Artur „siła” Pacek – Co łączy Packa z Michaelem Jordanem? S01E31

Artur „siła” Pacek – Co łączy Packa z Michaelem Jordanem? S01E31
 Spreaker
Podcasts
 Google
Podcasts
 Apple
Podcasts
 Spotify
Podcasts

Opis tego podcastu:

Artur Pacek – motywator, twórca motta GETBETTER! Od ponad 6 lat pracuje jako trener przygotowania fizycznego, a właściwie od początku życia związany z koszykówką. Zajmuje się przygotowaniem fizycznego sportowców, powrotem po kontuzji, właściwym odżywianiem, a także motywowaniem do jeszcze cięższej pracy. Certyfikowany trener ćwiczeń olimpijskich – Olimpic Lifting oraz Certified Speed & Agility Coach Członek NSCA – National Strength & Conditioning Association.
Swoje doświadczenie zdobywał w Attack Athletics u boku legendarnego trenera Tima Grovera pracując z zawodnikami z NBA czy Euroligi. Odbył także staż podczas trwania Igrzysk Olimpijskich – Londyn 2012. Od tego czasu ciągle się rozwija, doświadcza i poszerza swoją wiedzę aby każdego dnia stawać się lepszym.

W tej rozmowie pytałem Artura m.in. o to, z czym wiąże się przygotowanie motoryczne i na czym polega praca trenera przygotowania motorycznego? Czym różni się od przygotowania fizycznego czy siłowego? Jak zaczęła się przygoda Artura ze sportem? Jakie błędy popełniał na początku kariery sportowej i czego się na nich nauczył? Czy mógłby grać w NBA? Kto był dla niego inspiracją na boisku? Od czego zaczęła się jego przygoda jako trener personalny? Jak to się stało, że uczył się od Tima Grovera i co dał mu pobyt w USA? Jak zmienił sposób myślenia o treningach w środowisku koszykarskim? Czego brakuje Arturowi w projekcie GET BETTER?

► Wzorzec ruchowy
► Polecane szkolenia
► Dlaczego siła jest najważniejsza?

Transkrypcja podcastu:

Witam was serdeczne. To już kolejny odcinek dla specjalistów, dla osób, które interesują się ruchem. Dla wszystkich, którzy ten ruch kochają tak naprawdę, czyli nasza seria „Dachowski Pyta”, cały czas aktualna i cały czas na bieżąco, mam nadzieję, że jesteście ze wszystkimi odcinkami. No a dzisiaj trener przygotowania motorycznego, tak chyba mogę cię nazwać, bo moim gościem jest:

Artur Pacek.

To jak, jesteś trenerem przygotowania motorycznego, tak byś się nazwał?

Bardziej fizycznego. Z tego względu, że tak troszeczkę poszło to w tym kierunku w obecnym środowisku, że coraz więcej osób nazywa się trenerami przygotowania motorycznego i wiąże się to, znaczy ludzie mają takie wyobrażenie, że trener przygotowania motorycznego to ten, który skacze przez płotki, robi zwinność, zmiany kierunku, przyspieszenia, zatrzymania. Oczywiście to także należy do moich obowiązków, jeżeli rozmawiamy tutaj stricte o pracy, natomiast bardziej nazywam się trenerem przygotowania fizycznego albo trenerem siły, bo bliżej jest mi jednak do treningu siłowego i w tym upatruję swoje największe przewagi i korzyści w kontekście pracy z osobami, klientami, sportowcami. Stąd właśnie bardziej trener przygotowania fizycznego aniżeli motorycznego, aczkolwiek tak naprawdę to jest jedno i drugie. To jest tak naprawdę to samo, natomiast bardziej tutaj, mówię, nie chciałbym być gdzieś tam do końca utożsamiany, bo raczej ja więcej pracy i czasu spędzam na siłowni, aniżeli zajmując się tymi tzw. pierdółkami, że tak powiem.

Do tych pierdółek jeszcze wrócimy. A powiedz, jak zaczęła się twoja przygoda ze sportem?

Wiesz co Michał? Tak naprawdę ze sportem to jestem związany od dziecka. Ciężko mi tutaj określić dokładne ramy czasowe, natomiast jak większość z nas młodych chłopaków zaczynało od piłki nożnej z kolegami na podwórku i tutaj jakby grałem w piłkę nożną totalnie amatorsko, ani w żadnym klubie, ani do żadnej grupy nie należałem, natomiast spotykaliśmy się jeszcze wtedy w dobie, w której nie było Internetu, telefonów, spotykaliśmy się na dworze, na boiskach i graliśmy w piłkę nożną. Mniej więcej około czwartej klasy podstawówki, przerzuciłem się, jeżeli mogę w ten sposób powiedzieć kolokwialnie na koszykówkę. Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, czyli ponad blisko 20 lat, jest ona mi bardzo bliska. Na samym początku jako zawodnik amatorski, jako zawodnik grup młodzieżowych juniorskich i tak dalej, później gdzieś w wieku seniora, aczkolwiek moja kariera, nawet nie nazwałbym tego karierą tylko właśnie przygoda z tą koszykówką, nie była na najwyższym poziomie, maksymalnie druga liga, skończyła się w okresie studiów, gdzie musiałem podejmować decyzję, co chcę dalej robić ze swoim życiem, bo zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie będę grał w koszykówkę, nie będę zarabiał z tego pieniędzy.

Jakbyś miał tę wiedzę co dzisiaj masz albo to doświadczenie, to grałbyś dzisiaj w koszykówkę?

Myślę, że tak.

Umiałbyś się wykreować?

Tak, myślę, że tak. Na pewno wiedziałbym o wiele więcej. Powiem ci tak, przez okres, w którym ja sam trenowałem, byłem królikiem doświadczalnym samym dla siebie. Wszystkie rzeczy, które usłyszałem od kogoś, zobaczyłem jak pojawiła się w tej dobie Internetu, pojawił się YouTube, to stawało się coraz bardziej popularne, wszystko to co wyszukałem, wszystko to co znalazłem, sprawdzałem na sobie. Nigdy to nie było zaplanowane, nigdy to nie było systematyczne, czyli jakby, jeżeli znalazłem jedną metodę, na przykład trening w basenie, no to wykonywałem to na przykład przez pół roku ciągiem, tylko skakałem z kwiatka na kwiatek. Na przykład w jednym tygodniu robiłem to, w drugim robiłem co innego, w trzecim robiłem jeszcze co innego i tak naprawdę wychodziło z tego masło maślane i tak naprawdę patrząc teraz z punktu wiedzy, fizjologii, anatomii, biomechaniki, nie miałem prawa osiągnąć rezultatów, poprzez wykonywanie takiego treningu.

Największy błąd na początku kariery

Nazwałbyś to jako swój największy błąd na początku kariery?

Nazwałbym to tak, ale dzięki temu, że popełniłem tyle błędów i próbowałem, naprawdę na tamte czasy próbowałem praktycznie wszystkiego, od właśnie diety, treningu, po wszystkie rzeczy, które były związane z ogólnie pojętą sprawnością fizyczną, treningiem sportowym, to starałem się próbować. Oczywiście pomijając rzeczy związane z technologiami, czyli coś co było tak naprawdę na tym poziomie i dla studenta, który po prostu wiąże koniec z końcem, od miesiąca do miesiąca, to takich rzeczy nie robiłem. Na przykład trening z elektrostymulacją jest teraz popularny, natomiast wszystkie rzeczy, trening z gumami, na beretach, na piłkach szwajcarskich, popularnych piłkach fitness, trening w basenie, skakanka, bieganie, to wszystko ja miałem w jednym palcu i to znałem. Dzięki temu, że popełniłem tyle błędów, jestem bardziej świadomy w kontekście podejmowania decyzji treningowych w dniu dzisiejszym, z osobami, z którymi ćwiczę, bo wiem, tak naprawdę jestem w stanie określić czy coś działa, czy nie działa. Oczywiście wiadomo, że nigdy nie będzie to w 100% obiektywne, zawsze jest gdzieś margines błędu, który się pojawia, natomiast dało mi to bardzo szerokie spektrum patrzenia na aktywność fizyczną, na trening sportowy i tak dalej, w taki sposób, żeby chronić to przed innymi osobami.

Był jakiś większy błąd niż te, o których teraz mówisz? Że nie trafiłeś do ekstraklasy, a może nie wiem, byłbyś kolejnym Polakiem w NBA?

Aż tak to nie, na pewno nie byłem utalentowany czy też uzdolniony motorycznie i fizycznie. Też genetycznie niestety tak samo.

To ile masz wzrostu?

1,90.

Nie no, „dwójką” mógłbyś już być.

Tak, na pewno.

Chociaż w dzisiejszych czasach to jedynka ma 2,01.

Dokładnie, teraz to przesunęło się, że czasami ciężko znaleźć kogokolwiek poniżej 1,90 w drużynie, zmieniły się te proporcje. Jedyną rzeczą, którą miałem na pewno, to potrafiłem rzucać do kosza i robiłem to rewelacyjnie z miejsca.

Czyli co, Chanas?

Tak, po prostu rzuty z miejsca i tam nieraz nawet jak się zdarzało, gdzie prowadziłem treningi, wchodziłem w konkursy z zawodnikami, którzy na poziomie ekstraklasy są blisko 50%, to udawało się wygrać. Natomiast tylko i wyłącznie czyste spot up’y. Oglądałem kiedyś, to też była ciekawa historia, finały chyba w 2003, San Antonio z Cleveland, i był Tony Parker. Kojarzysz na pewno gościa.

Taki Francuz.

Tak jest. Komentatorzy mówili, że zrobił ogromne postępy w rzutach z pół dystansu, bo codziennie oddawał rzuty, po tysiąc celnych rzutów w offseason. Pomyślałem sobie „kurczę, czemu by nie spróbować?”. Później pojawiły się też historie związane z Gilbertem Arenasem, który tak samo oddawał tysiące rzutów z bliższej odległości i dalszej odległości. Więc przyszły wakacje i każdego dnia oddawałem po tysiąc celnych rzutów za 3 punktów. Oddawałem po 200 celnych z rogu boiska, 45 stopni, ze środka, z drugiego 45 i rogu.

Klasyczne piątka.

Tak. Zajmowało mi to z 5-6 godzin. Wstawałem o 8:00, jechałem o 9:00 do lasu, biegałem, jechałem na boisko i wracałem po tym na obiad czasami 15:00, czasami 16:00. Możesz uwierzyć czy też nie, zresztą jesteś specjalistą w dziedzinie fizjoterapii, więc możesz sobie wyobrazić, jak wykonywałem tysiące skłonów po piłkę, to jak moje plecy były później obolałe. Miałem po prostu zakwasy i byłem mistrzem spot up’ów. Natomiast jak przychodziło już do rzutów po ruchu, no to ten procent spadał o 30-40. Ja zastanawiałem się, przecież oddaję tyle rzutów, wkładam w to tyle pracy, poświęcam tyle czasu na to i rzucam super z miejsca, a w ogóle nie ma w ruchu i w ogóle mi się to nie przekłada na grę. No i było pełno takich historii, które robiłem, wykonywałem jakiś trening, wykonywałem pewne rzeczy, nie przynosiło mi efektu, nie rozumiałem czemu tak się dzieje i napawało mnie to coraz większą frustracją.

