Sandra Osipiuk-Sienkiewicz – oddychaj przez nos, usta są do jedzenia S01E44

Sandra Osipiuk-Sienkiewicz – oddychaj przez nos, usta są do jedzenia S01E44
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Zapraszam Was do wysłuchania super ciekawej rozmowy z Sandrą Osipiuk-Sienkiewicz.

Gwoli wstępu – Sandra to magister fizjoterapii legitymująca się dyplomem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Specjalizuje się w odbudowie posturalnej i reedukacji oddechowej. Absolwentka kursów Postural Restoration Institute, Oxygen Advantage oraz certyfikowany Instruktor metody Butejko. Pracuje z dziećmi i dorosłymi, którzy zmagają się z problemami oddechowymi i wadami postawy.

Przez wiele lat związana była z Kliniką Pneumonologii i Alergologii Wieku Dziecięcego WUM. Mówca TEDxWarsaw 2018. Redaktor merytoryczny „Fizjoterapii Funkcjonalnej”. Autorka prac naukowych z zakresu fizjoterapii. Publikowała artykuły m.in. w „Medycynie Sportowej”, „Terapii”, „Pediatrii po Dyplomie” i „Alergologii Polskiej”. Współautorka podręcznika medycznego „Pulmonologia Dziecięca”. Fizjoterapeuta w klinice Fizjo4Life i szkoleniowiec Blackroll® Therapy.

Skąd rehabilitacja – zainteresowanie medycyną, biologią, grała w kosza od dziecka amatorsko
Na studiach bardzo się odnalazła – od razu wyszła z założenia, że bedzie leczyć ruchem, zaczynała od pracy z dziećmi, niania, przygotowanie pedagogiczne.

Absolwentka WUM – najwięcej korzysta z neurologii w swojej pracy fizjoterapeuty.
Więcej z biomechaniki czy anatomii nauczyła się poza studiami. Ale przez to, że pracuje ruchem, to neurologia właśnie, choćby PNF & bobaty??

Fizykoterapię by usunęła ze studiów, oczywiście. 6 lat po studiach i ani razu nie pracowała fizykoterapią.

Praktycy powinni uczyć, osoby, które podchodzą z pasją.

Z czego było pierwsze szkolenie albo kiedy, bo uczelnia to nie wszystko? Kinesio, bo go wygrała.
Potem skoliozy, a potem PRI.

Kiedy zaczęła się fascynacja oddechem – od razu po studiach podczas pracy na oddziale pulmonologii

O metodzie Butejki, historie z życia wzięte. Razem PRI i Butejko super efekty i czemu

Jakie szkolenia by poleciła, od czego zacząć uczyć się terapii oddechu?

Kiedy stwierdziła, że może uczyć innych.
Najpierw pisała do czasopism, potem TEDx, do dziś woli pisać niż mówić. Stąd też ebooki.
Możesz mieć ogromną wiedzę, ale też musisz umieć ją przekazywać.

Nie rozmawia z ludźmi przez telefon.

Stres nas zabija, a tego nikt nie uczy. Stąd “oddech w stresie” i sukces tego ebooka

Stres nie jest zły. Dopiero jego postrzeganie i ciągłość sytuacji stresowej są destrukcyjne. Co z higieną snu?

Dziecko to nie jest mały dorosły. Kiedy można badać oddechowo dzieci – w przypadku, gdy mamy do czynienia ze zdrowym ogólnie dzieckim
Oddychaj przez nos, usta nie służą do wydechu. Usta są do jedzenia.

Co ludzie robią ze swoim życiem nie tak – o tym, że ludzie się nie ruszają. O sceptycznym podchodzeniu do badań, pacjentów, wniosków innych

► Studiowanie fizjoterapii
► Trening poprzez oddychanie nosem
► Problem braku ruchu
► Rady dla młodych fizjoterapeutów

Transkrypcja podcastu:

Michał Dachowski: Witam wam serdecznie w kolejnym odcinku z serii „Dachowski Pyta” – to rozmowy ze znanymi i nieznanymi osobami, które zajmują się ciałem, zajmują się tym, żeby leczyć, żeby lepiej trenować. Dlatego moim gościem dzisiaj jest:

Sandra Osipiuk-Sienkiewicz.

Czyli teraz już podwójne nazwisko?

Tak.

Od dawna?

Już od…

Ale wtopa!

Ale wtopa. 14 miesięcy.

Czym ty się zajmujesz?

Dzieckiem [śmiech].

[śmiech] Z tego tematu raczej cię nikt nie zna, chociaż jak obserwuje twój Instagram to rzeczywiście może tak być.

Zajmuję się treningiem oddechowym i rehabilitacją oddechową, głównie.

Skąd się u ciebie wzięła rehabilitacja?

Już na poziomie studiów, czy później?

Studiowanie fizjoterapii

Dlaczego wybrałaś studiowanie fizjoterapii? Bo modna? Bo miałaś kontuzję, czy coś jeszcze innego?

Zawsze mnie interesowała medycyna i biologia i chemia. Naturalnie wychodziło, że będzie to kierunek medyczny. Oczywiście, jak każdy w którymś momencie, jak przystało na biochemia – chciałam iść na medycynę. To było pierwszym celem. W trakcie liceum wiedziałam już, że trzeba mieć alternatywne opcje, a zawsze lubiłam sport. Grałam w koszykówkę, nie na profesjonalnym poziomie, ale amatorsko grałam od dziecka. Lubiłam się ruszać, lubiłam WF, nigdy nie miałam zwolnienia. Chociaż nie – tutaj kłamię – bo raz miałam zwolnienie z WF.

Ale nie stałe, tylko coś się działo?

Tak, coś się działo. Moja koleżanka była na fizjoterapii i dużo mi o tych studiach opowiadała. Właśnie tutaj na WUM-ie w Warszawie i pomyślałam, że może to jest to, może to jest kierunek, w którym powinnam pójść. I rzeczywiście, jak już zaczęłam studiować, to czułam, że to jest naprawdę coś, co bym chciała robić później. Powiedzmy, że może nie do końca wiedziałam z czym to się je, ale jak już byłam na studiach to nie chciałam ich zmieniać.

Jakie miałaś wyobrażenie o rehabilitacji, że co będziesz robić?

Leczyć ruchem.

Od razu tak myślałaś?

Ja od razu z takich nastawieniem poszłam. Z resztą pracowałam u ciebie, więc wiesz, że ja żadnych manualnych nie mam. Od początku nie chciałam tego robić. Od początku kojarzyło mi się to z pracą z dziećmi, bo bardzo lubiłam, na początku, pracę tylko z dziećmi. I dużo z nimi pracowałam. Jak byłam na studiach to byłam nianią przez całe studia, więc dla mnie to było takie przedłużenie pracy z dziećmi – ta możliwość pracy ruchowej. Mam też przygotowanie pedagogiczne, więc ja się bardzo w tym kierunku…

Szłaś na rehabilitację już z jakimś planem, co będę robiła po studiach?

Nie, to raczej bardziej w trakcie studiów…

Zainteresowała cię osoba która to prowadziła? Ania?

Tak, tak.

Ania też była gościem podcastu, więc należy się cofnąć do Ani Jaroń i zobaczyć kto Sandrę zainspirował do pracy z dziećmi. Pokazała ci jakieś techniki, które cię zafascynowały?

Ania pracowała już metodą oddechową, metodą „AFE”, która bardzo mi się spodobała. Z resztą cały zespół, który mieliśmy w szpitalu, pracował bardzo mocno oddechowo, więc od razu ta „oddechówka” się pojawiła. Nie tylko szkoła, nie tylko studia sprawiły, że chciałam pracować z dzieciakami. Moja mam była dyrektorem przedszkola przez wiele lat. U mnie w domu to, że były dzieci to było coś normalnego. Myślę, że taką miłość do dzieci wyniosłam z domu. Jak zaczynałam widzieć, co ja mogę robić po fizjoterapii to widziałam, że można wybrać specjalizację, więc pomyślałam, że będzie to pediatria. Potem jeszcze trafiłam, między innymi, na Anię, która była młodą doktorantką, która miała w sobie pasję i chęć, zarażała pracą z dzieciakami. I tak naturalnie, już po licencjacie, jak tylko miałam dyplom to zaczęłam pracować z dziećmi. I wady postawy to była taka pierwsza, która mnie w tym trzymała. Na początku myślałam, jak każdy z nas, że wady postawy to tylko dzieci i dlatego zaczęłam pracować z wadami postawy, co później się okazało, że można też pracować z dorosłymi. Taki mix sprawił, że od razu po studiach magisterskich – w lipcu się obroniłam – w październiku już pracowałam w szpitalu pediatrycznym.

A ze studiów jeszcze, jakbyśmy się centymetr cofnęli?

Ło, trzeba się skupić.

Który przedmiot był taki, że to tej pory go wykorzystujesz? Do tej pory jesteś w stanie z niego korzystać i wiedza, która tam była – była okej? Dodajmy, że skończyłaś warszawski WUM, czyli Uniwersytet Medyczny.

Dla wielu osób, które kończyły za moich czasów.

Za moich czasów.

Tak, trochę się zmieniło. Do tej pory najwięcej korzystam z neurologii.

To rzadko tutaj mówiona sytuacja. Najczęściej jest wymieniana anatomia i biomechanika.

Anatomia i biomechanika – myślę, że to jest oczywiste, ale prawda jest taka, że się więcej nauczyłam poza uczelnią. Aczkolwiek mieliśmy bardzo dobrze prowadzoną kinezjologię, gdzie dużo było biomechaniki. Rzeczywiście to są takie podstawy, ale to może dlatego, że ja więcej pracuje ruchem to dlatego neurologia, bo tam poznaliśmy PNF i Bobathy. Zapomina się o tym, że PNF jest metodą, która w dużej mierze wykorzystuje ruch. Tam poznaliśmy dużo technik…

W ogóle tam chyba manualki nie ma?

