztanga porusza się szybciej czy wolniej, jestem w stanie swoimi oczami to zobaczyć poprzez to, że widziałem, jak porusza się sztanga milion razy w życiu, i wiem, jaką prędkość musi osiągnąć mniej więcej, żeby to było dynamicznie lub nie. Ale też parametrami treningowymi, które dobieram, czyli specyficznymi obciążeniami, jestem w stanie dobrać takie obciążenie i taką intensywność, żeby to się tak jakby w tej tabelce budowania siły, mocy, siły szybkościowej, siły reaktywnej, startowej, eksplozywnej, siły balistycznej… żeby to się zgadzało z procentami, żeby to się zgadzało z intensywnością. Jeżeli znamy te parametry i wiemy, jak dobrać, i znamy swojego zawodnika, i znamy, jakie obciążenia dobrać lub jakie narzędzia, to nie musimy tak naprawdę mierzyć tego, bo parametrami treningowymi czy doborem tempa, czy doborem ćwiczeń, jesteśmy w stanie dobrać tak ćwiczenia, żeby przygotować kogoś do startu. I myślę, że takie mierzenie tak naprawdę w formie testów jest okej, żeby zobaczyć, i w formie ponownych testów, żeby zobaczyć, czy jest jakiś progres, ale na przykład prędkość poruszania się sztangi ma swój limit, nie będziemy na przykład w stanie przez całe życie zwiększać szybkości poruszania się sztangi. Usian Bolt… Nie było tak, że on co roku biegał coraz szybciej, tylko w pewnym momencie tak jakby były podobne wyniki cały czas, i tak nagle później biegał coraz wolniej. A z treningiem siłowym jest tak, że progres może być stały przez naprawdę piętnaście lat kariery zawodniczej, a jeśli chodzi o taki progres prędkości czy szybkości, to często, po pierwsze, to jest w naszej genetyce i jest bardzo wysoko uwarunkowane genetycznie, czy jesteśmy szybkokurczliwi, czy jesteśmy szybcy, dynamiczni, a ta siła jednak nie jest tak bardzo uwarunkowana genetycznie, możemy sobie ją przez wiele lat budować. Więc myślę, że to jest fajne, żeby przetestować, żeby zobaczyć, fajne żeby sprawdzić ponownie, i ewentualnie, jeżeli ktoś przygotowuje kogoś na przykład do startu na przykład właśnie w sprincie na 100 metrów, czy przygotowuje skok wzwyż, czy coś, to wtedy jest okej, żeby im bliżej startu, te rzeczy stosować, żeby zobaczyć, czy prędkość poruszania się ciężaru jest rzeczywiście na takim poziomie milisekund, czy sekund, które chcemy osiągnąć.

Dwa szybkie pytania. I jedno długie. I kończymy. U was na szkoleniach są fizjoterapeuci? To krótkie pytanie.

Tak, są. I jest dużo.

Czego im brakuje najwięcej? Jak widzisz, patrzysz, nawet na dzień dobry, wchodzą fizjoterapeuci. Co jest zmora fizjoterapeutów na twoich szkoleniach?

Myślę, że…

Przejedź zawód. Możesz.

Myślę, że wielu fizjo skupia się za bardzo nad najmniejszymi detalami, nie patrząc globalnie na osobę i na to, że na przykład… To że mały palec jest nagle odwiedziony troszeczkę na zewnątrz może nie być do końca przyczyną bólu w barku, chociaż wiem, że czasem może tak być, ale myślę, że wiele osób, wielu fizjo skupia się za bardzo na detalach, takich bardzo, bardzo, moim zdaniem… ale też nie jestem fizjoterapeutą, ale pracuję z Kamilem, więc wiem, jak on pracuje, jakie on ma podejście, i nie ma takiego podejścia właśnie, więc dlatego jestem tutaj usprawiedliwiony, że mogę tak powiedzieć, bo Kamil pewnie potwierdzi, że wiele osób skupia się na najmniejszych detalach, a zapomina pracować właśnie po prostu nad sprawnością fizyczną czy nad siłą, ale te osoby, które u nas są, to wiem, że są u nas, bo właśnie chcą zacząć nad tym pracować i gdzieś tam ten trening siłowy chcą wprowadzać, bo inaczej by do nas nie trafili, bo to nie są szkolenia z fizjoterapii czy z terapii manualnej, tylko są z treningu siłowego, z przygotowania fizycznego. Więc te osoby, które są u nas, to wiem, że ci fizjoterapeuci na pewno chcą patrzeć na to bardziej ogólnie, ale też z pytań, które zadają czasami… to są bardzo specyficzne czasem pytania, że ktoś, nie wiem, trzyma sztangę milimetr w złą stronę na przykład, i czy to nie obciąży tam jego L4, czy tam L5, w zły sposób. Ja mówię: nie, nie do końca tak się zawsze dzieje, moim zdaniem. Więc to jest tak jakby jedna rzecz, która… Ale ja też mam takie inne, bardziej… nie wiem, czy można powiedzieć, takie twarde podejście, czy trochę bardziej szorstkie podejście do treningu. Nie zawsze się skupiam nad takimi detalami, ale też wiem, że te detale później… z doświadczenia to wiem, bo niektóre osoby… to też jest to, że doświadczenia nie możesz kupić… że niektóre osoby po prostu nie przerobiły wystarczającą ilość osób, żeby zobaczyć, że te rzeczy, o których mówią, są nieistotne. A ja widziałem już na przykład tyle osób, że wiem, że na przykład ta rzecz jest nieistotna, bo w ogólnym przygotowaniu, czy w ogólne zdolności fizycznej, to nie będzie robiło żadnej różnicy lub samo się naprawi. Więc to jest ta największa bolączka, moim zdaniem.