A kto cię zainspirował do jakby powiedzmy bycia w koszykówce? Miałeś taką jedną osobę?

Myślę, że nie. Chęć do rywalizacji. Bardzo lubiłem rywalizować tak naprawdę z każdym. Wchodziłem czasami na boisko albo po boiskach i szukałem osoby, z którą mógłbym grać. Uwielbiałem rywalizować. To było też coś co pozwalało mi, żeby wychodzić z domu i nie siedzieć w domu, i móc grać, czasami nawet kosztem jakiegoś wyjazdu. Zawsze rezygnowałem, wolałem zostawać na boisku i wolałem grać. Miałem wielu kolegów, z którymi lubiłem rywalizować, począwszy od gdzieś tam braci ciotecznych, kuzynów, po kolegów z klasy i tak dalej, i tak dalej. Więc było pełnych takich sytuacji. Jedną taką osobą, z którą uwielbiałem rywalizować i zawsze przegrywałem, może z dwa razy w życiu wygrałem, to jest Konrad Kaźmierczyk, z którym prowadzę Get Better. Był taki okres, że w wakacje praktycznie codziennie graliśmy i codziennie praktycznie obrywałem od niego straszny łomot. Napędzało mnie to do chęci do grania. Nie ma natomiast takiej jednej osoby, która bym powiedział – o tak, ta osoba mnie zainspirowała. Myślę, że to był zbieg wielu sytuacji, wielu osób, które pojawiły się w moim życiu.

Mam taki krótki epizod w twoim życiu, pracowałeś jako trener personalny. Robiłeś to na siłowni? Jaki to był rodzaj pracy tak naprawdę?

Tak, zaczęło się, moja przygoda jako trener, tak naprawdę obraziłbym osoby, które są dobrymi trenerami personalnymi nazywając siebie trenerem. Zaczynałem przygodę, w ten sposób możemy to nazwać. Byłem na studiach, zaczynałem szukać możliwości po pierwsze, żeby zarobić pieniądze w jakiś sposób, a po drugie, żeby zacząć się rozwijać, poznawać i tak dalej. Mój znajomy, który prowadził, miał klub fitness w Gorzowie, Strefa Formy się nazywał, zaproponował mi taką pracę, bo zobaczył, że bardzo dużo czasu spędzam na siłowni, że szukam różnych metod i tak dalej. To była bardzo w porządku okazja dla mnie, czy też moment na to, żeby ukierunkować to w jakiś sposób. No i zacząłem pracę jako trener personalny, wiadomo, tak jak w większości komercyjnych siłowni, praca z klientem indywidualnym, kompletnie nie związanym ze sportem, wszystko ukierunkowane na spalanie tkanki tłuszczowej, budowanie masy mięśniowej. Nic specjalnego, nic porywającego, tak naprawdę w pewnym momencie tutaj jak w fabryce, bo każdy przychodzi do ciebie z tym samym problemem. Kobiety nie chcą zbudować masy mięśniowej, nie chcą mieć więcej mięśni na biodrach, ramion. Cały czas te same pojawiające się problemy i te same przypadki.

Miałem też taki epizod, przychodzili do nas żużlowcy ze Stali Gorzów z Tomkiem Gollobem, przychodzili do nas siatkarze, i dostawałem te grupy do trenowania w grupie i to w jaki sposób mnie ukierunkowało, że kurczę, troszeczkę jest inny rodzaj pracy niż z taką normalną osobą i podoba mi się to, może pójdę w tym kierunku. Natomiast nie było to stricte sprecyzowane i stricte określone, że dobra, idę w tym kierunku i będę zajmował się pracą ze sportowcami. Gdzieś tam błądziłem, szukałem, nie do końca było to poparte wiedzą, doświadczeniem, o doświadczeniu w ogóle nie ma co mówić w przypadku 19 czy 20-letniego chłopaka. Wiedza raczej oparta na tym co wyczytałem w książkach ze studiów i kilka książek, i w ogóle dostęp w tamtych czasach był o wiele gorszy niż jest teraz. Tak naprawdę teraz to możemy, zresztą sam wiesz o tym, że możemy tak naprawdę znaleźć dostęp do każdego źródła, do każdej książki jaką sobie wymarzymy czy też znajdziemy. Natomiast w tamtych czasach trzeba było iść do biblioteki, więc chodziłem do biblioteki, szukałem książek. Aczkolwiek to też jest bardzo wartościowe, bo budowałem te podstawy, bez których moim zdaniem w dzisiejszych czasach ani rusz.

To nazwijmy trochę tak z perspektywy czasu, brzydko to powiem, ale byłeś trochę nikim, czyli takim jakby trenerem personalnym jednym z tysiąca. Skąd był pomysł na to, żeby jechać do Stanów i zobaczyć pracę jednego ze sławniejszych trenerów w koszykówce?

To może zabrzmieć troszeczkę abstrakcyjnie albo żartobliwie, pomysł zrodził się z YouTube, najnormalniej w świecie. Tak jak wspominałem na początku, byłem osobą, która szukała możliwości znalezienia treningów dla siebie, no i wiesz, wchodziłeś na YouTube, zresztą podejrzewam, że też jak zaczynałeś pracę, ten sam schemat, wpisujesz „NBA workouts fit” czy tam „NBA training”, „Wade room”. No i za każdym razem jak wpisywałem takie frazy, no to cały czas wyskakiwał mi Wade, Gilbert Arenas, i cały czas pokazywała mi się jakby jedna osoba, czyli Tim Glover. Więc przeglądałem te filmiki, które w tamtym czasie krążyły po Internecie, szukałem jakichś inspiracji, no i znalazłem jego stronę internetową i pomyślałem sobie – kurczę, napiszę do niego po prostu wiadomość, zapytam się. Nawet nie miałem zamiaru, nie śniłem o tym ani nie miałem w ogóle jakichkolwiek zamiarów tutaj, że napiszę do niego, żeby mnie zaprosił. Nic z tych rzeczy, po prostu chciałem dowiedzieć się, jak wygląda ośrodek, jakich używa metod, jak to jest w ogóle trenować z takimi osobami, z takimi gwiazdami. Jakie to jest uczucie, jak funkcjonuje właśnie jego placówka. Mój angielski był szkolny, więc to moje pisanie po angielsku zostawiało wiele do życzenia, więc poprosiłem swoją koleżankę, która bardzo dobrze mówiła po angielsku, mówię – słuchaj, jakbyś mogła mi „skleić” takiego maila, to byłbym bardzo wdzięczny. Zrobiła to, dostałem tę wiadomość, wysłałem do niego i zostawiłem to, w ogóle położyłem się spać i całkowicie o tym zapomniałem, że miała miejsce taka sytuacja. Rano się obudziłem przed zajęciami na studiach, mieszkałem wtedy w jednym pokoju z moim przyjacielem obecnie, Marcinem Kapturem, i wstaliśmy, chwyciłem za komputer, bo chciałem sprawdzić czy dostaliśmy jakieś notatki na pocztę czy coś i patrzę, że jest wiadomość od Tim Grovera. Dosłownie dwa zdania – jeżeli jesteś zainteresowany i cię to interesuje, to czemu nie przylecisz i nie zobaczysz jak to wygląda? No i osłupiałem, bo nie wiedziałem w jaki sposób się zachować, czy się cieszyć, czy się nie cieszyć. Z drugiej strony pojawiło się wiele takich może nie demonów, co takiego zakompleksienia chłopaka, który wyszedł z podwórka, który zaczynał od zera, którego rodzice są, oczywiście kocham ich z całego serca, ale gdzieś tam klasy robotniczej, który nie miał pieniędzy i tak dalej, nagle stworzyłem sobie całą mapę rzeczy, których nie będę w stanie zrobić. Nigdy nie byłem za granicą w wieku 19 czy 20 lat i tak dalej. No i tak na chłodno do tego podszedłem, przekalkulowałem sobie, mówię – kurde, to może być dla mnie szansa. I teraz czy ja to wykorzystam czy nie, to zależy tylko i wyłącznie ode mnie, od nikogo innego. Więc poprosiłem rodziców, bo ja nie miałem takiej możliwości, zapytałem się, czy wzięliby dla mnie kredyt studencki, na kwotę wtedy dla mnie astronomiczną, 30 tys. zł. Poprosiłem ich o to, mówię – słuchajcie, tych pieniędzy nie wydam ani na żadne jedzenie, alkohol, papierosy. Zresztą jestem abstynentem, nie piję ani nie palę, nigdy zresztą tego nie robiłem. Wydam wszystko na swoja edukację i na tą moją podróż, żebym mógł tam spać, zobaczyć i tak dalej. I zgodzili się. Wzięli jakby na siebie kredyt, za wszystkie pieniądze, które miałem, postanowiłem zainwestować w swój rozwój. Zacząłem jeździć na szkolenia, kupiłem bilet lotniczy, zapłaciłem za nocleg, no wszystkie rzeczy, które były mi potrzebne do tego to zainwestowałem, żeby tylko i wyłącznie tam polecieć. To był w ogóle mój pierwszy wyjazd za granicę, nigdy nie byłem za granicą. To śmiesznie brzmi, bo ostatnio z żoną siedzieliśmy, przeglądałem paszport, to mam chyba z 12 czy 11 wylotów do Stanów Zjednoczonych, pomijając to, że później zwiedziłem pół Europy jeżdżąc na mecze. Więc to się łatwo mówi teraz, natomiast na tamten czas to było dla mnie, wiesz, takie „big deal”. To było coś niesamowitego, coś co tak jakbyś wyciągnął rękę i dotykał chmur.

Co tam zobaczyłeś w Stanach? Czym to się różniło od tego do czego byłeś przyzwyczajony w Polsce? Bo to był rok 2011 tak mniej więcej, nie?

Tak jest, to był 2011 rok, ten właśnie offseason, kilka miesięcy. Co zobaczyłem? Przede wszystkim profesjonalizm. Zobaczyłem w jaki sposób powinna wyglądać praca, na czym to polega. Że praca czy też trening z osobami, ze sportowcami, to nie jest zabawa. To nie jest, nie wiem, wtedy jeszcze to nie było popularne, ale mówiąc brzydko lansowanie się, tylko to są efekty. Musisz być efektywny, bo prędzej czy później, wiadomo, możesz być super zarządzającą osobą swoim marketingiem, social mediami i tak dalej, natomiast jeżeli nie będziesz miał efektów, to prędzej czy później cię to zweryfikuje. Zrobisz komuś krzywdę, nie będzie jakby ta dana osoba, czy ten dany sportowiec, nie osiągnie swojego celu i możesz stracić pracę czy też stracić klienta, z którym pracujesz. Natomiast Tim nauczył mnie w jaki sposób być efektywnym i co robić, żeby być efektywnym.