Są tam te techniki…

Hold-relax, tak?

Coś w tym stylu, ale to dalej jest praca ruchowa z ciałem. Tam się pracuje też na wzorcach ruchowych i Bobathy, gdzie jest praca tułowia – to jak powinno… Rozwój dziecka, metoda NDT-Bobath w dużej mierze jest oparta, ta baby, na tym jak rozwija się dziecko w pierwszym roku życia.

I potem powstaje DNS [śmiech].

I w którymś momencie powstaje DNS, dokładnie. Tam nas cisnęli. Z neurologii byliśmy ciśnięci ostro [śmiech]. Jak ktoś studiował, za moich czasów, neurologię to profesor Kochanowski bardzo dbał o to, żebyśmy oblewali. Miałam na licencjacie tzw. super-komisa, czyli dwa razy było oblane.

Kapania wrześniowa.

Nie, to było inaczej. Żeby zostać dopuszczonym do egzaminu, trzeba było zaliczyć zajęcia. I tam były właśnie takie zaliczenia, pawie jak egzaminy, ale one dopiero do tego egzaminu dopuszczały. Ja na licencjacie dwa razy do oblałam. Później bardzo się uczyłam do tego trzeciego, bo wiedziałam, że jak tego trzeciego terminu nie znam to oblewam rok. Oni nie dopuszczali wtedy do egzaminu i bardzo dużo osób, może ze 30 nawet, zostało niedopuszczonych. Musiały powtarzać cały roku, więc presja była duża. Bardzo się wtedy tej neurologii uczyła i zdałam na szczęście. Później napisałam dobrze egzamin. Na studiach magisterskich już nie miałam z tym problemu. Nawet mogę się pochwalić, dla mnie to jest do tej pory sukces – z egzaminu na magisterce dostałam 4+ z neurologii.

Czyli nie uczyłaś się na „ZZZ”?

Jak już była taka presja to tak. Myślę, że między innymi dlatego korzystam dużo z neurologii. Musieliśmy to umieć. Było też bardzo dobre zaliczenie praktyczne. Pracowaliśmy wtedy głównie z osobami po udarach – była ostra „udarówka” i ta, gdzie już ktoś miał wychodzić z oddziału w lepszym stanie. Ja często pracowałam na tej ostrej, więc musieliśmy robić dokładne badanie neurologiczne, wszystkie nerwy czaszkowe sprawdzać. Potrafił przyjść prowadzący i zapytać, dlaczego coś robisz? Wtedy to było ciężkie i klęliśmy, że musimy pisać epikryzy. „Po co nam to?! Po co mam to robić?”, a teraz do doceniam, że nas wtedy cisnęli. I oczywiście teraz tego wszystkiego nie pamiętam, bo wiele rzeczy jest zbędnych, ale te podstawy, które dali nam wtedy – naprawdę, do tej pory, wykorzystuje.

Jak byś miała coś usunąć z programu studiów, który zrobiłaś?

Oczywiście, że fizykoterapię [śmiech].

[śmiech]

Z fizykoterapii miałam poprawkę. W ogóle, jeśli chodzi o egzaminy to miałam…

Może ilość tej terapii, bo ilość tego jest przerażająca.

Tak, jest przerażająca. Później jeszcze była ta druga wersja, gdzie się sanatoria uczyło.

Balneologia.

Tak, tak.

Burzyński i ten…

Tak, tak te klimaty. Miałam dwie poprawki na studiach – z egzaminu z anatomii i z fizykoterapii. Później już, przez studia, nie miałam żadnej poprawki. Z anatomii, bo było ciężko.

Bo są szpilki.

Tak, ja za pierwszym razem szpilek nie przeszłam. I później była ta fizykoterapia i ja autentycznie tego nie zdałam, bo nienawidziłam się tego uczyć. To było dla mnie… zapamiętanie…

Za dużo cyferek?

Tak, za dużo cyferek, te przedziały. W ogóle, ja tego nie czułam kompletnie. Jakoś mnie to nie przekonywało też. Oczywiście uważam, że trzeba coś wiedzieć na ten temat, ale ja jestem po studiach 6 lat i nigdy nie pracowałam fizykoterapią. Ani jednego dnia.

To dobrze [śmiech].

W szpitalu czasami robiliśmy zabiegi, ale to w ogóle nie to, co było. To była inna sprawa.

To już się włączy maszynkę, ból kolana i tyle. Nie było tych dawek, te maszyny są już zupełnie inne dzisiaj.

W szpitalu mieliśmy ten sprzęt, ale wykorzystywaliśmy go w inny sposób, bo… Nie było oddziału dziennego, więc mieliśmy laser, ale ten laser były wysokoenergetyczny, którego na studiach nigdy nie widzieliśmy – do leczenia, na przykład, oparzeń. Dużo na oparzeniach pracowałam, myślę, że to jest ciekawe. Zajmowałam się oparzeniami u nas w szpitalu. I właściwie tyle, nic więcej. A musiałam się uczyć wszystkich. Wiadomo, że nie wiadomo kto, gdzie trafi. Ale ile jest jednostek chorobowych, które można leczyć tylko fizykoterapią?

Nie będę odpowiadał na to pytanie [śmiech].

No właśnie. To by trzeba trochę odświeżyć. Zbędną… w zasadzie nie, że zbędną. Bo to widzisz – usunąć całkiem. Raczej zmniejszyć ilość godzin.

Albo zmienić program.

Tak.

Albo czasami prowadzącego.

To też prawda.

Dla ciebie neurologia była fajna, bo miałaś konkretnie życie ułożone… Tak samo na AWF-ie jest profesor, który jest szefem KIF-u i te zajęcia były fajne.

Też byłam kiedyś u niego na zajęciach.

Wypadło mi nazwisko… Krawczyk.

Tak. Byłam na kole naukowych i była różnica.

Jechał ostro z tymi pacjentami. Wyglądało jakby pracował z olimpijczykami, a nie z udarowcami. Co pokazało taką „wooow”, jak oni mogą tak ćwiczyć.

I takie osoby powinny uczyć.

Praktycy?

Praktycy. Osoby, które podchodzą, do tego co robią, z pasją. Niestety nie zawsze tak jest. I nie tyczy się to tylko studiów.

Wszystkiego. Pamiętasz swoje pierwsze szkolenie – z czego było?

Łooo. Pierwsze szkolenie…

Albo kiedy zaczęłaś się szkolić poza uczelnią? Zauważyłaś, że uczelnia to nie wszystko?

Muszę pomyśleć.

Ja wiem, bo sprawdziłem dzisiaj.

Hmmm…

To, co wszyscy. Chyba, że masz błąd na poziomie strony to wtedy nie taping. Ale pierwszy masz taping.

Tak, mam taping. Ale wiesz co, ja wygrałam ten kurs. Robiłyśmy na licencjacie badania, bo działałam w kole naukowym i dostałyśmy jakieś wyróżnienie. I dostałyśmy możliwość zrobienia tego kursu. I tylko dlatego go zrobiłam. Ja pewnie bym go nie zrobiła. Bo taping mi się kojarzył wtedy ze sportowcami, a ja nie myślałam, że będę pracowała ze sportowcami. I to dlatego.

A pamiętasz co sobie sama wybrałaś jako pierwsze?

Oczywiście – PRI.

PRI był pierwszy?

Skoliozy chyba były wcześniej, ale to dlatego, że na PRI czekałam. Skoliozy były pierwsze, co wybrałam, bo już mi było to potrzebne w pracy.

PRI to nie jest modne szkolenie w Polsce, nie wiem ile osób to ma.

Stosunkowo mało.

Jak do tego dotarłaś? Jak to wyniuchałaś? To szkolenie, które ci będzie potrzebne i jest dla ciebie wartościowym szkoleniem?

To jest długo historia [śmiech]. 1990 przyszłam na świat…

[śmiech]

Tak serio to musimy znowu wrócić do studiów. Myślę, że teraz wyjdzie, że ja jestem kujonką.

Jak ktoś w kole naukowym jest i zdobywa nagrody, to już to powiedziałaś.

[śmiech]. Ale ja nie byłam kujonką.

Osoba, która miała dwie poprawki nie mogła być kujonką. Uczyłaś się, czego chciałaś?

Zacznijmy od tego, że na początku byłam typowym studentem. Zakuć, zdać, impreza. To się działo.

Z okularami tak nie wygląda.

Wtedy chodziłam w soczewkach. Już znalazłam męża to wiesz [śmiech].

[śmiech]

Chodzę w okularach. Nawet pani od fizykoterapii mówiła na nas gwiazdy, ale nie w pozytywnym znaczeniu. Tylko „teraz na was czas, gwiazdy”. Później zaczęłam się czyś interesować. Jak już zaczęłam się interesować to zaczęło mi zależeć. I to, na czym zaczęło mi zależeć naprawdę to była moja praca magisterska.

Pamiętasz temat?