Ostatnie pytanko. Co ma zrobić fizjoterapeuta, trener, trochę o tym mówiłeś już na samy początku, ale tak, żebyś to uściślił, żeby być dobrym, po prostu żeby być dobrym, żeby być szanowanym, żeby pomagać ludziom?

Najważniejszą rzeczą jest, żeby chcieć się rozwijać i móc się rozwijać, to jest po pierwsze zdobywać doświadczenie, gdziekolwiek by to nie było, to zdobywać doświadczenie i nie oczekiwać, że ktoś będzie wam płacił od razu, czyli jeżeli jesteście w stanie znaleźć osobę, która dla was jest wzorem, czy to w kraju, czy za granicą, piszecie, dzwonicie, męczycie tą osobę, dopóki wam nie pozwoli przyjechać do siebie. Ja tak robiłem, Artur tak robił. I w tym momencie jedziesz tam, uczysz się od nich, powiesz, że chcesz tylko przyglądać się i nic nie robisz, inaczej, nie będziesz zawracał im tyłka, będziesz się tylko przyglądał, więc tak jakby to jest, moim zdaniem, pierwsza rzecz – że chcesz się uczyć od najlepszych i nie oczekujesz za to na początku żadnej zapłaty. Więc ta forma praktyczna, moim zdaniem, jest ważniejsza niż teoria, bo u nas wiele osób teoretycznie jest bardzo dobrych, jest bardzo dobrych z anatomii, z fizjologii, z biomechaniki, naprawdę są osoby dużo lepsze ode mnie, ale ja mam dużo więcej doświadczenia praktycznego od tych wszystkich osób. I wiem na przykład, że pewne rzeczy są nieistotne, albo jak zrobić coś, żeby coś poprawić, więc myślę, że praktyka i doświadczenie będzie numer jeden. A kolejna rzecz to są te rzeczy, o których mówiłem, czyli żeby trenować samemu codziennie, na sobie, czyli masz okazję sprawdzać na żywej osobie metody i podejście treningowe, czyli na samym sobie, i zobaczyć, jak się czujesz i jak to oddziałuje. Kolejna rzecz to żeby nie tracić żadnego dnia i żeby codziennie czytać, nawet jedno zdanie. Ja mam tak, że przed snem… Ja nie zasnę, jak nie otworzę kompa i nie napiszę czegoś, nawet jednego zdania albo kropki nie wstawię. Jak wstawię kropkę w zdaniu, w książce, w której piszę, to mówię: okej, zrobiłem coś, ledwo żyłem, ale zrobiłem tą kropkę. Więc żeby codziennie coś zrobić, cegiełka po cegiełce, cegiełka po cegiełce, do celu. Tak więc czytanie i pisanie dzień w dzień, na początku wiadomo, nie wszyscy są pisarzami, nie wszyscy będą pisać książki i artykuły, ale myślę, że pisanie nawet dla samego siebie, nie musi to być nigdzie publikowane, będzie powodowało to, że będziesz się uczył, będziesz się rozwijał, będziesz musiał znajdować te informacje gdzieś, żeby to przelać na papier. Więc musisz najpierw przeczytać, później przeczytać. Więc doświadczenie praktyczne, czytać i pisać dzień w dzień. A, i trenować samemu sobie.

I tym pięknym zakończeniem zakończymy podcast „Dachowski pyta”. Moim gościem był…

Mirosław Babiarz.

Dziękuję ci bardzo. I mogę powiedzieć, bo nagrywamy to tuż przed Wigilią: wesołych świąt wszystkim, i tobie również, Mirku, wszystkiego dobrego.

Również wszystkim wesołych świąt, i tobie również.

Dziękuję ci bardzo. I to był podcast z serii „Dachowski pyta”, i siedemdziesiąty chyba trzeci odcinek tego podcasu, i mam nadzieję, że już odsłuchaliście wszystko. Jeżeli nie, to musicie wejść na Spotify, iTunes, i zobaczyć, co jeszcze was interesuje, i o co, i kogo pytał Dachowski. A więc do zobaczenia w kolejnym odcinku z tej serii.