Pomijając samą infrastrukturę, bo środek tego obiektu to wartość miliona dolarów, a w ogóle wybudowania tego chyba 8 mln dolarów tego obiektu. Cztery wymiarowe boiska do koszykówki, siłownia wielkości boiska do koszykówki, całe zaplecze łącznie z kosmetyczką, zajmującą się pedicure i manicure, a także fryzjerem. Więc ogromny ośrodek i świetni sportowcy, którzy tam przyjeżdżali. Na tamtym czasie jak ja byłem to było ponad 20 zawodników z NBA i myślę że najważniejszą rzeczą, której się nauczyłem, która była różnicą pomiędzy tym co było tam a co było w moim środowisku na co dzień, no to efektywność.

Wracając do Polski, lecąc samolotem powiedziałeś – no dobra, to teraz sobie takie coś stworzę w Polsce. Taki miałeś pomysł?

Chciałem pracować z koszykarzami w dalszym ciągu. Chciałem być związany z koszykówką w jakiś sposób, no bo byłem tyle lat i nie wyobrażałem sobie życia bez tego. Poleciałem tam, zobaczyłem, zainspirowałem się tym jak to wygląda i pomyślałem sobie, że nie ma czegoś takiego w Polsce i może to jest dobry moment na to, żeby takie coś zrobić i czymś takim się zająć. Więc zdecydowałem się na to, żeby spróbować i zrobić to. Miałem oczywiście setki osób, które mi mówiły, że nie jestem w stanie tego zrobić i nie zrobię tego, bo jestem za młody, bo czegoś takiego w Polsce nie ma, bo koszykarze nie trenują w wakacje. Było multum osób takich, wiesz, „życzliwych”, które mi mówiły, że nie jesteś w stanie tego zrobić, nie zrobisz tego, po prostu nie ma prawa bytu. Bardzo okrzepłem tam, zobaczyłem w jaki sposób wygląda w Stanach i zaczęły mnie takie rzeczy napędzać, że jak ja nie jestem w stanie tego zrobić? Oczywiście, że to zrobię. Brałem telefon i możesz wierzyć czy nie, dzwoniłem do stu zawodników, koszykarzy, no i wyobraź sobie, że nie znamy się i dzwonię do ciebie i mówię – cześć Michał, z tej strony Artur Pacek, jestem wybitnym specjalistą w dziedzinie fizjoterapii, chciałbym cię zaprosić na swój kurs. Ty kompletnie mnie nie znasz, nigdy o mnie nie słyszałeś, nie masz pojęcia kim jestem, no to byś pomyślał sobie, tym bardziej z twoim doświadczeniem, z twoją wiedzą, z twoim warsztatem, no to prawdopodobnie rozmowa zakończyłaby się po minutach.

Musiałbym cię wygooglować.

Tak jak z filmu – zadzwonimy do ciebie. – Ale ja nie mam telefonu. – Dobra, zadzwonimy. Wiesz o co chodzi?

Tak.

Więc jakby w tym kontekście. Dzwoniłem do stu osób i jedyna rzecz, która mi utkwiła na tamten czas, to ze 100 osób 90 mi mówiło, że ono nic nie robi. Może nie 90. 80% mniej więcej tych osób mówiło do mnie, że – słuchaj, wiesz co, super, bardzo fajny pomysł i tak dalej, natomiast ja w wakacje nic nie robię, mam zabukowane, jadę z rodziną, odpoczywam, między sezonami to jest przerwa po to, żeby odpoczywać. 10% z tych osób mówią mi, że coś tam robi i oni nie potrzebują, bo oni w domu sobie poćwiczą. Mają halę, boisko i tak dalej. Natomiast kolejne 10 osób, akurat tutaj 10 osób zgodziło się na to, żeby przyjechać i trenować. Natomiast teraz, jeżeli dzwonisz do zawodników, te proporcje zupełnie się odwróciły, czyli te 10% mówi, że w ogóle nic nie robi, 10% w dalszym ciągu mówi, że coś tam robi, a 80 jest chętnych do tego, żeby przyjechać i trenować w normalnych warunkach i po to, żeby się rozwijać. Usłyszałem coś takiego, nie chcę też, żeby to zabrzmiało jak pochwalenie czy też nobilitacja własnej osoby, ale jeden z dziennikarzy powiedział mi, że zmieniłem sposób myślenia tych zawodników, w ogóle generalnie środowiska, jeżeli chodzi o koszykarzy. Bardzo się z tego cieszę, bo to przynosi same tak naprawdę profity. Mniejsze ryzyko kontuzji, lepsze efekty, jeżeli chodzi o granie, ale też zarabianie, jeżeli chodzi o większe pieniądze. No bo mam multum historii, kiedy pracujemy z takimi osobami, ktoś przetrenuje, ma rewelacyjny sezon i jego zarobki idą na przykład 50-60% wyżej. Więc to co on teoretycznie zostawi, tam tysiaka czy dwa, w zależności od długości pobytu, no to to mu się zwraca stokrotność tak naprawdę. Więc są same zalety, moim zdaniem, patrząc z mojej perspektywy. Oczywiście ja będę subiektywną osobą, no bo sam o prowadzę, jestem bardzo tym, tak mówiąc po młodzieżowemu „zajarany”, więc mówię, dla mnie same zalety, jeżeli chodzi o możliwość pracy.

Czyli ten projekt „Get Better”, czyli ćwiczenie czy szkolenie koszykarzy, żeby więcej wiedzieli? Na co ty stawiasz? Bo ty się zajmujesz około tygodnia tymi ludźmi, do dwóch, chyba mało osób jest tam dłużej. Co ty próbujesz im wpoić w głowę? No bo samego treningu, przygotowania, to mało jesteś w stanie w tydzień zrobić, to dokładnie wiemy.

Po pierwsze nigdy nie chciałem, żeby to było utożsamiane z obozem koszykarskim. To nie jest obóz koszykarski.

Trochę sam to chyba nazywasz tak. Na stronie masz obozy koszykarskie.

Tak, obozy koszykarskie, natomiast zawsze, kiedy rozmawiam z kimś i ktoś się zastanawia, ja mówię, że to nie jest obóz koszykarski, bo to nie będą wakacje z koszykówką, tylko przyjeżdżasz po to, żeby trenować i stawać się lepszym. Więc jakby my pracujemy tak naprawdę, jeżeli mogę w ten sposób powiedzieć, jak fitness club czy też jak siłownia. Czyli jesteśmy otwarci w okresie wakacyjnym i wtedy, kiedy ty chcesz przyjechać i trenować to możesz to zrobić, i tak samo, kiedy chcesz wyjechać, to wtedy też wyjeżdżasz. Najczęściej to się dzieje w blokach tygodniowych, czyli osoby po prostu przyjeżdżają na jeden, dwa, trzy tygodnie i tak naprawdę najwięcej mamy osób, które są na 2 tygodnie, 3 tygodnie. Trochę osób jest na jeden tydzień, wiadomo, że im cztery, pięć, sześć tygodni jest o wiele rzadziej, natomiast mieliśmy osoby, które potrafiły być, na przykład rehabilitowały się u nas, no to były cały okres. Były osoby, które miały coś do udowodnienia, też się u nas zamykały i trenowały na przykład przez 8 tygodni naszym głównym celem, jakby mamy 3 strefy, jeżeli mogę w ten sposób powiedzieć i czwartą taką nieformalną, czyli w których posługujemy się w trakcie przyjazdu do nas, czyli jest trening koszykarski, trening techniki indywidualnej przede wszystkim, trening przygotowania fizycznego, fizjoterapia i ten czwarty taki powiedzmy nieformalny, no to ta strefa mentalna. I w tych czterech obszarach posługujemy się, pracujemy, w trakcie naszych zajęć.

A czego ci brakuje jeszcze w „Get Better”? Gdzie to ma jakby iść? Gdzie są twoje jakby marzenia?

Miejsca. Brakuje miejsca po prostu czasami. Chciałbym mieć taki ośrodek jak miał Tim, to wtedy byłbym w 100% spełniony, natomiast w Polsce chyba śmiało mogę powiedzieć, że nie ma takiego obiektu. Też na pewno jeszcze większej indywidualizacji, jeszcze większego staffu trenerskiego. Najlepiej to bym chciał, żeby każdy kto przyjeżdża, trenował jeden na jeden, natomiast wiem o tym, że jest to fizycznie niemożliwe. Musiałbym mieć tyle samo trenerów, ilu jest zawodników. Natomiast formę, którą my przyjęliśmy, to jest trening w małych grupach, to jest trening ukierunkowany, czyli jeżeli nie jest tak, że wszyscy są wrzucani do jednego worka, czyli przyjeżdża na przykład do mnie Krzysztof Szubarga i mam na przykład młodego zawodnika, i oni są rzucani do jednego worka i robią to samo. Nic z tych rzeczy, staramy się bardzo mocno indywidualizować, w zależności od potrzeb i braków, które mają zawodnicy.

Mówisz o tej indywidualizacji. Ja mam taki jeden dysonans, patrząc na to z boku, no bo idą tam amatorzy i kompletnie osoby, które w koszykówkę grają na podwórkowym poziomie. Jadą tam zawodnicy Ekstraklasy, I i II ligi, którzy mogą jeszcze jakoś ze sobą rywalizować. Jadą tam „jedynki”, „dwójki”, „trójki”, „czwórki”, „piątki”, czyli różne pozycje. Mówisz o tej indywidualizacji, o tym, że jesteś w stanie to zgrać. Na ile to jest ciężkie, na ile to jest jakby problematyczne dla was jako trenerów?

Teraz już jest o wiele łatwiej, bo mamy system budowania ogólnego planu i ogólnego zarysu pracy. Natomiast na początku było na pewno to ciężko. W dalszym ciągu jest, bo potrzebujemy tak naprawdę około jednego dnia, żeby to wszystko spiąć, mówię ogólnie o ustawieniu kalendarza na tydzień, nie mówiąc tutaj o treningach. Natomiast jeżeli chodzi o koszykówkę i o ten trening indywidualny, no to zawodnicy są selekcjonowani pod względem pozycji. Czyli na przykład, jeżeli mamy jedynki, dwójki, trójki, no to są tworzone grupy w zależności od tego jakie są osoby, bądź też po prostu mają treningi indywidualne. Jeżeli chodzi o trening siłowy, wiadomo, to jest tak, że ja nie wymyślę koła.

Czyli nie wymyślę czegoś nowego i na przykład dana osoba, nie wiem, będzie wykonywała zupełnie coś innego niż druga osoba lub też inna grupa. Z tego względu, że po prostu przysiad jest przysiadem, podciąganie jest podciąganiem, wyciskanie jest wyciskaniem, czyli są elementarne wzorce ruchu, których po prostu nie jesteśmy w stanie zamienić i nie jesteśmy w stanie jakby tutaj pewnych rzeczy wykluczyć. Natomiast poprzez znajomość słabości tych osób, defektów, słabych ogniw, jesteśmy w stanie tak programować trening siłowy, że poprzez właściwy dobór tych ćwiczeń, doprowadzić taką osobę do określonego celu. I to bez znaczenia, spalenie tkanki tłuszczowej, zgubienie wagi, zwiększenie siły mięśniowej, problem z urazami, w sensie z kontuzjami, no to to wszystko jesteśmy w stanie w taki sposób zaprogramować, żeby do tego celu dotrzeć.