Tak. Dokładnego nie powiem, ale chodziło o ocenę wad postawy u dzieci chorujących na astmę. To wyszło z tego, że poznałam te technik oddechowe, zaczęłam widzieć to powiązanie. Wady postawy, więc super, ja chciałam oceniać dzieciakom wady postawy. Później chyba przeczytałam jeden artykuł, szukałam pomysłu na temat magisterki i trafiłam na ten. To jest ciekawa rzecz, bo pisałam pracę magisterską w klinice, która nie podlegała pod nasz kierunek. Pulmonologia była zupełnie gdzie indziej i tam nie było terapii dzieci, to nie był oddział pediatryczny. Na zajęciach, gdzie my mieliśmy pediatrię, nie było pulmonologii, więc nie było dzieci chorych na astmę. Razem z koleżanką zgadałyśmy się, że tam jest fajny profesor, o czym powiedziała nam opiekunka naszego koła naukowego. Powiedziała, żeby iść do niego, do tej kliniki, z naszymi pomysłami i on może się zgodzi, mimo iż na tym oddziale nie było fizjoterapii. I on rzeczywiście się zgodził. Przyprowadził dwóch lekarzy, którzy nie mają w ogóle zajęć z fizjoterapią i powiedział, że to są dwie studentki, które chcą pisać prace magisterską z oddychania. A oni tak siedzieli. Profesor posadził nas na kanapach koło siebie. Oni musieli być mili dla tego profesora, my to byłyśmy takie malutkie jak tam siedziałyśmy. Widać było po twarzach tych lekarzy, że oni nie są szczęśliwi, że my przyszłyśmy. Ale prawdopodobnie, może profesor potrzebował… Wiadomo, jakaś działalność naukowa się przydaje na oddziale. Powiedział wtedy coś, co bardzo dobrze pamiętam. Była moja pani doktor Anna Zawadzka-Krajewska i drugi lekarz. Profesor powiedział, że nie wie jak się podzielimy i, że może tak skosie. Po tym skosie trafiłam na panią doktor i myślę, że to było jedno z najważniejszych wydarzeń w mojej karierze zawodowej, bo gdybym trafiła do tego drugiego to nie wie jakby było. Współpraca z panią doktor była na początku trudna, ona jest bardzo surową osobą i się jej bałam. Nie pod względem negatywnym, ale może z takiego szacunku wręcz. Był między nami duży dystans, ale jak usłyszała temat mojej pracy to powiedziała, że super, że ona od zawsze widzi ten problem w swoim gabinecie i ona bardzo się cieszy, że to zrobimy. Wtedy naprawdę wszystko o co ją prosiłam to załatwiała. Ja przestałam nie wiem ile godzin pod jej gabinetem. Do poradni mnie wzięła i czekałam. Jak tylko ktoś wchodził do niej to po wyjściu szedł do mnie na badanie postawy ciała. Oczywiście w tych widełkach, jakie miałyśmy wybrane. Przez pół roku stałam u niej pod gabinetem, dwa razy w tygodniu i badałam te dzieciaki.

Badałaś pod kątem postawy, czy od razu oddechu?

Jeżeli chodzi o ten cały protokół to była tam postawa ciała, były proste testy oceniające ruchomość ciała, były też wizualne oceny, to się chyba nazywa SZOP – Szczegółowa Ocena Postawy Ciała. Taki prosty test.

Polski, śmieszny wymysł?

Z jednej strony niby tak, ale jak się pogrzebie w literaturze światowej to się to pokazuje. Może w innych wersach. Był stosowany w badaniach. To jest kolejna długa historia, gdybym miała o tym mówić. W każdym razie, sprawdzałyśmy to, ona kwalifikowała jaka jest kontrola astmy, pod swoim kątem, żeby te dzieciaki co do mnie trafiają to była taka czysta grupa. Później trzeba było powyciągać z tego wnioski i wyszły. Później tę pracę przedstawiałam na sympozjum i wygrałam wtedy z tą pracą.

I skąd te PRI się wziął? Bo to było pytanie [śmiech].

Jak napisałam tę pracę magisterską to od razu mi zaproponowano, żeby napisać artykuł do Alergologii Polskiej.

Kto ci zaproponował? Kto cię wciągnął w takie rzeczy?

Profesor i ta pani doktor. Mówiłam, że srogo było na początku, ale jak ona zobaczyła nasze zaangażowanie i to, co nam wyszło – to naprawdę chciała mi pomóc i powiedziała, że powinniśmy to ciągnąć i że powinnam zrobić z tego doktorat. Mój doktorat też jest bardzo ciekawym tematem, moglibyśmy długo rozmawiać. Chciała mi umożliwić wszystko, co dało się zrobić, więc mi razem z profesorem zaproponowali, żebyśmy opublikowali artykuł i napisałam go. Jak grzebałam do niego to znalazłam metody PRI. Okazało się, że wszystko, co napisałam w swojej pracy magisterskiej, w części teoretycznej, już gdzieś funkcjonuje. Ja pisałam na podstawie wcześniejszego piśmiennictwa i okazało się, że doszłam do podobnych wniosków, jak ktoś już gdzieś doszedł. Pomyślałam, że to jest to. Potem się pojawiło coś takiego, że muszę zrobić tę metodę, bo nie wyobrażam sobie teraz, żeby nie. Później jak zobaczyłam, że w Polsce tych kursów raczej nie ma.

Stany.

Stany, więc finansowo na tamten moment, z resztą i na ten moment byłoby ciężkie, żeby tam pojechać i zrobić ten kurs. Okazało się, że jest Michał Niedzielski. Polak, który w tym instytucie pracował i który szkoli od niedawna w Polsce.

Tak szybko ja zaczął, tak szybko skończył.

On miał kilka podejść. To jest też ciekawa historia [śmiech]. On z tą metodą kiedyś przyjechał. Ściągnął tutaj w ogóle [Rona Chruszke? 0:22:27] do Polski.

On jest ich głównym…

Tak, on jest założycielem tego. Opracował tę metodę. Jest to absolutnie genialna metoda.

Przyjechał i się u niego uczyłaś?

Nie. U Rona nie. U Michała. Ron chyba przyjechał jak ja pewnie byłam w gimnazjum. Nie chce poprzekręcać całej historii, ale chyba był jakiś kongres dla fizjoterapeutów. Ron miał wygłosić 2-3 godzinny wykład. Podobno go nie dopuścili, żeby mówił więcej. Profesorowie polscy nie pozwolili mu dłużej mówić, bo on nie ma profesury. Wiesz, że tu gość nie wiadomo skąd będzie tu w Sali Kongresowej gadał 3 godziny o jakiejś metodzie. Nie da się tego wytłumaczyć w pół godziny, żeby ktoś to zrozumiał i się zniechęcił. Bardzo dużym problemem jest bariera językowa.

Trudno jest to przetłumaczyć na język polski?

Wiesz co, trudno jest to zrozumieć po angielsku. To jest ten problem. Tak nam Michał tłumaczył. Z PRI jest ten problem, że jak ktoś nie jest fluent z angielskiego to ciężko jest zrozumieć. Między innymi z tego powodu ta metoda nie jest tak popularna w Europie. Ale w Australii…

Japonia z tego co widziałem.

Australia, Japonia i USA. Japończycy studiują w dużej mierze w Stanach, więc też są fluent i rozumieją tę metodę. W Stanach jest normalne, że jak ktoś pracuje z zawodnikach na takim elitarnym poziomie to ma PRI. Wiadomo, że to jest jedna z koncepcji, ale w pewnym sensie wypada go mieć. W Polsce się ta metoda nie przyjęła, a mieliśmy polskiego instruktora, więc lepiej nie może być. Tłumaczył wszystko po polsku.

Mamy, bo on żyje [śmiech].

Mówię, że mieliśmy, bo na razie jest ciężko z organizacją.

Właśnie nie wiem czemu, będę o ten temat walczył, żeby to zrobić.

Na razie są ciężkie czasy na takie szkolenia. Michał cały czas mieszka w Stanach. Ale ja sobie dorobiłam, w zeszłym roku, kurs, które mi brakowało z tych podstawowych. Teraz moim marzeniem jest, żeby zdobyć certyfikat, żeby być certyfikowanym terapeutą, ale to by trzeba zrobić w Stanach.

Kiedy zaczęła się u ciebie fascynacja oddechem?

Właśnie wtedy.

Tuż po studiach zaczęłaś wierzyć, że to jest…

Tak, tak. Ja zaczęłam od razu pracować na oddziale pulmonologii. Przez to, że cały czas pracowała tam moja promotorka to jak były wszelkie, jakieś…

Ona tam cię wzięła?

Tak, ona mnie tam wzięła.

Czyli nie szukałaś pracy, tylko sama cię znalazła?

Tak. Opłacało się.

Opłacało się być fajnym [śmiech].

Opłacało się być ambitnym, może tak powiem.

Tylko wiele osób może powiedzieć, że w szpitalu to nie są wielkie pieniądze i to nie są super akcje, które można… Można się rozwinąć naukowo, wiedzowo, ale finansowo to ciężko przeżyć.

Dlatego już tam nie pracuje. To nie była łatwa decyzja dla mnie. Długo zwlekałam z tym, żeby przestać pracować w szpitalu. Finansowo gorzej być nie może, dla fizjoterapeuty. Możliwości, które mi dała praca tam, bycie w środowisku naukowym, bo to był szpital kliniczny WUM. Kolejna sprawa to wyjątkowe przypadki, doświadczenie zawodowe. Pracowałam też z doświadczonym zespołem, co ma naprawdę dużo plusów, bo możesz czasami porozmawiać o przypadku, który drugi raz się przytrafia w Polsce.

Jeden na milion.

Tak. Tak, jak ostatnio mówiłam, bo w kontekście PRI bardzo ważna jest nasza asymetria anatomiczna. Miałam kilkoro dzieci, które miało odwrócenie trzewi i pracowałam z nimi. Statystycznie rzadko się zdarza.

Nierealne w gabinecie prywatnym.

Dokładnie.

Albo tego nie zauważysz, że tak jest.

Nie da się. Ileś czasu fajnie jest pracować. Gdyby warunki finansowe były dużo lepsze to bym chciała jeszcze ileś czasu tam pracować. W którymś momencie… no, musisz żyć. Od początku właściwie, jak zaczęłam tam pracować, zaczęłam gromadzić doświadczenie to nadal szukałam dodatkowej pracy. Od pierwszego roku, jak skończyłam, naprawdę dużo pracowałam. Po 6 dni w tygodniu, w kilku gabinetach, w różnych miejscach. Praca 6 dni w tygodniu po 12 godzin dziennie nie jest mi obca, bardzo długo tak pracowałam. W którymś momencie, gdy widziałam, że zaczynam coś więcej pisać, naukowo coś działać, widziałam, że nie mam czasu i sił tego robić i, że muszę z czegoś zrezygnować. Był taki moment, że zwolniłam się z jednej pracy, pracowałam tylko w szpitalu i nie wiem, czy już w Fizjo4Life pracowałam, nie pamiętam tego.

U nas chyba zaczęłaś pracować jak skończyłaś w szpitalu. To była chyba taka zamianka.

Chyba się pokrywało, że przez rok pracowałam tu i tu.

Oj nie, wydaję się mi się, że nie. Ale nieważne.

Nieważne. Pamiętam, że wsiadałam w tramwaj pod szpitalem, który bezpośrednio jechał tutaj, więc przez pewien czas musiało się to pokrywać. Wiadomo, kasy miałam mniej, ale miałam więcej czasu, żeby się rozwijać i coś robić. Autentycznie się do tego przygotowywałam. Oszczędziłam kasę, żeby móc przez jakiś czas  nie pracować, żeby się skupić na pacy, wtedy też miałam czas, żeby się przygotowywać do TEDx, bo akurat wtedy też się zaczynała ta akcja. Bardzo metodycznie to wszystko opracowałam i się przygotowałam. I w którymś momencie mogłam zrezygnować z pracy w szpitalu. Tutaj się pojawia ciekawy temat mojego doktoratu. Jak ja kończyła magisterkę to broniła się w lipcu, a nabór na studia doktoranckie był wtedy w kwietniu. Mogłam brać udział w kolejnym, uzupełniającym i nie było już miejsc. Wtedy zaczęłam już pracować w szpitalu i zrobiła się taka trochę wygodna, trochę niewygodna wygodna sytuacja, że ja już pracowałam…

Po co mi to.

Nie. Ja chciałam cały czas to robić. Tylko można robić doktorat bez studiów doktoranckich, przynajmniej wtedy tak było można, bo teraz wiem, że się przepisy zmieniły. I cały czas coś działałam, pisałam artykuły, pisałam parę wniosków o grant, żeby kupili mi sprzęt do oceny postawy ciała, żeby to nie był ten SZOP, tylko coś innego. Oczywiście ciągle nie było w klinice pieniędzy, ale ja coś tam cały czas robiłam. Później też prowadziłam pismo merytorycznie. Działałam, a klinika nie musiała nic we mnie inwestować. Zaczęło się robić to dla nich takie wygodne. Jak się zwalniałam ze szpitala to przyszłam do profesora i powiedziałam, że chce iść teraz na studia doktoranckie tak normalnie, żeby mieć stypendium i robić to, co robię dalej. Nadal byłabym związana z kliniką, ale mogłabym się dalej rozwijać zawodowo, robić to wszystko, co teraz robię. I niestety się nie dogadaliśmy.  

Doktorat to już nie?

Może kiedyś. Myślę, że na innych warunkach, gdzieś indziej. Na razie to odłożyłam, ale chciałabym kiedyś to zrobić i nie dlatego, żeby mieć „Dr” przed nazwiskiem tylko, żeby te wszystkie moje tezy posprawdzać. Sama tego nie sprawdzę, bez pomocy jakiejś uczelni. Może inna uczelnia, zobaczymy. Szkoda, że tak wyszło, bo myślę, że fajne rzeczy mogłabym zaproponować. Jest jak jest.

Inne szkolenia to był Butejko i Oxygen Advantage.

Tak.

Jak one się mają, co do PRI – to się wyklucza, uzupełnia?

Uzupełnia się. Swoją drogą, jeśli się dłużej siedzi w PRI to oni też mówią o tym, o czym mówią te metody. Tylko mówią to jako teoria, a nie proponują rozwiązań praktycznych, dlatego jak już zaczęłam w tym oddechu siedzieć to zobaczyłam, że kolejną fajną metodą będzie Metoda Butejki. Też pisałam podanie, żeby mi szpital zasponsorował to i się nie udało niestety. Na fizjoterapeutów nie było pieniędzy w tym szpitalu. W końcu sama uzbierałam i zrobiłam. Te dwie metody dają razem super efekty, bo dużo ćwiczeń z PRI będzie ci hiperwentylowało. Jest bardzo dużo głębokiego oddychania dolnożebrowego, ale ono jest zawsze na tej większej objętości, więc można pacjentom przehiperwentylować. Tak samo pompując balony, niestety. Trzeba oczywiście uważać, oni tam robią pauzy bezpieczeństwa po, ale niestety tak jest. Jeżeli brakuje elementy później redukcji tego oddechu to rzeczywiście można wypuścić przehiperwentylowanego pacjenta, więc dobrze jest mieć to narzędzie, które proponuje Metoda Butejki. A Oxygen Advantage to po prostu…

Sportowcy.

Sportowcy bardziej. Metoda bardziej agresywna, może trudniejsza. Oczywiście też są prostsze ćwiczenia, które można robić, ale wyjściowo, dla przeciętnego Kowalskiego, Butejko jest lepszy. Z resztą Butejko jest kierowany do dzieciaków z astmą, czy w ogóle do ludzi z astmą. Jedna z fajniejszych i najlepiej przebadanych metod oddechowych. Metoda Butejki pojawia się w oficjalnym wytycznych leczenia astmy. Co do innych metod niekoniecznie jest to spotykane. Takie uzupełnienie teoretyczne wszystkiego. I tak samo Oxygen Advantage to jest inwencja twórcza Patricka na podwalinach Butejki i jego doświadczenia. Metoda bardziej intensywna, która daje trudniejsze ćwiczenia, bardziej takie silne doznania. 

Widziałem ostatnio. Mogłabyś jakieś szkolenie polecić dla osób poczatkujących? Dla osób z rehabilitacji, z fizjoterapii. Od czego mają zacząć uczyć oddechu? Albo terapii oddechu. Oprócz u ciebie, można gdzieś indziej.

Można gdzieś indziej. Ja, szczerze mówiąc, tego co się dzieję na polskim rynku to nie wiem. Ja tego nie sprawdzała. Metoda Butejki jest najbardziej uniwersalna, mimo tego iż nie ma tam mechaniki oddychania, niestety. Jest tylko powiedziane, że jest oddychanie przeponom i jak to ma wyglądać. Z resztą do brzucha, a nie do dolnych żeber. Tego tam brakuje. Ale jednak jeśli pracuje się gabinetowo i mamy pacjentów zestresowanych to będzie zawsze dobry wybór. Tam ta teoria jest super. Abstrahując od tego, czy chcesz tę metodę potem robić, czy uważasz, że rzeczywiście ona działa, czy nie działa. Bo tutaj jeśli chodzi o badania naukowe – to wiadomo, że ona działa, ale nie wiadomo jak, co jest bardzo częstym problemem w fizjoterapii w ogóle. Ale tam jest tak, że jest super wytłumaczona teoria. Fizjologia, na czym polega redukowanie oddechu, dlaczego warto redukować ten oddech, dlaczego trzeba uważać na hiperwentylację. Czyli kompleksowe wprowadzenie do tego. Jak najbardziej to polecam.   

Kiedy stwierdziłaś, że wiesz więcej i możesz uczyć innych?

Ja mam do teraz czasami dni, że uważam, że może nie powinnam uczyć.

To chyba dobrze.

Mam silny syndrom oszusta.

Ten TED?

Tak, to był ten moment przed TEDx. Już pisałam dużo do Fizjoterapii Funkcjonalnej i jeszcze jak prowadził to czasopismo Michał Niedzielski to on zaczął mi mówić: „Sandra, ty bardzo dużo wiesz na ten temat” i jeszcze „życzę, żebyś ty kiedyś miała swoją metodę”. Był pierwszą osobą, która mi uzmysłowiła, że to co ja piszę do tego czasopisma to jest naprawdę coś unikalnego, że ja to wszystko połączyłam. I później już, jak widziałam, że ten temat jest ciekawy i zobaczyłam, że jest możliwość wystąpienia na TEDx to stwierdziłam, że jak mam wyjść z tym do ludzi to trzeba wyjść ze strefy komfortu.

Na ostro.

I po prostu „idę w to!”.

12 minut.

Tak, ale wiesz co, ty dużo przemawiasz i dużo występujesz. Ja wtedy nie miałam w ogóle doświadczenia.

Ogólnie 12 minut mówienia to jest ciężkie, bo krótko.

Tak, bo krótko. Ale w ogóle wystąpienie publiczne. Wcześniej miałam jedno wystąpienie na konferencji, że stałam i mówiłam, bo tam jako współautor to zawsze ktoś inny to robił. Naprawdę się rzuciłam na głęboką wodę wtedy, ale wiedziałam… Okej, mogę sobie pisać do czasopism, mogę sobie pisać badania, ale kto z nas czyta Alergologię Polską – no nikt.

Promil.

Jak ktoś będzie szukał do swojej pracy to trafi na ten artykuł. Nikt więcej nie czyta takich rzeczy. To jest to, że możesz mieć ogromną wiedzę, ale co z tego, jeżeli ty się nie możesz dzielić tą wiedzą. Musisz w którymś momencie coś zrobić, żeby tę wiedzę przekazywać dalej. Na początku robiłam to bardzo ostrożnie, pisząc do czasopisma, układając sobie w głowie to co do tej pory się uczyłam, przetwarzając te informacje i potem TEDx. Przesłuchania do TEDx to były trzy minuty. Musiałam w trzy minuty zrobić takiego speacha, gdzie przekonam komisję, że to warto mnie posłuchać i dać mi możliwość wystąpienia na tej dużej scenie. Nie wiem, jak ja to zrobiłam, że ja odważyłam się to zrobić.