Kolejną rzeczą jest to, że mamy też rozbudowany stuff trenerski, bo mamy około 10 trenerów, którzy są przez cały okres, więc tak naprawdę na jednego trenera przypada około 2-3 osoby w zależności od czasu, w którym to się odbywa i ilości osób, która przyjeżdża. No i to pozwala i powoduje, że jesteśmy w stanie to tak zaplanować, żeby jak najbardziej to zindywidualizować. Oczywiście są sztandarowe rzeczy, bo jeżeli prowadzimy rolowanie, zajmujemy się całą grupą, no to nie rozbijamy tutaj, nie wymyślamy koła, tylko wszyscy to robią. Natomiast ta indywidualizacja bardziej będzie polegała na takich bardziej specyficznych rzeczach, czyli właśnie pozycja, ktoś ma jakieś braki, dysbalans mięśniowy i tak dalej.

W tym samym czasie ćwiczą zawodowcy i amatorzy. Nie ma takiej opcji, że zawodowiec się wkurza, że amator gorzej to umie albo piłka mu wypada i ćwiczenie trochę traci rytm albo coś w tym stylu?

Mamy tak, że też dzielimy, czyli jeżeli mamy osoby, które są z PLK czy też z I Ligi na bardzo wysokim poziomie, to takie osoby raczej są razem, natomiast amatorzy, jeżeli mogę w ten sposób powiedzieć, czy osoby, które tam rekreacyjnie zajmują się koszykówką albo młodzież, jest posegregowana pod względem stopnia umiejętności. Robimy też tak, dla mnie to też było świetne, ja też jakby chciałem do tego dążyć, bo często się zdarzają takie sytuacje, że na przykład jest jakiś młody zawodnik, 16-17 lat, który jest perspektywiczny, nie do końca jeszcze w głowie poukładane, i on na przykład idzie na trening i widzi, otwiera drzwi od sali i patrzy, tam Michał Chyliński czy Krzysiek Szubarga zalani potem, ledwo oddychający, a kurna za koszem wymiotujący na przykład starszy gościu. No to dla takiego młodego chłopaka, to pokazuje – ej, jeżeli najlepsi goście z Polski trenują tak ciężko, no to kurde, ja też powinienem.

Dlatego wiadomo, że nie możemy zrobić tak, że weźmiemy przypuśćmy Jana Kowalskiego i wrzucimy go z Krzysiem Szubargą na trening i oni będą razem trenować, bo jest po prostu to niemożliwe, natomiast te osoby przebywają ze sobą na sali, mijają się na holu i tak dalej, mają możliwość porozmawiania, zadania pytań, bo ci starsi chłopacy, czyli mam tutaj na myśli z Ekstraklasy, są też bardziej otwarci. Czasami nawet jest tak, kilkakrotnie miałem taką prośbę do starszych chłopaków, czyli na przykład Pawła Leończyka czy właśnie Krzysia Szubargi, czy do Krzysia Dłoniaka – słuchaj, jest fajny chłopak. Ja nie jestem w stanie przekazać mu takiej wiedzy jak ty koszykarskiej, bo nigdy nie grałem na tym poziomie, ale jeżeli ty byś to zrobił i powiedział jakieś kilka słów czy też przekazał jakieś informacje, no to na pewno do niego to bardziej trafi niż jeżeli ja to zrobię. I to też jest super w tym, bo jest środowisko, które wzajemnie siebie nakręca do pracy.

Czasami jest tak, mieliśmy na przykład w zeszłym roku Jacka, który przyjechał do nas, totalny amator, po prostu zjawił się zupełnie przez przypadek, czytał jakieś nasze posty na Facebooku i stwierdził, że on chce grać w koszykówkę i zrzucić kilogramy, przyjechał z bardzo dużą nadwagą. I cały obóz tym żył, jeżeli mogę w ten sposób powiedzieć, cały ośrodek tym żył i wszystkie osoby kibicowały Jackowi, żeby zrzucił kilogramy i żeby wytrzymał 8 tygodni. On przyjechał na 8 tygodni. Nie pamiętam dokładnie, chyba ważył 120, wyjeżdżając ważył 103 kilogramy. I on chciał trenować, siedzą chłopaki na przykład z ekstraklasy i tam odrzuca punkty w trakcie grania, wstają, kibicują mu, krzyczą. To to jest coś rewelacyjnego. Tak jak czasami są te filmiki, które krążą gdzieś tam na YouTube, że prawdziwy sport jest na podwórku, to tutaj taki przykład, że tworzy się środowisko wzajemnego wsparcia i to jest fantastyczne, bo to też było jedną z takich rzeczy, które chciałem, żeby było.

Wzorzec ruchowy

Wspomniałeś kilka zdań wcześniej o takim czymś jak wzorzec ruchu. Czym to dla ciebie jest? Jakbyś to ujął, opisał?

Generalnie troszeczkę śmielej używam tego terminu, natomiast powiem ci, że nie lubię go używać. Z prostego względu. Ze względu na to, że pojawiło się w naszym środowisku takie przekonanie, że wszystko musi mieć swój wzorzec ruchu. Człowiek musi się poruszać w sposób idealny, sami wytworzyliśmy sobie jakieś wyimaginowane ramy sposobu poruszania się w danym wzorcu ruchu, czy to w przysiadzie, czy w podciąganiu, czy w wyciskaniu, które bardzo często weryfikując, mają się nijak. I często pojawiają się osoby, które po prostu nadużywają tego „wzorzec ruchu”. Ja pracuję ze sportowcami, też przychodzi do ciebie wielu sportowców i wiesz o tym, że nie ma czegoś takiego jak perfekcyjna postawa ciała, że nie ma czegoś takiego jak perfekcyjny wzorzec ruchu. Nawet wrzucałeś chyba tam kilka tygodni temu na swoją stronę na Facebooku badania, które potwierdzają, że nie ma korelacji pomiędzy prawidłowym podnoszeniem ziemi z podłoża, a zaokrąglonych plechach. Coś takiego.

Kilka tygodni temu to było, tak.

Tak, dokładnie. I to jest jeden z obrazów. Na przykład ja mam sportowców, prowadzą drużynę, mam dwunastu chłopaków, to uwierz mi, że normy czasami, które osoby podają, czyli wiesz, tam ileś kątów zgięcia stawowego podczas przysiadu dla stawu skokowego, proste plecy i wysunięte barki i tak dalej, no to to jest surrealistyczne. To jest tak jak włączamy program telewizyjny i oglądamy Wyspy Zielonego Przylądka i wydaje się to po prostu jak odległa planeta. A co więcej, rozmawiałem w zeszłym roku z moimi fizjoterapeutami, czyli z Łukaszem Kulikowcem i z Kamilem Iwańczykiem, nawet właśnie poruszaliśmy ten temat, że nawet w momencie, kiedy próbujemy daną rzecz poprawiać, na przykład ktoś ma zaokrąglone plecy, oczywiście w granicach normy, ja nie mówię tutaj o Quasimodo, tylko ten odcinek piersiowy jest zaokrąglony i próbujemy to poprawiać i nagle pojawiają się dolegliwości bólowe, gdzie tego nie było. Więc to daje obraz taki dla mnie jako trenera, że nie zawsze te rzeczy, które my sobie wymyśliliśmy, są właściwe i powinni się w tych ramach posługiwać. Żeby nikt tego źle nie zrozumiał, broń boże nie jestem osobą, która jakby lekceważy jakieś wady postawy, czy lekceważy jakieś bardzo duże zaburzenia biomechaniczne, nic z tych rzeczy.

Najczęstszy przykład u mnie, gdzieś tam ludzie mnie pytają, ktoś na przykład nie ma zgięcia grzbietowego w stawie skokowym i daje takim osobom, koszykarzom, podpiętki na przykład pół centymetra, po to, żeby on mógł sobie głębiej zejść w przysiadzie i wykonać to w pełnej formie. No i często osoby na przykład gdzieś tam zarzucają czy piszą do mnie, że jak to jest, że ja wykonuję przysiad a osoba nie ma zgięcia, że powinienem najpierw robić mobilizację i tak dalej. No i teraz wyobraź sobie Michał taką sytuację, że jest okres przygotowawczy, zbliżamy się do sezonu, mamy pierwszy mecz, na przykład gramy o super puchar, jestem rozliczany za to, bo musimy to wygrać, bo nikt tu nie patrzy na to czy jest miło, fajnie i przyjemnie, i ja mówię, zawodnicy wychodzą, i kurna nikt nie ma siły, mocy, nie jest wytrzymały, nie biega, no i przychodzą do mnie i pytają co się stało. Ja mówię, że pracowałem, bo poprawiałem zakres ruchów w stawie skokowym, a nie zrobiłem nic na przykład.

No nie jesteśmy w stanie jakby w ten sposób jako trenerzy przygotowania fizycznego pracować, nasz czas jest ograniczony i musimy znajdować takie metody, które będą efektywne i bezpieczne. Więc ja w takim wypadku pozwalam osobie wykonywać przysiad, bo suma korzyści będzie zdecydowanie większa w takim przypadku, aniżeli niewykonywanie tego przysiadu, bo nawet poprzez uniesienie pięty ja chronię troszeczkę ze względu na zmiany kątowe dolny odcinek pleców, pomagam takiej osobie wykonać pełny zakres zgięcia w stawie kolanowym, zakres w biodrach. Pozwalam na to, żeby troszeczkę bardziej VMO pracowało przez to, że pięta jest uniesiona, a w międzyczasie cały czas pracuję nad zakresem ruchu.

Jak byś nazwał ten wzorzec, żeby ta nazwa była bardziej taka, którą byś bardziej akceptował niż sam wzorzec ruchu?

Po prostu, wiesz co, też się zastanawiałem nad tym, bo czasami jak piszę jakiś artykuł czy staram się właśnie tak jak w rozmowie, to oczywiście używam wzorzec ruchu podkreślając to, natomiast nazywam dany ruch danym ruchem, czyli po prostu, jeżeli mówimy o przysiadzie, to mówię tu o przysiadzie, nie mówię tutaj o wzorcu przysiadu na przykład albo o wzorcu podciągania. Tylko po prostu, przysiad jest przysiadem, podciąganie jest podciąganiem, wyciskanie jest wyciskaniem. Nie chcę tego w ten sposób idealizować i ustawiać tego w jakieś sztywne ramy i starać się wymyślać nie wiadomo co.

Masz taki śmieszny gdzieś tam post na Get Better albo nie pamiętam, gdzie on był, że – nigdy zawodnik o drugim zawodniku nie powie nic innego, tylko, że jest silny. Nie wiem, czy kojarzysz ten post?

Tak.

A do mnie mówią, że jestem za szybki. To źle czy dobrze?