Wolałaś pisać, niż mówić?

Tak. Do tego pory. Dlatego nie lubię nagrywać podcastu.

Ale ładnie mówisz [śmiech].

[śmiech] To jest piąty podcast, w którym mówię i za każdym razem, gdy mnie ktoś poprosił o nagranie to tak nie chciałam tego robić. Bo mnie to stresuje. Rozmawiałeś kiedyś ze mną przez telefon?

Nie. Też nie lubię.

Ja nie rozmawiam z ludźmi przez telefon. Jak ktoś do mnie dzwoni to jest marna szansa, że odbiorę.

Czyli pisanie.

Ja wolę pisać i zawsze lubiłam pisać, od dziecka.

Stąd tego ebook?

Tak. Stąd, w ogóle, będą powstawały ebooki. Wolę pisać…

Nie masz takiej opcji, że ludzie nie mają czasu czytać? Jeżeli ty miałabyś wybrać w szkole naukę – to co wybierasz? Skąd czerpiesz?

Ja czytam bardzo dużo książek. Bardzo dużo czytam. Nie wiem, jak to się ma teraz, bo nie ogarniam, co ja czytam, a co nie, bo w dziwnych warunkach czytam. Zawsze dużo czytałam i uczę się przez czytanie. Wydawałoby się, że social mediów się uczysz, bo kogoś oglądasz, obserwujesz, a ja kupuje ebooki od ludzi, którzy się lepiej na tym znają niż ja i je po prostu czytam. Ludzie lubią czytać, wyszłam z takiego założenia. To też nie jest tak – jak nie czytasz normalnych książek to nie oznacza, że nie chcesz czytać rzeczy, z których możesz się uczyć. Ile masz też możliwości w ciągu dnia, żeby coś posłuchać.

Robiłem u siebie ankietę to ludzie słuchają najczęściej, gdy jadą samochodem.

Tak.

Nie marnują czasu. Jadą na wycieczkę, czy  do pracy to słuchają.

A jak oglądasz stories, gdzie ktoś nie zrobił napisów to ja w ogóle tego nie oglądam. Wolę czytać napisy.

To muszę zacząć [śmiech].

Dzisiaj zwróciłam uwagę Mateuszowi Banaszewskiego, że niech robi napisy, bo jak dziecko śpi to ja nie wiem, co on mówi.

iPody mają chyba prościej, bo ten program, co pisze, jest chyba darmowy.

Ja też tego nie lubię, bo musisz czekać, aż przeleją ci napisy.

Tak? Nie ogarniałem tego jeszcze.

No. Może ja też nie jestem jakimś przykładowym użytkownikiem. Ale rzeczywiście lepiej zrobić napisy. Z resztą jak patrzę po swoich statystykach na stories to tam, gdzie są napisy – mam dużo lepsze wyświetlenia. Szybciej czytać, niż słuchasz, po prostu. Tak samo jest z ebookami. Aczkolwiek, jak wiemy, szkolenia też prowadzę. W momencie, gdy zdecydowałam, że chce się dzielić wiedzą to wiedziałam, że chce robić jakieś formy warsztatowe, szkolenia, bo prawda jest taka, że ja miałam ciężko, żeby się uczyć, naprawdę musiałam kombinować. Pierwszy raz jak zobaczyłam Metodę Butejki to jeszcze jej nie było w Polsce.

Te roczniki w okolicach 1990 miały trudniej, żeby zdobywać wiedzę, niż dzisiaj – ta dostępność jest niesamowita.

To prawda.

Więcej szkoleń w Polsce jest. Jak słucham jakichś podcastów z Polski, czy zagraniczne to tego jest tak dużo, że nawet ciężko jest wybrać czego słuchać, a czego nie słuchać. Ilość informacji nas naparza. Oddech na pewno się rozwinął, neurologia się rozwinęła, więc to nas przybija tak naprawdę. Informacyjnie.

Tak. Jak my byliśmy na studiach to nikt nie myślał o tym, żeby robić kursy on-line. Albo słuchać webinaru.

Była taka strona – fizjoterapeuta.org – gdzie były takie szybkie ściągi.

Tak, było coś takiego.

To był taki portal, z którego wszyscy brali. Nie mogłeś stamtąd czegoś skopiować, bo wiedziałeś, że każdy to będzie miał.

Było coś takiego, pamiętam. Myślę, że teraz my się nie tylko uczymy webinarów, kursów on-line – my się też uczymy od ludzi bezpośrednio. Na przykład dzięki Instagramowi. Ile osób – ty i ja – znamy, które dzielą się wiedzą na Instagramie. Wiadomo, musisz przefiltrować, bo jest pełno osób od których lepiej się nie uczyć [śmiech].

Każdy ma swoje wzorce, musi wszystko przeżyć.

Pewnie tak. W każdym razie, jest to bardzo szybka i przystępna opcja. Masz też bezpośredni kontakt – możesz napisać wiadomość, coś się dopytać. Tych możliwości…

Nie ma też granic. Jak trochę ten angielski znasz to piszesz do Australijczyka, czy do Amerykanina. Nie ma z tym problemu.

To prawda. Jak ja chce zrobić jakiś kurs ze Stanów to mogę go zrobić on-line. To jest fajne. PRI można też zrobić, swoją drogą. Podstawowe wersje są on-line, ale są po angielsku. Tutaj jest ten problem, ale można. Ja też będę chciała robić kursy on-line, to jest kolejna rzecz. Jak już znajdziemy nianię [śmiech]. Wiem, że trzeba mieć opcję dla tych osób, które nie mają czasu czytać, ale patrząc po tym jak się sprzedał mój ebook „Oddech w stresie” – naprawdę się nie spodziewałam, że się tak dobrze sprzeda. Myślę, że między innymi tak się sprzedał, bo jest ciężko na rynku o tego typu książki. Książek o oddychaniu jest bardzo dużo, ale większość kojarzy to z ćwiczeniami takimi bardziej jak medytacja, nie jest kojarzony z fizjoterapią, z ruchem.

Mi się kojarzy, że to co robiliśmy na studiach to był trening autogenny Schultza.

Tak. To jest ciekawe, bo ja teraz w weekend na szkoleniu, robiliśmy sobie akurat Jacobsona i mówiłam grupie, że ja się z Schultza śmiałam na kardiologii. Uważałam, że oni to tam puszczają po to, żeby wypełnić te 20 minut na zajęciach grupowych. A teraz sama to puszczam, bo jeśli chodzi o kardiologię to tego typu treningi mają udowodnioną skuteczność poprawy ergonomii pracy serca. Rzeczywiście odciążają serce w momencie, kiedy to robisz. Jak masz pacjentów po epizodach sercowych – idealna sprawa. Gdzieś ten przekaz był inny. Wydaję mi się, że właśnie to jest to, co ja zrobiłam – w inny sposób zaczęłam przekazywać ten trening oddechowy. Właśnie pod kątem ruchu i takiej pracy z ciałem, a nie pracy mentalnej, choć oczywiście też się tym poniekąd zajmuję, ale to jest gdzieś w tyle.

Agata pisze, że to było bardzo fajne, czyli twoja kursantka.

Super. Jak ktoś to zrobi, w ogóle to uważności i medytacji, czy w ogóle do mindfulness – trzeba też dojrzeć. Jak ktoś trochę inny tryb życia prowadzi i nie widzi, jak ważne jest wyciszenie. Jak fajnie jest posiedzieć w domu i nic nie robić. Rzeczywiście może to być dla niego dziwne i śmieszne. 

Do tego trzeba dojrzeć?

Trzeba zobaczyć, że życie może być męczące, tak mi  się wydaję, że o to chodzi. Oczywiście jest to jakiś stereotyp, bo ja będę chciała uczyć moją córkę, od początku, takich ćwiczeń relaksacyjnych. W ogóle dzieci powinno się o tym uczyć. Już na Instagramie mówiłam, że jeżeli znasz jakieś dziecko to naucz chociaż jednego ćwiczenia oddechowego. Stres nas zabija, a tego nikt nie uczy. Stereotypowo nie widzimy się siedzących po turecku.

Oddech w stresie, tak?

Tak.

To ja mam takie porównanie stresowe, które gdzieś usłyszałem – że stres zawsze był, bo okej, dzisiaj mamy stres na poziomie, że nie mamy pracy, a kiedyś był stres, że nie mamy jedzenia, tylko zmieniła się opcja. I organizm jest przygotowany na niego, nie musimy go zmniejszać. Jak to widzisz?

Jakbyś przeczytał „Oddech w stresie” to byś wiedział jak to widzę [śmiech].

[śmiech]

„Oddech w stresie” ma przekazywać taką informację, że stres nie jest zły. I w ogóle chodzi o postrzeganie stresu w naszej głowie i kolejna sprawa o intensywność. Jak długo się stresujesz? Kiedyś miałeś stres, że nie masz jedzenia, ale znajdowałeś i się relaksowałeś. A teraz jesteś zestresowany cały czas. Mówi się tutaj o tym przełączaniu między tą współczulną i przywspółczulną częścią układu nerwowego. Nie jest problemem, że my czasami jesteśmy w tej części…

Walcz – uciekaj.