To bardzo dobrze, Michał. To ja cię biorę do drużyny. Wiesz, chodzi o to, że często, to jest taki przykład, bo na boisku na przykład zawodnik do zawodnika nie powie – ale on jest wytrzymały. Albo ale on jest gibki. Nikt nic takiego nie powie, tylko mówiąc tutaj brzydko, żeby też nikogo tutaj nie urazić, to raczej zawodnik powie – ale ten skurwiel jest silny. Na takiej zasadzie. Czyli tutaj siła będzie, wiesz, odgrywała kluczową rolę w tym momencie, kiedy wychodzisz po zasłonie, kiedy walczysz o piłkę, kiedy starasz się grać 1 na 1 i to robi różnicę po prostu.

Pojechałeś chyba dwa razy z rzędu na takie jakby campy NBA pomiędzy sezonami. Jak to wspominasz i czego tam się nauczyłeś?

NBA Combine jest to 4 bądź 5 dni, ta formuła się zmienia, teraz to się nie odbędzie, bo to w tym tygodniu powinno się odbywać, jest to formuła, którą wymyśliła NBA i jakby gromadzi wszystkich z NBA, czyli drużyny, które nie grają, tam chyba to półfinały NBA, w zależności od kalendarza, już nie pamiętam, natomiast gromadzi całą śmietankę NBA, czyli przedstawicieli klubów, trenerów, asystentów, trenerów przygotowania fizycznego. NBA zaprasza najlepszych zawodników z college’ów, czyli z uczelni wyższych. W większości przypadków, jak przeszłość pokazuje, bez tych najważniejszych picków. Czyli jeżeli ktoś jest nominowany do pierwszego picku w drafcie, drugiego, trzeciego, to raczej tam pierwsza piątka-szóstka nie przyjeżdża na coś takiego. Natomiast reszta, która tam jest, przyjeżdża po to, żeby poprzez pokazanie się w trakcie grania, bo oni są dzieleni na kilka drużyn, rywalizują ze sobą i poddawani są testom, czyli to jest bieg na ¾ boiska, test siły, pomiary antropomotoryczne, sprawdzają możliwości tych zawodników oraz też w jaki sposób mogliby wykluczyć pewne zagrożenia związane z urazami i też to decyduje o tym, z jakim pickiem, czy też z jakim numerem, jaka drużyna wybierze danego zawodnika. Przede wszystkim świetny moment, bo po pierwsze to jest możliwość zobaczenia, w jaki sposób to wszystko wygląda. Drugą rzeczą jest to, że można wymienić wiele poglądów, wiele myśli, można porozmawiać z osobami, które tam są, no i też zobaczyć w jaki sposób wyglądają zawodnicy, jak to się wszystko zmienia.

No i potem do Polski przyjeżdżasz ponownie i z tego co też ja wiem i też większość osób też wie, jesteś trenerem przygotowania motorycznego i byłeś w Koszalinie, byłeś w Rosie Radom i w BM Stali. Czym taka praca w polskiej najwyższej klasie rozrywkowej, czyli w ekstraklasie, różni się od takiego NBA, które widziałeś? Albo inaczej, co przeniosłeś? Co dobrego jest w stanie wnieść na polskie realia i jest akceptowane przez naszych polskich trenerów?

To tak jak mówię, też się zmienia, bo kiedyś było tak, tak jak rozmawiałem z trenerami, z którymi pracowałem, czy też gdzieś tam zaczerpnąłem języka, to często było tak, że ta nasza funkcja była pomijana. W 2013 roku było chyba trzech trenerów, którzy byli zatrudnieni na pełen etat i którzy zajmowali się w ogóle właśnie przygotowaniem fizycznym. Często to było tak, że wiesz, trenerzy brali osoby na przykład od lekkiej atletyki, po to, żeby zawodnicy lepiej biegali, to tak się utarło.

Ja pracowałem w 2011 roku w ekstraklasie, no to jako jeszcze wtedy student rehabilitacji, pełniłem funkcję fizjoterapeuty, trochę kierownika drużyny, no i właśnie tego trenera przygotowania motorycznego.

Właśnie tak.

Ale rozgrzewkę dynamiczną robiłem od zawsze, nie robiłem rozciągania statycznego.

No i także wiesz, także słuchaj, trenerzy brali właśnie osoby z siłowni albo tam od lekkiej atletyki i to były osoby, które były na przykład na okres przygotowawczy albo po prostu drużyna chodziła na siłownie dwa razy w tygodniu i taka osoba z nimi trenowała. Natomiast z mojej perspektywy, moja praca nie mówiąc w ogóle o twojej pracy, bo też to jest niesłychanie ważne, to jest praca 24 na dobę. To nie jest tak jak ludzie postrzegają – a tam, zrobisz dwa treningi na siłowni, rozgrzewkę z drużyną przed treningiem i na tym kończy się twoja praca.

Ja zawsze miałem opcję, że ten, który robi wodę i picie.

Więc tak naprawdę myślę, że jakbyś teraz z moją żoną chciał zrobić podcast, to ona by ci opowiedziała jak wygląda jej życie przez pryzmat mojego życia. Że często spędza sama, często siedzę w domu to jestem zamknięty i pracuję, często jest pełno obowiązków, często jadę na trening na przykład o dziwnych godzinach, bo ktoś potrzebuje tego. Więc to jest tak naprawdę praca 24 na dobę. Jakie są różnice mnie zapytałeś. Więc dla mnie na przykład przede wszystkim infrastruktura i myślę, że tutaj bardzo długo będziemy mieli problem, żeby coś takiego osiągnąć, no bo w Stanach to są nieograniczone budżety. Jak byłem ostatnio w 2018 roku w Miami Heat w wakacje, to rozmawiałem z Billem Foranem, który jest głównym trenerem Miami Heat, to wiesz, to u nich to są problemy na takiej zasadzie, że w trakcie, wtedy, kiedy ja byłem, no to oni się zastanawiali nad tym, żeby wymienić po prostu wszystkie światła na hali, kupić maszynę, która będzie powodowała produkcję lepszego powietrza, bo według badań wykazało, że lepsze światło i lepsze powietrze powoduje lepsze efekty treningowe. Więc to są tego typu problemy. Albo na zasadzie, że sprzedali jeden samolot i kupili dwa nowe. Więc generalnie myślę, że nawet w Legii Warszawa piłkarskiej, nie można mówić o takich rzeczach. Część rzeczy na pewno, natomiast o kupowaniu samolotów, to myślę, że jakby nie ma tutaj w ogóle mowy.

Samej rozmowy pewnie nawet w legii nie ma, a tam jest to jakby na bieżąco, nie?

Oczywiście. Więc to jest zupełnie inna skala problemu. Czasami w dalszym ciągu, nawet na poziomie ekstraklasy borykamy się z prostymi rzeczami. Czasami zorganizowanie sprzętu, zorganizowanie miejsca. Tam trenerzy od przygotowania fizycznego mają tak naprawdę nieograniczony budżet, więc oni mogą tak naprawdę co chcą, no to mogą po prostu używać. Nawet wtedy jak byłem pierwszy raz w 2014 roku, to tak naprawdę wtedy mieli coś takiego, nie wiem, jak to powiedzieć, wchodziłeś do takiej kapsuły albo do takiego pomieszczenia, w którym stawałeś w określonym punkcie i w monitorze wyświetlała się osoba, która mówiła ci jaki ruch musisz wykonać i to był screening, powiedzmy coś jak FMS. Na przykład przysiad na jednej nodze, przysiad obunóż, przysiad z uniesionymi rękoma i później ta maszyna zbierała sobie dane i drukowała ci papier, który otrzymywałeś, gdzie jest dany problem. Więc to po prostu technologia jakby taka, która w ogóle na nasze realia, nie wiem, czy ktokolwiek coś takiego ma.

Dalej jesteś trenerem w Stali. Jakbyś miał coś kupić na swoją siłownię do trenowania z chłopakami, to co by to było? Jedna rzecz, budżet nieograniczony.

To kupiłbym sztangę.

Dlaczego sztangę?

No bo uważam, że najprostsze rzeczy mogą nas doprowadzić do wielkich efektów. Ja nie jestem gadżeciarzem, nie lubię stosować rzeczy, które będę używał okresowo albo którymi znudzę się tak jak zabawką i przestanę to używać, tylko szukam rzeczy, które będą w sposób permanentny i ciągły podnosiły umiejętności, czy też wyniki moich sportowców. I uważam, jeżeli mógłbym wybrać, no to na pewno chciałbym zagospodarować, zbudować sobie własną siłownię, taką jaką chcę, czyli postawić klatki, różnego rodzaju sztangi, hantle, ławeczki. Takie rzeczy teoretycznie podstawowe, których w dalszym ciągu w wielu miejscach po prostu nie ma i na tej podstawie po prostu bym budował swoje treningi. Często jak prowadzę szkolenia, to na przykład moi uczniowie pytają, kursanci pytają mnie – jakbyś miał wybrać jedną rzecz, to co byś wybrał? Albo nad jaką metodą byś się skupił, jako narzędzie byś używał? Zawsze odpowiadam, że jest to trening siłowy i zawsze umiejętność programowania treningu siłowego, że jest to dla mnie najważniejsza rzecz, bez której po prostu nie będę w stanie funkcjonować.

Kiedy stwierdziłeś, że jesteś w stanie albo że możesz szkolić jakby w Polsce i ta wiedza, którą posiadasz jest na tyle duża, że będą chcieli ciebie słuchać?

Pomysł się zrodził, właśnie byłem w Stanach w 2015 roku. Inaczej, w 2013 roku pojechałem do Mirka Babiarza, bo Mirek wtedy jeszcze mieszkał w Stanach Zjednoczonych, akurat pracował na Uniwersytecie w Redlans jako główny trener i po prostu zgadaliśmy się, jak to się mówi po młodzieżowemu. Poleciałem do niego do Redlans w Kalifornii i spędziliśmy 3 tygodnie ze sobą. Trenowaliśmy sportowców, rozmawialiśmy 90% czasu na temat przygotowania fizycznego, wymienialiśmy się swoimi doświadczeniami, układaliśmy treningi, robiliśmy jakieś mikro badania na sprzęcie, który tam Mirek miał. Świetny czas, bardzo dobrze to wspominam, z bardzo dużym sentymentem. Wymienialiśmy się właśnie poglądami i tak dalej. No i cały czas mieliśmy kontakt. Ja wróciłem do Polski, Mirek cały czas był w Stanach, no i w 2015 roku Mirek się przeprowadził do Miami i też odwiedziłem go bardziej turystycznie z żoną. To też było tak, że byłem w tym roku w Miami Heat i odwiedziłem go przy okazji? Już nie pamiętam. Nieistotne.

Też spędziliśmy ze sobą tydzień czasu, rozmawialiśmy i okazało się, że Mirek będzie wracał do Polski, mówię – słuchaj, no to jeżeli wracasz do Polski, to chodź, zrobimy coś razem. Chodź, zrobimy, otworzymy jakąś organizację czy też zaczniemy pisać posty, dzielić się swoją wiedzą. W Polsce nie jest to do końca tak bardzo popularne, jest mało źródeł, bo rzeczywiście w tamtym czasie było bardzo mało źródeł związanych z przygotowaniem fizycznym. Nikt o tym nie pisał, raczej czysta kulturystyka, wiesz o co chodzi, pompowanie bica, trica, zażywanie kreatyny i białka, ryż i kurczak. Ty pewnie jeszcze bardziej to doświadczasz, bo mieszkasz w Warszawie, to też masz więcej do czynienia z takimi rzeczami, gdzieś tam pewnie po oczach cię to szczypie. Natomiast mówię, że ok, zaczęliśmy pisać jakieś artykuły, a później wymyśliliśmy nazwę, wymyśliliśmy i zaczęliśmy pisać. Po prostu Mirek przyjechał i postanowiliśmy, że mamy fajne materiały, wyszły z tego fajne materiały z naszej wiedzy i czemu myśmy nie zrobili szkolenia. Jeszcze wtedy Kuba Jaworski był z nami, też trener siły, short tracku, na samym początku, który też prowadził ze mną, bo Mirek był wtedy w Stanach pierwsze szkolenie, no i postanowiliśmy, że czemu nie.

No i tak z miesiąca na miesiąc, z roku na rok, gdzieś tam ta pasja cały czas się rozwijała. Ja też jestem taką osobą, jeżeli podejmuję się czegoś, to chciałbym być najlepszy w tym co robię i chciałbym nie tylko i wyłącznie na zasadzie, jak będę zajmował się treningiem sportowym, to ogólnie też związanym z przygotowaniem fizycznym, to chciałbym wszystko robić bardzo dobrze, czyli właśnie dzielić się wiedzą. Chciałbym pisać świetne książki, chciałbym trenować ludzi, wszystko co jest związane z tym, bo to jest moje życie. Przygotowanie fizyczne to nie jest tak, że ja to traktuję jako pracę, tylko to jest moje życie 24 na dobę. Ja po prostu tym żyję na co dzień, tym się zajmuję i jakby wszystko co jest dookoła tego, no to chciałbym się tym zajmować i stąd się też zrodziła jakaś tam pasja i chęć nauczania innych, że sprawia mi to bardzo dużą przyjemność, tak jak mogę trenować sportowców i też mi przynosi wielką radość, kiedy ktoś robi duże postępy, ktoś rozwija się, to tak samo w tym przypadku.

Polecane szkolenia

Chciałbym żebyś polecił jakieś szkolenie, którego nie prowadzisz i takie, żeby było w Polsce, żeby więcej osób miało do niego dostęp.

Ciężko mi powiedzieć. Nie chciałbym wyjść na hejtera albo ignoranta, bo tak nie jest, natomiast nigdy nie byłem na szkoleniach innych osób, bo w Polsce byłem tylko u Remika Rzepki na FMS-ie, jak zaczynałem. Natomiast nigdy nie było czegoś takiego, po prostu w Polsce nie jeździłem na szkolenia, zawsze to były Stany tak naprawdę, większość moich szkoleń to są Stany. Wiem o tym, że na pewno z mojej branży, z mojej dziedziny, no to bardzo dobre opinie ma Maciek Bielski. Nie znam go w ogóle, więc jakby tutaj nie chcę też, żeby to zabrzmiało źle. Wiem o tym, że dużo osób jeździ do Wojtka Jusiela, którego też poleca. Także na pewno jest kilka osób. PSTM, czyli jako polskie przygotowanie treningu motorycznego, też dużo osób jeździ tam i też chwali. Jest też EPI, ale to jest powiedzmy zagraniczne szkolenie gdzieś tam ściągnięte do Polski, ktoś to po prostu odtwarza. Natomiast na pewno jest teraz o wiele więcej miejsc i możliwości do tego, żeby jeździć i po prostu się szkolić, jeżeli chodzi o trening.

A jakbyś miał polecić jakieś szkolenia bardziej międzynarodowe albo na których ty jeszcze nie byłeś, a bardzo chciałbyś być, które by to było?

Na pewno świetnym szkoleniem, może nawet nie tyle szkoleniem co konferencją, które gromadzi bardzo dużą liczbę osób i świetnych postaci, nie tylko z treningu przygotowania fizycznego, treningu siłowego, ale także z medycyny, fizjoterapii i tak dalej, to jest Swiss w Mississaudze. Więc tam tak naprawdę jest cała śmietanka, wszyscy najlepsi specjaliści z całego świata.

Teraz będzie łatwiej, bo będzie online pewnie.

Przeniesione zostało na przyszły na rok. Miało być w tym roku, ona się odbywa co dwa lata i zostało przeniesione na przyszły rok. Natomiast to jest takie bardzo szkolenie. Bardzo dobre szkolenie Charlesa Poliquina na pewno, świętej pamięci. Ale to jest to co na pewno bym wybrał, jeżeli miałbym lecieć.

Kto ma trafiać na twoje szkolenia?

Każdy kto jest ambitny, kto jest głodny wiedzy, kto chce się rozwijać i kto widzi jakby sens właśnie tego rozwoju. Przede wszystkim jest to kierowane do trenerów przygotowania fizycznego, do trenerów personalnych. Także przyjeżdżają do nas fizjoterapeuci, przyjeżdżają do nas trenerzy z określonych dyscyplin sportowych, natomiast tak naprawdę, zresztą sam wiesz o tym, że podstawy są podstawami i są rzeczy, które są niezmienne. Nie zmienimy fizjologii człowieka, nie zmienimy anatomii, nie zmienimy biomechaniki. Więc to są rzeczy, to są podstawy, które trener przygotowania fizycznego, fizjoterapeuta, trener personalny, te osoby muszą to mieć jako podstawy, bez których nie zrobisz kroku do przodu i myślę, że te szkolenia, które my prowadzimy, no to dają przede wszystkim podstawy, ale też dają zaawansowaną wiedzę, którą można później wykorzystać w swojej pracy.

Twoją główną dewizą jest siła. Chcesz mieć Artur „siła” Pacek? Myślałeś nad takim sloganem?

Aż tak nie.

Dlaczego siła jest najważniejsza?

Dlaczego uważasz, że ta siła jest najważniejsza?

To jest to o czym zaczęliśmy rozmawiać na samym początku i powiedziałeś, że do tego wrócimy. Żyjemy w dzisiejszych czasach, w których kupujemy wzrokiem, kupujemy jakby to co widzimy, czasami się nie zastanawiając. Czasami robimy treningi, które znajdziemy, zobaczymy, że LeBron James robi dany trening czy Leo Messi i to oznacza, że takie osoby po prostu, jeżeli trenuję, to my też musimy trenować. Czasami te treningi są śmieszne pod względem takim, że to w ogóle śmiesznie wygląda, czyli z używaniem piłki, gumy, łańcuchy, tak naprawdę wszystko i nic. No i przez to, jeżeli ktoś tak trenuje, no to najczęściej jest tak, że skupiamy się na rzeczach, które dają nam jakieś efekty czy też możliwość, podnoszą nasze zdolności fizyczne w 5-10%, a zapominamy o rzeczach, które mogą podnosić nasze zdolności o 300-400%, bo tym jest siła mięśniowa.

Dzięki treningowi siły mięśniowej, będziemy też wpływać na inne zdolności motoryczne, takie jak szybkość, skoczność, przyspieszenie, zmiany kierunku poruszania się, koordynacja ruchowa, równowaga, wytrzymałość. To wszystko będzie powodowało, że większa siła mięśniowa będzie wpływała na te zdolności, może nie zdolności, natomiast aspekty przygotowania fizycznego. W drugą stronę, jeżeli chcemy budować szybkość, to ten próg będzie w pewnym momencie ograniczony, bo musimy być silniejsi, żeby móc być szybsi, natomiast poprzez zwiększanie treningu szybkości, nie spowoduje to, że będziemy mieli lepszą koordynację. Oczywiście koordynację w wykonywaniu danej czynności ruchowej, natomiast nie w globalnym aspekcie i poruszaniu się. Poza tym też jakby znalazłem poprzez swoje prace i doświadczenie, w ogóle odkładając tutaj źródła naukowe, książki i tak dalej, to zauważyłem, że w treningu, jeżeli skupiam się na tym aspekcie, to przynosi mi największe korzyści.

Jest u ciebie trochę tak, że jakby budując siłę, niechcący budujesz wszystkie inne wartości, które potrzebuje mieć zawodnik?

Dokładnie tak. Najczęściej pracuję ze sportowcami drużyn sportowych – siatkówka, koszykówka, piłka ręczna. Najczęściej w trakcie sezonu to koszykarze. Więc jeżeli spojrzymy na specyfikę dyscypliny, to najważniejsze rzeczy, które rzucają się w oczy, to jest to, że dominują beztlenowe procesy energetyczne. To, że wykonuje się bardzo dużą ilość skoków. To, że jest bardzo duża ilość przyspieszeń, zmian kierunków i tak dalej. Nie mówię tu o meczu, bo mecz to jest jakby jedna rzecz, natomiast trening to jest tak naprawdę sześć dni w tygodniu i ten trening wygląda w ten sposób, że jest bardzo duża intensywność, krótkie czasy przerwy i tak dalej. I teraz, jeżeli ja miałbym pójść na siłownię i znowu moim zamiarem byłoby dokładanie tych samych rzeczy, na przykład skupianie się, bardzo modne jest w ostatnim czasie plajometryka, musimy robi te skoki i tak dalej. To super wygląda jak ktoś wskakuje ci na skrzynię metrową albo znajdujemy, że zadziera nogi i tak dalej, tak naprawdę środek ciężkości ciała w ogóle się nie przemieszcza, natomiast pracujemy bardziej nogami, więc to nie ma nic wspólnego z wysokością wyskoku. Ludzie to kochają, to dobrze się sprzedaje. Natomiast gdybym ja miał coś takiego robić, no to prawdopodobnie zaraz pojawiłyby się problemy z kolanami, patrz tutaj kolano skoczka, z Achillesami, z dolnym odcinkiem pleców, no i tak naprawdę nie dałoby mi to dużej korzyści. Może bym wpłynął w 2-3%, jeżeli chodzi o ten rodzaj treningu, natomiast, jeżeli skupiam się na dobrze zaprogramowanym treningu siłowym, który uwzględnia równowagę strukturalną, czy to jest dysbalans mięśniowy danej osoby, który jest zaplanowany, ciągły, jest przemyślany, to przynosi mi to bardzo, bardzo duże korzyści i zmienia to czasami sposób gry i sposób myślenia. To też mówię, nie jest na takiej zasadzie, że to jest obserwacja pół roku, roczna czy dwuletnia, tylko to jest doświadczenie 9-10 lat i obserwacja.