Tak. Problemem jest, że mamy problem z modulacją pomiędzy jedną, a drugą częścią przez przewlekłe przebodźcowanie. A nas teraz stresuje, w ogóle, życie. Gdybyśmy się tak zagłębili w coś, co jest teraz tak popularne, czyli higiena snu. Ograniczaj niebieskie ekrany…

W naszych kręgach popularne. Jakbyś zapytała pacjentów to nie jest to popularne.

Może tak.

My to widzimy, a ludzie nie. To jest daleko jeszcze.

Pewnie masz rację. Z resztą zazwyczaj jak już do mnie trafiają to nie są zieloni. Może dlatego tak jest. Ale właśnie, higiena snu, czyli ograniczaj niebieskie ekrany, czyli wszystko – telewizja, telefon, bo to już potrafi zaburzyć twój odpoczynek nocny.

Teraz mają te nakładkę żółtą.

Tak, są też okulary. W ogóle zanieczyszczenie światłem, zanieczyszczenie dźwiękiem. Stres codzienny. Kiedyś nie dostawałeś codziennie informacji o polityce, bo słuchasz radia, bo jest telewizja. To wszystko może cię pobudzać. Pomijając już indywidualne problemy, które każdy ma. Problemem jest bycie przewlekle po tej stronie współczulnej tego układu autonomicznego, a kolejna sprawa to postrzeganie stresu. Na przykład – przypominając moje wystąpienie na TEDx – jak byłam tam na scenie…

To było super.

[śmiech]. Dzień wcześniej…

Spałaś?

Pewnie nie, bo ja bardzo słabo śpię jak jestem zestresowana. Dzień wcześniej mieliśmy próbę generalną i ja byłam w takich stanie, że mnie wszyscy przytulali. Trzęsłam się cała. Miałam wszystkie złe myśli, jakie można mieć – że na pewno zrobię to źle, że pomieszam, że stanę i… wszystko! Jakieś myśli, że nie powinnam tam być, że co ja sobie wymyśliłam.

Pamiętasz do ilu osób, wtedy mówiłaś?

Podobno było z tysiąc osób.

Dzisiaj na Instagramie mówisz do?

Kilkunastu tysięcy.

I jak? To, że ich nie widać to lepiej?

 Ze sceny też nie widać. Masz takie światła, że widzisz tylko pierwszy rząd. Wracając, byłam na tej scenie i na początku drżał mi głos, ale później już się rozkręciłam i mówiłam. Z perspektywy czasu i doświadczenia, jakiego nabrałam przez ten czas, to inaczej bym patrzyła na to – mam możliwość powiedzenia do dużej liczby osób, dzięki temu, że jestem zestresowana będę szybciej myśleć, lepiej konstruować zdania, mówić głośniej. Gdybym wtedy inaczej na to spojrzała to by mnie może ominął ten stres. Jakiś czas temu czytałam fajne badania, że w momencie, kiedy powiesz komuś wcześniej, że jeżeli zrobi ćwiczenie oddechowe przed egzaminem i dzięki temu, że jest zestresowany to napisze ten egzamin lepiej to rzeczywiście te osoby, które wcześniej dostały tę informację – napiszą egzamin lepiej i będą niej zestresowane. Postrzeganie stresu ma ogromne znaczenie, co ty potem z tym zrobisz.

Czy to jest to walcz, czy uciekaj.

Trochę tak. Dokładnie tak. Najważniejsze jest wiedzieć, że możesz coś z tą reakcją stresową zrobić. Nie mówimy tu o głębokich traumach, bo to jest jeszcze inny temat, ale jeżeli wiesz, że możesz zrobić krótkie ćwiczenie oddechowe, które cię zrelaksuje w takiej stresującej sytuacji, czyli na przykład masz rozmowę o pracę i czekasz i zamiast myśleć o tym, że pójdzie mi źle to w tym czasie lepiej zrobić ćwiczenie oddechowe – to ci pomoże i pójdzie ci lepiej, będziesz pewniejszy siebie. Więc zarządzanie stresem.

Przeczytam jeden komentarz: „To trochę smutne, że musimy się uczyć oddychania – czynności, bez której nie wytrzymalibyśmy kilku minut. Obsługę smartfona mamy za to opanowaną perfekcyjnie.”. I teraz nauka tego oddychania – mówimy często i w ruchu i w rehabilitacji, że dzieci robią perfekcyjny przysiad, że powinniśmy się od nich uczyć. Dlaczego nie powinniśmy się uczyć oddechu od dzieci?

To też jest temat, o którym mogę pogadać.

Bo każdy mówi, że dziecko się super składa.

Bo dziecko to nie jest mały dorosły. Dziecko buduje swoją stabilizację centralną. Jego przepona zaczyna działać w pełni wydajnie, w całym cylindrze oddechowym, dopiero po 3-4 miesiącu życia, kiedy zaczyna łapać stabilizację centralną, czyli…

Oś.

Tak, oś swojego ciała. Dopiero wtedy zaczynają się pojawiać mechanizmy koordynacji tego cylindra oddechowego, czyli miednicy, mięśni przykręgosłupowe, brzuch.

Nazwałem to membranami, tak ładnie.

Membranami… W fizjopatii jest kilka przepon.

No tak, właśnie.

Takie dziecko też się tego uczy. Na początku ten oddech wygląda inaczej. Oddychają brzuszkiem, bo nie mają stabilizacji. Z czasem się po prostu uczą. I o ile dziecko uczy się… Oczywiście zmieniają się krzywizny kręgosłupa. Dziecko ma na początku taki wypięty brzuszek, bo to jest normalne, jak nie ma krzywizn kręgosłupa ukształtowanych tak jak dorosły, więc ten brzuszek będzie się inaczej ruszał. Wizualnie jest wypięty i będzie to bardziej widoczne.

Mięśni brzucha też nie ma.

Nie ma opozycji od strony mięśni brzucha. Z tego powodu nie możemy tego tak porównywać. Kolejna sprawa jest taka, że to nie jest tak, że my się tego uczymy od nowa. To jest reedukacja, czyli my to kiedyś potrafiliśmy.

Kiedy możemy zobaczyć, że oddech jest u dziecka okej? Albo kiedy go zbadać oddechowo?

Zbadać oddechowo to można od urodzenia. Mam wiele rzeczy, o które możemy zapytać.

Nazwijmy to, że dziecko rozwija się prawidłowo, nie ma żadnych wad, czy astmy, ani niczego. A jednak rodzic chce go zbadać – to dwulatek, trzylatek może takie badanie przejść?

Wszystko zależy.

Najczęstsze słowo w tym podcaście.

I to jest bardzo dobrze, że sobie z tego zdajemy sprawę. Zawsze uważam, że po tym można poznać specjalistę, że potrafi tak powiedzieć „to zależy”. Bo jak ktoś powtarza po kimś informacje to będzie powtarzał i nie umiał wyjaśnić, kiedy ma być inaczej. Bardzo dobrze – specjalistów zapraszasz. Możemy już w pierwszym miesiącu życia zobaczyć, że oddycha przez usta, że ma uchylone…

To źle?

Może świadczyć o przykrótkim wędzidełku. Z resztą mama wyczuje, że jest coś nie tak z karmieniem. To też może być, że bolesne karmienie piersią jest związane z tym, że jest przykrótkie wędzidełko. Mogą być w pierwszym latach częste infekcje, które są związane z przyrostem migdałków, co też będzie upośledzały oddychanie przez usta. W ogóle oddychanie przez ustna u dzieci jest dużo gorszą sprawą, niż u dorosłych. Ale jeżeli chodzi o mechanikę oddychania to powinniśmy bardziej oceniać u dzieci, które już są rozwojowo i ruchowo rozwinięte na tyle, że chodzą, mogą biegać, mamy takie funkcje jak skakanie i tak dalej. To już będą kilkuletnie dzieci. Powinny mieć wzorzec oddechowy taki jakbyśmy chcieli, żeby był, ale oczywiście trzeba indywidualnie ocenić.

Bardzo często zaklejasz ludziom usta, żeby nie mówili, nie przeszkadzali ci?

Oczywiście, mojemu mężowi zaklejałam usta. Oddychanie przez nos – to po to.

Większość była uczona, na poziomie uczelni, że wdech nosem, wydech ustami.

Ja też byłam tak uczona.

Dlaczego to jest złe? Dlaczego usta nie mają służyć do wydechu i do tego, żeby jak najszybciej opróżnić płuca z CO2. Nie zabij mnie teraz, bo już widzę twój wzrok i wiem, że źle mówię, tylko prowokuje.

Zacznijmy od tego, że usta są do jedzenia. Ich funkcja oddechowa…

Picie też jest ważne.

Tak, picie i jedzenie. Tego typu rzeczy powinny być obecne w adekwatnym momencie. Żadne wzmacnianie tego wzorca około tych sytuacji – nie powinno mieć miejsca. Oddychanie przez usta jest ogólnie dużo gorsze. Absorpcja tych gazów oddechowych, gdy oddychamy przez ustna, jest dużo gorsza. A nam jest potrzebny i tlen i dwutlenek węgla, gdy oddychamy nosem to lepiej absorbujemy te gazy. Pomijając już tlenek azotu, który jest zgromadzony w naszym nosie. Dwa – torowanie pracy przepony. To jest zwykła fizyka, mamy po prostu większy otwór, jest mniejsze ciśnienie, więc jest zwyczajnie mniejsze torowanie dla mięśni. Jak chcemy bardziej poczuć mięśnie to wiadomo, że musimy jakiś opór dodać. Tak działa właśnie nos. 

Trening poprzez oddychanie nosem

Czyli oddychając przez nos – trenujemy mięśnie?