Zawodnicy, na przykład miałem trzech polskich zawodników, którzy zdobywali króla strzelców w naszej lidze. Pierwszy był Jakub Dłoniak, który od 20 lat nie było Polaka, bo zawsze to byli albo Amerykanie, w ogóle obcokrajowcy. Polak nigdy nie był królem strzelców, to była pierwsza osoba i to jest osoba, z którą ja trenowałem dłużej niż 12 tygodni w offseason na siłowni. Czyli to jest najlepszy czas na zwiększenie siły, mocy i tak dalej. I to spowodowało, nie mówię, że mój trening siłowy i moje metody spowodowały, że on został królem strzelców. Broń boże, bo Kuba oczywiście jest wielkim pracusiem, jest świetnym zawodnikiem, natomiast to się bardzo przyczyniło, bo on sam o tym mówił. Drugą osobą, która była, to Krzysiek Szubarga. To było w ogóle jeszcze bardziej skomplikowane, bo on był osobą, która była przekreślana. My się poznaliśmy w Koszalinie i tam lekarze stawiali na nim krzyżyk, mówili – ty nie wrócisz do sportu przez kontuzję dolnego odcinka pleców. A on przez trening siłowy i przez swoje zaangażowanie, chęci i tak dalej, spowodował, że grał najlepszy sezon w karierze pod względem punktowym i był drugim królem strzelców. I trzecią osobą, tak naprawdę trenowaliśmy od lutego do sierpnia, czyli mamy praktycznie 7 miesięcy treningu non stop zaplanowanego, jego ciało się zmieniło, jego pewność siebie była jeszcze większa, jego umiejętności, on też o tym mówił, że czuł się jakby rewelacyjnie pod względem siłowym. Kolejną osobą, trzecią, wiadomo, raz można powiedzieć, że przypadek, drugi powiesz, że wyszło, no ale jeżeli masz kolejne efekty, no to już coś ci daje do zrozumienia. Kolejną osobą był Michał Michalak. Ja nie wiem nawet czy ty z nim nie pracowałeś.

Pracowałem z nim w Polonii.

On też długo czekał na podpisanie umowy w tym roku, bo czekał na wyjazd, po prostu chciał wyjechać za granicę i też był osobą, która trenowała przez cały ten okres. Też rozmawialiśmy wielokrotnie, mówił, że zrobił ogromny postęp. Mówił, że nogi pewniejsze, lepsze zatrzymanie. Nawet ostatnio widziałem się z Kubą Dłoniakiem i mówi – no, ten Michał Michalak, oglądałem mecze to rewelacyjnie się zatrzymuje, o wiele lepiej do rzutu, pewniejsza pozycja i tak dalej. I też został kolejnym królem strzelców. Oczywiście to nie jest wyznacznik, że król strzelców i trening siłowy, trzeba gdzieś tam znaleźć jakąś wielką korelację, ale jednak pokazuje, że to daje ci przewagę. Świetnym przykładem, bardzo się z tego cieszę jako trener przygotowania fizycznego, jest serial Last Dance, w którym Michael Jordan, jest wyraźnie wyznaczona linia czasowa, mecze finałowe z Detroit Pistons, gdzie jest poturbowany, rzucany, jest chuchro. Zatrudnia Tim Grovera, ćwiczy z nim przez całe lato, wraca i od tego czasu jest zero kontuzji, praktycznie w ogóle nie opuszczone żadne spotkanie przez kolejne lata i wygrane 6 mistrzostw. Ktoś to zbagatelizuje i powie, że jest wiele czynników. Ja powiem – tak, oczywiście masz rację, natomiast uważam, że trening siłowy, kształtowanie siły mięśniowej i wszystkie jakby rodzaje siły mięśniowej, siła startowa, eksplozywna, reaktywna, to wszystko ma swoje miejsce w planie, dobrze zaplanowane powoduje, że można zrobić ogromną różnicę, jeżeli chodzi o grę w koszykówkę i w ogóle tak naprawdę o każdą dyscyplinę sportową.

Są takie dwa mity, trochę je połączę w jeden, żeby było prościej je zrozumieć. Jeden jest taki, że jeżeli dołożył siłę to tracisz rzut, a drugi, że jeżeli przed meczem zaczniesz robić siłę, to nie będziesz miał siły na mecz. Jak do tego podchodzisz? Bo też w Last Dance było pokazane, że oni tuż przed meczem idą na siłownię, co w polskiej lidze jest kompletnie nie do pomyślenia.

Ostatnio nawet dziennikarz do mnie zadzwonił i pytał się o jednego z zawodników, właśnie o ten aspekt związany z tym, że trening siłowy zabija rzut i jak to jest. Nie będę tutaj podawał nazwiska, bo to jest dosyć znana osoba, dosyć znany koszykarz, a z nim nie pracowałem, więc nie chcę tutaj jakby mówić. Natomiast zgodzę się z tym, może ku zdziwieniu, że trening siłowy może popsuć rzut. Tylko jeżeli ktoś robi to źle, to tak samo jakby mówić, że nie jedź samochodem, bo jest najwięcej wypadków ze wszystkich środków lokomocji. To jest na takiej zasadzie. Oczywiście tak, jest to prawdą, natomiast jeżeli robisz to dobrze, wykonujesz to w sposób zaprogramowany, w sposób przemyślany, ktoś tobą kieruje, to nie ma takiej możliwości.

Kiedy się pojawia problem? Wtedy, kiedy używasz po pierwsze złego rodzaju wzoru ilości powtórzeń, czyli na przykład idziesz bardziej w stronę kulturystyczną, czyli budujesz niefunkcjonalną masę mięśniową, która nie wpływa na zwiększenie koordynacji wewnątrzmięśniowej, nie wpływa na pracę mózgu, na poprawę w ogóle koordynacji ruchowej w globalnym aspekcie, a tylko powoduje, że pompuje ci mięśnie. Czyli typowy body building. Aczkolwiek wiesz też o tym doskonale, że ciężko w dwa miesiące się zamknąć i nagle robisz się jak Arnold Schwarzenegger. Jest to niemożliwe. Natomiast jeżeli ktoś ma takie predyspozycje, często Afroamerykanie mają taką możliwość, że w krótkim czasie potrafią budować bardzo dużą masę mięśniową, natomiast w takim przypadku z osobami, z którymi ja pracuję, no to rzadko się zdarza, że ktoś potrafi zrobić ogromną różnicę. Natomiast jeżeli idziemy właśnie w kierunku body building, no to nie ma co się dziwić, no bo jestem napęczniały, krew jest zatrzymana w mięśniu, tym bardziej po treningu, ogranicza to ruch.

Drugą rzeczą jest to, jeżeli ktoś najnormalniej w świecie nie używa pełnych zakresów ruchu. Na pewno trafiały do ciebie osoby, które amatorsko ćwiczyły siłowo i kogoś bolą plecy, kolana i tak dalej, bo na przykład wykonuje przez cały rok tylko i wyłącznie połowę przysiadu, podciąga się do 90 stopni, jak wyciska to nie dotyka klatki piersiowej, tylko kilka centymetrów, żeby oszukać jak największy ciężar. I to powoduje, że tworzą się w przenośni jakieś przykurcze i ogranicza i zaburza to pracę mięśnia, ze względu na po pierwsze sam skurcz, rozkurcz, który jest niezwykle ważny generalnie w koordynacji i technice rzutu. Po drugie powoduje to, że jest zaburzone przewodnictwo nerwowe pomiędzy mięśniami, a po trzecie, że robią się zrosty na przykład i to też ogranicza zakres ruchu. I trzecią rzeczą, która jest ważna, no to jeżeli ktoś ćwiczy siłowo i przy tym w ogóle nie chodzi, nie rzuca i nie gra w koszykówkę, no to rzeczywiście po pewnym czasie, jeżeli ja trenuję, na przykład teraz mieliśmy ten okres kwarantanny i tak dalej, ktoś miał dostęp do siłowni i na przykład przez 5 miesięcy tylko dźwiga ciężar, idzie na salę, no to wiesz, jednak tutaj ciało jest przebudowane, czyli zbudowały się nowe włókna mięśniowe, jest to nowe unerwienie. Te nowe unerwienie to jest oczywiście takie bardzo ogólne na potrzeby tego o czym rozmawiamy, natomiast nie będziemy też wchodzić dogłębnie całe procesy neurologiczne i fizjologiczne, natomiast te nowe przewodnictwo czy też nowe połączenia nerwowe, które się pojawiły, one nie znają koszykówki, nie znają tego ruchu rzucania. I to powoduje, że nasz rzut jest zaburzony.

Jakby mogę wyodrębnić trzy rzuty, trzy rzeczy, które będą wpływały. Natomiast jeżeli ktoś ćwiczy w pełnym zakresie ruchu, robi przemyślanie, stosuje właściwą liczbę powtórzeń, czyli raczej te dolne spektrum, czyli na przykład od jednego do ośmiu powtórzeń i tak dalej, to sprawia, że nie ma szans, żeby ktoś rzucał gorzej. Gdyby tak było, to najlepsi koszykarze, najlepsi strzelcy jak J.J. Redick, Ray Allen, Kyle Korver, no to oni by nie trafiali do kosza, bo to są osoby, które ćwiczą na siłowni.

Wróćmy do tematów, o których mówiliśmy wcześniej, czyli do wzorca ruchowego i do siły. Co byś powiedział na to, że jeżeli ktoś do ciebie przychodzi i dajesz mu jakby na ten zły wzorzec siłę, bardziej go niszczysz, utrwalasz mu ten zły wzorzec ruchowy i to będzie błąd czy będzie ok, czy lepiej byśmy reedukowali ten wzorzec innymi rzeczami niż siła?

Pierwsza rzecz, którą ja w takim przypadku robię, to jest normalne, spotykam się z takimi rzeczami na co dzień, to jest zadanie sobie pytania, z czego to się bierze, skąd jest ten problem. Drugą rzeczą jest to, jak duży jest to problem. Bo jeżeli jest to rzeczywiście bardzo duży problem, na przykład ktoś ma wykonywać przysiady i jest cały zgarbiony, nie ma zakresu ruchu, koślawi kolana, no to ja nigdy nie dam i nie pozwolę, żeby ktoś wykonywał mi po prostu przysiadów, tylko będę szukał takich narzędzi, żeby dana osoba mogła dalej ćwiczyć, ale w sposób bezpieczny. Bo takie jest moje zadanie jako trenera, żeby znajdować rozwiązania, po części, tak, żeby znajdować rozwiązanie, żeby dana osoba mogła ćwiczyć. Natomiast też się zdarza tak, że na przykład mamy osobę, która ma wielki batwing w trakcie wykonywania, czyli zawijanie po prostu, mówiąc kolokwialnie, miednicy. No i wykonujemy na przykład przysiady, systematycznie zwiększamy ciężar z serii na serię, przed wykonaniem tych głównych serii, no i wykonuję samą sztangą, ten batwing się pojawia, zwiększamy do 60%, dalej jest ten batwing, zwiększamy do 70%, ten batwing robi się mniejszy. Kolejna seria rozgrzewkowa, robimy na przykład 80% serie rozgrzewkowe i nagle się okazuje, że w ogóle problem zniknął. Czasami wynika to po prostu z tego, że poprzez zwiększenie pracy i odpowiedzi neurologicznej, pracy mózgu i tak dalej, powoduje to, że ciało jakby ma zdolności samonaprawcze. Nawet w takich przypadkach, jeżeli tutaj rozmawiamy o zaburzonym wzorcu ruchu, ale broń boże, żeby ktoś tego źle nie odebrał, jeżeli ktoś ma rzeczywiście bardzo duże zaburzenia ruchu, jest fatalna technika, no to nie powinno się tutaj obciążać tego dużym poziomem intensywności, dużym obciążeniem, żeby nie doprowadzić do kontuzji.