Można tak powiedzieć. I kolejna sprawa jest taka, że jeżeli nas tak uczono… To nie jest tak, że to jest zawsze źle, bo ja też niektóre ćwiczenia robię z długą fazą wydechową przez ustna, ponieważ jest łatwiej koordynować długi wydech, kiedy zasznurujemy sobie usta, czy robimy gwizdanie. Jest tak zdecydowanie łatwiej komuś, kto nie ma tej kontroli oddechu i łatwiej będzie mu wygenerować ciśnienie poprzez zaciskanie ust i wtedy rzeczywiście to będzie lepsze ćwiczenie dla przepony. Ale to powinno być tylko w początkowych fazach ćwiczeń lub dla osób, które mają problem z koordynacją tego wdech krótszy niż wydech. Wtedy rzeczywiście można te ustna włączyć. Ale nam zawsze tak mówiono, że tak powinno być – wdech nosem, wydech ustami. I tyle. Ja też tak długo uczyłam. Hiperwentylowałam pacjentów i nie wiedziałam o tym. Dopiero z czasem przyszła wiedza i zmieniłam techniki oddechowe.

A czym się ludzie najbardziej psują? Co robią nie tak pod kątem oddechu?

Problem braku ruchu

Ludzie się nie ruszają i pewnie też to zawsze słyszysz.

Nie zawsze, ale…

Ludzie się nie ruszają i nie chodzi tylko o fakt, że ktoś się nie rusza. To chodzi o fakt, że ludzie nie czują w ogóle swojego ciała.

Świadomość?

Świadomość ciała. Jeśli się nie ruszasz, ciągle robisz te same wzorce ruchowe, ciągle robisz to samo, to nie czujesz w ogóle swojego ciała w przestrzeni w innych sytuacjach. Twoje mięśnie nie potrafią się zachować w określonych sytuacjach. Taki najprostszy przykład – ktoś cały rok siedzi i nagle idzie na narty i sobie zerwie krzyżowe. Tak samo jest ze wszystkim, ludzie nie czują swojego ciała, nie ruszają się, nie mają świadomości oddechu. Są osoby, którym powiem, żeby zrobiły oddech dolnożebrowy i zrobią od razu dobrze. Są osoby, u których trzeba poświęcić kilka zajęć, żeby wygenerować ten ruch oddechowy w dobrą stronę, w tę stronę 360. To jest problem, że gdzieś ta nasza zdolność, która powinna być, moim zdaniem, przez nas celebrowana do ruchu w różnych wzorcach ruchowych – zanika. Przez to, że wolimy siedzieć. Albo mamy zrywy, raz na jakiś czas. Bodźcowanie naszego ciała różnymi takimi, nie wiem czy tak można nazwać, ruchami po prostu, czy wzorcami ruchowymi – jest przydatne. I kolejna sprawa to stres, znowu wracamy. Stres zmniejsza odczucia z naszego ciała, bo gdy jesteśmy przewlekle w tej części sympatycznej, zostają wyciszone odczucia z wnętrza naszego ciała. To się wszystko nakłada i myślę, że to jest taka przyczyna bezpośrednia, to znaczy częsta w różnych sytuacjach. Stres i brak ruchu.

Często powtarzasz tutaj o badaniach naukowych. Dużo osób lubi EBM, to jest na czasie. Jak do tego podchodzisz – badania są po to, żeby się utwierdzać, czy po to, żeby je przeczytać i przeanalizować, jak ty czerpiesz ten rodzaj informacji?

Dla mnie badania są po to, żeby szukać odpowiedzi. Badania są po to, żeby zadawać pytanie dalej.

To nie jest trochę tak, że możesz znaleźć badania, na każdą odpowiedź… Jakąś tezę podstawisz sobie. Nie wiem, „oddychanie przez nos jest super” i znajdziesz badania, które to potwierdzą, które to zaprzeczą i znajdziesz badania na każdą opcję?

Tak, dokładnie tak [śmiech].

Jak z tego wybrniesz? Bo szukasz badań. Pisałaś ebooka, bibliografia tam pewnie jest i wszystkie inne rzeczy są. Jak wybrałaś badania, które dla ciebie są okej?

Możesz sobie warstwować te badania. Metaanalizy są najwyżej, na topie. Z niektórymi tematami jest ciężko o metaanalizy, bo jest za mało tych badań. Ja lubię szukać badań na każdy temat, jeśli chodzi o oddychanie. I czytam wnioski autorów i porównuje z wnioskami innych. Gromadzę sobie jak najwięcej. I jeśli coś się rzeczywiście powtarza w badaniach, ma sens potwierdzony w fizjologii, w anatomii i jedne badania potwierdzają drugie. Jeżeli w innych jest coś wykluczone, ale patrzę dlaczego zostało to wykluczone, porównuje z wcześniejszymi. To nie jest tak, że możesz sobie przeczytać jedno badanie. Czasami coś fajnego wyszło w tym jednym badaniu.

Jest pod prąd.

No też.

To jest zawsze najfajniejszej.

Ale nawet jakieś pojedyncze wnioski i czasami wiesz, widzisz, że okej jest jedno badanie, nie metaanaliza, ale już widzisz, że w innym badaniu wyszło coś podobnego i sobie to porównujesz. Myślisz sobie, że idzie to w fajną stronę. Ale to jest z całą fizjoterapią – wszystko pomaga i wszystko nie pomaga w badaniach. Jestem z założenia septycznie nastawiona. Nie jest tak, że ja od razu biorę.

Nie łykasz.

Nie łykam. Staram się sceptycznie do czegoś podchodzić. Dopiero jak sobie zweryfikuje i zweryfikuje gabinetowo w mojej pracy, czy rzeczywiście to działa, czy nie to tak dalej kieruje swoją terapią z pacjentami. Nie jest tak, że jedno badanie i już o, super, to o czymś świadczy. Czasami fajnie to wygląda, czasami fajnie jest gdzieś to odnotować, nawet fajnie jest zwrócić na coś uwagę. Myślę, że to są ciekawe rzeczy, ale trzeba mieć taką świadomość, że może zaraz będzie inne badanie, które tego nie potwierdzi. To jest trudny temat. Wiele osób zarzuca wszelkim metodom, to nie chodzi tylko o oddychanie, że w badaniach wypada, że to nie działa. Ale dla przykładu – Metoda Butejki. To jest temat, który został dobrze przebadany. Większość badań mówi, że ta metoda na pewno działa. Pacjenci schodzą z dawek leków, pacjenci czują się lepiej. Później się pojawia problem z działaniem tej metody – nie zawsze jest to potwierdzone. Ale jak ktoś ma wiedzę z tego tematu to wie, że bardzo ciężko jest to potwierdzić, bo to są rzeczy, które się dzieją tu i teraz, na poziomie metabolicznym komórek. Trudne jest o udowodnienie czy chodzi o hiperkapnie, ale liczy się efekt. Mądrzejsze głowy ode mnie wsadziły to do oficjalnych zaleceń astmy. Z resztą w pewnym momencie było to wyjęte, później znowu wróciło, bo się pojawiły nowe badania.

Oddech jeszcze jest łatwiej zbadań, niż terapię manualną, dotyk.

To na pewno.

Łatwiej jest tu zaślepić próbę jednak.

Tak.

W trakcie ćwiczenia można zobaczyć co się dzieje.

Ostatnio rozmawiałam o tym Filipem na lajwie o tym, czy można rozciągać przeponę, czy nie. Parę badań oceniliśmy. Jak już zaczynasz czytać badania, ja też nie czuję się mega kompetentna do tego, żeby oceniać, czy czyjeś badanie jest dobre, czy nie. Są różnego rodzaju czasopisma naukowe, ich siła też je różna. Wiesz, niby coś oceniało, w tym przykładzie, rozciąganie przepony, ale no nie! Bo były testowane testem ruchomości kręgosłupa i to miało potwierdzić, że ta przepona była rozciągnięta. Umiesz, jeśli masz jakąś wiedzę na jakiś temat to umiesz ocenić narzędzia. Czy grupa była dobrze dobrana.

Zdrowi studenci z AWF przeważnie [śmiech].

Na przykład. Albo czy założenia były dobre. Parę razy czytałam, wracając do Metody Butejki, że zarzuca się tej metodzie, że instruktorzy każą odstawiać leki – co nie jest prawdą. Właśnie się podkreśla, że nie możemy odstawiać. A gdzieś było takie badanie, że taki wniosek padł.

Ktoś sobie wyciągnął.

Tak. Tak osoba musiała nie znać metodyki tej pracy. Myślę, że to jest trudny i głęboki temat, ciężki do oceny i trzeba gromadzić wiedzę. O oddychaniu ile by badań nie było to widzimy, że tych badań jest masę, cały czas powstają. Jest badane to wszerz od wielu, wielu lat. To nie jest wymysł ostatnich lat, tylko badania nad hiperwentylacją były chyba w latach 70, czy 60. Potem ten temat był zarzucony i potem znowu wraca. Jeśli coś jest cały czas obecne i widzimy korzyści z tego płynące to może też jest tak, że na razie nie mamy jeszcze narzędzi, żeby wszystko sprawdzić. Tak samo jak mamy medytację na przykład. Od wieków jest stosowana we wschodnich kulturach, od tysiącleci. Oni tam na Wschodzie stosowali to i się nie zastanawiali czemu to działa, po prostu tak jest, lepiej się po tym czuli.

Świat Zachodu musi mieć badania.

A teraz my musimy mieć badania i się okazuje, że medytacja ma bardzo dużo potwierdzonych naukowo profitów.

Co cię inspiruje? Co jest twoją inspiracją na twoją niesamowitą ilość działań?

Hmmm [śmiech].

Żółte karteczki cię inspirują, czy inne osoby? Czy masz inny kolor karteczek?