Bardzo często mówi się o tym, że my chcemy jakby za długo reedukować, za długo skupiamy się na tym, żeby nie obciążać.

Właśnie eksperymentowałem z FMS-em. Teraz już to się zmieniło, dużo osób właśnie hejtuje FMS. Oczywiście to też nie jest tak, że to jest złe czy dobre, ja bym nie rozpatrywał tego w kategoriach złe czy dobre, tylko bardziej bym rozpatrywał to w kategoriach, w jaki sposób możemy to wykorzystać, żeby było nam pomocne. I teraz kiedyś robiłem, tam jak robisz FMS i później masz do każdego testu ćwiczenia naprawcze.

Korekcję.

Tak, korekcję. No i eksperymentowałem z tym. Eksperymentowałem ze swoją drużyną koszykarską gdzieś tam w okresie takim między sezonami, na poziomie chyba trzeciej czy drugiej ligi. Może nawet to było nieświadomie. I starałem się, mówię – jeżeli najpierw poprawię te „wzorce ruchu”, a dopiero później zacznę ich obciążać. Przy tym oni dalej byli w treningu koszykarskim. No i co wyszło? Nagle się okazało, że w ciągu dwóch tygodni miałem więcej takich urazów mięśniowych, tkanek miękkich, niż przez okres całego sezonu. To było robione jakby na grupie 15 chłopaków i też u osób, które nigdy nie były kontuzjowane, bo nigdy nie miały z niczym problemu. Nagle gdzieś zaczęło boleć kolano, nagle ktoś naciągnął dwójkę, nagle gdzieś tam dolny odcinek pleców, i dało mi to do zrozumienie, że nie mogę robić w nieskończoność tylko i wyłącznie korekcji i nie poddawać takiej osoby wysokim poziomem stresu. Dlaczego? Bo jeżeli dana osoba gra w koszykówkę i ona wyskakuje do góry i ląduje, no to ona musi przyjąć 7-8 razy więcej niż swoja masa ciała. A ja będę robił korekcje, które tak naprawdę z intensywnością mają się nijako. Oczywiście, też nie mam tutaj na myśli, że to jest niepotrzebne, bo oczywiście, to może świetnie przyspieszać procesy regeneracji, na pewno może pomóc w jakiś sposób doprowadzić do tego, że to ciało zacznie lepiej funkcjonować, natomiast nie będzie tutaj to najlepsze rozwiązanie w kontekście wysokiej wydajności sportowej.

Bardzo często u was odsyłasz ludzi do różnorakich badań naukowych. Jak ty w swojej praktyce takiej gdzieś takiej z drużynami, do tych wszystkich badań podchodzisz? Raczej idziesz w badania, czy swoje doświadczenia tego co robisz?

Jedno i drugie. Uważam, że nie powinniśmy tylko i wyłącznie kierować się badaniami. Jednym z takich przykładów, które mam teraz akurat w tym momencie w pamięci, to jest to, że mamy klaster trening. Czyli to są metody klasterowe, które polegają na przerwie wewnątrz serii. Czyli wykonujemy, na przykład mamy 5 powtórzeń, wykonujesz jedno powtórzenie, masz 20 sekund przerwy, jedno powtórzenie, 20 sekund przerwy. I dzięki tej metodzie i zastosowaniu tego, powoduje to, że zwiększasz po pierwsze intensywność treningu, przez to trening może być bardziej intensywniejszy, mimo to, że wykonujesz tą samą liczbę powtórzeń.

A drugą rzeczą to, że prędkość sztangi czy też prędkość przedmiotu, który podnosić, będzie miej spadała w czasie. Czyli na przykład, jeżeli wykonujemy serie proste, po prostu pięć powtórzeń, to na przykład prędkość sztangi to jest 100% w pierwszym powtórzeniu i spada na przykład o 30% czy 40% w ostatnim powtórzeniu. Natomiast przy zastosowaniu klasterów, te różnice będą o wiele mniejsze, na przykład 10-15%.

I ta metoda była znana tak naprawdę już w 1970 czy 77 roku i była stosowana przez sztangistów i dwuboistów. Natomiast nie było do tego badań i dużo osób podchodziło do tego z dużym przymrużeniem oka i osobą, która bardzo mocno to rozpropagowała to był Charles Poliquin. No i co się okazało, w 2012 albo 2016, już nie pamiętam, pojawiły się badania, które ukazały, że metody klasterowe czy też klaster serie, są świetną rzeczą w kontekście budowania siły i mocy mięśniowej. Czyli jeżeli byśmy patrzyli przez pryzmat igrzysk olimpijskich czy też mistrzostw świata, to tak naprawdę, jeżelibyśmy się sugerowali tylko i wyłącznie badaniami, to prawdopodobnie stracilibyśmy co najmniej kilka igrzysk olimpijskich i co najmniej kilkanaście bardzo ważnych imprez rangi międzynarodowej czy narodowej, co mogłoby spowodować, że nie stosując tej metody, oczywiście to jest hipotetyczne, dana osoba, którą trenujemy, nie osiągnęłaby określonych rezultatów.

Tam była chyba jeszcze konkluzja z tego postu, że to zawsze trenerzy wyprzedzają to co się dzieje później w badaniach, bo ktoś to musi jakby spróbować.

Tak jest. Bo dla mnie siłownia, dla ciebie twój gabinet, to jest laboratorium po prostu. I tam czasami wychodzą rzeczy, które naukowcy nie znają. Czasami jest tak, że przecież pomysły, które rodzą się na siłowni, są pomysłami, które później przekładane są na badania, bo osoby, które zajmują się tworzeniem badań, które nie są związane z nauką, nie wiedzą do końca jakich metod i tak dalej, stosować. Więc stąd często są czerpane sposoby i metody do tego, żeby mierzyć pewne rzeczy i sprawdzać, i przeprowadzać badania.

Gdzie chciałbyś razem z Get Better i ze SCEC-iem być za 10 lat?

Tak jak wspominałem, chciałbym, żeby Get Better, aczkolwiek nie mam prawa narzekać, bo mamy naprawdę bardzo dobry obiekt, natomiast lepsza infrastruktura, więcej trenerów, po to, żeby była większa opieka dla zawodników, jeżeli mówimy tutaj o Get Better, tym samym większa efektywność. Natomiast ze SCEC to na pewno chcielibyśmy, żebyśmy cały czas rośli wraz z tym projektem, rozwijali się z tym projektem, a tym samym, żeby pojawiały się, żebyśmy mieli więcej siłowni czy też więcej miejsc, nie tylko i wyłącznie w Gdyni, ale też w innych miastach. Nie tylko mówię tu o Polsce, ale generalnie na świecie.

A ty w tych projektach, gdzie?

Na pewno chciałbym, jeżeli te projekty będą wzrastać, rosnąć, to tak samo ja będę rósł, bo jestem osobą, która współzarządza tym, więc to jest jedna rzecz, druga rzecz, na pewno chciałbym też mieć możliwość występu z orzełkiem na piersi. To jest bardzo ważne dla mnie. To są takie dla mnie dwa najważniejsze marzenia.

Co byś powiedział wszystkim, jakąś taką poradę dla wszystkich młodych trenerów? Żeby nie popełnili jakiegoś twojego błędu, co byś im powiedział?

Przede wszystkim to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czyli jeżeli ktoś ma jakieś pragnienia, cele, marzenia i tak dalej, no to wszystko jest możliwe do zrealizowania, tylko potrzeba na to po pierwsze czasu i po drugie ciężkiej pracy, którą trzeba zainwestować. Drugą rzeczą, to nigdy nie ma rzeczy zerojedynkowych, czyli nie jest tak, że coś jest w 100% rewelacyjne, a coś jest w 100% złe. Trzeba umieć wypośrodkować i znaleźć właściwe sposoby do tego, żeby ukierunkować daną osobę na dany cel, jaki ta osoba sobie postawiła, czy sobie postawiliście. I rozwój, czyli na pewno jest powiedziane, że jeżeli codziennie przez 5 lat będziesz poświęcał jedną godzinę w ciągu dnia, spowoduje to, że staniesz się ekspertem na światowym poziomie. Więc na pewno to nie jest, tak jak mówię, to nie jest łatwa praca, to nie jest czasami przyjemna praca, to czasami jest praca, która po prostu zmusza nas do bardzo dużego stresu i tak dalej, tym samym trzeba się rozwijać, trzeba się z tym mierzyć, i myślę, że trzeba być przede wszystkim cierpliwym, pracowitym i bardzo dużo inwestować w siebie przede wszystkim.

A co byś powiedział tym starszym trenerom, który mówią – ja wiem co ja wiem – i nie chcą dziś patrzeć na boki?

Myślę, że jest to krótkowzroczne. Czasami jest tak, że osoby nie zagłębią się w dany temat albo na przykład zagłębią się tylko i wyłącznie w jeden temat, nie znając spektrum zagadnień związanych generalnie z szeroko pojętą aktywnością fizyczną, treningiem sportowym, treningiem siłowym i uważają oczywiście, że ich racja, czy też ich wiedza jest najważniejsza. Bardzo często jest to szybko weryfikowane, kiedy zaczyna się pracę na poziomie z profesjonalnymi sportowcami, którzy coś wiedzą, coś doświadczyli, to czasami nagle się okazuje, że realia są zupełnie inne.

No i chyba tak zakończymy sobie ten 31. odcinek serii Dachowski Pyta. Ja tobie, Arturze bardzo dziękuję za te półtorej godziny, które udało nam się porozmawiać. Mam nadzieję, że to było dla ludzi inspirujące. Dziękuję ci bardzo.

Bardzo dziękuję, pozdrawiam, dziękuję tobie za zaproszenie, a także pozdrawiam wszystkie osoby, które będą tego słuchały.

A więc niech tak będzie. Pozdrawiam serdecznie wszystkich i zapraszam do kolejnych odcinków z serii Dachowski Pyta.

O czym usłyszysz w tym odcinku podcastu?

  • 1 : 50 - Początki przygody ze sportem.
  • 4 : 35 - Jakie błędy popełnia się na początku kariery sportowej?
  • 13 : 33 - Wyjazd do Stanów, który zmienił bieg kariery.
  • 25 : 00 - Projekt „Get better”.
  • 28 : 26 - Indywidualizacja w treningu grupowym.
  • 35 : 23 - Wzorzec ruchowy.
  • 42 : 20 - Czego można się nauczyć na campie NBA?
  • 56 : 42 - Szkolenia, w które warto zainwestować.
  • 61 : 02 - Siła jest fundamentem.
  • 74 : 52 - Czy obciążenie złego wzorca to błąd?
  • 80 : 00 - EBM i doświadczenie w treningu.
  • 83 : 35 - Plany na kolejne lata.