Ja mam różowe karteczki, zielone. Może nie zabrzmi to jakoś super popularnie, ale mnie nikt nie inspiruje. Ja mam swój cel, który sobie wymyśliłam i obrałam i… dążenie do niego.

Jest jawny, czy nie?

To się dzieje. Wszystko co robię, jeśli chodzi o moje działania, czyli szkolenia, sklep on-line, zaraz będą kursy on-line. Chciałabym umacniać swoją pozycję jako ekspert od treningu oddechowego i chciałabym móc robić już tylko to. Chciałabym się w tym odnaleźć, mieć tyle różnych opcji do zaoferowania ludziom. Dać im różne opcje, to bym chciała robić. A ten cel? To pewnie, w którymś momencie, nie musieć tego robić i żeby inni robili to za mnie.

[śmiech]

[śmiech] po prostu.

A inspirują cię książki, które czytasz? Że to jeszcze można było zrobić? Instagram? Skąd czerpiesz takie rzeczy?

Pomysły. Ja raczej, jeżeli chodzi o pomysły, które robię około tego oddychania – czerpię od ludzi, którzy się oddychaniem raczej nie zajmują. Tylko uczę się od innych specjalistów. Patrzę co oni oferują swoim obserwatorom, czy potencjalnym klientem. Po prostu jak to przeanalizuje i przeniosę do siebie to jest tego typu inspiracja. Jeżeli chodzi o oddech to ja się uczę od innych. Czerpię wiedzę teoretyczną albo widzę, że coś można zrobić inaczej, jeśli chodzi o przekazywanie wiedzy albo metody. To tak, to się uczę od wielu innych osób. Ale konstrukcja to już nie.

Nie chcesz wynaleźć koła jeszcze raz?

To jest tak, że ja nie chce kopiować. Nie chce być kimś…

Kiedyś poruszaliśmy ten temat bardzo mocno.

Ja jestem bardzo cięta na kopiowanie.

Ja też.

Nie jest tak, że jest jakaś osoba ze Stanów i ja chciałabym być taka jak ona. Nie ma takiej osoby, którą bym znała, która by robiła dokładnie to co ja bym chciała robić.

Nie ma żadnej osoby, który uczy oddychać ludzi po angielsku?

Może jest, ale nie spotkałam się z tym po prostu.

Chodzi mi o slogan [śmiech].

To nie, nie wiem.

Sprawdźcie to od razu.

Jest parę osób, które zajmują się treningiem oddechowym mniej więcej. Nikt nie robi tego w ten sposób jak ja. Każdy znalazł sobie miejsce gdzieś indziej. Ale tych terapeutów, nawet w Polsce, bo to nie jest tak, że ja jestem jedyna, która się zajmuje treningiem oddechowym. Jeżeli chodzi w ogóle o oddychanie to jest bardzo dużo osób, ale każdy pracuje w trochę innym nurcie i ma trochę inną grupę docelową. Ja chciałam z oddychania zrobić coś bardziej naukowego i coś kierowane jako terapia ruchem. Taka konkretna, a nie mentalnie.

Dla mnie to wygląda jak terapia ruchem, terapia naukowa, ale dla ludzi. Tak mówione, żeby każdy mógł to zrozumieć.

Ja na początku pisałam za trudne posty. To mi wiele osób mówiło, że to co tworzyłam było za trudne i w którymś momencie stwierdziłam, że muszę określić do kogo ja chcę mówić. Chciałam mówić do ludzi.

To się ładnie nazywa – grupa docelowa.

Tak. Chciałam określić grupę docelową jako przeciętnego człowieka, a nie specjalistę i zmieniłam narrację na prostszą i to był dobry pomysł, jeżeli chodzi o moje działania, bo mam trochę poczucie misji w sobie. Nie da się tego robić, wszystkiego co ja robię, bez poczucia misji, tak mi się wydaję. Zarywanie nocy, żeby napisać post na bloga, z którego, bądźmy szczerzy, nie wpływają ci złotówki.

Raczej to jest in minus niż in plus.

To jest tak, że musisz to czuć, że chcesz przekazywać to ludziom. Ja chciałam trafić do tego grupy ludzi, która nie jest związana ze jogą, medytacją. Ci ludzie wiedzą, że trzeba oddychać, ale przeciętny człowiek w korpo – no nie. A takich ludzi jest najwięcej. Najwięcej jest zwykłych Kowalskich, którzy nie rozumieją po co mieli by to robić. Osoby, które myślą „oddychanie? Weź…”

Każdy to robi.

„Każdy to robi, co ty pieprzysz”. Chciałam trafić do tych ludzi i pokazać, że oddychanie może być bardzo konkretna rzeczą, przystępna. To nie jest nic mistycznego. Nie musisz siedzieć, nie musisz palić świeczek i kadzidełek. Poza tym, zwyczajnie fascynuje mnie cała mechanika oddychania, jak to jest wszystko połączone, jak to współgra z układem nerwowym. To jest mega ciekawe, aż szkoda, żeby ludzie o tym nie wiedzieli.

Rady dla młodych fizjoterapeutów

Jakbyś miała dać radę młodym fizjoterapeutom to co by to było?

Znajdź swoją pasję w tym zawodzie. Nie mówię tutaj, że zacznij robić to co lubisz to będziesz zarabiać i będziesz szczęśliwy każdego dnia, tylko jeżeli złapiesz bakcyla na coś i się wyspecjalizujesz to też łatwiej będzie ci pracować. Będziesz też skuteczniejszy w tym, a jak będziesz skuteczniejszy to będziesz miał więcej klientów, pacjentów. Zaangażować się w coś. Jak studiowałam to było dużo osób, które myślało, że fizjoterapia to jest lekka praca, może w jakimś sanatorium i tak dalej, a później trafiasz na oddział intensywnej terapii i widzisz takie niefajne rzeczy.

Psychika odpada.

Tak i one nie chcą tego robić, w ogóle.

I każdy chce pracować ze sportowcami.

Nie wiem, jak było u ciebie, ale na WUM-ie to nie było takie typowe. Mieliśmy za słabe zaplecze chyba, pod tym względem.

U nas, na AWF-ie to każdy.

U was wiadomo. My siedzieliśmy w szpitalach cały dzień. Wszyscy odkładali hajs na PNF albo na Bobathy. W zależności kto z kim chciał pracować.

A co powiesz tym doświadczonym fizjoterapeutom, którzy mają full w gabinetach i nie słuchają podcastu [śmiech].

Zacznijcie słuchać podcastu [śmiech].

Miałem taki komentarz ostatnio: „Nie będę pana słuchał, pan jeszcze nie osiwiał i nic pan nie ma do powiedzenia”. [śmiech]. Co byś do tych osób powiedziała?

Zacznijcie słuchać podcastu, zacznijcie używać Internetu. Trzeba się dalej uczyć, iść do przodu. Miałam okazję w różnych warunkach pracować, z różnymi ludźmi. W którymś momencie nie chcesz być osobą, z której się inni będą śmiać, że robisz coś, co się robiło 30 lat temu i to działało.

A jak działa dalej to co? Jemu działa, ma pacjentów. Często słyszę, że mam pacjentów to nie muszę się rozwijać.

Tu się pojawia to, czy ty chcesz jak najlepiej dla swojego pacjenta, czy chcesz najlepiej dla siebie. Tutaj jest coś o czym się zapomina, bo my, jako fizjoterapeuci, pracujemy z ludźmi i jeżeli ktoś się zapomni, że pracuje z człowiekiem i zapomni o tym, że wszystko co robi wpływa nie tylko na jego ciało, ale każde słowo może mieć wpływ na psychikę tej osoby. W którymś momencie przestaniesz być skuteczny. Albo ludzie będą do ciebie wracać jak bumerangi. Dla kogo to jest dobre? Trzeba być skutecznym.

Gdzie chcesz być za 10 lat?

Ja nie wiem, gdzie ja będę jutro. Zawsze się te pytania pojawiają.

Takie moje pytanie kończące.

Nie planuje aż tak do przodu. Mam plany do końca roku, wiem, co chce robić w przyszłym. Ale co ja będę robiła za 10 lat. Nie wiem nawet czy Instagram będzie za 10 lat, może będzie inne medium.

Tik-tok.

Ja jeszcze tego nie czuję. Nie wiem, czy tam jest moja grupa docelowa. Na razie tańsze tylko do mojej córki i wysyłam mężowi. Na Tik-toka jeszcze nie trafiłam, nie wiem jakie będą możliwości za te 10 lat, nawet za 5, nie wiem.

To tego ci właśnie życzę [śmiech].

Dzięki.

Dziękuję ci, że zgodziłaś się na podcast. Wiem, że dla ciebie to była ciężka próba i stres, więc jak zakończymy to pooddychamy chwilę, żeby się odstresować. Dziękuję ci za udział w „Dachowski Pyta”.

Również dziękuję, miło było.

Was zachęcam do przesłuchania przyszłych odcinków, jak i tych, które się już odbyły z osobami, które gościły podcast „Dachowski Pyta” i jeszcze raz bardzo dziękuję za dzisiaj. Do zobaczenia.

O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

  • 0 : 48 - Studiowanie fizjoterapii na WUM
  • 12 : 22 - Pierwsze szkolenia- kiedy jest na nie odpowiedni czas?
  • 23 : 59 - Fascynacja oddechem
  • 33 : 52 - Kiedy można zacząć uczyć innych?
  • 43 : 30 - Mindfulness
  • 54 : 16 - Czy powinniśmy oddychać przez usta?
  • 55 : 53 - Trening i oddychanie nosem
  • 57 : 07 - Problem braku ruchu
  • 59 : 23 - EBM służy szukaniu odpowiedzi
  • 66 : 32 - Inspiracje do działania
  • 72 : 38 - Rady dla młodych fizjoterapeutów